Mężczyzna może istnieć tylko dzięki temu, że istnieje druga połowa, czyli kobieta. I odwrotnie. Tak jak nie do pomyślenia jest dzień bez nocy czy dolina bez góry.
Zbiorowe szaleństwo polowań na czarownice nie trwało dziesięć lat, jak polowanie na Żydów w III Rzeszy, ani nawet lat 70, jak komunizm. W swoim apogeum trwało co najmniej 150 lat, natomiast prawo sankcjonujące ten obłęd obowiązywało lat prawie 300. Widać z tego, że polowanie na czarownice jest chyba największą hańbą współczesnej europejskiej cywilizacji, a w dodatku pierwowzorem instytucjonalnych i zalegalizowanych form ludobójstwa.
Wygląda na to, że Adam, rozpaczliwie pragnąc oczyścić się przed Bogiem z grzechu i odzyskać jego przychylność, mordował z zimną krwią Ewę, swoją siostrę i żonę, krzycząc wniebogłosy, że "to jej wina".
Adam nie po raz pierwszy i nie ostatni oszalał. Pełen pychy, gniewu i zaślepienia dopuścił się strasznej zbrodni. Zapomniał, że łatwiej zobaczyć źdźbło w oku bliźniego, niż belkę we własnym. Aż boję się pomyśleć, jaka kara czeka go za tak zbrodniczą głupotę.
Sens mają jedynie zachwyt i wdzięczność.
Przecież w głębi serca tęsknimy właśnie za tym, abyśmy mogli śmiało kochać, cieszyć się, wzruszać, płakać, szaleć, walczyć, wolni od wszelkich stereotypów i strategii przetrwania, abyśmy mogli w zgodzie z okolicznościami pozwolić sobie na słabość i czułość, a także na słuszny gniew, zdecydowanie i siłę - a nade wszystko, abyśmy mogli odkryć naszą prawdziwą, najgłębszą istotę, spokojną, pełną współczucia, samotną, jedyną i prawdziwą, która nigdy nie miała ojca ani matki.
Tak więc przychodząc na świat, nasza dziewczynka trafia w bardzo trudną sytuację. Konieczność zmagania się z upokarzającym i ograniczającym przekazem "skoro już się urodziłaś, to przynajmniej nie żądaj niczego więcej" - sprawia, że naturalną strategią przeżycia, staje się dla niej intuicyjne wychwytywanie tego, czego się od niej oczekuje i spełnianie tych oczekiwań. Rezygnacja z własnych potrzeb oraz gotowość do reagowania na potrzeby otoczenia tworzą w niej predyspozycję masochostyczną, co sprawia, że jest ona w stanie bez protestu znosić cierpienie, a ponieważ podświadomie uważa, że zasługuje na karę, obwinia siebie również za to, że to cierpienie ją spotyka.
Rodzimy się ze wszystkim, czego potrzebujemy do szczęścia - jeśli tylko mamy oczy, uszy, serce i rozum, lub choćby jedną z tych rzeczy. Mamy też ciało i własny , niepowtarzalny los- dwóch nieodłącznych nauczycieli, którzy nieustannie wskazują nam prawdę. Reszta zależy od nas.
Dziewczynka zaś, od pierwszych chwil swojego życia, a może nawet wcześniej - jeszcze w brzuchu matki - czuje, że atmosfera wokół niej, nie jest zbyt przychylna. Przeczuwa, że wkracza w bardzo trudny świat i będzie musiała wynagrodzić swojej mamie, swojemu tacie i całemu światu rozczarowanie, jakim niechcący się stała. Wielkie pytanie "dlaczego?" i towarzyszące mu poczucie krzywdy pojawi się w jej umyśle dużo, dużo później. I tak oto, od początku swojego istnienia, Mała Dziewczynka skazana jest na nieustanne staranie się o to, aby zostać zaakceptowaną.
Im bardziej jesteśmy osamotnieni, im bardziej powierzchowne są nasze relacje z ludźmi, z rodziną, ze środowiskiem przyjaciół, ze środowiskiem zawodowym, tym bardziej jesteśmy podatni na różne zabiegi marketingowe, które z nas czynią maksymalnie wydajnych i ofiarnych konsumentów.
Celem wychowania powinno być to, by dziecko nie robiło rzeczy niepożądanych nie dlatego, że się nas boi, ale dlatego, że nas lubi i szanuje.
...chodziło o to, byśmy trochę oprzytomnieli i przestali czuć się upoważnieni do pożerania wszystkiego i wszystkich. Byśmy spostrzegli, że nasze ciała nie różnią się od ciał innych stworzeń i całej substancji Wszechświata. Że nie ma powodu, aby stanowiły przedmiot bałwochwalczej czci".
Każde wewnętrzne ograniczenie, które uda się nam pokonać, jest prezentem dla dziecka.
Pozbywając się własnych kompleksów i hipokryzji, przestajemy obciążać nimi nasze dzieci.
Stan umysłu dziecka odzwierciedla podświadomość rodziców.
Im mniej świadomi siebie są dorośli, tym bardziej ich dziecko będzie zachowywać się w sposób dla nich niezrozumiały.
Inaczej mówiąc, dziecko zawsze odzwierciedla to, czego rodzice się w sobie obawiają, o czym wolą nie wiedzieć, czego wolą nie czuć.
Potrafimy albo opiekować się kobietami, albo od nich uciekać. Albo oddawać się w opiekę, albo gardzić i się wywyższać. Budowanie partnerskiego związku z kobietą jest dla nas bardzo trudne. Tym trudniejsze, że często tak mało wsparcia w tej sprawie otrzymujemy z drugiej strony.
<
Musimy zaczekać na nasze dusze, aby miały szansę nas dogonić.
Uzależnienie staje się dla nas zastępczą tożsamością, która uwalnia nas od konieczności poszukiwania naszej tożsamości prawdziwej.
W gruncie rzeczy wiemy, że jeśli nie zatrzymamy się, choćby na chwilę, po to, aby uważnie spojrzeć w lustro, to trudno nam będzie określić naszą aktualną pozycję na oceanie życia i wytyczyć sensowny kurs na dalszą drogę. Mimo to unikamy ciszy i samotności jak ognia.
Cóż, zestarzał się jak każdy, choć jak każdy chciał być wyjątkowy. I nie zmądrzał - a to katastrofa.
To, z czym teraz się zmagasz, pewnie w przeszłości uratowało twoją psychiczną integralność. Gratulacje. Dzięki temu możemy się teraz spotkać. Ale pewnie spotykamy się dlatego, że odczuwasz potrzebę zmiany.
Jako młodzi chłopcy przeczuwamy, że aby stać się wojownikiem i wyjść z kręgu matczynej opieki, trzeba wykazać się dzielnością. Niestety, nazbyt często przybiera to formy pokraczne i żałosne. Na przykład w wieku lat siedmiu czy ośmiu zaczynamy palić papierosy, wąchać coś trującego czy pić alkohol. Potem przez resztę życia nasze wyścigi polegają na tym, kto więcej wypali i kto więcej wypije, a mimo to się nie przewróci, albo kto szybko wytrzeźwieje, albo kogo głowa mniej boli. Może być też odwrotnie: kogo bardziej głowa boli, kto jest bardziej zatruty. (...) Czerpiemy z takich wyczynów poczucie siły, dumy i przewagi nad innymi. W końcu umieramy na zawał przed czterdziestką, ale przynajmniej na polu chwały.
...matka Małej Dziewczynki jest kobietą niezrealizowaną i nieszczęśliwą, choć może o tym jeszcze nie wiedzieć. Póki co, jest młoda i zakochana w swoim mężu.
Ludzie - jako jedyne z istot żyjących na tej ziemi obdarzone samoświadomością, sumieniem i wolną wolą - ponoszą za to, co się dzieje na ziemi i z ziemią, szczególną odowiedzialność. Zgodnie z zasadą: im więcej wolności, tym więcej odpowiedzialności.
Wiadomo przecież, że nasze ego opowiada sobie siebie i zmyśla świat, w którym żyje. Nazywa się to subiektywną narracją. W tym sensie ego jest jakby łagodną i powszechną formą psychozy...
Niszczenie to bardzo powszechny sposób zdradzania syna. Bierze on swój początek z dzieciństwa ojca. Ojciec-kat sam jako dziecko był ofiarą i nie przekroczył tego dziedzictwa. Dlatego rozgrywa swoje bolesne doświadczenia i związanie z nimi uczucie upokorzenia w relacji z własnym synem.
Kiedyś pracowałem z grupą menedżerów przemysłu, którzy mieli kłopoty z sercem. Wszystko, z czym się kontaktowali, to był lęk o życie i to, że boli ich pod mostkiem czy w barku. Mieli też sporo pretensji do tej "maszyny", która nagle się popsuła i nie pozwala im biec ku celom, które sobie wyznaczyli. Poprosiłem ich, aby jako właściciele tych popsutych maszyn, czyli serc, napisali do nich list. obrażeni, napisali swoje "zażalenia" - że dlaczego, za co ich to spotkało, czym sobie na to zasłużyli, że mają tego dość, protestują i żądają posłuszeństwa. Potem zaproponowałem każdemu z nich: a teraz bądź swoim sercem i odpisz na ten list. Napisz w imieniu swojego serca, czego ono potrzebuje, czego mu brakuje, jak ono chce żyć.
Ojciec, który w dzieciństwie był upokarzany i poniewierany, demonstruje przed nami swoją siłę i przewagę. Nie przepuszcza żadnej okazji, żeby pokazać, że jest lepszy. Nieświadomie dąży do tego, by naszym udziałem stały się uczucia, które on sam przeżywał, gdy był dzieckiem.
Odłączenie od matki jest koniecznym warunkiem do tego, by odpowiedzialnie zakładać własną rodzinę.
Dziecku można dać tyle przestrzeni i wolności, ile mamy jej w sobie. Każde wewnętrzne ograniczenie, które uda nam się przekroczyć, jest prezentem dla naszego dziecka, darem serca.
KOBIETA - Łatwiej mi przychodzi być otwartą i rozluźnioną.
MĘŻCZYZNA - Łatwiej mi przychodzi być zamkniętym i spiętym.
K - Lepiej czuję.
M - Lepiej nazywam.
K - Bez trudu zauważam podobieństwa i łączę.
M - Z łatwością dzielę i rozróżniam.
K - Potrafię czekać.
M - Potrafię się spieszyć.
K - Łatwiej mi odpoczywać.
M - Łatwiej mi długo i wytrwale pracować.
K - Częściej jestem bliżej ziemi, bliżej własnego ciała.
M - A ja częściej wyobrażam sobie i przewiduję.
K - Potrafię burzyć to, co stare.
M - A ja dzięki temu mogę tworzyć nowe.
K - Częściej bywam łagodna i delikatna.
M - A ja częściej jestem ostry i gwałtowny.
K - Potrafię być słaba.
M - A ja potrafię być silny.
K - Jeśli trzeba, potrafię ulegać.
M - A ja, jeśli trzeba, potrafię być nieugięty.
W tej sprawie głupota mężczyzn nie zna granic. Męska potrzeba poprawiania sobie samopoczucia kosztem kobiet jest ogromna. A to znaczy, że mężczyźni sami z sobą nie czują się najlepiej.