Widzisz, co robię: mam w kuferku puste miejsce i kładę tam siano; tak samo rzecz się ma z życiem - wszystko jedno czym je zapchasz, byle nie było pustki.
[Ojcowie i dzieci]
s.194.
Człowiek z gruntu dobry zawsze potrafi wywrzeć wpływ na innych.
[Szlacheckie gniazdo]
s.306.
stojąc na wyżynach urzędniczej świadomości nie można robić skoków i wprowadzać sztucznych reform, nie usprawiedliwionych ani znajomością kraju ojczystego, ani rzeczywistą wiarą w ideał, choćby nawet źle pojęty
[Szlacheckie gniazdo]
s.334.
Rosjanina równie łatwo trzymać w strachu, jak i do siebie przywiązać; ale zasłużyć na jego szacunek jest bardzo trudno: nie każdy może go zdobyć i trzeba na to dużo czasu.
[Szlacheckie gniazdo]
s.343.
Zachować serce młode na starość jest, jak twierdzą niektórzy, i trudne, i niemal śmieszne; ten już może być zadowolony, kto nie utracił wiary w dobro, stałości uczuć i woli, chęci do pracy.
[Szlacheckie gniazdo]
s.400.
miłość dla każdego wieku ma inny rodzaj cierpień
[Szlacheckie gniazdo]
s.332.
- Doskonale - rzekł Rudin - więc, pańskim zdaniem, nie ma przekonań?
- Nie, i nawet nie istnieją.
- I to jest pańskie przekonanie?
- Tak.
- Więc jak pan może mówić, że pan ich nie ma? Już ma pan jedno na początek.
Któż nie wie, co to jest niemiecki obiad! Wodnista zupa z cynamonem i kluchami jak szyszki, rozgotowana, sucha jak korek sztuka mięsa z białym przyrośniętym tłuszczem, oślizłymi ziemniakami, napęczniałą ćwikłą i papką z chrzanu, zsiniały węgorz z kaparami i octem, pieczeń z konfiturami i nieodzowna Mehlspeise, coś w rodzaju puddingu z kwaskowatym, czerwonym sosem. Ale za to wino i piwo - że lepszego nie trzeba! (...) Po obiedzie podano kawę, rudawą lurę, po prostu kawę niemiecką.
[Wiosenne wody]
s.438.
Ludzie słabi, rozmawiając sami z sobą, chętnie używają wyrażeń energicznych.
[Wiosenne wody]
s.535.
bliskiego człowieka dopiero wtedy się całkiem rozumie, gdy się go straci.
[Szlacheckie gniazdo]
s.276.
kawałek mięsa jest lepszy niż kawałek chleba, nawet z punktu widzenia chemii.
Należałoby tak ułożyć życie, żeby każda chwila miała jakiś sens.
lepiej kamienie tłuc przy drodze niż pozwolić, by kobieta zapanowała nad tobą choćby w najmniejszym stopniu.
nabrała skrytego obrzydzenia do wszystkich mężczyzn, których wyobrażała sobie jedynie jako istoty niechlujne, ciężkie, gnuśne i bezsilne w swej dokuczliwości.
Zawsze to samo ustawiczne przelewanie z pustego w próżne, to samo pływanie z prądem, to samo na pół świadome oszukiwanie samego siebie - niech dziecko cieszy się, czym chce, aby tylko nie płakało - a potem nagle jak śnieg na głowę spadnie starość - a wraz z nią ten wciąż rosnący, przepalający wszystko i podcinający strach przed śmiercią... i buch w przepaść!
Maria Nikołajewna zamyśliła się i zaczęła gryźć rączkę wachlarza swymi dużymi, ale równymi i białymi jak mleko zębami. A Saninowi zdało się, że głowę jego ogarnia znowu to omroczenie, którego nie mógł się pozbyć - drugi już oto dzień.
A potem - życie w Paryżu - i wszystkie poniżenia, wstrętne męki niewolnika, któremu nie wolno ani być zazdrosnym, ani się poskarżyć i którego wreszcie odrzuca się jak znoszoną odzież...
Potem powrót do ojczyzny, puste, zatrute życie, drobne kłopoty, drobna krzątanina, gorzka i bezpłodna skrucha - podobnie bezpłodne i gorzkie zapomnienie - kara nie jawna, ale stała i trwała jak ból nieznaczny, lecz nieuleczalny, spłata po groszu długu, którego nawet zliczyć nie można.
Czara przepełniona - dość!
Sanin i Gemma pokochali po raz pierwszy, działy się z nimi wszystkie cuda pierwszej miłości.
Pierwsza miłość - to rewolucja: jednostajnie prawidłowy kształt ułożonego życia rozbity i zniszczony w jednej chwili, młodość stoi na barykadzie, wysoko powiewa jej płomienny sztandar - i bez względu na to, co tam czeka w przyszłości - śmierć czy nowe życie - wszystko wita z uniesieniem.
Poruczniku!
Ogóreczku!
Zatańcz ze mną,
Kochaneczku!
Mgnienie... i już nie był w mocy zrozumieć, jakżeż to mógł siedzieć obok niej... obok niej! - i rozmawiać z nią, i nie czuć, że uwielbia nawet rąbek jej sukni, że gotów jest, jak wyrażają się młodzieńcy, "umrzeć u jej stóp".
Teraz, kiedy myślał o niej, nie wyobrażał sobie już jej z rozwianym włosem, w blasku gwiazd. Widział ją na ławce, widział, jak nagle zrzuca kapelusz i patrzy na niego tak ufnie... dreszcz i pragnienie miłości przebiegały przez jego żyły.
Rozmyślał o marnocie, bezużyteczności i płaskim fałszu wszystkiego, co ludzkie. Całe jego życie stopniowo przesuwało się przed wzrokiem jego myśli (niedawno skończył 52 lata ) i dla żadnego okresu nie znajdował litości.
To już nie amazonka puszcza konia galopem, to cwałuje młody, kobiecy centaur - półzwierz i półbóg (...).
Przebierała powoli i kręciła te bezwolne włosy, cała wyprostowana, na ustach miała uśmiech triumfu - a oczy, szerokie i jasne aż do bieli, miały jedynie wyraz bezlitosnej tępoty i sytość zwycięstwa.
Jastrząb, który wbija szpony w schwytanego ptaka, takie miewa oczy.
(...) a Maria Nikołajewna patrzy na niego i uśmiecha się tym znanym już jemu, niewolnikowi, uśmiechem posiadaczki, władczyni...
Ale niech pan pójdzie do salonu gry i popatrzy na twarze. Bywają nadzwyczaj pocieszne. Jest tam jedna staruszka w przepasce z klejnotem we włosach i z wąsami - cudo! Ciekawy jest tam również nasz książę. Wspaniała postać, nos orli, a jak postawi talara - żegna się ukradkiem pod kamizelką.
Ludzie słabi nie kończą nigdy sami - wciąż czekają na koniec.
Teraz już nie rozumował, niczego nie rozważał, nie liczył i nie przewidywał; oddzielił się od całej przeszłości, uczynił skok naprzód: z ponurego brzegu samotnego życia kawalerskiego skoczył do wesołego, rwącego, potężnego potoku - i nic go nie obchodzi, i wiedzieć o tym nie chce, gdzie go on wyrzuci czy nie roztrzaska o skałę!