cytaty z książek autora "Wojciech Kowalczyk"
Skoro Manchester może mieć boisko-kartoflisko (a takie miał), to może mieć i piłkarzy-frajerów.
Wiedzieliśmy, że jest spółdzielnia, cała Polska chce spuścić Legię.
Sezon 1991/92 to naprawdę największy sukces w moim życiu. Mistrza Polski albo Puchar Legia musi zdobywać co roku. Po prostu w czerwcu powinien zgłaszać się PZPN, a Legia kwitowałaby odbiór nagrody. A walka o życie klubu, o to by nie skończył jak Lechia, Zawisza, Stal Mielec, trafia się raz. Są wtedy tylko dwa wyjścia. Jedno z nich oznacza śmierć.
Ogolimy frajerów, opierdolimy ich" - i tak w kółko. Każdy dla niego był kolejnym frajerem do ogrania - nieważne, czy to akurat Włochy, czy też Kuwejt. Frajer to frajer. Każdy jest taki sam, każdemu tak samo strzela się gole. A może coś jednak w nas jest? Może rzeczywiście świat dzieli się na Polskę i Kelnerów? Trzeba spróbować, olimpiada w Barcelonie rozpoczęta!
Na dzień dobry dostaliśmy Kuwejt. Goście wyglądali tak, że dwadzieścia trzy lata (limit wieku wśród piłkarzy na igrzyskach) to może i mieli, ale kiedyś. Znaliśmy jednak zasadę - każdy frajer jest po to, żeby go ogolić.
W tunelu Włosi zachowywali się pewnie. Nawet jak spluwali, to z jakąś pewnością siebie. My jednak też byliśmy naładowani. "Pierwsza minuta! Pokazujemy, kto tu rządzi! Jedziemy równo z murawą! Wślizg, wślizg, wślizg! Opierdalamy ich! Niech pamiętają ten dzień do końca życia!" - krzyczał chwilę wcześniej Wójcik.
W finale tak to już bywa. Masz jedną szansę, aby przejść do historii. Nie przeszedłeś - trudno, przeszedł kto inny. Nikt za tobą nie zapłacze.
Patrząc na jego umiejętności piłkarskie - ogólnie rzecz biorąc, był drewniany. Niemniej potrafił godzinami podbijać piłkę o wąski fragment ściany. Zawsze trafiał tam, gdzie chciał. Tak to już bywa, że ludzie mają całą masę kompletnie bezużytecznych zdolności. Jak taki Chomontek, co piłki prosto nie kopnie, tylko w górę potrafi.
Piłkarzy nie da się upilnować. Uciekali za Strejlaua, Apostela, Piechniczka, Wójcika, pewnie za Górskiego też. I za Janasa też będą uciekali.
A u nas trenerzy czasami całe życie czekają, aż kiedyś wyjdzie przez przypadek schemat z tablicy i wtedy, po czterdziestu latach, na konferencji prasowej opromienieni krzyczą: "Sprawdziło się!" Choćby nawet przegrali 1:8 - sprawdziło się!
Brutalna rzeczywistość - sprzedawanie meczów. Tak, tak, zgadza się. W Hiszpanii także ustawia się wyniki spotkań i udaje się, iż wszystko jest cacy.
Teraz sam miałem wystąpić w roli ojca. Podobało mi się to. Chciałem nim być.
Powiózł nas przede wszystkim młody Redondo, uświadomił niektórym, na czym polega różnica między kopaniem piłki, a graniem w piłkę.
Tak to już bywa, że jeden będzie strzelać bez celowania całe życie i tylko sobie krzywdę zrobi, a inny obojętnie jak kopnie, tak wpada - i do tej drugiej grupy należałem ja! Zresztą, tak szczerze to prawie żaden piłkarz, oddając mocny strzał, nie celuje. Wie, gdzie jest bramka, i tyle - raz wpadnie po widłach, a raz pójdzie w sam środek. Takich, którzy potrafią naprawdę kontrolować dokładny kierunek piłki, jest na świecie bardzo niewielu - Sinisa Mihajlović i nie wiem, kto jeszcze. Inni, gdy trafiają w okienko, to... zwyczajnie o mało, by nie trafili w bramkę. Ot, cała prawda.
Jakie to wszystko jest ulotne. W jednej minucie meczu w Genui stajesz się gwiazdą i w jednej chwili tą gwiazdą przestajesz być.
Widać, że przez cztery miesiące bez kopania piłki z Maradony nie zrobi się Drewnopoulos.
Gdybym w skrócie miał ocenić poziom sędziowania w Primera Division - bardzo słaby. Za dużo błazenady i głupiego pozerstwa, zamiast zwykłej pracy.
W Polsce trwał sąd nad Romkiem Koseckim po meczu Słowacja - Polska 4:1. tak, jakby nie wszyscy mogli zrozumieć, iż nie zawsze świeci słońce i nie zawsze w życiu podejmuje się same dobre decyzje.
Podoba mi się też to, co Roman robi teraz, ucząc dzieci gry w piłkę. Może kiedyś też do niego dołączę? Może zapiszę się do tej jego szkółki jako trener? Gdy o tym myślę, to chyba najrozsądniejsze. A już na pewno rozsądniejsze niż papranie się w tym "wielkim" futbolu do końca życia.
Ma kobiecina robotę. Szansa na to, że ktokolwiek trafi akurat do jej klatki, na jej piętro, była mniej więcej taka, jak to, że trener Piechniczek trafi ze składem na mecz.
Upór to jedna z cech wieku starczego. A raczej chorób. Nieuleczalnych. Zostawcie ich, nie wiedzą, co czynią.
Wkurzonego człowieka nic nie interesuje, żadne argumenty, więc w takim momencie najlepiej zejść wszystkim z oczu.
Stara to zasada - nie ma trenera, którego nie da się oszukać i nie ma piłkarza, który by oszukać nie chciał.
W Las Palmas nic wielkiego nie odłożyłem, kasa rozchodziła się na duperele (zapytajcie piłkarzy, ile wydają na duperele - niektórzy po czterysta baniek miesięcznie).