Przynieś kajdany, o pani. Jam więźniem twego serca.
Mój umysł nie funkcjonuje normalnie ? Jestem walnięta ?
- A to dopiero - mruknął Edward. - Lew zakochał się w jagnięciu. - Biedne głupie jagnię - westchnęłam. - Chory na umyśle lew masochista.
Nic tak nie zwalnia ruchu na drodze jak gliniarz." - Bella
Nigdy nie zastanawiałam się jak umrę ale umrzeć za kogoś kogo się kocha wydaje się dobra śmiercią".
Boję się tylko tego, że mogę cię stracić.
Czyż nie jestem najdoskonalszym drapieżnikiem na świecie? Wszystko we mnie cię przyciąga, pociąga, kusi – mój głos, moja twarz, nawet mój zapach! I po co to wszystko? (...) I tak mi nie uciekniesz.(...) I tak mnie nie pokonasz.
A jeśli nie jestem pozytywnym bohaterem komiksu, tylko jedną z tych mrocznych postaci, z którymi walczy?
Robisz dobrą minę do złej gry-oświadczył, starannie dobierając słowa.- Ale założę się, że nie dajesz po sobie pozna, jak bardzo tak naprawdę cierpisz.
Nigdy wcześniej nie zastanawiałam się nad tym, jak chciałabym umrzeć – nawet mimo wydarzeń ostatnich miesięcy. Ale choćbym próbowała, z pewnością nie wpadłabym na coś podobnego.
- Ja tu słyszę w głowie głosy, a ty się przejmujesz, że jesteś wariatką - zaśmiał się Edward...
Lew zakochał się w jagnięciu. Głupie jagnie. Chory na umyśle lew masochista
Nic mi się nie zgadzało, mózg miałam równie bezużyteczny, co resztę ciała.
,,Byłam pewna trzech rzeczy.
Pierwsza : Edward był wampirem .
Druga : Jakaś część jego ciała , nie wiem na ile dominująca - pragnęła mojej krwi.
I trzecia : Byłam w nim bezwarunkowo i bezgranicznie zakochana .
- Zrobiłem coś nie tak?
- Nie, wręcz przeciwnie. Doprowadzasz mnie do szaleństwa.
- Hm. - Zamyślił się. - Naprawdę? - dodał głosem pełnym samozadowolenia. Na jego twarzy pojawił się triumfalny uśmiech.
- Mam może być brawo? - spytałam z sarkazmem.
wbiłam mu nóż w serce a teraz musiałam go przekręcić
Chętna uczynić z młodości zmierzch swego życia.
-Mam w planach duże pranie. To niemal sport ekstremalny
- Tylko nie wpadnij do bębna.
Jego palce były lodowate, jakby przed lekcją trzymał je w śnieżnej zaspie. Ale to nie dlatego odskoczyłam, cofając rękę. Kiedy mnie dotknął, przeszła jakaś iskra, poczułam się tak, jakby poraził mnie prądem.
Oto miałam oddac życie za kogoś innego, za kogoś, kogo kochałam. To dobra śmierc, bez wątpienia.
- [...] to, że jesteśmy, kim jesteśmy, nie znaczy, że nie wolno nam próbować być lepszymi, że nie wolno nam próbować zmierzyć się z przeznaczeniem, które zostało nam narzucone.
Nie mogłam oderwać wzroku od tej dziwnej grupy, ponieważ ich twarze, tak odmienne, a tak do siebie podobne, były porażająco, nieludzko wręcz piękne. Takich twarzy nie spotyka się w rzeczywistym świecie, co najwyżej na wygładzanych komputerowo fotografiach w czasopismach o modzie lub na obrazach starych mistrzów, gdzie należą do aniołów. Trudno było zdecydować, które z piątki jest najpiękniejsze – może jasnowłosa piękność albo chłopak o kasztanowych włosach?
-No cóż...doszedłem do wniosku, że skoro i tak skończę w piekle, to mogę po drodze zaszaleć
Oto miałam oddać życie za kogoś innego, za kogoś, kogo kochałam. To dobra śmierć, bez wątpienia
Powiedz, czego dokładnie się boisz? - zapytał, oszałamiając mnie po raz kolejny wonia swojego oddechu.
- Tego, że uderzę o drzewo. - Przęłknęłam głośno ślinę. - I zginę na miejscu. I że jeszcze potem zwymiotuje.
Nie pozwolił sobie na to, żeby się roześmiać - pocałował mnie za to we wgłebieniu między obojczykami.
- Nadal się boisz? - zamruczał, nie odsuwając chłodnych warg od mojej skóry.
- tak. - Miałam trudności z koncentracją. - Że uderzę w drzewo. I że zrobi mi się niedobrze.
Przejechał mi powolutku nosem po szyi, od miejsca, w którym mnie pocałował, aż po brodę. Jego oddech był tak lodowaty, że szczpyał niczym powietrze w mroźny dzień.
- A teraz? - szepnął wtulony w mój policzek.
- Bez zmian - wymamrotałam. - Drzewa. wymioty.
Edward złożył delikatne pocałunki na mych powiekach.
- Bello, chyba nie myslisz, że mógłbym uderzyć w drzewo?
- Ty nie, ale ja tak - odparłam, ale już bez większego przekonania.
Zwęszywszy rychłe zwycięstwo, Edward pocałował mnie kilkakrotnie w policzek, zatrzymując się tuż przed kącikiem ust.
- Sądzisz, że pozwoliłbym na to, zebys się przy mnie zraniła? - Musnął moja rozedrganą dolną wargę swoją górną.
- Nie. - Wiedziałam, że oprócz drzew miałam jeszcze jeden argument, ale zupełnie wyleciał mi on z głowy.
- Sama widzisz. - Nasze wargi dotykały się co chwila. - Nie ma się czego bać, prawda?
Poddałam się.
- Nie. Nie ma.
Słysząc to, Edward ujął moją twarz w obie dłonie i pocałował mnie nareszcie tak zupełnie na serio, namiętnie, niemal brutalnie.
Tym razem nie dało się w żaden sposób usprawiedliwić mojego zachowania - wiedziałam juz przecież doskonale, jakie będą jego konsekwencje, a mimo to nie potrafiłam się powstrzymac i postąpiłam dokładnie tak samo. Zamiast, dla własnego bezpieczeństwa, zastygnąć nieruchomo, przycisnęłam Edwarda mocniej do siebie, rozwierając przy tym wargi i wydając z siebie głośne westchnienie.
Natychmiast bez większego wysiłku wyrwał się z moich objęc.
- A niech cię, dziewczyno! Wpędzisz mnie do grobu.
Wystarczyło, że pomyślałam o nim: o jego głosie, jego hipnotycznym spojrzeniu, magnetyzującej sile jego osobowości... Niczego tak bardzo nie chciałam, jak tego, by z nim być.
- Kocham cię. - powiedział. - To marna wymówka, ale i szczera prawda.
oto miałam oddać życie za kogoś innego, za kogoś, kogo kochałam. to dobra śmierć, bez wątpienia. szlachetny postępek, coś znaczącego
W każdym związku konieczna jest pewna równowaga. Nie może być tak, że tylko jedna strona bez przerwy ratuje drugą. Obie muszą się ratować.
To niesamowite, jak wielka jest różnica pomiędzy czytaniem o czymś, oglądaniem o tym filmów a doświadczeniem tego czegoś w prawdziwym życiu, nie uważasz?