cytaty z książek autora "Beata Obertyńska"
Wybite wszy, umyta głowa, wyprana bielizna... Jest wprost cudownie!
Nigdzie śladu jakiegokolwiek wysiłku ku ozdobie, zadbaniu, czystości. Nigdzie śladu przekwitłej już choćby grządki. Nędza, opuszczenie i jakby dążenie właśnie do wtopienia się bez reszty w ogólną popielatość, nijakość, żadność - strach przed zwróceniem na siebie czyjejkolwiek uwagi, czyichkolwiek oczu.
Niczego nie umiałam dać Ci z własnej woli...
Tedyś Sam - w dobrotliwej, długotrwałej walce,
odginał mi cierpliwie, kolejno, powoli,
te moje od sprzeciwu zbielałe aż palce...
Biedna jabłoń! Jakie to musi być straszne rosnąć na zawsze w Rosji! Nigdy bym tu nie kwitła!
Szukają ulgi przy pomocy słów… Użycie tu słowa „zezwierzęcenie” ubliżałoby zwierzętom. Żadne zwierzę nie potrafi tak zbezcześcić swojej zwierzęcości, jak w tej otchłani plugastwa, ohydy i zbrodni zbezczeszczone zostało człowieczeństwo. Myślę, że ptaki przelatujące tędy muszą padać zatrute cuchnącymi wyziewami nagromadzonych tu uczuć i słów! My jednak cały wieczór i całą noc wędzimy się w tych oparach. Uszy nie mogą przestać słyszeć. Myśl nie może przestać pojmować. Jesteśmy od tego chore już po prostu. Nie śmiemy sobie w oczy patrzeć. Udajemy, że nic, że nie rozumiemy, co niestety jest nieprawdą, bo już na Brygidkach, dzięki rosyjskim małolatkom, miałyśmy możność osłuchania się z mnóstwem tych zwrotów i terminów. Usypia nas to i budzi. Za oknem, nad oknem, pod oknem, blisko, daleko, w dole, w górze. Jesteśmy zewsząd objęte tym plugawym piekłem, zalane, zalepione śluzem chorobliwie wyuzdanych słów, utopione w czymś, co poniża, znieważa, kaleczy twoje - Bóg wie po co aż tu ze sobą przywleczone - człowieczeństwo, a czemu bronisz się daremnie bezsilnym, w więzienny tobołek wgniecionym płaczem...
Nigdzie śladu jakiegokolwiek wysiłku ku ozdobie, zadbaniu, czystości. Nigdzie śladu przekwitłej już choćby grządki. Nędza, opuszczenie i jakby dążenie właśnie do wtopienia się bez reszty w ogólną popielatość, nijakość, żadność – strach przed zwróceniem na siebie czyjejkolwiek uwagi, czyichkolwiek oczu.
Udało im się cudem zbliżyć do okienka i poprosić go o poświęcenie różańców. Choćby sto lat żyła, nigdy tego nie zapomni. Przez kratę wysunęła się ręka – bezkształtny ochłap, krwawa mia-
zga nie ręka – i nakreśliła krzyż nad kuleczkami z chleba.
I nagle wiem dokładnie, jak głupio musiała się czuć Ewa, kiedy sobie pierwszy raz uświadomiła własną nagość.
wyobrażam sobie – pokutujące dusze do czyśćca. Potępienie i rozpacz zaczyna się dopiero tam, gdzie nie ma nadziei.
Żadne zwierzę nie potrafi tak zbezcześcić swojej zwierzęcości, jak w tej otchłani plugastwa, ohydy i zbrodni zbezczeszczone zostało człowieczeństwo.