cytaty z książki "Moja Jugosławia"
katalog cytatów
Serce może się zestarzeć z powodu tego, co widziały oczy.
zastanawiałem się zdziwiony, dlaczego ludzie czują potrzebę stwarzania pozorów pełnej rodziny i czy faktycznie istnieją rodziny całkowicie funkcjonalne, czy może wszyscy udają, jak przez całe życie udawali Marija i Dušan.
Jeśli raz ruszysz się ze swojego miejsca, nigdy na swoje nie wrócisz.
Krewni i przyjaciele – a nie zabrakło też popa – uroczyście witali miejscowego bohatera, który wracał po ośmiu latach, no zgadnijcie skąd, prosto z Hagi, gdzie odsiedział karę więzienia z powodu zbrodni wojennych, które udowodniła mu zła i zdemoralizowana wspólnota międzynarodowa, choć jego wujowie i dalsi krewni zaklinali się na swoje nieżyjące matki, że ich drogi Milan nawet muchy by nie skrzywdził.
Pewnego dnia (matka) podjęła decyzje, że będzie ze mną rozmawiać wyłącznie po słoweńsku. Ja wciąż mówiłem do niej po serbsko-chorwacku.
Może Nedeljko Borojević w tamtą slawońską noc chciał zabić tę przeklętą wojnę, rozszarpać ją na kawałki, spalić, zamęczyć, zamordować, poćwiartować i wbić na pal. Zniszczyć wszystko, co do niej doprowadziło, i wszystkich, którzy jej pragnęli, do niej tęsknili i widzieli ją we snach. Chciał zabić tych, co nienawidzili, podjudzali, nawoływali do walki.
Wydawało mi się, że tacy emocjonalnie rozchwiani mężczyźni, mieszkańcy Bałkanów, ci niby twardziele, silni faceci, ze swoją piosenką, która w każdej chwili może ich doprowadzić do łez, są najniebezpieczniejsi ze wszystkich rodzajów bestii.
W klasie mam siedmiu Słoweńców, dwóch Chorwatów, trzech Muzułmanów, ośmiu Serbów, Macedończyka, Siptara [Albańczyka] i kilku pedałów, którzy nie chcą zdradzić, jakie imiona noszą ich ojcowie, i ukrywają, kim są, żeby nikt się do nich nie przypieprzał.
Bolało, ze wyrzekł się mnie, ale że wyrzekł się ciebie, jedynego syna, z tym się nie mogłam wtedy pogodzić. I wybaczyć.
Bałem się odkryć, że Nedeljko szukał we mnie tylko kogoś, kto go utwierdzi w przekonaniu, że był jedynie małą, bezradną marionetką poruszaną sznurkami wielkiej historii.
Czy to dobrze, że zbrodniarzowi wojennemu nie chce się pomoc, by umarł w spokoju? Choćby ten zbrodniarz był twoim ojcem.
On był zbiegłym zbrodniarzem wojennym, a ja opuszczonym bohaterem, ale czułem, że moje życie ukarało mnie tak, jak ukarało go jego życie, bo obaj ukrywaliśmy się przed ludźmi, obaj tkwiliśmy w mrocznych labiryntach naszych wewnętrznych światów, jakbyśmy odbywali tę samą karę. Nie wiem, ile razy myślałem o tym, że jego zbrodnia jest także moją zbrodnią, i akceptowałem to z wolna, jak przez cały czas akceptowałem wszystko, co niosło mi życie.
Wyglądał jak człowiek mający duże doświadczenie z prostymi pytaniami, na które nie potrafi znaleźć prostych odpowiedzi.
Zabija nie po to, by nie zabito jego, tylko zabija, żeby inni zostali zabici.
Natychmiast przeszyła mnie seria spojrzeń, na pewno nikt nie był tu przyzwyczajony do nieznanych twarzy.
Pracownik stacji z wąsami i w kombinezonie - który trochę wcześniej skasował mnie za benzynę, najwyraźniej przed południem nie cierpiał siebie, a po południu całego świata.
Odważnie odpierał przed telewizorem ataki okupanta.
Człowieka, który znakomicie odgrywał rolę ojca w czasach mojego dzieciństwa w puli, naprawdę dobrze nigdy nie poznałem.
Wiesz, to nie była wojna, jakiej sobie życzyliśmy... ale nie mogła być inna, skoro w jednakowych mundurach, ramie w ramię staliśmy my, którzy broniliśmy Jugosławii, i oni, którzy ją niszczyli. (...) No, i teraz mogę to popiedzieć... nigdzie i nigdy nie było więcej nacjonalistycznej hołoty niż w partii. Komunizm upadła chyba tylko dlatego, że zaczęli przy nim majstrować prostacy. (...) Państwo też nam się rozpadło, bo dla żadnego z nich nie znaczyło więcej niż własna zabita dechami dziura, za którą wszyscy ci wielcy Jugosłowianie umierali. (...) I to tylko dlatego, że każdy z nich miał swoją historię o jakichś dawnych a nieprzebolałych śmierciach(...) A ponieważ oni wszyscy kiedyś dawno zaklęli się na swoich zmarłych, dlatego my, żywi, nic dla nich nie znaczyliśmy.
To była (...) historia o najstraszniejszej chorobie naszego świata, historia o pamięci. (...). "Ludzie pamiętają - rzekł na końcu Danilo - to jest ich największe przekleństwo".
Nie podejrzewałam, że w ogóle istnieje powód, dla którego ktoś chciałby być martwy w oczach własnego syna. Nawet sobie nie próbowałam wyobrazić, jaki mógłby być ten powód, co mogłoby być tak niebezpieczne, tak straszliwe.
... (...) czy Nedeljko (...) naprawdę wiedział, o co walczy i przeciw komu. Czy on, który zawsze twierdził, że jest Jugosłowianinem, dał się przekonać, że w Slawonii walczy za swoją ojczyznę i za swój dom w Puli? Czy nie zauważył, że ludzie, którzy tak jak on chcieli tylko jednego, żeby dalej było tak samo jak do tej pory, nigdy nie mieli w tej wojnie własnej armii? Bo ci ludzi, wszyscy po kolei, poddali się już pierwszego dnia (...).
Wtedy ostatecznie wyzbyłem się złudzeń co do samego siebie i pogodziłem z tym, że tego wieczoru tylko alkohol może wydobyć ze mnie odpowiednie słowa.
[...] kto wie, czy szczęśliwe dzieci nie dorastają jednak szybciej od nas, nieszczęśników, bo my pozostajemy więźniami przedwczesnej, lecz tylko pozornej dorosłości. Nieszczęśników, którym los nieustannie otwierał oczy na różne sprawy, ale nigdy nie doprowadzał do opamiętania.
Po prostu tak musiało być (…) Wszystko było już z góry określone. Nigdy nie było żadnego wyboru.
Niestety, do mojego ojca, który od dawna najbardziej bał się okazać tchórzem i mięczakiem, nigdy nie dotarło, że w tych czasach najodważniejszym, najśmielszym czynem była dezercja.
Od samego początku nie miał odwagi przyznać się mamie, że nie umie zrezygnować z munduru i że z powodu przywiązania do tego munduru pozostanie oficerem Jugosłowiańskiej Armii Ludowej nawet wtedy, gdy nie będzie już ona ani jugosłowiańska, ani ludowa.
Milczałem, osądzając w myślach niewidzialne rzesze małych ludzi, którzy po to, by mieć swoje małe republiki, zniszczyli mój jedyny dom na moim dużym kontynencie.
Nawet nie zauważał całej tej chybotliwości i zardzewiałości swojego świata.
Zdała sobie sprawę: człowiek, który kiedyś wróci z +terenu+ nie będzie już jej mężem i należy się zastanowić, czy w ogóle będzie jeszcze człowiekiem.