cytaty z książek autora "Maciej Lasota"
(...) rany na ciele leczy czas, ale te w psychice odkładają się na później, by ostatecznie powrócić, niszcząc osobowość nosiciela.
Otuleni ciepłą kołdrą, śnili historie, o jakich za dnia wstydziliby się choćby pomyśleć.
(...) widział w sobie nie pospolitego moczymordę, a filar narodowego ducha optymizmu! Od lat przecież codziennie dbał o to, aby szklanka była przynajmniej do połowy pełna, bo – jak mawiał, nadając swemu alkoholizmowi poetyckiego sznytu – horyzont jutra widziany przez lornetkę butelki zawsze wydaje się bardziej znośny.
Wnętrze lokalu dobitnie wskazywało, że z równą siłą, co nowoczesności, opierał się on także standardom sanitarnym. Wystarczył rzut oka, by zrozumieć, że ściany oraz sufit w tym miejscu nie widziały koloru dłużej niż Stevie Wonder.
(...) patrzył na nią tępo jak ogórek na denko słoika.
Nasz bohater, z zawodu prywatny detektyw, a prywatnie po prostu detektyw, lata swej świetności miał już dawno za sobą. Podobnie zresztą jak Edyta Górniak, stylista Donalda Trumpa czy krawiec odpowiedzialny za samoopuszczające się spodnie Billa Clintona.
Odpowiedział zakłopotany zupełnie jak Ewa, gdy w raju, dostawszy od Adama dwa sznurki, usłyszała: Uczyń sobie z tego, niewiasto, okrycie wierzchnie, ażeby mnie łono twoje od pługa nie odrywało.
Równie dobrze mógłbyś od razu powiedzieć, żeby strzeliła sobie w łeb z bliska! Wtedy przynajmniej pod koniec życia zaznałaby trochę ciepła.
(...) roześmiał się niczym zbrodniarz nazistowski przekraczający granicę Argentyny.
Powiedzieć o tych włościach, że były luksusowe, to tak, jak powiedzieć, że „Księga Dżungli” to historia o trudach adopcji. Niby prawda, lecz więcej w tym niedopowiedzenia.
Popatrz na ich bicepsy. Takim pępowinę pewnie odcinali sekatorem, gdzieś w laboratorium. Przecież to jeden wielki mięsień, do którego, tylko z konieczności, matka natura dofastrygować musiała wszelkie niezbędne do życia otwory.
Był śmiałkiem, który w mieście bezprawia owe prawie starał się przywrócić.
Był niczym Sokrates: wiedział, że nic nie wie.
Pokolorowali sobie świat jaskrawymi barwami własnych przekonań i tkwią w tej ułudzie, sądząc, że wszystko, co złe i nieprawdziwe, jest wyłącznie po stronie osób o przeciwnych poglądach (...).
Kiedy ludzie się kłócą i mają na oczach klapki zrobione z różnych idei, nie dostrzegają wówczas całej złożonej prawdy, dzięki czemu rządzącym jest łatwiej nimi manipulować.
Kiedyś, gdy ludzie czytali, poszerzali swój światopogląd na wszelkie możliwe sposoby (...). Dziś, (...) większość porzuciła racjonalną analizę rzeczywistości na rzecz czerpania wiedzy z nagłówków (...).
(...) bądźcie uważni, gdyż dzisiejsze słowa staną się początkiem jutrzejszych wojen.
Ale, że naród w swej masie jest głupi i ma pamięć jętki, wystarczy troszkę podziałać w mediach społecznościowych na rzecz wypchnięcia z codziennego użytku słów, które nie są nacechowane emocjonalnie. Następnie zastąpić je tymi soczystymi, radykalnymi, potrafiącymi od razu nie tylko wskazać, ale też z miejsca napiętnować czy wręcz zdyskredytować wroga. I proszę! Gleba pod spór gotowa.
(...) powiedziałem „wroga”. Mogłem przecież użyć zwrotu „osoba o odmiennych poglądach”. Zresztą, teraz także i te „odmienne poglądy” stały się zwrotem pejoratywnym. Dawniej „odmienne” znaczyło tyle, co „inne”. Współcześnie natomiast, jeśli ktoś ma odmienne zdanie od nas, niemal natychmiast kodujemy ów pogląd jako ZŁY. Zły, ponieważ inny. Zły, bo nie nasz, czyli nie taki, jaki być powinien.
Ewidentnie żadne nie chciało rozdrażnić lwa ukrytego w postaci niepozornej staruszki. Wszak nie wiedzieli, czy przyszli tu w porze karmienia.
Żadna władza nie interesuje się państwem. Byleby mieli kieszenie pełne kasy i ludzi pod butem.
Przede wszystkim zawsze stawaj po stronie prześladowanych. Nie pozwól, żeby twój umysł opętało prostactwo jakiegokolwiek ekstremizmu. Bądź dobry dla innych i najważniejsze: o cokolwiek byś nie walczył, nigdy nie mów, że nie warto, bo jesteś sam… Uwierz, że jest wielu, ale problem w tym, że każdy myśli, że jest sam.
Wmawianie ludziom, że trzeba opowiedzieć się po którejś ze stron, uzasadniając to tym, że dopiero wtedy stajemy się prawdziwymi hetmanami, rycerzami w wielkim, cywilizacyjnym starciu idei. W starciu dobra i zła. Oczywiście, są to „dobro” i „zło” pisane małą literą. Podobnie jak mali są przywódcy, którzy się na ów konflikt powołują. Niemniej, w mowie nie słychać, że coś jest z małej, gdyż wszystko brzmi, jakby było z wielkiej. Tak to dobro i zło zostaje każdorazowo zredefiniowane przez partyjnych kacyków na rzecz jedynie słusznej sprawy.
(...) świadomych obywateli boją się politycy zarówno z lewa, jak i z prawa, gdyż wiedzą, że ten, kto myśli, jest wrogiem demagogii. Tej, którą oni wykorzystują bez przerwy.
(...) głupkami zaślepionymi ideologią łatwiej się rządzi.
Znów zapadła cisza, lecz tym razem nic nie wchodziło jej w paradę. Obaj, chyba z rozmysłem, pozwoliliśmy, by przez chwilę spokojnie wybrzmiała. To była właśnie ona. Minuta ciszy. Ta sama, po której ludzie na uroczystościach odkasłują, dziennikarze newsowi mówią: „przejdźmy do najważniejszych informacji dnia”, a nastolatkowie z ulgą zauważają, że w ich komórce pękło tylko szkło hartowane. Tak. Pełno jest w życiu sytuacji, kiedy to właśnie w tych sześćdziesięciu sekundach zamykamy cały ból swego istnienia; każdy lęk, obawę, ale tylko po to, żeby za moment to wszystko puściło, a ktoś z drugiego końca stołu mógł radośnie zakrzyknąć: „dawać rosół!”.
Jak to mówią: woda nie wódka, dużo nie wypijesz.
(...) naprzeciw nas stanęli narodowcy z sumieniami tak czystymi, że kazały im zasłonić twarze maskami lub szalikami.
Świątynia robiła wrażenie. Ceglana konstrukcja bez wątpienia przeżyła nie jednego grzesznika, zaś zwieńczająca ją strzelista, wysoka na prawie dziewięćdziesiąt metrów wieża przestrzegała widokiem krzyża wszystkich tych, którzy jeszcze żyli.
Nad nim zaś górował ogromny krzyż z wiszącym nań Zbawicielem; bezbronnym, cierpiącym, odartym z szat, godności, a mimo to w przedziwny sposób zwycięskim. Jego oblicze, choć zmęczone, miało w sobie spokój niemowlęcia śpiącego bezpiecznie w ramionach Ojca.