Nie chcę nikogo znać poza tymi, których kocham; ale kogo pokocham, to kocham tak, iż życie oddam za niego.
(...) lecz miłość przepełniała jego serce, i Pierre, kochając ludzi bez żadnych powodów, znajdował niewątpliwie powody, dla których warto było ich kochać.
Rozpustnik może się hamować, walczyć, ale prostego, szczerego, czystego stosunku do kobiety - braterskiego stosunku - nigdy już mieć nie będzie.
(...)albo wojna jest wariactwem, albo skoro ludzie robią to wariactwo, znaczy, że nie są stworzeniami całkiem rozumnymi, za jakie nie wiadomo dlaczego przywykliśmy ich uważać.
Jego nie pojmuje się rozumem, lecz pojmuje się życiem.
Żeby śmierć nie wydawała ci się już strasznym wrogiem, lecz przyjacielem... który duszę udręczoną w trudach cnoty uwalnia od niedoli życia doczesnego, aby ją zaprowadzić na miejsce nagrody i spokoju.
Czemu ja się miotam, o co ja się troszczę w tej wąskiej, zamkniętej ramce, kiedy życie, całe życie, ze wszystkimi radościami stoi przede mną otworem?
Pracuje, chcę zrobić cokolwiek, a zapomniałem, iż wszystko skończy się, zapomniałem o śmierci.
Pomiędzy Nordstonową a Lewinem ustalił się stosunek dość częsty w towarzystwie, kiedy dwie osoby zachowując pozory życzliwości lekceważą się nawzajem do tego stopnia, że nie są już w stanie brać jedna drugiej na serio i nie mogą się nawet wzajemnie obrazić.
Karr powiedział, że w każdej przyjaźni istnieją dwie strony: jedna kocha, druga pozwala się kochać, jedna całuje, druga nadstawia policzek do pocałunku.
Wszelki namysł wzniecał w nim wątpliwości i przeszkadzał w decyzji - co trzeba, a czego nie trzeba czynić. Kiedy jednak nie myślał, ale żył, miał świadomość, że w duszy jego stale przebywa nieomylny sędzia i rozstrzyga, który z dwóch uczynków leżących w sferze możliwości jest lepszy, a który gorszy, i skoro tylko postępował nie tak, jak należało, natychmiast zdawał sobie z tego sprawę.
W istocie, jakie to zabawne! Celem jest cnota, jest chrześcijanką, a pomimo to nieustannie gniewa się i wszędzie widzi wrogów, wrogów z powodu właśnie cnoty i chrześcijaństwa.
- A czemuż nie mieliby leczyć syfilisu?
- Dlatego, że gdyby jeden procent wysiłków, które się wkłada w leczenie syfilisu, włożono w wykorzenienie rozpusty, dawno nie byłoby śladu syfilisu.
Wiedział, że Anna ma męża, ale nie wierzył w jego istnienie i uwierzył w nie naprawdę dopiero, gdy go zobaczył z głową i ramionami, z nogami w czarnych pantalonach, a zwłaszcza gdy zobaczył, jak ten mąż z pełnym poczuciem, że Anna jest jego własnością, spokojnie ujął jej dłoń.
Położenie moje było straszne. Wiedziałem, że nic nie znajdę na drodze wiedzy prócz negacji życia, a tam w religii - nic prócz negacji rozumu, co było jeszcze gorsze niż negacja życia. Według wiedzy życie jest złem i ludzie to wiedzą - od ludzi zależy nie żyć, a oni żyli i żyją i ja sam żyłem, chociaż wiedziałem dawno, że życie jest złe i bezsensowne.
Kitty była pewna, że Anna jest wprawdzie pełna prostoty i że nic nie ukrywa, ale że nosi w duszy jakiś inny, wyższy świat, świat niedostępnych dla Kitty zainteresowań, zawiłych i poetycznych.
Gdy byłem jeszcze bardzo młody, stworzyłem sobie ideał kobiety, którą mógłbym pokochać i którą rad bym nazwać żoną. Przeżyłem długie życie i teraz po raz pierwszy w osobie pani znalazłem to, czego szukałem. Kocham panią i ofiaruję pani moją rękę.
Nie należy żyć tylko dla zaspokojenia własnych potrzeb, lecz dla Boga. Dla jakiego Boga? I cóż można powiedzieć bardziej bezsensownego niż to, co on powiedział? Powiedział, że nie wolno żyć dla siebie, to jest, że nie trzeba żyć dla tego, co jest dostępne dla naszego umysłu, dla tego, co nas pociąga, czego pragniemy, lecz należy żyć dla czegoś niepojętego, dla Boga, którego ani ogarnąć, ani określić nikt nie jest w stanie...
Do religii, której był obrońcą, miał stosunek taki, jak hodowca kur do padliny, którą karmi kury: padlina jest obrzydliwa, ale kury ją lubią i jedzą, i dlatego należy je karmić padliną.
- kobieta, uważasz, to jest taki przedmiot, że choćbyś go nie wiem jak długo studiował, zawsze wszystko w nim będzie dla ciebie nowe.
- słyszałam, że kobiety potrafią kochać mężczyzn nawet za ich wady - nagle zaczęła anna. - lecz ja go nienawidzę za jego cnotę.
(...) Lidia Iwanowna dąży przecież tylko do cnoty, jest chrześcijanką, a mimo to nieustannie się gniewa i wszystkich uważa za wrogów, ponieważ mają inne poglądy właśnie na chrystianizm i na cnotę.
(...) śmierci, która wszystko zakończy i która musi przyjść dziś czy jutro - wszystko jedno kiedy, bo to tylko mgnienie w porównaniu z wiecznością.
Co może napisać o sprawiedliwości człowiek, który nie ma o niej pojęcia?
Znam szczęśliwe małżeństwa, ale tylko z rozsądku.
- Tak, a za to jak często w małżeństwach z rozsądku szczęście ulatnia się jak dym, właśnie dlatego, że nagle pojawia się owa miłość, której nie chciano uznać - zaoponował Wroński.
Nagle poczuli obaj, że chociaż są przyjaciółmi, chociaż jedli razem obiad i pili wino, które powinno było ich jeszcze bardziej zbliżyć, to przecież każdy z nich myśli tylko o tym, co go osobiście interesuje, i jeden drugiego nic nie obchodzi.
Łącząc się w rodziny, narody i państwa ludzie wznoszą nieprzezwyciężone przeszkody na drodze do prawdziwego zjednoczenia.
[...] Pierre pojął nie rozumem, lecz całą swą istotą, swoim życiem, że człowiek stworzony jest do szczęścia, że szczęście tkwi w nim, w zaspokojeniu zwykłych ludzkich potrzeb, i że nieszczęście pochodzi nie z braku, lecz z nadmiaru.
Pracował jednakowo dobrze, niezależnie od tego, na czym polegała istota sprawy. Nie interesowało go pytanie „dlaczego?”, ale pytanie „jak?”.
W stosunku do otaczających go ludzi – od córki aż do służby – książę był ostry i niezmiennie wymagający, toteż, nie będąc okrutny, wzbudzał taki lęk i szacunek, jaki niełatwo osiągnąłby człowiek bardzo okrutny.