cytaty z książek autora "William Faulkner"
Kiedy człowiek boi się coś zrobić, wtedy wie, że żyje. Ale kiedy człowiek nie robi czegoś tylko dlatego, że się boi, to wtedy jest martwy.
To było wszystko. Albo raczej nie wszystko, bo nigdy nic nie jest pełne, wykończone; nie sam cios przecież sprawia nam cierpienie, lecz te rozwlekłe, ciągnące się później następstwa ciosu, te śmieci, które się po nim walają i które trzeba uprzątać, wymiatać z progów rozpaczy.
Złudzeniami można żyć dość długo i być dość szczęśliwym. Może to nawet jedyny sposób, żeby być szczęśliwym.
Pamiętam, że w młodości myślałem, że śmierć to zjawisko cielesne. Teraz wiem, że to tylko funkcja umysłu - i to umysłu tego, kto pozostaje po zmarłym przy życiu.
Miłość i cierpienie to jedno i to samo: wartość miłości mierzy się sumą, jaką trzeba za nią zapłacić: i zawsze, jeśli to wypada zbyt tanio to znaczy, że człowiek oszukuje sam siebie.
Bóg wie, co robi, ukrywając przed młodymi prawdę o życiu, bo gdyby było inaczej, młodym odechciałoby się żyć.
Mężczyźni słuchają, bo chcą wiedzieć, co kto mówi. Kobiety nie. One nie dbają o to, co kto mówi. One słuchają dlatego, że ten ktoś jest tym, kim jest.
...człowiek wywiera sobą takie małe wrażenie na świecie. Rodzi się człowiek i próbuje wywrzeć wrażenie; sam nie wie dlaczego, ale wciąż i wciąż próbuje. Rodzi się jednak w tym samym czasie, co mnóstwo innych ludzi, jest z nimi zespolony, więc te wszystkie jego próby są takie, jakby poruszał rękami i nogami przy pomocy sznurków jednocześnie przywiązanych do rąk i nóg innych. I tamci inni też próbują, i też nie wiedzą dlaczego, nie wiedzą nic z wyjątkiem tego, że te sznurki wzajemnie sobie przeszkadzają.
Człowiek jest sumą swoich nieszczęść. Przychodzi dzień kiedy sądzisz, że nieszczęście ma już Ciebie dość, ale wtedy to czas jest Twoim nieszczęściem.
Trzeba dwojga, żeby zrobić człowieka, starczy jedno, żeby umrzeć. Tak oto świat się skończy.
(...) już dawno przekonał się o tym, że nikt nie ma odwagi, ale że każdy może ślepo zabłądzić w bohaterstwo, tak samo jak może potknąć się i wpaść w otwór kanalizacyjny na ulicy. ["Zwycięstwo"]
Każdy człowiek jest sędzią własnych cnót, ale niechże nikt nie daje recepty na szczęście drugiemu człowiekowi.
Czas jest martwy tak długo, jak odlicza go tykanie małych kółek; dopiero kiedy zegar staje, czas ożywa.
Czasami to sam nie wiem, czy człowiek ma prawo mówić, kiedy kto jest normalny, a kiedy nie. Czasami myślę, że żadne z nas do końca nie zwariowało i żadne z nas do końca nie jest normalne, póki reszta gadaniem nie przeważy. Jakby nie tyle o to szło, co ktoś robi, ile o to, jak większość ludzi patrzy na to, co ktoś robi.
Dżentelmen nigdy nie zapomina swoje przyszłości. Dżentelmen potrafi przejść przez wszystko. Stanąć twarzą w twarz ze wszystkimi. Dżentelmen przyjmuje odpowiedzialność za swoje czyny i niesie ciężar ich konsekwencji, nawet jeśli sam nie był inicjatorem tych czynów, ale poszedł na ustępstwo, nie powiedział: "Nie", choć wiedział, że powinien był to zrobić (...)
(...) fałszywą wydaje się najgłębsza nawet książka, gdy chce się ją zastosować w życiu.
Bo człowiek od czasu do czasu pojmuje, że dzieciaki więcej mają oleju w głowie niż on sam. Tylko nie lubi tego głośno im przyznać, dopóki im brody nie wyrosną. A jak już dzieciakowi broda wyrośnie, to zanadto jest zajęty, bo nie wie, czy mu się kiedy uda wrócić do tego czasu, kiedy miał olej w głowie, a nie miał brody na twarzy, i wtedy już bez przeszkód przyzna człowiek każdemu, kto się tym samym trapi, a co niewarte strapienia, że jest, jaki jest.
To dziwna rzecz, ale bez względu na to, co ci dolega, mężczyzna zawszw ci doradzi, żebyś sprawdził zęby, a kobieta - żebyś się ożenił. A już taki, co nigdy w życiu do niczego nie doszedł, na pewno będzie cię pouczał, jak powinieneś prowadzić swoje interesy. Podobnie jak profesorzy na wyższych uczelniach, co to nie mają jednej pary skarpetek w majątku, a mówią, jak zarobić milion w dziesięć lat, albo kobieta, która nie umiała sobie nawet zdobyć męża, będzie cię pouczać, kak masz chować dzieci.
Miłość nie umiera, tylko ludzie umierają. To tak jak morze. Jeśli nie jesteś dobry, jeśli je zanieczyszczasz, wyrzuca cię gdzieś, żebyś umarł. Tak czy inaczej musisz umrzeć, ale ja wolę utonąć w morzu, niż żeby fala wyrzuciła mnie na jakieś zamarłe wybrzeże, a słonce wysuszyło, zrobiło ze mnie małą, cuchnącą plamę bez imienia z napisem "to kiedyś istniało" jako epitafium.
...kobiety kierują się honorem i dumą prawie we wszystkim, tylko nie w miłości.
Będę się sprzeciwiał do ostatniego tchu: żadnych fotografii, żadnych dokumentów. Moją ambicją jest być wymazanym i wykreślonym z historii jako osoba prywatna, nie zostawić w niej śladu, żadnych szczątków poza drukowanymi książkami. Żałuję, że nie miałem na tyle rozsądku, żeby myśleć trzydzieści lat naprzód i, jak niektórzy z Elżbietan, nie podpisywać ich. Do tego dążę nie szczędząc starań, żeby suma i historia mojego życia, która w tym samym zdaniu jest moim nekrologiem i epitafium, nimi pozostała: Napisał te książki i umarł.
Smutny to komentarz do ludzkiej natury, że dużo łatwiej i prościej, dużo weselej i ciekawiej jest być przeciwko czemuś, co widoczne, jak czarna skóra, niż być za czymś, w co tylko można wierzyć jako w zasadę, jak sprawiedliwość i uczciwość, i (na dłuższą metę) kontynuacja swobód i wolności jednostki.
Wystarczyła fotografia oglądana ukradkiem, cichutko (moje dzieciństwo, zamiast nauczyć mnie miłości, nauczyło mnie takiego podkradania się po cichu i bardzo mi się to przydało; zaiste bardziej, niżby mi się przydała miłość).
I wtedy Ben znów zawył donośnie i beznadziejnie. To był tylko dźwięk, nic innego. A może wieczność i niesprawiedliwość, i smutek, które dzięki odpowiedniej koniunkcji planet stały się na moment słyszalne.
Żyje się jedynie po to, żeby być gotowym na długie leżenie w grobie.
Wręczam ci go [zegarek] nie po to, byś zważał na czas, lecz po to, abyś był w stanie zapomnieć o nim niekiedy na chwilę i nie marnował sił, próbując go prześcignąć. Albowiem żadna bitwa nigdy nie jest wygraną, powiedział. Bitew nawet się nie toczy. Teatr wojen odkrywa tylko przed człowiekiem jego własne szaleństwo i rozpacz, a zwycięstwo jest wymysłem filozofów i głupców.
Cały czas piszę o honorze, prawdzie, litości, wyrozumiałości, zdolności znoszenia bólu, nieszczęścia i niesprawiedliwości, i stałej wytrwałości jednostek, które przestrzegały tych zasad i trzymały się ich nie dla nagrody, ale dla samej zasady, nawet nie tylko dlatego, żeby te zasady same w sobie były godne podziwu, ale po to, żeby żyć w zgodzie ze sobą i spokojnie umrzeć, kiedy przyjdzie czas. Nie twierdzę, że każdego kłamcę, łotra czy hipokrytę diabeł porwie wrzeszczącego z łoża śmierci. Sądzę, że łgarze, hipokryci i łotrzy co dzień umierają spokojnie w tym, co się nazywa odor sanctitatis. Nie o nich mówię. Nie dla nich piszę. Wierzę jednak, że są tacy, niekoniecznie wielu, którzy czytają i będą czytali Faulknera i mówili: "Tak, to racja. Wolałbym być Ratliffem niż Flemem Snopesem. I zawsze wolałbym być Ratliffem, choćby dla porównania nie było żadnego Flema Snopesa.
Ostateczną mądrością jest sięgać marzeniami dość wysoko, by goniąc za nimi nie tracić ich z oczu.
...Kłopoty, irytacja, trochę frustracji potrzebne jest ludziom dla wyostrzenia ducha, zahartowania go. Potrzebne jest artystom. Nie mówię, że trzeba żyć w rynsztoku, ale trzeba się nauczyć odporności, wytrwalości, tylko warzywa są szczęśliwe...
Natura nie zwraca uwagi na żadne systemy społeczne, zresztą i same kobiety też na to i na nic innego nie zwracają uwagi.