cytaty z książek autora "Kaveh Akbar"
Chciał żyć na tyle doskonale, by umrzeć, nie pozostawiając po sobie najdrobniejszej nawet fali bólu, jak olimpijski skoczek przecinający gładko powierzchnię wody. Cudowne miało być to, w jak niewielkim stopniu poruszy się woda, jak głęboko go połknie całego, nie otwierając nawet paszczy.
Miłość to pokój, który się pojawia, gdy do niego wchodzisz.
Alfabet, jak życie, to skończony zestaw kształtów. Można z nich wykreować niemal wszystko.
Trudno nie czuć zawiści wobec potworów, gdy widzisz, jak dobrze im się powodzi. I jak bardzo obojętne jest im to, że są potworami.
Oczywiście kiedy pił, rzadko prócz picia robił coś jeszcze. „Najpierw wypijasz łyk alkoholu, potem alkohol pije alkohol, na koniec alkohol wypija ciebie!" - obwieszczał dumnie Cyrus w pokoju, w barze, nie pamiętając, komu gwizdnął ten tekst.
- A tam, pieprzyć piekło - rzucił Zee, kręcąc głową. to więzienie. My na ziemi nie robimy nic innego, tylko budujemy więzienia. Nie musimy sobie wyobrażać kolejnego. !
I pamiętam, że wymyślił koncepcję podwójnej świadomości. Polegała na tym, że czarni w Ameryce zawsze muszą uważać na to, jak ich widzą biali dotyczy wielu innych marginalizowanych grup, zawsze muszą się oglądać oczami tych, którzy ich nienawidzą.!
Jeśli czytacie te słowa, umarłam w muzeum na obrzydliwą i nieupiększalną chorobę. Nie zgadzam się, by moje życie sprowadzono o najbardziej groteskowego artefaktu. Chodziłam kiedyś z gałązką lawendy w kieszeni - gdy ją wąchałam, mogłam się przenieść do niemal każdego punktu mojego życia, czym, jak sądzę, bardziej niż ktokolwiek inny zbliżyłam się do doświadczenia podróży w czasie. Chciałabym, aby to doceniono. Jestem podatna na pochlebstwom. komplementy i okropnie daję się rozbroić Forugh Farrochzad:"Nie mówię o pełnych lęku szeptach w ciemności. Mówię o dniu i otwartych oknach i świeżym powietrzu"15. Kiedy świat był płaski, ludzie cały czas z niego zeskakiwali. Nie ma nic nadzwyczajnego w umieraniu w ten sposób, mam jednak nadzieję, że stworzyłam coś interesującego z tego, jak żyłam. Alfabet, jak życie, to skończony zestaw kształtów. Można z nich wykreować niemal wszystko.
Alkohol czasem tak działał, rozjaśniał – na krótko – to, czego nie był w stanie rozjaśnić jego umysł. Jakby się siedziało w gabinecie optyka i alkohol podtykał ci pod gębę różne soczewki i czasem, na sekundę, trafiała się ta przepisana przez okulistę, ta, która pozwala ujrzeć w przelocie świat taki, jaki jest, poza sferą smutku i czarnowidztwa. Takie przejaśnienie dawał tylko alkohol, nic innego. Widzi się wtedy życie tak jak wszyscy inni, jako miejsce, które może cię pomieścić. Ale oczywiście chwilę później ta klarowność znika w szeregu coraz bardziej mętnych soczewek, aż wreszcie nie widzisz niczego oprócz ciemności we własnej czaszce.