cytaty z książki "Wahadło Foucaulta"
katalog cytatów
Czasem czujesz, że coś się stanie, zakochujesz się nie dlatego, że się zakochujesz, zakochujesz się, ponieważ w danym momencie miałeś rozpaczliwą potrzebę zakochania się.
Po cóż byłoby żyć, gdyby wszystko było takie, jakim się jawi?
Tragedia samobójcy polega na tym, że ledwie wyskoczy z okna, między siódmym a szóstym piętrem człowiek myśli: "Ach, gdybym mógł wrócić!
Demonstrowany publicznie sarkazm w gruncie rzeczy ujawniał najprawdziwszą melancholię, którą w sekrecie próbował ukryć przed sobą samym, maskując ją melancholią manieryczną.
Wszyscy żyją w moim świetle, a ja żyję w nieznośnym iskrzeniu moich mroków.
(...) kiedy człowiek zabiera się do mistycznych dodawań i odejmowań, rachunek zawsze się zgadza.
Jesteś nędznikiem, kiedy czujesz się nędznikiem.
-Och, nie, łaski... Możecie o tym przeczytać gdziekolwiek...
-Jesteśmy zwolennikami przekazu ustnego - oznajmił Belbo.
-Jest bardziej mistyczny - dodał Diotallevi. - Bóg stworzył świat, wypowiadając słowa, nie zaś nadając telegram.
- A gdyby to pan okazał się głupcem?
- Znalazłbym się w doborowym i starodawnym towarzystwie.
I wtedy zobaczyłem wahadło.
Często, by czegoś dowieść, trzeba umrzeć.
Ktoś powiedział, że każdy skomplikowany problem ma proste rozwiązanie i jest ono błędne.
Sztuka nas zwodzi i uspokaja, podsuwa świat taki, jaki powinien być według artystów. W tandetnej literaturze udaje się, że wszystko jest żartem, ale potem ukazuje nam świat taki, jaki jest albo powinien być.
Jeśli już trzeba wierzyć, niechaj będzie to religia, która nie wpoi ci poczucia winy.
Moim zdaniem istnieje tajne stowarzyszenie, które ma odgałęzienia na całym świecie i które uknuło spisek polegający na tym, aby szerzyć pogłoskę, że istnieje spisek powszechny.
Ludzkość nie może znieść myśli, że świat powstał wskutek przypadku, błędu, wyłącznie dzięki temu, że cztery atomy wpadły jedne na drugie na mokrej jezdni. trzeba więc znaleźć kosmiczny spisek, Boga, anioły albo diabły.
Sądzę, że na pewnym etapie znika różnica między nawykiem udawania, iż się wierzy, a nawykiem wierzenia.
Tak dzieje się ze szpiegami. Przenikają do tajnych służb wroga, przyzwyczajają się myśleć tak jak on, jest to dla nich jedyny ratunek, ale nie ulega wątpliwości, że po jakimś czasie przechodzą częściowo na drugą stronę barykady, bo staje się ona ich stroną. Albo z tymi, którzy żyją samotnie, mając tylko psa za towarzysza; rozmawiają z nim od rana do wieczora, z początku starają się zrozumieć jego logikę, potem utrzymują, że to pies zrozumiał ich logikę, najpierw spostrzegają, że jest nieśmiały, potem że zazdrosny, jeszcze potem że drażliwy, a wreszcie zaczynają bez ustanku się na niego złościć i urządzać sceny zazdrości. Są pewni, że pies upodobnił się do nich, ale to o ni upodobnili się do swojego psa, są dumni, że go uczłowieczyli, ale w istocie sami się spsili.
Owego dnia byłem tam, gdzie byłem, więc dzisiaj jestem tu, gdzie jestem.
Chciał umrzeć, żeby samemu sobie oraz innym dowieść, iż nawet kiedy się nie ma talentu, wyobraźnia jest zawsze twórcza.
- Gubi nawet maszynopisy?
- Nie częściej niż inni. W wydawnictwie wszyscy gubią maszynopisy. Sądzę, że stanowi to główny przejaw działalności.
Belbo ruszył i przejechał cynicznie przez najbliższe miasto, Lorenza przeklinała wszystkie zwierzęta, którymi Pan Bóg zaplugawił ziemię od pierwszego do piątego dnia włącznie, a Belbo miał na to taki sam pogląd, ale ośmielił się poddać krytyce także dzieło dnia szóstego, a może nawet odpoczynek w siódmym, ponieważ doszedł do wniosku, ze była to najokropniejsza niedziela, jaką zdarzyło mu się przeżyć.
Prawdziwym wtajemniczonym jest ten,kto wie, że najpotężniejszą tajemnicą jest tajemnica bez treści (...) .
Tak to już jest z łatwowiernością.
Nie chodzi o to, że niedowiarek w nic nie wierzy. Po prostu nie wierzy we wszystko. Wierzy w jedną rzecz naraz, w rzecz zaś drugą - jeśli tylko wypływa ona w jakiś sposób z pierwszej. Postępuje krótkowzrocznie, metodycznie, nie snuje dalekosiężnych planów. W wypadku dwóch rzeczy, które nie trzymają się kupy, wierzyć w obie jednocześnie, mając nadzieję, że gdzieś tam istnieje jakaś ukryta trzecia rzecz wiążąca tamte dwie - oto czym jest łatwowierność.
Poza tym była zakochana w saksofonie kontraltowym, niejakim Papim, według mojej oceny osobniku okropnym i wyleniałym, i patrzyła tylko na niego, on zaś buczał ordynarnie, gdyż saksofon, kiedy nie gra na nim Ornette Coleman i kiedy wchodzi w skład orkiestry - a w dodatku używa go okropny Papi - jest (lub tak wydawało mi się wówczas) instrumentem koźlim i sromowym, ma głos, by tak rzec, modelki, która się rozpiła i wyszła na ulicę.
Wypracowano koncepcję, że nowym podmiotem rewolucyjnym będzie nie proletariat, lecz zboczeńcy seksualni.
–Zamiast doprowadzać do zboczenia proletariuszy, lepiej sproletaryzować zboczeńców, i jest to łatwiejsze, jeśli wziąć pod uwagę ceny doktora Wagnera–powiedział mi któregoś dnia Belbo.
Pomyślmy: Mateusz, Łukasz, Marek i Jan to grupa wesołków, którzy zbierają się i postanawiają zrobić kawał, wymyślając pewną postać, ustalają kilka najważniejszych faktów, co do reszty każdy ma wolną rękę, potem zobaczymy, kto najlepiej sobie poradził. Cztery opowieści trafiają do znajomych, którzy zaczynają się wymądrzać. Mateusz jest dość realistyczny, ale zbyt duży nacisk kładzie na kwestię mesjasza. Marek całkiem, całkiem, lecz trochę bałaganiarski. Łukasz ma elegancki styl... to trzeba przyznać. Jan za dużo filozofuje.... Ale w sumie książeczki podobają się, krążą z rąk do rąk i kiedy tamci czterej spostrzegają co się stało, jest już za próżno. Paweł spotyka Jezusa na drodze do Damaszku. Pliniusz rozpoczyna śledztwo na rozkaz zatroskanego przebiegiem wydarzeń cesarza, całe stosy apokryfów wmawiają czytelnikom, że ich autorzy też wiedzą niejedno.... ty, apokryficzny czytelniku, mój bliźni, mój bracie... Piotrowi to wszystko uderza do głowy, zaczyna traktować siebie poważnie. Jan grozi, że wyjawi całą prawdę. Piotr i Paweł każą go złapać, zakuwają w łańcuchy na wyspie Pathos i biedaczysko zaczyna widzieć niestworzone rzeczy; szarańcza na oparciu łoża, uciszcie trąby, skąd wzięła się ta krew.... Inni mówią, że za dużo pije, że to arterioskleroza... A jeśli naprawdę tak było ?
-Ma gavte la nata
Lorenza, która machała jeszcze ręką Agliemu w wesołym i koleżeńskim geście, zapytała, co to znaczy.
-To turyńskie. Oznacza: wyjmij korek albo, jeśli wolisz, zechce pani wyjąć korek. Kiedy ma się do czynienia z osoba wyniosłą i zadzierającą nosa, można przypuszczać, że jest ona pełna pychy i że przy tym nieumiarkowanym szacunku dla samej siebie ciało może się utrzymać w nadętym stanie jedynie dzięki wetkniętemu między zwieracze korkowi, który zabezpiecza cały ten aerostatyczny majestat. Gdy więc zachęca się danego osobnika do usunięcia owej zatyczki, żąda się od niego, by sam z siebie wypuścił powietrze, czemu nierzadko towarzyszy przenikliwy świst i redukcja pozostałej powłoki zewnętrznej do żałosnego stanu wynędzniałego i bezkrwistego wizerunku upiora poprzedniej dostojności.
Czy to możliwe, aby rzeczywistość nie tylko przerosła fikcję, ale ją poprzedziła, czyli biegła przodem i naprawiała szkody, jakich fikcja dopiero narobi?
Nie miałem pojęcia, jak zdefiniować jego hermetyczny sceptycyzm, jego liturgiczny cynizm, jego wzniosłe niedowiarstwo, które kazały mu uznawać dostojeństwo każdego zabobonu, choć nim zarazem pogardzał.
Nękany przez lata codziennymi wyrzutami sumienia, że obcował tylko z własnymi urojeniami, znajdował ulgę w tym, że dostrzegał urojenia, które stawały się obiektywną rzeczywistością, znaną również komuś innemu, choćby był to Nieprzyjaciel.