cytaty z książek autora "Agata Moore"
I wtedy zrozumiałam, że obojętnie, co się wydarzy, jak źle będzie, zawsze będziemy w stanie sobie pomóc. Czułam to od samego burzliwego początku naszej znajomości.
Byłem dziewczynie niesamowicie wdzięczny, że dopuściła mnie do siebie i już samą swoją obecnością tak bardzo mi pomagała, ale martwiłem się, czy z czasem moje problemy nie okażą się za trudne do pokonania i nie zniszczą nas obojga.
Jedna prosta kwestia. Strach, że kiedy ją zobaczę, rozpadnę się. Że poczuję się słaby, bo nie miałem w sobie tyle siły, co ona. Starałem się żyć i doprowadzić swój plan do końca, ale ciągle walczyłem z chęcią, aby się upić i nigdy nie trzeźwieć.
Wszystkich zraniłam swoim zachowaniem, ale dopiero w jego oczach dostrzegłam, co tak naprawdę zrobiłam.
– Bądź dzielna – szepnął nagle.
Tysiące odpowiedzi i pytań przeleciało mi przez
głowę, ale zdołałam powiedzieć tylko:
– Jeśli ty też będziesz.
I te słowa wyrażały wszystko. Całą przeszłość i całą przyszłość, którą zapewne spędzimy osobno, więc będziemy musieli być dzielni. On musi taki być.
Bo czuję… Wiem, że nie jest z nim dobrze. A gdyby to
jemu się coś stało, nie potrafiłabym z tym żyć.
- A jak on na mnie patrzył? - zapytałam cicho, ponownie
spuszczając wzrok.
[...]
- Szukałaś miłości w oczach, które nawet na ciebie nie patrzyły - odpowiedział w końcu, zerkając na mnie ze smutkiem.
- [...] Po prostu ideał. - Po tych słowach wstrzymałam
oddech. - Kto śmiałby ci się sprzeciwić? Ale wiesz co? Koniec
z tym. Twoje życie skończyło się w dniu, kiedy mnie poznałaś.
- I vice versa - odparłam chłodno, spoglądając mu prosto
w oczy.
Robiąc wszystkie te nieodpowiedzialne rzeczy, miałam nadzieję, że nikt się o tym nie dowie i nie będzie prawić mi kazań, że to, co robię, jest złe. Oczywiście sama dobrze o tym wiedziałam, ale nie potrafiłam się zmienić. A może nie chciałam.
- Wiesz, od kiedy o tym wiem? - zapytał nagle. - Od czasu
imprezy w klubie. Widziałem jak na niego patrzysz…
- Jak? - spytałam stanowczo, patrząc w jego oczy.
- Jakby mimo tłumu otaczających was osób istniał tylko on
- odpowiedział, uśmiechając się. - Widziałem iskierkę w twoich
oczach, której nigdy wcześniej nie było.
– Nie uważasz, że powinnaś przestać o nim myśleć?
– Nie mogę…
– Obsesję masz.
– Nie przesadzaj. Martwię się o niego i tyle. Każdy chyba widzi,
że nie jest sobą – broniłam się.
Potrzebowałem motywacji do życia, czegoś, co byłoby powodem do codziennego wstawania z łóżka. A jak na razie naprawdę nie wiedziałem, po co żyję. Nie miałem żadnego celu, żadnych planów. Nic, czemu mógłbym się w pełni poświęcić.
- Och, drogie dziecko. – Hilda czule na mnie popatrzyła, kładąc swoją ciepłą, pomarszczoną dłoń na moim policzku. – Rodzina to nie tylko więzy krwi. Czasami sami wybieramy osoby, które mają ją tworzyć. Takie, które są nam bliskie i przy których czujemy się swobodnie. A ty, Alexandrze, jesteś częścią mojej rodziny.
Gdybym teraz go zraniła, prawdopodobnie już nigdy by się nie pozbierał.
Ale powiedziałam prawdę.
Od zawsze sądziłam, że byliśmy zbyt dużymi przeciwieństwami, aby cokolwiek mogło nas połączyć.
- To bez sensu, nie musisz tego robić. - Nie wydawała się przekonana.
- Ale chcę - odpowiedziałem z naciskiem.
Chcę robić wszystko, co jest związane z nią i jej życiem.
Nie poczułem jednak ulgi, wręcz przeciwnie. Poczułem się jeszcze gorzej, jak brudny, nic nieznaczący śmieć.
Podbiegłam do niego i ponownie go objęłam, tym razem od tyłu. Czułam, jak mięśnie pleców momentalnie mu się napięły pod wpływem mojego dotyku, ale nie protestował. Po chwili położył swoją dłoń na moich.
Tylko tyle potrafiłam zrobić.
Na rozmowę przyjdzie jeszcze czas. Teraz musiałam mu pokazać, że...
- Jestem przy tobie - szepnęłam.
- W cieniach nocy kryje się wiele potworów, wiedziałaś? Nagle mogą się ujawnić, a ty zdasz sobie sprawę, że otaczają cię
jedynie ciemność i pustka. Mogłabyś uciec, ale… dokąd?
- Próbujesz mnie nastraszyć? – szepnęłam, zatracając się
w jego hipnotyzującym spojrzeniu.
- Poznać, Laylo Halton. - Gdy wstał, pod obcisłą koszulką
mogłam dostrzec każdy pojedynczy mięsień na jego torsie.
- Skąd… – urwałam, myśląc intensywnie. - Kim ty jesteś?
On był dla mnie wyzwaniem. Nie traktował mnie jak inni, ba, nawet powiedział wprost, co o mnie myśli. To mnie zaskoczyło, bo zważając na mój status społeczny, rzadko kto miał tyle odwagi. A jeśli już, to szybko potrafiłam sobie z kimś takim poradzić. Miałam gadane i zawsze wiedziałam, co powiedzieć. Znałam wiele sekretów każdej z osób, z którą się spotykałam. Wiele z nich ujawniałam albo używałam do szantażu. Tak zbudowałam swoją pozycję. Nikt nie mógł mi się przeciwstawiać.
Aż do dziś. Wszystko wróciło i nie chciało odejść. Nie umiałam tego wytrzymać. Nie chciałam już tego czuć. Bez wahania
wstałam, poszłam do łazienki i spojrzałam na swoje odbicie
w lustrze. Czułam do siebie wstręt i pogardę.
Myślałam, że to ja mam obsesję na jego punkcie
i ciągle o nim myślę, ale zaczynałam dostrzegać, że było odwrotnie. To on nie mógł się pohamować przed zniszczeniem mi życia.
Poczułam, jak łzy spływają mi po policzkach. Naprawdę miałam już wszystkiego dosyć, a podobno to dopiero początek.
- Dlaczego to zrobiłeś? - zapytałam cicho, głos mi się łamał.
- Bo ci się należy - odpowiedział beznamiętnie i odwrócił głowę.
- Więc teraz będzie tak codziennie? - kontynuowałam, wpatrując się w niego zaczerwionymi oczami.
- Dopóki cię nie złamię - potwierdził lodowatym tonem.
Nagle wszystkie emocje, które dotąd czułam, zniknęły. Po
prostu się w niego wpatrywałam.
[...]
- Nie można złamać kogoś, kto już jest złamany - powiedziałam spokojnie, uśmiechając się przy tym smutno.
Wszyscy byliśmy mordercami niszczyliśmy cząstkę siebie by przetrwać, on mnie złamał ale to ja zabiłam siebie. Zniszczyłam to co zdołałam wypracować.
Ból fizyczny sprawia że nie czujemy tego psychicznego i sprawia też że czujemy że żyjemy choć tak naprawdę tylko egzystujemy.
Chciałam usłyszeć jego głos nawet jeśli znów mielibyśmy się pokłócić.
Miałam ważniejsze sprawy na głowie niż przejmowanie się nim i jego niepochamowana chęcią ratowania mnie przede mną samą od tego byłam ja i tylko ja.
Tak mocno żałowałem że za późno zrozumiałem jak bardzo ją kocham i jak głęboko jednocześnie ją ramię.
Nie daj się zastraszyć jeżeli już masz trafić do piekła to nie wchodź tam roztrzęsiony ze strachem lecz wkroczyć z dumnie podniesioną głową.