cytaty z książki "Najada"
katalog cytatów
Nie myśl sobie, że wszystko zawsze przed tobą, bo nagle się okaże, że wszystko już przeżyłeś i nawet o tym nie wiedziałeś. Że przeżyłeś, choć zawsze czekałeś na co innego, na innego siebie niż jesteś, na inne życie niż to, którym żyjesz.
A właściwie to gdzie ty by chciał uciec, no gdzie? Sam powiedz. W świat? A to powiedz ty, tylko najpierw zjedz, gdzie ten świat jest, no gdzie? Żeby w świat uciekać, to trzeba być gdzie indziej niż on. Trzeba by, żeby ty był sobie na przykład tu czy tam, a ten świat żeby był sobie gdzie indziej, za oknem, za morzem czy tam gdzie. A on przecież nie jest gdzie indziej, tylko akurat tam, gdzie i ty jesteś, kawalerze, gdzie ty sobie siedzisz, stoisz czy leżysz, powiedziałbym nawet, że on w tobie cichutko siedzi i gdzie byś nie uciekł, to on myk za tobą. Nie w świat, co jak sukienka z wierzchu, ale do siebie, do środka trzeba uciekać. Tam najlepiej, tam możesz mieć wszystko, nawet psa i takie ścieżki, co to nimi nikt nie chodzi, tylko ty, i swoje drzewo, i matkę, i ojca, i własny dom, taki najlepszy, co to w nim nikt cię nie oszuka ani nie zwiedzie, bo to ty w nim rządzisz. Ty w nim pan. Ty go sobie sam utworzyłeś ze siebie.
Słońce przylgnęło do niego ciasno jak dziewczyna. (…) Odpadło od niego dopiero przy sieni i siadło ciężko na smołowanym dachu. (..) Słońce stoczyło się na nich pachnące smołą, kośbą, grzmotami i i obsiadło ich czerwone karki.
Rosa dokonała swego.Oczyściła powietrze,orzeźwiła trawy,przechowała czerwień zachodzącego słońca i wczorajsze zapachy do następnego świtania.
Trzy razy zaufał Sawka niebieskim oczom, trzy razy budował sobie w tych oczach dom. I trzy razy zawiodły go te oczy.
Miała serce przepełnione jego oczami, tak jak przepełniony bywa las sosnowy ozonem po burzy z błyskawicami.
Czuł, jak powoli otwierają się w jego sercu jakieś przepastne wrota, przez które wpełza czarny, oślizły stwór.
Nie ma co tak patrzeć w przyszłość, ona sama przyjdzie i to jeszcze jak. Mig. Mig. I już jest. (…) Toteż ani się spostrzeżesz, jak już nie będzie i oczy wyblakną. I serce zapipika, że to już się żegnać trzeba z tym, co to ci się zdaje, że ciągle przed Tobą. jeszcze.
Nie myśl sobie, że wszystko zawsze przed tobą, bo nagle się okaże, że wszystko już przeżyłeś i nawet o tym nie wiedziałeś. Że przeżyłeś, choć zawsze czekałeś na co innego, na innego siebie, niż jesteś, na inne życie niż to, którym żyjesz.
Pot na plecach przypomniał mi, że jestem człowiekiem.
...człowiekowi potrzebne korzenie, żeby miał się czym żywić.
A może miał zatrzaśnięte powieki na Wszystko, czekając na Nic. Albo też i odwrotnie - może miał zatrzaśnięte powieki na Nic, czekając na Wszystko.
Czuła się w tym śnie kimś innym, właściwie to nawet nie kimś innym, sobą, ale sobą ze wspomnieniami kogoś innego i ze strachem kogoś innego.
Ona coś wiedziała. Coś bardzo ważnego. Coś, co nie pozwalało jej na zbyt częste otwieranie ust, coś, co chroniło siebie i ją przed spospolitowaniem, przed staniem się jeszcze jedną nic nie wiedzącą osobą, jakich wiele.
Przypadkowy był też dzień, o ile przypadkowy może być świąteczny dzień Wielkiejnocy, tak długo oczekiwany przez wszystkich żądnych dziewczyn chłopaków, przez wszystkie żądne chłopaków dziewczyny, przez wszystkich rodziców żądnych małżeństw, przez wszystkich dziadków żądnych wnuków.
Chichtając jak młódka, poprawiła sukienkę na przesadnych biodrach i podeszła. Zerwali się inni. Zrobił się tumult i wrzawa. Ktoś zgasił światło. Ciemno jak w szuwarach zrobiło się i jak w szuwarach straszno i miłośnie.
Otworzyły się drzwi. Wypadła z nich muzyka.
- Trzeba mi stąd iść – powiedziała na głos. – Trzeba mi stąd iść.
Trzeci stał mężczyzna w kapeluszu i ciemnym płaszczu, a w podniesieniu rąk i lekko zgarbionych plecach miał tyle pogardy, że tylko tę emanującą pogardę było widać i tylko na nią trzeba było patrzeć. I na nią też patrzyli ci, na nią na pewno zapatrzyli się, nie wierząc własnym oczom, ci, którzy zrównali życie tych trzech z pociągnięciem cyngla.
Stali wszyscy tyłem i wszyscy trzej wyciągali ręce do góry, ostatni raz zapatrzeni w na pewno szary mur. A może mieli zatrzaśnięte powieki na Wszystko, czekając na Nic. Albo też i odwrotnie. Może mieli zatrzaśnięte powieki na Nic, czekając na Wszystko.
Patrzyła szeroko otwartymi oczami na tych trzech, na trzech, co stali z wyciągniętymi rękami, na trzech obrzucanych zdumionymi spojrzeniami tych, co mieli wykonać egzekucję, na trzech obrzucanych też ukradkowymi spojrzeniami przechodniów, na trzech obrzucanych żarliwymi spojrzeniami tych za wydętej na wietrze firanki, co przysięgli pomścić każdą kroplę krwi przelaną, każde ostatnie spojrzenie na szary mur.
Człowiekowi tam jest dobrze, gdzie jest całkiem obco, że ta obcość terenu, ludzi, zmusza go do przyjaźni ze światem w ogóle.
Nawet jak ją bolała głowa, ręka czy noga, to przecież nie tylko to ją bolało. Bolało ją też pole, powietrze, ptak, nóż, drugi człowiek, podłoga i liście na drzewach.
Wypity płyn zatrząsł nimi jak poryw wiatru młodymi dębczakami.
Każdy też starał się sprawować jak trzeba, nawet żonę tak prać, żeby sińca nikomu pokazać nie mogła.
[…] niech mnie krew zaleje, koszula nowa, płaszcz szyty na miarę, kołnierz ze skunksów, a w sercu ta sama bida i czekanie, że to złoto, co je mam w kieszeni, przemieni się w złoto duszy.
A równie ciężkie, równie ważkie jest życie tylko wtedy, jeśli mu nałożyć na jego migotliwe przejawy wieczną ważność. Nie powiedziała o tym Lucyperce, nie powiedziała jej ani słowa o wiecznej ważności, w której jest zgoda na najbłahsze czynności, bo w ogóle nie ma w życiu czynności błahych i nie, ważnych i nie, jeżeli tylko pamiętamy, że żyjemy, że to życie możemy utracić, jeżeli tylko będziemy oczy otwarte na to, co się dzieje z nami, jeżeli będziemy się cieszyli nawet z tego, że woda z kranu kapie... bo to wszystko razem, to jest nasza wieczna ważność.
Tam, gdzie nie ma nic naszego, wszystko uważamy za swoje, tam, gdzie niewiele rozumiemy z życia innych ludzi, wydaje się nam, że nasze życie jest najzrozumialsze, najlepsze, najpiękniejsze, dlatego może uciekłam z domu.
Bo jak się dowiemy, że przed tysiącami lat żył tam jakiś człowiek, kochał, jadł, spał, wiersze układał, i na polowania chodził, to tak, jakbyśmy i my żyli od tysięcy lat. Ot, siedzimy tu i rozmawiamy, ale jednocześnie jesteśmy tym człowiekiem sprzed tysięcy lat, i kochamy, i śpimy, i na polowania chodzimy, i wiersze układamy razem z nim, za niego, bo jesteśmy, i on, i my, jedno.
A ci trzej - chłopak, ojciec i mężczyzna, z którego emanowała pogarda - stali wszyscy tyłem i wszyscy trzej wyciągali ręce do góry, ostatni raz zapatrzeni w na pewno szary mur. A może mieli zatrzaśnięte powieki na Wszystko, czekając na Nic. Albo też i odwrotnie. Może mieli zatrzaśnięte powieki na Nic, czekając na Wszystko.