(...) śmierć nasza więcej dotyczy pozostałych przy życiu niż nas samych. (...) nie traci nic ze swego waloru powiedzenie dowcipnego mędrca, że dopóki my jesteśmy, to nie ma śmierci, a gdy jest śmierć, to nie ma nas, że przeto nie ma realnego związku między nami a śmiercią i że jest ona rzeczą, która nie obchodzi nas wcale, a tylko coś niecoś obchodzi świat i przyrodę: to sprawia, że wszystkie żywe istoty oczekują śmierci z wielkim spokojem, obojętnością, bez poczucia odpowiedzialności, z egoistyczną niewinnością.
Czas nie ma w rzeczywistości żadnej cezury, łoskotu burz ani dźwięcznych fanfar na początku nowego miesiąca lub roku, a nawet na początku nowego stulecia; to my tylko, ludzie, strzelamy i dzwonimy.
Wygląda na mężczyznę, którego wiedza ochłodziła, zahartowała i napełniła cichym, wyrozumiałym pesymizmem.
Co do mnie, widzisz, kocham wolność ponad wszystko na świecie, a zwłaszcza swobodę wybierania sobie miejsca pobytu.
Analiza jest dobra jako narzędzie uświadomienia i cywilizacji, dobra, o ile podważa głupie poglądy, rozprasza przyrodzone przesądy i podkopuje autorytet, dobra, innymi słowy, kiedy uwalnia, wysubtelnia, uczłowiecza i pozwala niewolnikom dojrzewać do wolności.
Jest zła, bardzo zła, ponieważ paraliżuje działanie, niezdolna
do kształtowania życia, tłumi je już w zarodku.
Niemało czytywano w leżalniach i na oddzielnych balkonach Międzynarodowego Sanatorium »Berghof« – uprawiali to zwłaszcza początkujący i krótkoterminowi; ci bowiem, co przebywali tu od wielu miesięcy lub tym bardziej lat, nauczyli się od dawna spędzać czas także bez pomocy rozrywek i zajęć umysłowych i umieli zabijać go mocą wewnętrznego wirtuozostwa, a uciekanie się w tym celu do książek nazywali nawet nieudolnością i partactwem.
Rzecz ma się przecież tak, że od chwili zaniku bezpośredniej bytowej ufności, która niegdyś wypływała z faktu włączenia się w zastany całościowy porządek, chcę rzec porządek o piętnie sakralnym, o określonej intencjonalności wobec prawd objawionych... że od chwili zaniku tej ufności i powstania nowoczesnego społeczeństwa nasz stosunek do ludzi i rzeczy stał się niesłychanie pośredni i skomplikowany i nie istnieje już nic prócz problematyczności i niepewności, tak że projekcja ku prawdzie grozi rezygnacją i rozpaczą. [s. 162]
My tutaj, mój panie, czasu nie mierzymy na tygodnie, jeżeli mi wolno pana pouczyć. Najmniejszą jednostką czasu jest dla nas miesiąc. Szafujemy tu hojnie czasem - to jest przywilej cieni; mamy jeszcze i inne przywileje, a wszystkie tego samego gatunku.
Kobieta w papierowym kapeluszu mierzyła go wzrokiem od stóp do głowy, z uśmiechem, w którym nie było ani cienia litości lub zaniepokojenia na widok okropnej zmiany w jego wyglądzie. Płeć ta nie zna w ogóle takiej litości ani takiego niepokoju wobec grozy namiętności - żywiołu, najwidoczniej lepiej jej znanego niż mężczyźnie, dla którego z natury jest on obcy. Spotykając mężczyznę na terenie tego żywiołu, nie wita go kobieta nigdy bez szyderstwa i złośliwej radości.
(…) nigdy w życiu i nigdy w śmierci, jeśli można się tak wyrazić – a powinno się móc.
Jakby więc jest ta nowa postać i maska, pod którą powraca odepchnięta i stłumiona miłość? (…) postać choroby! Symptomy choroby są zamaskowanymi przejawami miłości, a każda choroba jest przekształconą miłością.
Czyż się nie zdaje, że wewnętrzne przeżycia człowieka są tym silniejsze i tym bardziej męczące, im swobodniej, samotniej i spokojniej z pozoru żyje? Nie ma rady: trzeba żyć; i jeśli wzbraniasz się być człowiekiem czynnym i zamkniesz się w najcichszym pustkowiu, to zmienne zdarzenia bytu będą cię wewnętrznie opadać i będziesz musiał w nich sprawdzić swój charakter, czy jesteś bohaterem czy błaznem.
Choć przez rok naszej rozłąki nie stał się inny, to jednak stał się w tym okresie w jeszcze większym stopniu samym sobą. [s. 206]
Chora i głupia — mój Boże, to dno nędzy.
Prawie wszystkie cierpienia jednostki sa chorobami organizmu spolecznego.
Kochać… Kochać… Co to znaczy? Nie ma definicji tego słowa. Co jeden kocha, to drugi ma (…).
Na cóż byłaby polityka, jeśli nie na to, by dawać sobie wzajemnie sposobność do kompromitacji moralnej.
czym jest czas (...) - "słupkiem rtęci bez skali" (...).
Człowiek staje się wewnętrzniejszy bez słońca.
Czekać znaczy(...) czas i teraźniejszość odczuwać nie jako dar, lecz tylko jako przeszkodę (...). Mówi się, że czekającemu czas się dłuży. Ale zarazem (...) rzecz się ma odwrotnie, bo czekanie pochłania całe okresy czasu, których się jako takich nie przeżywa i nie wyzyskuje. (...) ten kto tylko czeka podobny jest do żarłoka, którego narządy trawienne w olbrzymich ilościach przepuszczają potrawy nie spożytkując wcale ich wartości odżywczych (...) jak niestrawiony pokarm nie wzmacnia człowieka, tak i czas zużyty na czekanie nie czyni go starszym.
Pięknie pisać znaczy też prawie to samo, co pięknie myśleć, a stąd już jeden tylko krok od pięknych czynów.
Szczęściem pisarza jest myśl, która cała staje się uczuciem, jest uczucie, które całe staje się myślą.
Człowiek, który żyje życiem chorego, jest tylko ciałem, i to właśnie jest przeciwne naturze ludzkiej i poniżające - w większości przypadków nie jest lepszy od trupa...
Jest to zapewne grzechem - i świadectwem niewystarczalności człowieka - jeśli ulega wyrafinowanym rozkoszom, a sprostać nie potrafi zwykłym naturalnym darom życia, tak wielkim przecie i świętym. [...] Zresztą te zdrowe i proste dary życia rzadko bodaj spotykają się ze sprawiedliwą oceną. Większość ludzi jest niewątpliwie zbyt leniwa, nieuważna, niesumienna i duchowo wyjałowiona, aby je sprawiedliwie ocenić.
Takich ludzi musi się kochać, czy się chce, czy nie chce, bo jeśli nawet drażni kogoś ich nonszalancja, to jest tylko jeden powód więcej, żeby ich lubić. To tak przyjemnie złościć się, a jednak musieć kochać...
Bo przecie może się zdarzyć, że kogoś spotyka wielkie niepowodzenie, przypuśćmy na przykład, że mnie powodzi się fatalnie; otóż dopóki miałbym swoje cygaro, mógłbym to przetrzymać - cygaro pomogłoby mi znieść wszystko.
Gdy mówią tylko oczy, rozmowa toczy się na "ty", nawet wtedy kiedy usta nie powiedziały jeszcze nawet "pan".
Mówienie „ty” do ludzi obcych, a więc do takich, do których należy mówić „pan”, jest objawem wstrętnej dzikości, igraniem ze stosunkami pierwotnymi, obrzydliwym igraniem, którego nie znoszę, bo zwraca się w gruncie rzeczy przeciwko cywilizacji i dojrzałemu człowieczeństwu – zwraca się bezczelnie i bezwstydnie!
Przypominamy sobie taką lub inną osobę, zastanawiamy się jak też jej się powodzi, i nagle przychodzi nam na myśl, że nie chodzi ona już po mieście, że w ogólnym koncercie głosów nie słychać już jej głosu, że po prostu znikła już na zawsze z widowni i leży gdzieś za miastem w ziemi.
Zachowam w sercu wierność dla śmierci, jednakże będę pamiętał, że wierność dla śmierci i przeszłość jest jedynie złośliwością, ponurą lubieżnością i wrogością wobec człowieka, jeśli zyskuje decydujący wpływ na nasze myślenie i królowanie.