Nawet nie zauważyłem, kiedy wprowadziła się do mnie samotność. W kilka dni urządziła się na tyle sprawnie i swobodnie, że była wszędzie: na nietkniętej poduszce Sebastiana, w jego cały czas suchej szczoteczce do zębów, w byle jakim jedzeniu przygotowywanym dla jednej osoby, w muzyce Adele. Najbardziej lubiła przypominać o sobie poprzez to, co nazywałem "nietknięciem". Kiedy wychodziłem z domu , chwilami zapominałem o jej obecności. Wracałem i wszystko było nietknięte. Takie, jakie zostawiłem. Cholernie nietknięte. Nieumyte naczynia w zlewie, książka pozostawiona w tym samym miejscu, plama po kawie na stoliku i koc rzucony niechlujnie na fotel. Dobrze jej ze mną było. Mnie z nią nie.
Nawet nie zauważyłem, kiedy wprowadziła się do mnie samotność. W kilka dni urządziła się na tyle sprawnie i swobodnie, że była wszędzie: n...
Rozwiń
Zwiń