cytaty z książek autora "Janusz Onufrowicz"
Kłamał.
– Kłamał.
– Myślisz, że to on?
– Nie wiem. Ale kłamał.
Cel. Każdy jakiegoś potrzebuje. Jeśli nie masz w głowie nic, co by ten cel urodziło, to chętnie dasz się zarazić czyimś innym celem. Zwłaszcza, że w grupie nie czujesz się nikim. W ludzkim rozrachunku wiele zer nie daje zera, tylko potęgę. Wielu nijakich tworzy żywioł.
Marta stanęła w drzwiach dużego pokoju. Przyglądała się przez chwilę rzeczom rozsypanym po dywanie i córce pochłoniętej łączeniem klocków, lalek i plasteliny.
– W co się bawisz? – zapytała ciepło, przykucając przy Julce.
– W palenie Zydów.
– Co powiedziałaś? – Miała nadzieję, że się przesłyszała.
– W palenie Zydów.
Krew w żyłach Olszak zamieniła się w lód. Przez chwilę nie wiedziała, co powiedzieć. Przyglądała się tylko, jak Julka wsuwa lalki do kanciastej studni z klocków, sycząc dziwnie, jakby naśladowała dźwięk jakiegoś mechanizmu. Po chwili z drugiej strony wyjmowała kulkę ciemnej plasteliny. Marta wolała nie dociekać symboliki tej zabawy.
Do góry nogami. Świat do góry nogami. Jego życie do góry nogami i ta ekspresja rozbryzganej krwi... – Czyli, że artysta tak? – Fiodor podniósł gazetę, prezentując pierwszą stronę.
– Picasso? – zapytał Konrad.
Patrzyli na niego, ale tym razem go nie speszyli. – To wymysły brukowców – wzruszył ramionami. – Ale przecież seryjni, jeżeli nie ukrywają ciał, to chcą światu coś pokazać. Coś zamanifestować. – Picasso? Dla mnie bardziej Dali – zamyślił się Gral. – Lub Bosch.
Przypadek.
Musi być. Jest najważniejszy w jego metodzie. Zostawia ślady, ale tylko takie, które chce. Które przewiduje. Niech psy mają za czym gonić. Niech się zmęczą. Niech mają nadzieję i niech ją tracą. Bo on wszystko przewidział. Gra nimi.
Morderca obserwuje setki... tysiące twarzy... Aż w końcu decyduje... Ten. On będzie następny. Przypadek. Generator zdarzeń losowych w jego głowie. Choć oczywiście nie do końca. Bo wybierał ofiary tak, żeby pasowały do układanki. W tym nie było przypadku. Ale ostatni impuls nim był. Kaprysem. Ślepym losem. Ten impuls, który podnosił mordercę z krzesła i łączył pajęczą nitką z kolejną ofiarą.
Do wzoru pasowało przecież tak wiele twarzy, ale na końcu to przypadek decydował, że dziś będzie to właśnie ten.