(pseudonim norweskiej pisarki Ragnhild Moe, ur. 1975) współpracowała z czasopismami w Anglii, Stanach Zjednoczonych i Norwegii. Jej debiutancka "Anatomia. Monotonia" otrzymała Nagrodę im. Sørena Gyldendala jako najlepsza współczesna powieść miłosna. Wkrótce ukażą się przekłady na język niemiecki, włoski i francuski.
5,5/10średnia ocena książek autora
186 przeczytało książki autora
172 chce przeczytać książki autora
2fanów autora
Zostań fanem autora
Sprawdź, czy Twoi znajomi też czytają książki autora - dołącz do nas
Specjalnie uruchamiam komputer, ażeby spisać recenzję przed wyjściem na spacer. Jestem pod wpływem faszerujących używek, myślę mniej standardowo. Czemu właśnie w ten sposób? Spisanie opinii na trzeźwo skończy się na niczym, gdyż powieść jest w pełni alogiczna, nakierowana jedynie na nasze czucia, nasze emocje. Traktuję ją jako awersję do otwartych związków, powieść o zazdrości, oczywiście o namiętności. Z erotyki pozostało nieomal nic, książka nie rozgrzewa, a oblewa pianą, zastyga się czytając nią. Nie, nie jest nudna, oj nie. Zgodnie z przedsłowiem. Zgodnie z przedmową jest to inny rodzaj literatury, rzadziej spotykany. Nie do końca wiemy jeszcze, jak sobie z nim radzić. „Anatomia. Monotonia” jest niesprzecznie fascynująca, ale rozczarowuje zakończeniem i można bez problemu kontrować wiele fragmentów pytaniem „A po co?”. Autorka zapewne zebrała swe przemyślenia z notatników, pozbierała małe karteczki, na których w ogniu zapisuje się pomysły. Całość wepchnęła do środka tych 300-paru stron. Nie zawsze uwewnętrznia się nam tak, jakbyśmy tego chcieli. Nie zawsze to, co ma do powiedzenia, będzie nam odpowiadać. Nierzadko myśli są infantylne, dziecinne, płytkie. Książka dla serca… Choć nie… Nie dla serca. Dla obszaru odczuwającego symbolicznie emocje. Nie uplasowała się ona ani w moim sercu, ani w mojej głowie… Być może w jelitach? Nie dla umysłu, nie dla wzruszeń.
W księgarni rzucił mi się w oczy intrygujący napis na okładce tej pozycji: „Książka przeznaczona tylko dla dorosłych czytelników”. Kupiłam, bo lubię literaturę erotyczną, zwłaszcza, że była to książka ze „zmysłowej serii” :)
„Łza spływa mi po policzku, wpływa do ust. Lubię jej słony smak, tak jakby morze było też w ludzkim ciele”.
Zawierając małżeństwo dwoje kochających się ludzi ślubuje sobie miłość, wierność i uczciwość małżeńską. Jednak mieszkającej w Londynie parze bohaterów – Luo i Var – daleko do dotrzymania obietnicy złożonej przed ołtarzem. Stanowią dość nietypowe małżeństwo – ich jedynym sposobem bycia ze sobą jest bycie z innymi... I tak Luo zdradza Var z nastoletnią Sidney, a Var sypia z pierwszym lepszym mężczyzną...
Zazdrosny Luo zachęca małżonkę do zabawy polegającej na tym, że jeżeli ona się w kimś naprawdę zakocha, to on zostawi Sidney. Zabawa ta przestaje być zabawna, gdy Var poznaje Amerykanina... Ostatecznie jednak Var powraca do męża, Luo zaś kończy swój związek z Sidney. Małżonkowie przeprowadzają się do rodzinnej miejscowości Var – małej wioski w Norwegii – gdzie zabawiają się w nową zabawę polegającą na wierności... Jaki będzie jej finał? Odpowiedź zostawiam czytelnikom :)
„Anatomia. Monotonia” to książka, która nie należy do lekkich i przyjemnych. Jest trudna. Niesmaczna, czasami wręcz ohydna. Bohaterowie sprawiają wrażenie nie do końca normalnych... Dialogi zawierają liczne metafory, frazesy – czasami trudno domyślić się, o co tak naprawdę chodzi... Razi też obfitość wulgaryzmów :/
Z pewnością nie wrócę więcej do tej książki. Raz przeczytana, to i tak już za dużo...