- Ależ, stary, pomyśl, co by się stało, gdyby wszyscy doszli do tego wniosku - odpowiedział major Danby pobłażliwie, z uśmiechem wyższości.
- Wówczas byłbym ostatnim idiotą, gdybym ja jeden myślał inaczej, no nie?
- Niech się pan natychmiast zgłosi do szpitala - wymamrotał, kiedy odzyskał mowę - i powie, że jest pan chory. Proszę tam pozostać, dopóki nie
wydadzą panu pieniędzy i nie będzie pan mógł kupić jakiegoś munduru. I jakichś butów. Koniecznie niech pan kupi buty.
- Tak jest, panie poruczniku.
- Nie musi pan zwracać się do mnie w ten sposób, panie majorze - zauważył porucznik Scheisskopf.
- Jest pan starszy stopniem.
- Tak jest, panie poruczniku. Może i jestem starszy stopniem od pana porucznika, ale pan porucznik jest moim przełożonym.
- Tak jest, panie majorze, to prawda - zgodził się porucznik Scheisskopf. - Pan major jest starszy stopniem, ale ja jestem przełożonym pana majora. Niech więc pan wykonuje moje polecenia, jeśli chce pan uniknąć nieprzyjemności, panie majorze. Niech się pan zgłosi do szpitala i powie, że jest pan chory. Proszę tam pozostać, dopóki nie wydadzą panu pieniędzy i nie będzie pan mógł kupić jakiegoś munduru.
- Tak jest, panie poruczniku.
- I jakichś butów, panie majorze. Niech pan przede wszystkim kupi jakieś buty.
- Tak jest, panie poruczniku. Kupię, panie poruczniku.
- Dziękuję, panie majorze.
Zdrowy rozsądek podpowiadał mu, że kłamstwo i uchylanie się od obowiązków jest grzechem. Z drugiej strony każdy wie, że grzech to zło i że dobro nie może pochodzić od zła. On tymczasem czuł się dobrze, więcej, czuł się zdecydowanie cudownie. A zatem wynikało z tego logicznie, że kłamanie i uchylanie się od obowiązków nie może być grzechem.
- Prawdopodobnie będziemy musieli cię rozstrzelać - odpowiedział były starszy szeregowy Wintergreen.
- Jak to "będziemy"? - krzyknął zaskoczony Yossarian. - Co to znaczy "będziemy"? Odkąd to jesteś po ich stronie?
- Mam być po twojej stronie, kiedy cię będą rozstrzeliwać? - odparł Wintergreen.
- Wrogiem jest każdy - odparł Yossarian z przemyślaną decyzją - kto zamierza cię zabić, niezależnie od tego, po której jest stronie, a to obejmuje również pułkownika Cathcarta. Nie zapominaj o tym, bo im dłużej będziesz o tym pamiętał, tym dłużej możesz zostać przy życiu.
Krótko mówiąc Clevinger był facetem wybitnie inteligentnym, a zupełnie przy tym głupim, i ludzie dzielili się na takich, którzy o tym wiedzieli, i na takich, którzy dopiero mieli się o tym przekonać.
- Niech się pan tym nie przejmuje - kontynuował generał Peckem niedbale strzepnąwszy dłonią. - Niech pan po prostu przekazuje komuś pracę, jaką panu przydzielę, i zda się na los szczęścia. Nazywamy to przekazywaniem odpowiedzialności. Gdzieś tam w dole, na najniższych szczeblach tej sprawnej organizacji, jaką kieruję, znajdują się ludzie, którzy wykonują pracę, kiedy do nich dociera, i wszystko jakoś działa gładko bez większego wysiłku z mojej strony. Pewnie dlatego, że jestem dobrym organizatorem. To, co robimy w naszej rozbudowanej sekcji, nie ma i tak większego znaczenia, pracujemy więc bez pośpiechu. Z drugiej strony jest bardzo ważne, żeby ludzie wiedzieli, że pracujemy dużo i wydajnie. Proszę mi dać znać, jak tylko pan stwierdzi, że brakuje panu ludzi do pracy. Na początek złożyłem zapotrzebowanie na dwóch majorów, czterech kapitanów i szesnastu poruczników do pomocy panu. Chociaż praca, jaką wykonujemy, nie jest zbyt ważna, ważne jest, żebyśmy wykonywali jej jak najwięcej. Zgadza się pan ze mną?
Nieco później tej samej nocy Joe Głodomór miał sen, że się dusi, bo kot Huple’a siedzi mu na twarzy, a kiedy się obudził, kot Huple’a rzeczywiście siedział mu na twarzy.
[...]
Wrócił zwycięsko do łóżka i znów śniło mu się, że się dusi, bo kot Huple’a siedzi mu na twarzy.
Wiedział, że nic nie można wiedzieć na pewno, nawet tego, że nic nie można wiedzieć na pewno.
Yossarian kochał się w pokojówce w cytrynowych majtkach, ponieważ była chyba jedyna kobietą, z którą mógł się kochać nie ryzykując, że się w niej zakocha.
Dowództwo grupy było zaniepokojone, bo nigdy nie wiadomo, do czego ludzie się dopytają, skoro raz poczują, że mają prawo zadawać pytania. (...) Zgodnie z okólnikiem prawo do zadawania pytań mieli tylko ci, którzy nigdy nie zadawali pytań. Wkrótce zaczęli przychodzić na zajęcia tylko ci, którzy nie zadają pytań, a potem z zajęć w ogóle zrezygnowano, gdyż (...) nie ma ani potrzeby, ani możliwości upolityczniania ludzi, którzy nie mają żadnych wątpliwości.
- Czy wiesz, jak długo trwa rok? - powtórzył Dunbar - O, tyle - i strzelił palcami - Przed sekundą zaczynałeś studia oddychając pełną piersią. A dzisiaj jesteś starcem,
- Starcem? - spytał zdziwiony Clevinger - Co ty wygadujesz?
- Starcem.
- Nie jestem starcem.
- Jesteś o cal od śmierci podczas każdego lotu bojowego. Czy można być starszym w twoim wieku?
Był więc tylko jeden kruczek - paragraf 22 - który stwierdzał, że troska o własne życie w obliczu realnego i bezpośredniego zagrożenia jest dowodem zdrowia psychicznego. Orr był wariatem i mógł być zwolniony z lotów. Wystarczyło, żeby o to poprosił, ale gdyby to zrobił, nie byłby wariatem i musiałby latać nadal. Orr byłby wariatem, gdyby chciał dalej latać i byłby normalny, gdyby nie chciał, ale będąc normalny musiałby latać. Skoro latał, był wariatem i mógł nie latać; ale gdyby nie chciał latać, byłby normalny i musiałby latać.
Teksańczyk okazał się człowiekiem dobrodusznym, koleżeńskim i miłym. Po trzech dniach wszyscy mieli go po dziurki w nosie.
Kapelan w przebłysku boskiego natchnienia opanował jakże użyteczną technikę dorabiania teorii do praktyki i był zachwycony swoim odkryciem. To był cud. Bez większego trudu można było przekształcić występek w cnotę, oszczerstwo w prawdę, impotencję w abstynencję, bezczelność w skromność, rabunek w filantropię, złodziejstwo w zaszczyt, bluźnierstwo w mądrość, brutalność w patriotyzm i sadyzm w wymiar sprawiedliwości. Każdy mógł to zrobić; rzecz nie wymagała żadnych specjalnych zdolności. Wystarczyło nie mieć charakteru.
- Orr jest za głupi, żeby być nieszczęśliwy.
Lotnicy nie muszą podpisywać deklaracji lojalności Piltcharda i Wrena, jeśli nie chcą. Ale jeżeli nie zechcą, macie zagłodzić ich na śmierć.
Ta noga jest własnością rządu Stanów Zjednoczonych. Tak samo jak każdy inny sprzęt, choćby nocnik.
Żaba ma prawie pięćset milionów lat. Czy może Pan z całą pewnością powiedzieć, że Ameryka z całą swoją potęgą i dobrobytem, że swoimi żołnierzami, którzy nie ustępują nikomu, i ze swoją najwyższą na świecie stopą życiową przetrwa równie długo jak ... żaby?
Każdą defilującą eskadrę oceniano, kiedy przechodziła przed trybuną, na której siedział w otoczeniu pozostałych oficerów nadęty pułkownik z wielkim nastroszonym wąsem. Najlepsza eskadra w każdym skrzydle zdobywała całkowicie bezwartościowy żółty proporczyk na patyku. Najlepsza eskadra w całej bazie zdobywała czerwony proporczyk na nieco dłuższym patyku, który miał jeszcze mniejszą wartość, gdyż drzewce było ciężkie i trzeba było dźwigać je przez cały tydzień, dopóki jakaś inna eskadra nie zdobyła go w następną niedzielę. Yossarianowi sam pomysł nagradzania proporczykami wydawał się absurdalny. Nie pociągało to za sobą żadnych pieniędzy, żadnych przywilejów klasowych. Podobnie jak medale olimpijskie i puchary tenisowe, oznaczały one tylko, ich posiadacz zrobił najlepiej ze wszystkich coś, co nikomu nie przyniosło korzyści.
Major Major skłamał i wyszło mu to na dobre. W gruncie rzeczy nie zdziwiło go to, gdyż zauważył, że ludzie którzy kłamią, są ogólnie rzecz biorąc zaradniejsi, ambitniejsi i lepiej im się powodzi niż ludziom, którzy nie kłamią.
W oczach majora Danby pojawił się daleki, ciepły błysk.
-To musi być przyjemne, wegetować sobie jak jarzyna- przyznał z rozmarzeniem.
-To paskudne -odpowiedział Yossarian.
-Nie, to musi być bardzo przyjemne, kiedy się jest wolnym od wszelkich trosk i wątpliwości -obstawał przy swoim major Danby. -Myślę, że chciałbym wegetować jak jarzyna, nie podejmując żadnych ważnych decyzji.
-Jaką jarzyną chciałbyś być, Danby?
-Ogórkiem albo marchewką.
-Jakim ogórkiem? Ładnym czy brzydkim?
-Oczywiście ładnym.
-Ścięto by cię w kwiecie wieku i pokrajano do sałatki.
Twarz majora wydłużyła się.
-No to brzydkim -powiedział.
-Pozwolono by ci zgnić i użyto by cię na kompost dla ładnych ogórków.
-W takim razie nie chcę już być jarzyną -powiedział major z uśmiechem smutnej rezygnacji.
W istocie doktor był osobą pełną serdeczności i współczucia, i ani na chwilę nie przestawał się nad sobą litować.
- Czy nigdy nie przyszło Panu do głowy, że goniąc ciągle za kobietami, stara się pan po prostu zagłuszyć podświadomy strach przed impotencją?
- Tak jest, panie majorze, myślałem o tym.
- Dlaczego więc pan to robi?
- Żeby zagłuszyć strach przed impotencją.
Ojciec mówił uroczyście, ze spuszczoną głową.
- Kiedy będziesz rozmawiał z tym na górze, chcę, żebyś mu powiedział coś ode mnie. Powiedz mu, że to nie jest w porządku, kiedy młodzi muszą umierać. Mówię poważnie. Powiedz mu, że skoro już ludzie muszą umierać, to niech umierają, kiedy są już starzy. Chcę, żebyś mu to powiedział. Myślę, że On nie wie, że to nie jest w porządku, bo mówią, że On jest dobry, a to dzieje się już od dawna. Dobrze?
Chociaż praca, jaką wykonujemy, nie jest zbyt ważna, ważne jest, żebyśmy wykonywali jej jak najwięcej.
To był cud. Bez większego trudu można było przekształcić występek w cnotę, oszczerstwo w prawdę, impotencję w abstynencję, bezczelność w skromność, rabunek w filantropię, złodziejstwo w zaszczyt, bluźnierstwo w mądrość, brutalność w patriotyzm i sadyzm w wymiar sprawiedliwości. Każdy mógł to zrobić; rzecz nie wymagała specjalnych zdolności. Wystarczyło nie mieć charakteru.
- Po co ściskałeś po całych dniach gumową piłeczkę? (...)
- Robiłem to, żeby zachować twarz, w razie gdyby ktoś mnie przyłapał na tym, że noszę dzikie jabłka w ustach. (...) Gdyby ktoś mnie spytał, dlaczego trzymam dzikie jabłka w ustach, mogłem po prostu otworzyć dłoń i pokazać, że trzymam gumową piłeczkę, a nie dzikie jabłka, i nie w ustach, tylko w dłoni. Pomysł był dobry, ale nie wiedziałem, czy ludzie coś z tego zrozumieją, bo niełatwo jest coś wytłumaczyć, kiedy się mówi z dzikimi jabłkami w ustach.
Noc byla pełna okropności i wydawało mu się, że wie, co musiał czuć Chrystus, idąc przez świat, jak psychiatra przez oddział pełen wariatów, jak ofiara przez więzienie pełne złodziei. Jaką ulgą musiało dla niego być spotkanie z trędowatym!
- Nie przegramy. Mamy więcej ludzi, pieniędzy i sprzętu. Mamy dziesięć milionów ludzi w mundurach, z których każdy może mnie zastąpić. Część ludzi ginie na wojnie, ale większość w tym czasie bawi się i robi pieniądze. Niech ginie kto inny.