,,Ciało naturalne i Ciało wspólnotowe są razem nierozerwalne i (…) te dwa Ciała są inkoroporwane w jednej Osobie, tworzą jedno Ciało a nie wiele, czyli Ciało korporacyjne w Ciele naturalnym et e contra ciało naturalne w Ciele korporacyjnym’’. (s. 346, Rozdz. V).
Jezus, Syn człowieka, podlega Tyberiuszowi, gdyż oddaje mu trybut pieniężny. Ale komu oddaje daninę Tyberiusz? (s.45, Rozdz. III).
Tak oto z konfrontacji dwóch podwójnych osobowości wypływa dziwne i trudne do wyobrażenia pomieszanie. Wynika z niego, że potestas otaczała aurą Tyberiusza jako Cezara, podczas gdy Chrystus w swojej ludzkiej postaci był owej aury pozbawiony. Jednocześnie jednak niesprawiedliwy Tyberiusz w swoim jednostkowym, fizycznym ciele był także pozbawiony aureoli, podczas gdy wcielonego i zindywidualizowanego Boga, mianowicie Deus absconditus (,,niewidzialnego Boga’’) otacza aureola, nawet gdy przybierał on ludzką postać.(s. 47, Rozdz. III).
Wielokrotnie wskazywano i wytykano Anonimowi z Normandii, że jego namiętne antyhierokratyczne traktaty unoszone przez mistyczną wiarę w siłę sakramentalnego namaszczenia nie wywarły żadnego praktycznego efektu w czasach, w których zostały napisane. To prawda. Zwycięstwo rewolucyjnej reformy papiestwa w następstwie sporu o inwestyturę i wyłonienie się kościelnego imperium pod przewodnictwem papieskim (które zmonopolizowało warstwę duchową i zwróciło ją w stronę domeny kapłańskiej) zanegowały wszystkie wysiłki do kontynuowania albo odnowienia królewsko-kapłańskiego wzorca liturgicznej władzy królewskiej, którego tak zaciekle bronił Anonim. Zarazem nowe państwa terytorialne, jakie zaczęły się rozwijać w XII wieku, były otwarcie świeckie, mimo że zapożyczały wiele z modelu kościelnego i hierarchicznego, jednak w państwach tych świętość władcy nie wynikała już z namaszczenia krzyżmem, lecz była uzasadniana przez świeckie prawo, włączając w to zeświecczone prawo kanoniczne. Dlatego właśnie poglądy Anonima z Normandii nie znalazły oddźwięku ani na polu kościelnym, ani świeckim. (…) propagowany przez niego wzorzec chrystocentrycznej władzy królewskiej należał już do przeszłości. (s. 51, Rozdz. III).