cytaty z książek autora "Chloe Gong"
Może nie istniała prawda. Może nie było niczego tak prostego jak jedna prawda.
Astra inclinat - [...] - sed non obligant.
"Gwiazdy nas kierują, ale nie przymuszają".
Wolałbym, żeby wasza dwójka nie niszczyła całego świata za każdym razem, kiedy wybieracie siebie nawzajem.
Można walczyć nieczysto, ale należy walczyć odważnie. Nie należy walczyć z tymi, którzy nie rozumieją, na czym polega walka.
- Przysięgam, że cię nie opuszczę i nawet śmierć nie zdoła nas rozłączyć - wyszeptała Juliette.
[...]
- W tym życiu i następnym - odpowiedział Roma. - Jak długo nasze dusze będą istniały, moja zawsze odnajdzie twoją.
Czym była miłość, jeśli potrafiła tylko zabijać?
Nadzieja była najbardziej złowrogą ze wszystkich istniejących rzeczy, czymś, co rozkwitało w puszce Pandory pomiędzy nieszczęściem, chorobami a smutkiem. Co mogłoby przetrwać wśród takich niebezpieczeństw, gdyby samo nie było równie groźne?
Czasem nienawiść nie ma wspomnień, które mogłyby ją podsycać. Wyrasta na tyle silna, że może się podsycać sama, a jeśli nie będziemy z tym walczyć, nie będzie nam to przeszkadzało. Nie osłabi nas to.
Ktoś, kto zabłądził zbyt głęboko w ciemności, zawsze będzie się obawiać, że nie potrafi już rozpoznać światła.
- Zostaw mnie - jęknął w odpowiedzi.
- Jakim cudem jesteś w takim stanie? - zapytała Juliette z niedowierzaniem. - Myślałam, że jesteś Rosjaninem.
- Jestem Rosjaninem, nie alkoholikiem.
Lojalność gra nieczysto, a przy tym jest kapryśna i wiecznie zmienna.
- Ja nie nienawidzę Białych Kwiatów -(…) - Nienawidzę tych, którzy krzywdzą moich bliskich. Najczęściej okazuje się, że są to Białe Kwiaty. Ale to różnica.
- ,,Gwałtowna rozkosz gwałtownie się kończy" - wyszeptała do siebie Juliette. [...] - Wiedziałaś o tym od początku.
Właśnie dlatego nie powinniśmy kochać mocniej, niż to konieczne. Kiedyś po każdego przychodzi śmierć...
Wojna zabiera, rani i zabija, a ja mimo to nie potrafiłem przestać cię kochać nawet wtedy, gdy byłem pewien, że cię nienawidziłem.
Problem z nienawiścią polega na tym, że nawet kiedy osłabną pierwotne emocje, pozostają odruchy. Zaciśnięte pięści, gorąco w żyłach, rozmywające się widzenie i przyspieszony puls.
Nie potrafiła zapomnieć ani jednej wspólnej chwili. W zależności od tego, jak na to spojrzeć, należało to uznać za wyjątkowy talent lub prawdziwe przekleństwo.
Chciałaby wypełnić pustkę w swoim sercu garściami żyznej ziemi, żeby coś dobrego mogło zapuścić korzenie i rozkwitnąć.
Rewolucja nigdy nie jest piękna. Nie jest także czysta, cicha ani spokojna.
- Czego się boisz?
[...]
- Konsekwencji miłości w mieście rządzonym przez nienawiść.
- Nawet się nie przestraszyłaś - szepnął Roma załamującym się tonem. - Wiesz dlaczego? Ponieważ wiedziałaś że nie mogę pchnąć tego noża. [...]
- Skoro wiesz, że się nie boję, to dlaczego wyjąłeś nóż? - zapytała Juliette.
- Gdyż właśnie dlatego... - Roma zacisnął powieki. Łzy. Łzy spływały mu po twarzy. - Dlatego moja zdrada była taka okropna. Ponieważ wierzyłaś, że nie mogę cię skrzywdzić, a ja to zrobiłem.
Roma Montagow kopnął krzesło.
- A niech to...
- ...szlag - dokończyła szeptem Juliette Cai po drugiej stronie miasta.
- Zawrzyjmy rozejm - mruknęła tuż przy jego wargach. Powinni przestać. Nie mogła jednak. - Zadręczasz mnie.
- Nie toczymy ze sobą wojny - odparł cicho Roma. - Dlaczego mielibyśmy potrzebować rozejmu?
Żadne z nich nie chciało przyznać, że tego pragnie. Żadne z nich nie chciało przyznać, że to już się wydarzyło, że to po prostu powtórka z przeszłości.
Ulegli jednocześnie.
- W obecnych czasach, Juliette - odezwał się cicho i ostrożnie - najbardziej niebezpieczni są wpływowi biali, którzy poczuli się urażeni.
Problem z nienawiścią polega na tym, że nawet kiedy osłabną pierwotne emocje, pozostają odruchy. Zaciśnięte pięści, gorąco w żyłach, rozmywające się widzenie i przyspieszony puls. Juliette nie miała żadnej kontroli nad tym, co mogło zrodzić się z tych odruchów.
Na przykład tęsknota.
Została zdrajczynią pięć lat temu, tamtego wietrznego wieczoru w Bundzie, gdy poznała Romę Montagowa. Zostawała zdrajczynią za każdym razem, gdy odmawiała wbicia mu noża w plecy. Zostawała zdrajczynią na długo przedtem, zanim strzeliła do własnego kuzyna, ponieważ jeśli lojalność oznaczała okrucieństwo, Juliette nie mogła się na nią zdobyć.
Rodzice będą ją opłakiwać. Będą opłakiwać jej wersję, która nigdy nie istniała.
- Na ile było to oszukiwanie?
Juliette odwróciła wzrok.
- Czy to naprawdę odpowiedni moment, żeby bronić swojego towarzysza niedoli?
- Jestem nieboszczykiem, skarbie. Co ci szkodzi odpowiedzieć na moje pytanie?
Mogło to zaszkodzić jedynie jej godności.
- Nic nie było oszukiwaniem, Marshallu Seo.
- Przepraszam - powiedziała głosem tak cichym, że słyszalnym tylko dla niej samej... i dla Tylera, gdziekolwiek był. - Jeśli istnieje jakieś życie po życiu, wolne od wojny gangów, mam nadzieję, że zostaniemy w nim przyjaciółmi.
Zostali pochowali razem. Nie pozostawili żadnych prochów, żadnych kości. Rozdzielonym za życia pozwolono się połączyć po śmierci.