Najnowsze artykuły
ArtykułyCzytamy w weekend. Książki Roku 2025. 20 marca 2026
LubimyCzytać297
ArtykułyZa nami Gala Książka Roku 2025 – rekordowe głosy i zwycięzcy 11. edycji Plebiscytu Lubimyczytać
LubimyCzytać1
ArtykułyOd królewskich dworów do Hollywood
LubimyCzytać2
ArtykułyCrime Story: pierwsze takie wydarzenie autorskie w Polsce
LubimyCzytać6
Popularne wyszukiwania
Polecamy
Frank Dikötter

Źródło: https://czarne.com.pl/katalog/autorzy/frank-dikotter
Pisze książki: historia
Urodzony: 30.11.1961 (data przybliżona)
Historyk specjalizujący się w dziejach współczesnych Chin. Absolwent wydziałów rusycystyki i historii na uniwersytecie w Genewie. Pracę doktorską obronił w 1990 roku w Instytucie Orientalistyki i Afrykanistyki na Uniwersytecie Londyńskim, gdzie następnie wykładał. Od 2006 roku profesor nauk humanistycznych na uniwersytecie w Hongkongu. Opublikował kilkanaście książek, które zrewolucjonizowały poglądy historyków na współczesne Chiny, w tym: Tragedia wyzwolenia. Historia rewolucji chińskiej 1945–1957 oraz Wielki głód. tragiczne skutki polityki Mao 1958–1962. Pierwsza zdobyła prestiżową Nagrodę im. Samuela Johnsona i została uznana za jedną z najlepszych książek roku m.in. przez „The Economist”, „The Independent” i „Sunday Times”.Druga była nominowana do Nagrody im. George’a Orwella. Trzecia w tym cyklu Rewolucja kulturalna. Historia narodu 1962–1976 znalazła się w finale Nagrody im. Marjorie Hessell-Tiltman przyznawanej przez brytyjski PEN Club.
7,6/10średnia ocena książek autora
431 przeczytało książki autora
1 242 chce przeczytać książki autora
6fanów autora
Zostań fanem autoraSprawdź, czy Twoi znajomi też czytają książki autora - dołącz do nas
Książki i czasopisma
- Wszystkie
- Książki
- Czasopisma
Rewolucja kulturalna. Historia narodu 1962-1976
Frank Dikötter
7,5 z 86 ocen
399 czytelników 14 opinii
2018
Wielki głód. Tragiczne skutki polityki Mao 1958-1962
Frank Dikötter
7,7 z 180 ocen
880 czytelników 31 opinii
2013
Najnowsze opinie o książkach autora
Tragedia wyzwolenia Frank Dikötter 
7,7

Pierwsza (chronologicznie, a według czasu powstania druga) część Trylogii Ludowej Franka Diköttera, Holendra wykładającego w Hongkongu.
Zwycięstwo komunistów w wojnie domowej, spowodowane po trochu nieudolnością narodowców, po trochu niezdecydowaniem Amerykanów, przyniosło Chinom diametralną zmianę stosunków społecznych. Resentyment wobec poprzedniej władzy oraz grupom związanym - lub tylko kojarzonym z nią - udało się zamienić w nieskończoną, samonapędzającą się falę przemocy.
Wojna nie skończyła się z dnia na dzień, a prawdziwych lub wyobrażonych wrogów należało zwalczać bez ustanku w ciągu następnych lat. Właściwie nie ma tutaj niczego, co znacząco odróżniałoby terror chiński od bardziej znanego Polakom sowieckiego. Liczbowe normy osób mających zostać poddanych represjom, absurdalne zarzuty, sfałszowane dowody: jak u Sołżenicyna czy Margolina.
Oczywiście nie jest to jedyne pole, na którym Chiny czerpały wzory od ZSRR. W początkowych latach istnienia ChRL północny sąsiad stanowił źródło kultury i nauki, w chińskich szkołach uczono rosyjskiego, a informacje ze świata zapewniała agencja TASS. Hasło „Dziś Związku Radzieckiego to jutro Chin” zdołało na tyle mocno zakorzenić się w świadomości dygnitarzy, że nawet wyrugowane w wyniku chińsko-radzieckiego konfliktu powróciło pod koniec lat osiemdziesiątych jako przestroga.
Przy okazji przedstawiania nowych Chin nieuniknione jest zarysowanie tych, które w ówczesnych latach umierały, czy raczej były zabijane. Chiński krajobraz tworzyły tysiące przedsiębiorców: od drobnych handlarzy po wielkich biznesmenów. Ten specyficzny świat z jego zarówno pozytywnymi, jak i negatywnymi stronami przetrwał na Tajwanie oraz wśród chińskiej diaspory na całym świecie. W ChRL był natomiast bezlitośnie tępiony, by odrodzić się dopiero za sprawą Denga Xiaopinga i jego następców. Do starych Chin należały też spore grupy cudzoziemców. Niektórzy z nich odcisnęli trwale swój ślad w wyglądzie miast takich jak Szanghaj, Makau czy Qingdao, inni od pokoleń zamieszkiwali prowincję. Zmiana władzy oznaczała dla nich konieczność opuszczenia kraju oraz ryzyko utraty wolności lub życia. Z racji geograficznej bliskości nie mogłem przy opisach prześladowań religijnych oprzeć się pewnym skojarzeniom z „Milczeniem” Shusaku Endo. Siogunat Tokugawów zdawał się jednak mieć, przynajmniej w książce, więcej dystynkcji w rozumowaniu i trochę mniej parcianą retorykę.
Rozdział poświęcony wojnie koreańskiej przedstawia ją klarowniej, niż zrobił to Kissinger. Ukazane są tutaj obawy Chińczyków przed ewentualną amerykańską inwazją, które nieraz przybierały postać histerii. Wojna stanowiła dla Chin niemałe obciążenie, a środki potrzebne na jej kontynuację pozyskiwano bezpośrednio od społeczeństwa, czasem z użyciem siły. Poza tym podoba mi się zaznaczenie pod koniec książki zagrożenia, które śmierć Stalina przyniosła pozycji Mao. Kolejny plus „Tragedii wyzwolenia” stanowią partyjne rozgrywki między Mao a jego dawnymi towarzyszami z czasów Długiego Marszu, w tym wzlot i upadek Gao Ganga.
Obraz chińskiej rewolucji wyłaniający się z książki Diköttera różni się znacząco od tego, co w „Historii współczesnych Chin” napisał John Gittings. U Anglika lata pięćdziesiąte w uproszczeniu rysują się jako czas wytchnienia między wojną domową a rewolucją kulturalną, który mimo wad wiązał się ze stabilizacją i poprawą jakości życia. Autor „Tragedii wyzwolenia” zdecydowanie kwestionuje takie spojrzenie za pomocą danych statystycznych.
Muszę uczciwie ostrzec potencjalnych czytelników, że „Tragedia wyzwolenia” wykracza szczegółowością poza ramy literatury popularnonaukowej i może nudzić. Mimo wszystko historia krzepnięcia władzy komunistów w Chinach jest tu osadzona w kontekście na tyle przejrzystym, by warto było przynajmniej spróbować się z nią zapoznać.
Tragedia wyzwolenia Frank Dikötter 
7,7

7/2025
Dojście do władzy Mao Zedonga i jego Komunistycznej Partii Chin było jedną wielką katastrofą dla narodów zamieszkujących Chiny. Na dobrą sprawę władza komunistów nie starała się nawet ugruntować, a ci zaczęli rządy terroru ja „dzień dobry”. Jak można inaczej interpretować politykę narzuconych z góry liczb wyroków śmierci na wrogów ludu? Wyliczono, że powinno oscylować ok. dwóch wyroków na 1000 mieszkańców danego regionu. Oczywiście liczba ta nie mogła niższa, bo funkcjonariusze regionalni sami zostali by oskarżeni i działanie kontrrewolucjyjne, ale często ilość wyroków była zdecydowanie wyższa, bo tak było bezpieczniej. Ot, taki sobie koszt dyktatury proletariatu, że lepiej zabić ludzi za dużo, niż za mało.
Żeby zostać wrogiem nie trzeba było wiele. Wystarczył radioodbiornik, worek ryżu lub kura, żeby zostać obszarnikiem lub kontrrewolucjonistą,
To na co przedsiębiorcy i rolnicy pracowali w pocie czoła całymi pokoleniami zostało im odebrane w przeciągu kilku dni decyzją sekretarza Mao. Od teraz ich własność była wspólna, czyli niczyja.
Jednym z faktów, które mnie chyba najbardziej zbulwersowały to były bestialskie torturowanie kilkuletnich dzieci podejrzanych... o szpiegostwo oraz rozwiązania problemu chorych na trąd za pomocą spalenia szpitala w którym zostali zgromadzeni. Na tego typu działania mogli wpaść tylko komuniści...
Niestety okres do 1957 był tylko niewinną przygrywką do tego, co wydarzy się w latach 1958-1962.
***
Holenderski sinolog Frank Dikötter opierając się o miejscowe archiwa i relacje setek osób odmalowuje tragiczny obraz „wyzwolenia” Chin przez komunistów. Książka jest o tyle istotna, bo o ile w świadomości ludzi doskonale znane są Wielki Skok Naprzód i rewolucja kulturalna, o tyle lata przed tym pierwszym wydarzeniem są w cieniu, ale wcześniejsze ofiary bestialskiej i utopijnej polityki Mao także zasługują na głos i pamięć.
Dikötter wykonał wielką pracę i dzięki oparciu się o miejscowe archiwa i relacje uczestników wydarzeń opowiada o analizowanym okresie nie tylko z wielką rzetelnością, ale także w miłym do przyjęcia stylu literackim, Mimo, że nie jest to lekka lektura, ze względu na tematykę, to dzięki autorowi czyta się ją bardzo dobrze. Niestety też momentami mocno „wjeżdża” na psychikę, ale to już standard w książkach traktujących o komunizmie.





























