cytaty z książki "Król"
katalog cytatów
Jak czegoś nie rozumiesz, milcz, aż zrozumiesz.
(...)wszędzie są głupi i mądrzy, ale najgłupsi się wyłącznie między inteligencją zdarzają.
-Ależ pani Ryfko, jakiej kurwie proponuje się dwa tysiące złotych?- zaryzykował
-Drogiej- powiedziała lodowato.
Jakub Szapiro uważał, że najlepiej rozstawać się bez pożegnania, bo znał tylko dwa rodzaje pożegnań: te, które sprawiały mu ból, (...), i te, które go cieszyły, wtedy nie chciał marnować ani chwili więcej na przebywanie we wstrętnym towarzystwie. W obu przypadkach lepiej po prostu odwrócić się na pięcie i odejść.
Gdzie zaczyna się jeden człowiek, a kończy drugi?
Zaprawdę, powiadam wam, nie ma czegoś takiego jak człowiek.".
Milczy. Nie zostawiaj mnie, mówi jej milczenie. Nie odchodź. Milczenie głośniejsze niż każdy krzyk.
Tylko życie poświęcone czemuś odeń większemu jest warte przeżycia.
Mówił więc pięcioma językami i w żadnym dobrze".
Czasem jest tak, że człowiek mówi głośne "nie" i to "nie" na całe życie go grzebie. Gdyby miał odwołać - nie odwoła. Dumny jest z tego wielkiego "nie". A jednak na całe życie go ono grzebie.
Miała też parę więziennych romansów, które niosły otuchę i miłą odmianę w więziennej nudzie, ale utrwaliły też w Ryfce przekonanie, że do miłości jednak trzeba chuja, mimo że chuj jest zwykle niestety przyczepiony do reprezentantów rodzaju męskiego...
Wódka wyciąga z ludzi ich najgorsze cechy.
Spuściłem wzrok, zawstydzony. Łatwo się wtedy zawstydzałem. I teraz się wstydzę, myśląc o tamtym wstydzie. Ale nie spuszczam już wzroku.
Nie ma w ringu straszniejszego przeciwnika niż przeciwnik spokojny i pewny siebie. Najstraszniejszą miną jaką może przybrać bokser jest uśmiech.
Jaki tam z Kuma Polak. Normalny człowiek, jak my.
- Ja sobie, kurwa, wypraszam - zabulgotał Pantaleon Karpiński. - Ja jestem dobry Polak, katolik, robotnik i socjalista. A gangsterzy to są w Ameryce.
Po tych nocnych telefonach pomyślałabym przez chwilę, że do jakiejś kurwy nocami jeździsz, ale przecież wiem, że za darmo żadna ci nie da, a na płatne pieniędzy nie masz, boś nędzarz.
Od dam z wyższych sfer o wiele bardziej wolał uczciwe kurwy, które bilecikami się nie posługiwały.
Owszem, niektórzy się zakochiwali, przychodzili ciągle, wydawali ostatnie pieniądze, nawet zapładniali, potem trzeba było ich wyrzucać, kiedy pieniędzy już nie mieli, a dziewczyny skrobać, potem wystawali na ulicy zawodząc, żałośni frajerzy, a potem im przechodziło, bo to zawsze przechodzi, a Ryfka lepiej niż ktokolwiek wiedziała, że kurwom pierścionka się nie kupuje. Dla kurew jest szampan, kiedy jest dobrze, policzek kiedy pyskują, skrobanka przy nadziei, nędza i samotność na starość.
Pantaleon nie słuchał, co mówi, bo słuchanie kobiet wydawało mu się czymś głupszym nawet od słuchania śpiewu ptaków.
[Kum] Nie lubił oddalać się z Warszawy. Poza Warszawą czuł się nagi. Nie licząc Łodzi, w której często bywał w interesach, nigdy tam nie nocując, i którą uważał za odległe przedmieście stolicy, wyjechał z miasta dwa razy.
Raz w 1928 roku z dziewczętami i żoną na wywczas do Zakopanego. W pensjonacie jedzenie było podłe, towarzystwo strasznie głupie, bo sami inteligenci, jaśnie państwo w dupę jebane (...)
Pod koniec turnusu Kum nie wytrzymał, gdy jakiś bydgoski urzędnik po raz siódmy przy śniadaniu wysokim kontratenorem zaczął rezonować o konieczności zdecydowanego przeciwstawienia się żywiołowi germańskiemu wszystkimi siłami narodu, duchowymi i materialnymi. Słysząc to po raz kolejny, Kum wstał, poprosił żonę i córki, aby raczyły mu wybaczyć i udały się do pokojów celem ekspresowego spakowania bagaży. (...) Kum zaś podszedł do bydgoskiego rezonera i walnął go w tył głowy z taką siłą, że wpakował mu twarz w talerz pełen zimnej i przesolonej jajecznicy. Następnie, aby podkreślić siłę swej argumentacji, wyrwał spod trybuna sprawy polskiej krzesło i połamał je na trybuńskich plecach, po czym ukłonił się, wyszedł z pensjonatu i kazał przyprowadzić sobie samochód.
Wyskoczyło ku niemu po paru minutach dwóch gazdów, braci, prawdziwych górali, oburzonych, że bije im się w pensjonacie gości, co dobry pieniądz płacą. Brali się do ciupag i bicia, dodając sobie nawzajem odwagi dziarskimi przekleństwami. Kaplica wyciągnął rewolwer i powiedział, że jeśli jest na świecie coś, czego nienawidzi bardziej od faszystów i Ruskich, to są tym górale, więc jeśli zechcą jeszcze chociaż raz otworzyć gębę, to z przyjemnością obydwóch ich tutaj na miejscu zastrzeli. Gazdowie na widok rewolweru przeprosili grzecznie, Kum wsiadł do samochodu (...) i upewniwszy się, iż żona i córki spakowały, co trzeba, odjechał do stolicy, obiecując sobie nigdy więcej bez potrzeby granic administracyjnych miasta nie przekraczać.
Mojego ojca zabił wysoki, przystojny Żyd o szerokich ramionach i potężnych plecach machabejskiego boksera.
...Cyrk to bezbożna rozrywka, synowie pobożnych Żydów nie chadzają do cyrku. Co innego synowie martwych pobożnych Żydów. Ci, jak widać, chadzają nawet do burdelu. Czy pobożność mija wraz z życiem, czy martwy Żyd nie jest już pobożny? Nawet jeśli nie jest, to pobożność mojego ojca wisiała nade mną jak cień burzowej chmury, wielka i ciężka..
Bił ją czasem, jak każdy, ale niezbyt mocno i jak sądził, nigdy bez powodu, z czym się w zasadzie
pokornie zgadzała, nie licząc tych momentów, w których bił ją po pijanemu. Nie dostarczała mu zresztą tych powodów zbyt często, była świetną gospodynią i kucharką. Nie obrywała więc częściej niż raz w miesiącu.
Nigdy nie potrafiłem tego zrozumieć. Jak to jest. Pochylisz głowę pięć centymetrów w lewo - żyjesz. Pochylisz głowę piec centymetrów w prawo, pocisk uderzy w kości czaszki, przebije je, zniszczy to, co drzemie w płatach czołowych, czyli człowieka, te tajemne iskry między neuronami, w których cali jesteśmy, bo poza tym to nas wcale nie ma.
Ryfka, nie każdemu można wpierdolić i urżnąć chuja, niestety.
Drugiego takiego w Polsce nie ma nikt! Ani prezydent, ani marszałek Śmigły, chuj mu w dupę, nikt nie ma. Wsiadamy!
Chociaż, z drugiej strony, wiadomo, w Warszawie mieszkają mądrzy ludzie i słysząc wrzaski z zarośli, raczej przyspieszą kroku, niż się nimi zainteresują.
- Więc mam inną propozycję - Bobiński ściszył głos. - Chodź pan do mnie. Daj mi się panem zając, rozebrać, kąpiel zrobię. Wycałuje Pana tak, jak żadna baba pana nie wycałował, i nic się pan nie martw, dziewictwa pańskiego skalać nawet bym się nie ośmielił próbować. Gdybyś pan jednakże mnie chciał, to owszem, czemu nie. [...]
-Czy ja panu wyglądam na kurwę? - Zagadnął Jakub, bardzo cicho, ale słyszałem wyraźnie, że mała czarna kulka w jego piersiach zaczyna pulsować i gotowa w każdej sekundzie eksplodować strasznym gniewem Jakubowym.
- Ależ skąd. Za to ze mnie jest kurwisko straszne, panie Jakubie - odparł Bobiński, rozbrajając Jakuba szczerością.
Mężowi się powodziło, powodzenie odkładało się w pasie i marynarkę trzeba było poszerzyć.
- Po tych nocnych telefonach pomyślałabym przez chwilę, że do jakiejś kurwy nocami jeździsz, ale przecież wiem, że za darmo żadna ci nie da, a na płatne pieniędzy nie masz, boś nędzarz.
- No i po co mi tak mówisz... - zasmucił się Witold.
- Bo to prawda - warknęła pani Sokolińska, odwracając się do ściany, i miała rację.