Iszsza Elżbieta Kosobucka 9,8

ocenił(a) na 99 tyg. temu Na Insuli każdy jest dobry, szczodry i uprzejmy. Co innego w Metropolis, gdzie zło rozpanoszyło się w każdym człowieku. I właśnie tu trafia Iszsza – dziewczyna z Insuli, z sercem na dłoni. Po stracie rodziców trafia pod opiekę ciotki, choć jest to słowo mocno nad wyraz. Czy przetrwa? Czy może podda się złu i beznadziei nowego miejsca?
Iszsza jest normalna na insuli. W Metropolis staje się naiwna, niemądra i dziwna. A co gorsza, podpada wysoko postawionym ludziom, bo pomaga. Tak, dobrze czytacie, pomaganie w tym miejscu nie jest dobrze widziane, zwykła rozmowa czy podarowanie kromki chleba może się skończyć zniszczeniem mieszkania i groźbami śmierci. I choć technologia jest na najwyższym poziomie, wypadki lotnicze na przykład się w ogóle nie zdarzają, a medycyna poszła do przodu w sposób niewyobrażalny, to zwykła ludzka życzliwość i empatia gdzieś umarły.
To nie jest zwykła książka, można ją trochę wrzucić do marzeń, trochę do urban fantasy, a trochę do specyficznej wizji przyszłości. Przez to nie jest dla każdego. Z jednej strony autorka pokazuje brudny, brzydki, okrutny świat, w którym nikt nie cofnie się przed niczym, a z drugiej młodą dziewczynę wierzącą w dobro i w Boga. A na jej drodze staje mężczyzna bez skrupułów, za to z ogromnymi wpływami. Oczywiście, od razu można się domyślić, że jak to w bajkach bywa będą żyli długo i szczęśliwie, bo jej dobro złamie zły czar. I tak, po trosze jest to bajka, ale taka, w którą bardzo chce się uwierzyć. Szczególnie dziś potrzebujemy dobrych, ciepłych historii, w których cokolwiek by się nie działo po drodze, w finale to dobro tryumfuje. I pociąga za sobą zmiany.
Iszsza bardzo dużo spraw oddaje Bogu. Jednak niech nie boi się ten, któremu z Nim nie po drodze, to nie nachalna agitacja, Iszsza po prostu taka jest, to część jej, której nikomu nie narzuca. Po prostu idzie drogą, w którą wierzy. W swym działaniu i wierze jest spójna, choć nawet na dzisiejsze czasy jest w tym wyjątkowa, a pamiętać należy, że żyje w nieokreślonej przyszłości.
Jest jedna rzecz, której mi bardzo brakowało, bo jedynie jest lekko zarysowana i dana do zrozumienia. Mianowicie wypadek rodziców Iszszy. Bo skoro lotnicze się prawie nie zdarzają, to co się wtedy zdarzyło? Jestem przekonana, że to mogłoby uczynić fabułę jeszcze ciekawszą. Mimo tego niedociągnięcia książkę czyta się szybko, choć czytanie jej wprowadza spokój i spowalnia człowieka. Polecam wszystkim, którzy szukają dobra i ukojenia. Na pewno znajdziecie w niej mnóstwo światła i nadziei. A może nawet przekonanie, że warto być po prostu dobrym człowiekiem, bo to, co dajemy innym, zawsze do nas wraca.
Recenzja również na https://duzeka.pl/