cytaty z książek autora "Agnieszka Kulbat"
- Jestem śmiertelnie poważny, Rayn.
- Śmiertelnie to ty byłeś ranny.
- Uciekaj, Rayn - szepnął książę, wyraźnie starając się nie pokazywać po sobie bólu, choć Rayn doskonale czuła go w swojej duszy. — Szkoda tylko, że zabijałem bez wahania i przejechałem dla ciebie pół kraju na darmo.
Godzinę po powrocie do karczmy był już gotowy na jutro. Okazało się tylko, że jutro nie było gotowe na niego.
Kłamstwa rodzą bunt, a bunt jest matką wojny.
Ona twym celem, zbawieniem i zgubą,
ona ci marzeniem, straceniem i chlubą.
Rayn drgnęła, ale nie cofnęła ręki. Jej oczy otworzyły się szeroko, wyrażając zagubienie. Aiden odebrał jej reakcję jako sukces, bo kapłanka wydawała się powoli rozumieć, co się stało — że jedynie lekko dotykając jej skóry, pokazał jej wszystko, co czuł, a o czym nie potrafił opowiedzieć.
Czarny znak wisiał już w powietrzu. Rayn nie spuszczała z niego wzroku, nie mogąc pozbyć się jednej gorzkiej myśli, która zdecydowanie nie zasługiwała na to, aby być ostatnią: To tak, jakby śmierć miała nadać mojemu życiu sens.
W sumie życie to ciągłe uciekanie, tyle że przed różnymi rzeczami i innymi ludźmi.
Stara, ja codziennie żyję w Kabulu, tylko "Ka" jest nieme.
Cena pokój jest bardzo wysoka, a wśród ogołoconych z pieniędzy i godności ludzi, którzy walczą o każdy dzień, łatwo o konflikt.
Mroczny świat za murami świętej twierdzy pochłaniał wiele istnień i dlatego opuszczali ją tylko nieliczni, a Aurora, w przeciwieństwie do Neyry, bez względu na wszystko zmierzała być jedną z nich, jedną z Kończących. Nie wiedziała jedynie, czy chciała ratować ludzkie życie czy je odbierać.
Dopiero teraz zrozumiała, że chciała zło zwyciężyć złem, samej zabijając po to, aby żyć, a to nie mogło skończyć się dobrze.
W końcu, aby dokonać wielkich zmian, trzeba dokonać wielkich czynów, a żeby móc wymagać od innych, najpierw samemu trzeba tym wymaganiom sprostać.
A ja jestem całkiem normalna, mimo że moja siostra się zabiła. Serio.
Nigdy nie jest za późno uczyć się i zdobywać wiedzę.
Mój koszykarz wskazał na mnie palcem. Pierwszy raz zrobiło mi się przykro z powodu tego, jak go potraktowałam. Mamiłam go przez ostatni rok. W sumie dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że wszystko, co kiedykolwiek go dotyczyło, dotyczyło jednak mnie. Tego, jak się czułam; tego, czego chciałam.
W "nas" zawsze chodziło o mnie.
Zaufanie to krucha rzecz.
Wciąż wierzysz, że przejrzałaś mnie, a patrząc z bliska widzisz najmniej.