Najnowsze artykuły
ArtykułyNie żyje Wiesław Myśliwski. Autor „Kamienia na kamieniu” i „Traktatu o łuskaniu fasoli” miał 94 lata
LubimyCzytać29
ArtykułyZaczęłam od tajemnicy. Reszta przyszła sama - rozmowa z Małgorzatą Rogalą
LubimyCzytać2
ArtykułyCzytamy w weekend. 27 marca 2026
LubimyCzytać441
ArtykułyPrzeczytaj fragment książki „Zbrodnia w rezydencji“
LubimyCzytać1
Popularne wyszukiwania
Polecamy
Sam Hawke

Pisze książki: fantasy, science fiction
I have wanted to write books ever since realising as a child that they didn’t just breed between themselves in libraries. Having contemplated careers as varied as engineer, tax accountant and zookeeper I eventually settled on the law. After marrying my jujitsu training partner and travelling to as many countries as possible on very little budget, I now live in Canberra, Australia, raising two small ninjas and two idiot dogs. http://www.samhawkewrites.com
7,9/10średnia ocena książek autora
8 przeczytało książki autora
1 chce przeczytać książki autora
0fanów autora
Zostań fanem autoraKsiążki i czasopisma
- Wszystkie
- Książki
- Czasopisma
Najnowsze opinie o książkach autora
Hollow Empire Sam Hawke 
8,3

Właśnie skończyłem drugą część A Poison War Novel i chciałem podzielić się wrażeniami z obu tomów. Ogólnie seria zrobiła na mnie pozytywne wrażenie - sam fakt, że chce mi się o niej pisać, mówi już sporo.
Największy plus to wciągająca fabuła oparta na spisku. Podczas lektury czułem się, jakbym razem z bohaterami próbował rozwiązać zagadkę. To właśnie ten klimat tajemnicy sprawia, że książka naprawdę jest „page-turnerem”, jak głosi blurb. Autorka stworzyła ciekawy świat, choć nie powiedziałbym, że pełen zupełnie nowych pomysłów.
Pierwsza część wypadła moim zdaniem lepiej - tajemnica była mocniejsza, a zakończenie świetnie rozegrane („Jak to?! Nie ma już rozdziałów z perspektywy Kaliny?!” - mistrzostwo). Bardzo spodobało mi się też ukazanie magicznego świata oczami sceptyków-pragmatyków. Do końca nie wiadomo, czy magia faktycznie istnieje - i to trzymało mnie w niepewności.
Druga część... no cóż, nie była już tak dobra. Niby więcej fantastyki, ale aura tajemnicy znacznie słabsza. Pojawiły się też elementy wyglądające jak odhaczanie „checklisty” współczesnych trendów. Wątek silnych kobiet był spójny (choć rola Aven w intrydze trochę mnie gryzła - lepiej by to zadziałało, gdyby zamienić ją płcią z Marco). Natomiast wprowadzenie postaci „they/them” i scena gay sex wydawały mi się dorzucone na siłę. Rozumiem, że to znak czasów, ale właśnie przez to tak bardzo kłuje w oczy.
Finał z Jovem w trybie berserka też mnie rozczarował. Rozumiem, że te wszystkie kompulsywne zachowania to przejaw tłumionej wielkiej siły, ale bez przesady - walczył przecież z półbogiem. Przypominało mi to scenę z Gry o tron, gdy Arya załatwia Night Kinga - równie słabe. Nie zrozumiałem też, jak An-Ostada mogła zostać rozerwana, a potem w szpitalu jeszcze prawić morały.
Miałem wrażenie, że wątki powinny się zamknąć, ale zamiast klarownego finału - sporo niedopowiedzeń. Szukałem wyjaśnień w necie, nic nie znalazłem, więc spróbowałem sam sobie rozpisać intrygę.
Jak działa magia w tym świecie?
Z tego, co zrozumiałem, mamy tu do czynienia ze swoistą „magią natury”, z którą bezpośredni kontakt potrafią nawiązać tylko kobiety. Magia ta pozwala kontrolować żywioły. W Silascie i okolicach członkinie kultury Darfi nazywają to fresnekn i traktują jako element religii. Polega to na tym, że niejako „przymilają się” do duchów natury, by te, jeśli zechcą, odpowiedziały na prośbę i udzieliły im odrobiny swojej mocy. To taki dobrowolny kredyt magii.
W kraju, z którego pochodzą rody założycielskie Silasty, czyli w Crede, element dobrowolności znika. Tam naturę w pewnym sensie „okrada się” z magii i zamyka ją w naczyniach - najczęściej w ludziach. W drugiej części dowiadujemy się, że takimi „naczyniami” były święte kobiety wykorzystywane przez cesarza. Darfi uznają to za herezję, bo ktoś zmusza duchy-bogów do posłuszeństwa, ale dla Crede to po prostu dar ich jedynego boga (mają monoteizm).
Wygląda więc na to, że sposób korzystania z magii natury zależy od kultury. W jeszcze innym regionie występuje magia wiedźm - tamtejszy kościół uznaje ją za bluźnierczą. Wiedźmy potrafią kontrolować zwierzęta i używają klasycznych laleczek voodoo.
Jest też coś więcej - początkowo myślałem, że to również fresnekn, ale ostatecznie doszedłem do wniosku, że chodzi o coś innego: jakieś zdolności telekinetyczne, z których korzystała Hadrea, a za które na końcu enigmatycznie zrugała ją leżąca w szpitalu, rozczłonkowana An-Ostada. Myślę, że to starożytna magia w jakiś sposób związana z górami i/lub “nieprzebytymi” Howling Plains.
Co się moim zdaniem wydarzyło?
Dawno, dawno temu, zanim powstała Silasta, istniało Imperium Crede. Rządził nim surowy cesarz, który uważał się za pomazańca jedynego boga. Był półbogiem dzięki mocy, jaką władał - mocy zgromadzonej w ludzkich naczyniach. Cały kraj był pozbawiony duchów w rozumieniu Darfi, bo ich magię zawłaszczył cesarz.
Rządy były religijno-radykalne, co doprowadziło do spisku wśród trzech rodów: Leka, Iliri i Oromani. Pewnego dnia zakradli się do „naczyń”, część uprowadzili, resztę otruli, po czym uciekli z imperium przez trudne do przebycia równiny Howling Plains. Odcięli za sobą drogę, by utrudnić pościg. Te trzy rodziny założyły Silastę - nowy, liberalniejszy świat. Najprawdopodobniej uwolnili wtedy magię zgromadzoną w skradzionych naczyniach. Czy to dało początek magii w regionie, czy tylko wzmocniło istniejącą - nie wiem.
Cesarz Crede, pozbawiony boskiej mocy, zaczął mieć problemy: wybuchły wojny domowe, głód, chaos. Trwało to pokolenia. Winę za upadek zrzucano na rodziny założycielskie Silasty, a nienawiść do nich przekazywano z pokolenia na pokolenie.
Howling Plains niby były nieprzebyte, ale najwyraźniej nie do końca. Może trzeba było znać sposób, a może wystarczyła desperacja (wojna i głód potrafią motywować). W każdym razie ludzie z Crede zaczęli przedostawać się do Silasty - głównie kupcy. Szybko zorientowali się, że znienawidzone rody żyją blisko, więc zaczęli knuć intrygę przeciwko nim.
Wśród nich był tzw. Książę (ja bym go raczej nazwał cesarzem-uzurpatorem). Nie wiadomo dokładnie, kiedy przybył, ale był rezolutnym typem, który szybko zdobył wpływy, przynajmniej w okolicach Izruitn. Być może na początku działał jako kupiec, może handlował wiedzą i „nowymi technologiami” z Crede. Dorobił się majątku, m.in. na narkobiznesie. W pewnym momencie poznał An-Aralinę esImudush - Darfi renegatkę żyjącą niedaleko szlaku z Crede.
Podejrzewam, że to ona zainspirowała Księcia, jak zemścić się na rodach założycielskich i wrócić do siebie jako nowy półboski cesarz. An-Aralina, rozczarowana sposobem, w jaki władza traktuje Darfi, postanowiła znaleźć własną drogę ku mocy. Nie wiem, czy Książę nauczył ją sztuczki z naczyniami, czy sama doszła do tego w swoich eksperymentach. W każdym razie wygląda na to, że stała się centrum buntu Darfi. Razem z Księciem mieli syna, którego od dziecka indoktrynowali i później wysłali do infiltracji Silasty.
Nie wiadomo też dokładnie, jak wciągnięto do intrygi Aven - główną dowódczynię wojsk Silasty - ale sądzę, że Książę wykorzystał do tego jej ambicję i fakt, że chciałaby mieć większą władzę. Przekonał ją, że jeśli mu pomoże, zostanie kanclerzem Silasty.
Książę potrzebował też boskiej mocy. Zdobywał ją stopniowo, pochłaniając duchy Silasty i okolic - robił dokładnie to, co w jego ojczyźnie robiono od wieków.
Podsumowując: miał po swojej stronie zbuntowanych Darfi, którzy podsycali rebelie przeciwko Silascie, skorumpowaną dowódczynię armii, agentów, a w drugiej części jeszcze gangi narkotykowe, zabójców „ninja” i moc półboga.
Jak on mógł to wszystko sp***dolić?
Chociaż druga część mnie momentami męczyła, nadal uważam, że to dobra, oryginalna duologia - z pomysłem, światem i klimatem.





























