Najnowsze artykuły
ArtykułyWiosna z książką – kwietniowe premiery, które warto poznać
LubimyCzytać11
Artykuły"Dom bestii" - jak ofiara zamienia się w kata. Akcja recenzencka do nowej książki Katarzyny Bondy!
LubimyCzytać10
ArtykułyUmrę, jeśli tego nie polubisz - weź udział w konkursie i wygraj wspomnienia influencerki
LubimyCzytać34
ArtykułyDlaczego poziom czytelnictwa w Polsce nie rośnie? Raport Biblioteki Narodowej
Iza Sadowska168
Popularne wyszukiwania
Polecamy
Jacek Potok

Pisze książki: kryminał, sensacja, thriller
Jacek Potok autor książki Moje Jezioro Fallen Leaf w kategorii kryminał, sensacja, thriller.
Skontaktuj się z Bibliotekarzami serwisu, jeśli chcesz uzupełnić opis autora.
Skontaktuj się z Bibliotekarzami serwisu, jeśli chcesz uzupełnić opis autora.
3,3/10średnia ocena książek autora
5 przeczytało książki autora
3 chce przeczytać książki autora
0fanów autora
Zostań fanem autoraKsiążki i czasopisma
- Wszystkie
- Książki
- Czasopisma
Najnowsze opinie o książkach autora
Moje Jezioro Fallen Leaf Jacek Potok 
3,5

Fallen Leaf ma mało wspólnego z thrillerem. Poza elementem trupa i mrocznych koszmarów, które nawiedzają Anię, jest to książka obyczajowa z naciskiem na moralizatorski katolicyzm. Od momentu gdy poznajemy Tomka wiara jest wciąż wplatana w fabułę. Każdego da się nawrócić, i każdy może zmienić za sprawą wiary swe życie. Szczerze – nie przemawia to do mnie. Niby można się z tymi stwierdzeniami zgodzić, jednak były one napisane sztucznie, jak dla mnie nienaturalne, wymuszone, jakbym siedział i słuchał przed telewizorem słów kazania wygłaszanego przez księdza z jakiegoś serialu. Po prostu wyuczona rola w dodatku dość marnie zagrana.
Autor raczy nas również kilkoma niepotrzebnymi wątkami. Chociażby opowieścią o Ignacio, która właściwie nic nie wnosi do fabuły. Tak samo wygląda sytuacja z Romanem, łódzkim taksówkarzem, a przy okazji człowiekiem o dość wątpliwej reputacji. Wygląda to mniej więcej tak, jakby autor wprowadzał ich do książki, mając pewien zamysł na nich, a za chwilę się rozmyślił i sobie odpuścił.
Samo stworzenie głównych postaci bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło. Choć są sztampomowe widać, że autor dokładnie sobie je przemyślał. Marek i Tomek są dwoma stronami tego samego medalu. Ich charaktery są dopracowane. Do tego stopnia, że zacząłem się „łapać” na tym, że staram się analizować z wyprzedzeniem co bohater w danej sytuacji zrobi, a to oznacza że jednak mnie wciągnęła lektura.
Moje Jezioro Fallen Leaf Jacek Potok 
3,5

Marek i Ania ruszyli w podróż życia, mającą nieco naprawić nadwątlone przez długą nieobecność mężczyzny relacje. Ich celem stało się jezioro Fallen Leaf w Kalifornii. Niestety, wycieczka pociągnęła za sobą dziwne wydarzenia, stając się tym samym początkiem końca...
Co mają wspólnego ze sobą utonięcie bez ciała i dziwna, zakapturzona postać? A koszmarne sny Ani... ? Kto i przed czym ostrzega parę?
Mrok, tajemnice oraz postacie nie z tego świata to świetny wabik na kogoś, kto wśród takich książek poszukuje perełek. Dałam się skusić, wiedziona wizją wspaniałej, czytelniczej przygody. A może i odnalezienia kolejnego literackiego skarbu? Nie wszystko jednak poszło po mojej myśli.
Powiedzieć, że ta książka była skomplikowana, to spore niedopowiedzenie. A zaczęło się naprawdę dobrze! Autor przeniósł nas nad malownicze, tytułowe jezioro, a my od razu staliśmy się świadkami tajemniczych wydarzeń. Marek rzuca się na pomoc tonącemu, jednak okazuje się, że widział go wyłącznie on. Nie ma ciała, nie ma śledztwa. Co więc tak naprawdę się stało? Potem było już znacznie gorzej; może to będzie dość schematyczne myślenie jak na kogoś, kto w kolejnych lekturach szuka oryginalności, ale -do czego przyzwyczaili nas różni pisarze- spodziewałabym się, iż ta sprawa nie da Markowi spokoju. Że ruszy tym śladem, próbując dokopać się do rozwiązania. Nawet, jeżeli miało by być nie z tego świata. A tu nagle przenosimy się w inne miejsce, gdzie już autor rozpoczyna rozdział od bossów narkotykowych.
Mamy tutaj trzy historie- tajemniczych wydarzeń nad jeziorem, wspomnianych już bossów narkotykowych oraz późniejszego spotkania Marka z jego przyjacielem, Tomkiem. I owe trzy wątki nijak się ze sobą nie łączą, nie zazębiają- czego również bym się spodziewała. Gdyby to był zbiór opowiadań, to dobrze, może tak być- naturalne, prawda? A z opisu Mojego jeziora... zrozumiałam, że to jedna, wielka historia. Może i wielowątkowa, ale w żadnym elemencie nie łącząca tych trzech wątków w spójną całość, nieść jakiś głębszy sens. A tego nie odnalazłam, choć bardzo się starałam. Raz mamy utonięcie i "metafizyczne" sny kobiety, a zaraz autor przenosi nas w środowisko meksykańskich dilerów, o których już na dalszych kartach książki nie ma ani wzmianki. Potem znowu -jak już wspomniałam- wracamy do Marka, który po dwóch latach chce odnowić kontakt z dawnym przyjacielem, Tomkiem. Potem znowu ta cała przyjaźń niby znaczy dla nich okrutnie wiele (mimo że od jej ponownego nawiązania minęło bardzo niewiele czasu i bohaterowie nie wydają się wobec siebie jakoś specjalnie... otwarci?). A na końcu mamy nawrócenie.
Podczas lektury zgubiłam się chyba z milion razy w tej mnogości; irytował mnie fakt, że te wątki się ze sobą nie łączą i może jako osobne fragmenty mają sens, ale jako całość... już niezupełnie. Lektura i próby odnalezienia czegokolwiek jedynie mnie zmęczyły.

























