cytaty z książki "Rozpieszczony umysł. Jak dobre intencje i złe idee skazują pokolenia na porażkę"
katalog cytatów
[...]
Mam nadzieję, że w nadchodzących latach od czasu do czasu będziecie traktowani niesprawiedliwie, dzięki czemu poznacie wartość sprawiedliwości. Mam nadzieję, że doświadczysz zdrady, ponieważ to nauczy cię, jak ważna jest lojalność. Przykro mi to mówić, ale mam nadzieję, że od czasu do czasu poczujesz się samotny, aby nie brać przyjaciół za coś oczywistego. Jeszcze raz życzę Ci od czasu do czasu pecha, abyś był świadomy roli przypadku w życiu i zrozumiał, że nie do końca zasłużyłeś na swój sukces i że niepowodzenia innych też nie są w pełni zasłużone. A kiedy przegrasz, co zdarza się od czasu do czasu, mam nadzieję, że od czasu do czasu twój przeciwnik będzie napawał się twoją porażką. To sposób na zrozumienie znaczenia sportowej rywalizacji. Mam nadzieję, że zostaniesz zignorowany, abyś wiedział, jak ważne jest słuchanie innych, i mam nadzieję, że będziesz miał wystarczająco dużo bólu, aby nauczyć się współczucia. Czy tego chcę, czy nie, one się wydarzą. A to, czy odniesiesz z nich korzyść, czy nie, będzie zależeć od twojej umiejętności dostrzeżenia przesłania w swoich nieszczęściach.
[...]
Jest takie stare powiedzenie: „Przygotuj dziecko do drogi, a nie drogę dla dziecka.
[...]
Pogląd, że uniwersytet powinien chronić wszystkich swoich studentów przed ideami, które niektórzy z nich uważają za obraźliwe, jest odrzuceniem dziedzictwa Sokratesa, który określał siebie jako „gadfly” narodu ateńskiego. Myślał, że jego zadaniem jest kłuć, niepokoić, zadawać pytania i w ten sposób prowokować innych Ateńczyków do przemyślenia swoich obecnych przekonań i zmiany tych, których nie potrafią obronić.
[...]
Unikanie czynników wyzwalających jest objawem zespołu stresu pourazowego, a nie sposobem na jego leczenie.
[...]
Nie chcę, żebyście byli bezpieczni ideologicznie. Nie chcę, żebyś był bezpieczny emocjonalnie. Chcę, żebyś był silny. To coś innego. Nie będę dla ciebie brukować dżungli. Załóż buty i naucz się radzić sobie z przeciwnościami losu. Nie mam zamiaru ściągać wszystkich ciężarów z siłowni; o to właśnie chodzi w siłowni. To jest siłownia.
[...]
Kultura, która pozwala, aby pojęcie „bezpieczeństwa” zaszło tak daleko, że utożsamia dyskomfort emocjonalny z niebezpieczeństwem fizycznym, to kultura, która zachęca ludzi do systematycznej ochrony siebie nawzajem przed doświadczeniami osadzonymi w życiu codziennym, których potrzebują, aby stać się silni i zdrowe.
Teoria mówiąca, że uczelnie powinny chronić swoich studentów przed ideami, które część z nich może uznać za obraźliwe, jest sprzeczna ze spuścizną Sokratesa, który nazywał siebie ,,osą'' Ateńczyków. Uważał, że jego zadanie polega na żądleniu, zakłócaniu, kwestionowaniu i tym samym prowokowaniu Ateńczyków do analizowania swoich przekonań i zmiany tych, których nie byli w stanie obronić.
Właśnie to mamy na myśli, mówiąc sejfityzm. Bezpieczeństwo to oczywiście rzecz dobra i zapewnianie go innym to prawdziwa cnota. Jednak nawet cnota, czyniona w nadmiarze, może stać się występkiem. Pojęcie ,,sejfityzmu'' odnosi się do kultury czy systemu przekonań, w którym bezpieczeństwo stało się rzeczą świętą. Oznacza to, że w obliczu codziennych wyzwań, tak praktycznych, jak i moralnych, coraz rzadziej jesteśmy gotowi z niej zrezygnować. ,,Bezpieczeństwo'' ponad wszystko, bez względu na to, jak znikome lub mało prawdopodobne jest zagrożenie. Wychowywanie dzieci w kulturze sejfityzmu, a nawet wpajanie im, by były zawsze ,,emocjonalnie bezpieczne'', i jednocześnie chronienie ich przed każdym możliwym zagrożeniem, może doprowadzić do zamkniętego koła: dzieci stają się bardziej kruche i mniej odporne, przez co dorośli zwiększają ochronę, a to sprawia, że stają się one jeszcze bardziej kruche i jeszcze mniej odporne.
[...] okaże się, że ,,lekarstwo'' jest główną przyczyną choroby.
Po pierwsze, jak pisze Twenge, osoby z pokolenia iGen mają ,,obsesję na punkcie bezpieczeństwa''. Ich definicja bezpieczeństwa obejmuje również ,,bezpieczeństwo emocjonalne''. W efekcie wiele z nich jest przekonanych, że powinniśmy być chronieni nie tylko przed wypadkami samochodowymi czy napaściami na tle seksualnym, ale również przed osobami, które się z nami nie zgadzają.
Większość ludzi właśnie w taki sposób postrzega pojęcia takie jak rasizm, seksizm czy homofobia – skupiając się na zamiarze. Jeśli nie lubimy jakichś ludzi z powodu ich przynależności do danej grupy społecznej, źle im życzymy lub zamierzamy ich skrzywdzić, zasługujemy na miano nietolerancyjnych, nawet jeśli powiemy lub zrobimy coś, co przypadkiem pomoże któremu z członków tej grupy. Jeśli natomiast niechcący powiemy lub zrobimy coś, co osoba w tej grupie społecznej uzna za obraźliwe, lecz nie darzymy jej nienawiścią ani nie mamy wobec niej złych zamiarów z powodu jej przynależności do tej grupy, wówczas nie możemy być uważani za uprzedzonych czy stronniczych, nawet jeśli powiedzieliśmy coś niestosownego lub nieczułego, za co należą się przeprosiny. Zwykła wpadka nie czyni z nikogo agresora.
Jednak niektórzy aktywiści utrzymują, że w dyskryminacji ważny jest skutek (w ich rozumieniu); zamiar jest wręcz niepotrzebny. Jeśli członek jakiejś grupy czuje się urażony lub gnębiony przez drugą osobę, wówczas zgodnie z paradygmatem ,,skutek ponad zamiar'' ta druga osoba jest winna dyskryminacji.
Jak pisze Taleb w ,,Antykruchości'', zamykając dzieci w ochronnej bańce, hamujemy ich rozwój i uniemożliwiamy zdobywanie doświadczeń, które są konieczne do stania się sprawnie funkcjonującym, odnoszącym sukcesy dorosłym. Dziennikarka Hara Estroff Marano bije na alarm w tej sprawie już od niemal piętnastu lat. ,,W usuwaniu przeszkód z życia swoich dzieci rodzice posuwają się do granic absurdu'', mówi. ,,Tymczasem nadopiekuńczość sprawia, że dzieci robią się bardziej kruche''. Większość rodziców podświadomie zdaje sobie z tego sprawę, lecz i tak mimowolnie przesadnie chronią swoje dzieci i troszczą się o nie.
Podsumowując, za sprawą odwiecznej ewolucji naszej skłonności do rywalizowania umysł ludzkiej ma tendencje do myślenia dychotomicznego – ,,my kontra oni''. Jeśli chcemy tworzyć przyjazne, inkluzywne społeczności, powinniśmy robić, to w naszej mocy, aby wytłumić wrodzoną plemienność, a wzmocnić poczucie powszechnego człowieczeństwa. Tymczasem niektóre teorie i poglądy nauczane na uniwersytetach i wzmacniają owe tendencje, nawet jeśli nie jest to zamiarem wykładowców. To oczywiste, że na świecie żyją prawdziwi rasiści, seksiści i homofoby. Tyczy się to również instytucji, które, nawet jeśli zarządzający nimi chcą dobrze, są mniej przystępne dla członków niektórych grup. Popieramy nauczanie studentów rozpoznawania szeregu różnych rodzajów bigoterii czy dyskryminacji, to bardzo ważny krok na drodze do ich zwalczania. Intersekcjonalność może być wykładana w skuteczny sposób, czego przykładem jest wystąpienie Crenshaw na platformie TED. Teoria ta pomaga studentom odnaleźć w sobie empatię oraz pozwa la rozpoznać niedostrzegalne wcześniej niesprawiedliwości. Mimo to wielu z nich wciąż błędnie ją interpretuje i zamiast tego mimo wolniej przyswaja Nieprawdę o Nas przeciwko Nim.
Coraz więcej studentów o poglądach lewicowych przyjmuje założenie, że przemoc jako odpowiedź na mowę, którą uważają za ,,mowę nienawiści'', jest usprawiedliwiona. Jednocześnie wielu prawicowych studentów coraz chętniej zaprasza prelegentów, których wykłady z dużym prawdopodobieństwem wywołają reakcje lewicy.
Skoro telosem uniwersytetów jest prawda, to uniwersytet, który nie dokłada się do rosnącej wiedzy ludzkości lub nie przekazuje jej najwartościowszej części swoim studentom, nie jest dobrym uniwersytetem. Uczeni, którzy nie przesuwają w przód granicy między wiedzą a nie wiedzą w swoich dyscyplinach lub zdradzają sprawę szerzenia prawdy, by osiągnąć własne cele (na przykład wzbogacanie się lub szerzenie własnej ideologii), nie są dobrymi uczonymi. Profesorowie, którzy nie uczą swoich studentów głębszego zrozumienia wiedzy odkrytej w ich dyscyplinie i nie przekazują im umiejętności i nawyków, które pozwolą samodzielnie poszukiwać prawdy po ukończeniu studiów, nie są dobrymi profesorami.
Głosząc partyjne slogany, media społecznościowe doprowadziły do powstania
,,call-out culture'' (kultury wzywania do odpowiedzialności /wytykania). Każdy może dowolnie zinterpretować słowa wypowiedziane w dobrej wierze, po czym publicznie skrytykować ich autora. Media zamykają obywateli w informacyjnych bańkach, w których za sprawą skrajnych radykałów i nastawionych na sianie chaosu i niezgody trolli internetowych, potwierdzają się i nieustannie wzmacniają ich obawy na temat zła w otaczającym ich świecie.
Mam nadzieję, że w nadchodzących latach waszego życia od czasu do czasu ktoś potraktuje was niesprawiedliwie, żebyście mogli docenić wagę sprawiedliwości. Mam nadzieję, że zostaniecie zdradzeni, aby zrozumieć, jak ważną rzeczą jest lojalność. Przykro mi to mówić, ale mam nadzieję, że przez jakiś czas będziecie samotni, aby nauczyć się doceniać swoich przyjaciół. Życzę wam pecha, ale tylko od czasu do czasu, abyście mieli świadomość, jak ważną rolę w życiu gra przypadek, i abyście zrozumieli, że wasz sukces, podobnie jak porażki innych, nigdy nie jest w stu procentach zasłużony. A kiedy będziecie przegrywać, oczywiście od czasu do czasu, mam nadzieję, że zdarzy się, iż wasz przeciwnik będzie chełpił się waszą porażką. W ten sposób zrozumiecie, jak ważne jest zachowanie ducha walki. Mam nadzieję, że ktoś was kiedyś zignoruje, abyście zrozumieli, jak ważnym jest słuchać innych, i mam nadzieję, że doświadczycie akurat tyle bólu, żeby nauczyć się okazywać współczucie. Wszystko to was czeka, czy wam tego życzę czy nie. Natomiast czy na tym skorzystacie, zależy od tego, czy będziecie umieli zrozumieć sens waszych niepowodzeń [John Roberts].
Dobrzy rodzice powinni zakładać, że kiedy nikt nie czuwa nad ich dzieckiem, znajduje się ono w niebezpieczeństwie.
Od lat osiemdziesiątych terminy takie jak trauma czy bezpieczeństwo tak bardzo się zmieniły, że niezwykle często używamy ich w sposób nie mający żadnego uzasadnienia w badaniach z zakresu psychologii. Dziś przesadnie rozumiane pojęcia traumy i bezpieczeństwa służą do usprawiedliwiania nadopiekuńczości nad dziećmi w każdym wieku – nawet studentów uczelni wyższych, którzy czasami potrzebują bezpiecznych przestrzeni czy ostrzeżeń przed prowokującymi treściami, aby schronić się przed zagrożeniem płynącym ze słów.
Sejfityzm to kult bezpieczeństwa – obsesja na punkcie eliminowania zagrożeń prawdziwych i wyobrażonych do takiego stopnia, że ludzie nie są skłonni do ryzykowania bezpieczeństwa w codziennych sytuacjach, nawet wtedy, gdy wymaga tego zdrowy rozsądek. Sejfityzm pozbawia młodych ludzi doświadczeń niezbędnych dla ich antykruchych umysłów, tym samym czyniąc ich bardziej kruchymi, lękliwymi i skłonnymi do postrzegania siebie w charakterze ofiary.
Lecz jeśli samo wzywanie do pokojowego dialogu jest przemocą, wydaje się, że słowo ,,przemoc'' nabiera dla pewnej części studentów zupełnie nowego znaczenia. To kolejny przykład zjawiska rozszerzania pojęć (concept creep). W przeciągu zaledwie kilku ostatnich lat na kampusach uniwersyteckich i w niektórych radykalnych społecznościach politycznych słowo ,,przemoc'' rozszerzyło swoje znaczenie na liczne czynności nie mające nic wspólnego z przemocą – w tym mowę, która zdaniem owej społeczności może być krzywdząca wobec członków chronionych grup tożsamościowych.
Wywodzący się z wielu różnych społeczeństw mędrcy bardzo często zgadzali się co do jednego: emocje bywają bardzo przekonujące, lecz nie zawsze należy im ufać. Często wypaczają rzeczywistość, zakłócają nam jej postrzeganie i bez powodu niszczą relacje. Aby osiągnąć szczęście, dojrzałość, nawet oświecenie, należy odrzucić Nieprawdę o Uzasadnianiu Emocjonalnym i nauczyć się kwestionować swoje emocje. Same emocje są prawdziwe, niekiedy ostrzegają nas przed rzeczami, których trzeźwo myślący umysł nie zauważył, lecz czasami bywają zwodnicze.
Nie istnieje powszechnie przyjęta, uniwersalna definicja ,,krytycznego myślenia'', jednak w większości wypadków obejmuje ono dążenie do połączenia w należyty sposób danych twierdzeń z potwierdzającymi je dowodami – to podstawowa reguła rządząca nauką, ale i psychoterapią poznawczo-behawioralną. (Krytyczne myślenie jest również niezbędne do rozpoznania i odrzucenia fałszywych informacji).
Kiedy naukowiec nie potrafi obalić dowodów lub się z nimi pogodzić, musi zrzec się swojej teorii, inaczej straci uznanie w oczach współpracowników. Ponieważ uczeni nieustannie stawiają sobie nawzajem nowe wyzwania w środowisku rządzonym przez prawa dowodów i argumentacji, ich stwierdzenia stają się coraz lepiej dopracowane, teorie zniuansowane, a nasze kolektywne rozumienie prawdy rośnie.
To niestety nie wszystko. Rodzice, którzy nie są nadopiekuńczy i dają dzieciom więcej swobody, mogą nawet zostać aresztowani. 2015 roku w stanie Floryda rodzice jedenastoletniego chłopca zostali oskarżeni o zaniedbanie, kiedy któregoś dnia spóźnili się do domu. Nie mogąc dostać się do domu, ich syn przez dziewięćdziesiąt minut grał na podwórku w koszykówkę. Sąsiad zadzwonił na policję. Rodzice zostali skuci w kajdanki, poddani rewizji osobistej, pobrano od nich odciski palców, po czym zamknięto w areszcie na dwadzieścia cztery godziny. Następnie oskarżono ich o zaniedbanie, a chłopiec i jego czteroletni brat (którego rodzice nie zostawili samego) zostali umieszczeni w rodzinie zastępczej na jeden miesiąc. Po powrocie do rodziców dzieci musiały uczęszczać na terapię ,,zabaw''. Natomiast rodzice, nigdy wcześniej nie karani za zaniedbanie, dostali nakaz uczęszczania na terapię i warsztaty z rodzicielstwa.
Tymczasem niektórzy studenci, profesorowie i aktywiści uznają słowa swoich przeciwników za akty przemocy i tym samym uzasadniają stosowanie ideologicznie umotywowanej przemocy fizycznej. Usprawiedliwienie oparte jest na rozumowaniu, że, jak możemy przeczytać w jednym z tekstów opublikowanych w gazecie studenckiej Uniwersytetu w Berkley, przemoc wykorzystana do zatrzymania mowy nienawiści nie liczy się jako ,,akt przemocy'', lecz uznawana jest za działanie w samoobronie.
W kulturze ,,call-out'' mową nienawiści można nazwać prawie każde stwierdzenie, które ma negatywny wpływ na członków danej grupy – bez względu na intencje mówcy.
John McWhorter, lingwista z Uniwersytetu Columbia, pisze, że pojęcie ,,biały supremacjonista'' jest obecnie używane w ,,dosłownie sportowy, rekreacyjny'' sposób, jako ,,kij'' do okładania każdego, kto wyjdzie przed szereg. Sam McWhorter, mimo że jest czarnoskóry, był nazywany ,,białym supremacjonistą'' za kwestionowanie ogólnie przyjętej wiedzy dotyczącej kwestii rasowych. Lecz skoro niektórzy studenci uważają, że uderzenie faszysty lub białego supremacjonisty jest okej i że każdemu o odmiennych poglądach można przypiąć łatkę faszysty lub białego supremacjonisty, cóż... Trudno się dziwić, że niektórzy wstrzymują się z dzieleniem swoimi poglądami na kampusach uniwersyteckich.
Nauczanie studentów prowadzenia interakcji z troską o innych jest sprawą kluczową. Pojęcie nazywane czasem ,,poprawnością polityczną'' to po części próba promowania uprzejmych i pełnych szacunku relacji poprzez unikanie określeń powszechnie uważanych za poniżające. Jeśli jednak będziemy uczyli studentów, że zamiary nie mają znaczenia, zachęcali ich do postrzegania zbyt wielu rzeczy za obraźliwe (przez co będą doświadczali jeszcze więcej negatywnych skutków) i mówili im, że każdy, kto wypowiada obraźliwe słowa lub wykonuje obraźliwe rzeczy, jest ,,agresorem'', który dopuścił się dyskryminacji, najprawdopodobniej zaszczepimy w nich skłonności do gniewu, braku nadziei i postrzegania siebie w roli ofiary. Świat, a nawet swoją uczelnię, będą uważali za wrogie miejsce, w którym już nigdy nie będzie lepiej.
...często najbardziej szkodzą nam ci, którzy starają się pomóc (Taleb).
Hanna Holborn Gray, redaktorka Uniwersytetu Chicagowskiego w latach 1978-1993, sformułowała następujące stwierdzenie: ,,Edukacja nie ma sprawić, że ludzie poczują się bezpiecznie; ma ich zmusić do myślenia''.