cytaty z książek autora "Wojciech Tochman"
Bo jak długo można tęsknić za człowiekiem, o którym wiesz, że już nigdy do ciebie nie wróci?
Słucham i myślę: o czymś bardziej okrutnym już pewnie nigdy nie usłyszę, nic bardziej okrutnego człowiek na pewno wymyślić nie zdołał. Ale nie. To, o czym słyszę dzisiaj, jest niczym wobec tego, o czym usłyszę jutro. To, o czym piszę teraz, jest niczym wobec tego, o czym napiszę później.
Ocalili mnie od śmierci, ale nikt nie ocalił mnie od tego, co potem.
I ziemia teraz o ciałach przypomina. Niepokoi, dręczy. Ruszysz motyką, a ona cię oskarża. Ziemia - sumienie. Ziemia mroczne archiwum, baza danych, twardy dysk. Ziemia - prokurator. Wszędzie kości. Sterczą. Turlają się czaszki. Jednakowo pęknięte.
Smutek nie jest bezpieczny. Smutek człowiekowi nie służy. Potrafi odebrać rozum, władzę w nogach, oddech.
Smutek to umieranie.
(...) Pamiętaj, że śmierć może przyjść z ręki bliźniego, brata, sąsiada. Nigdy nie bądź pewny, że nie skończysz jak my. Albo jak nasi mordercy.
... wszystko robiły wolno, bez nerwów, bez żadnego pośpiechu. Nie ze starości, zmęczenia, a z mądrości raczej: trzeba żyć, spieszyć się nie ma do czego.
Kiedy dziewczynę oddaje się za mąż, trzeba dostać coś w zamian. Rodzina pana młodego musi dac krowę. Bo tylko krowa może zapełnić pustkę po córce.
Więc spokojnie patrzy w przyszłość. Aż do rana, kiedy otwiera oczy: czas stoi, jest w tym samym miejscu, w którym był wczoraj i w którym był tydzień temu, są te same blizny, te same lęki (...) Woli sny, w których wszystko jest jasne.
Kiedy się patrzy na tak straszne nieszczęścia, to szalenie mocne staje się poczucie, że najpierw jest się człowiekiem. A dopiero później człowiekiem określonej narodowości. Człowieczeństwo łączy w nieszczęściu, w jego przeżywaniu. Chciałoby się, żeby ludzie tak to rozumieli. (Tadeusz Mazowiecki)
Dlaczego ocenianie innych, sądzenie ich tak ci jest, człowieku, potrzebne? Cóż warte byłoby twoje życie, gdybyś nie osądzał innych?
Wszystko się na tym świecie zmienia oprócz ntury człowieka.
Płacz to wyraz słabości, ludzie tutaj na słabość nie mogą sobie pozwolić. Na chwilę bezradności. Ludzie są biedni, pracują od rana do nocy, krzątają się, żeby przeżyć. Ubogi, który płacze, zginie. Płacz jest luksusem . Samobójstwem nędzarza.
Tysiące trumien. W jednej szczątki nawet pięćdziesięciu osób. Przez sto dni zabijano tu dziesięć tysięcy ludzi dziennie, czterystu w ciągu godziny, siedmiu w ciągu minuty.
A chciałbym jeszcze o kilka spraw polskiego misjonarza zapytać: gdzie, jego zdaniem, mieszka Jezus Chrystus? W kawałku opłatka z maki i wody? Czy raczej w człowieku, który w Niego wierzy? I o cierpieniu świadka warto by z kapłanem porozmawiać. Świadek jest trochę ofiarą i trochę sprawcą. Patrzy na zabijanie i ucieka. Co taki świadek myśli po latach, co czuje? Nic? czy dziś tak tylko udaje?
Kiedy wstaje słońce, wstaję i ja.
- Znowu mamo - mówi mi syn - znowu w nocy zgrzytałaś zębami.
- Znowu chrupałam? Przepraszam
- Jakbyś kamień jadła.
Piję kawę, otwieram okno, patrzę. Świat istnieje.
Cudowna funkcja szafy! Ile szaf w historii świata uratowało prześladowanych! Przed strzałem, ogniem, gazem, maczetą. Ile istnień szafa ocaliła! Gdzie te szafy teraz wszystkie są? Kto o tych szafach pamięta? O szafach ratowniczkach? O szafach Sprawiedliwych wśród Mebli Świata? Kto spisał ich historię? Kto zapisał los każdej szafy z osobna? Szafa powinna doczekać się pomników, sławiących ją pieśni, dziękczynnych poematów i drzewek pamięci.
Reporter nie podróżuje i nie pisze po to, by reperować świat. Może tylko próbować, starać się pisać tak, by poruszać, tyle może.
Rośnie każdego dnia od czterdziestu lat, żyje tętni. Budują ja lokatorzy, odkąd tutaj mieszkają; śmieci kości, a jakby dobrze pogrzebać, to i płody ludzkie szczątki dzieci, szczątki dorosłych. Góra rośnie w siłę, zabiera życie, narzuca reguły skłania do zła.
Zgwałconą kobietę. Tę, która urodziła dziecko z gwałtu. Tę, która od gwałciciela dostała chorobę. A gdyby była profesorką uniwersytetu? Albo ministrem od spraw kobiet? Prezydentem kraju? Kogo wtedy najpierw w niej zobaczysz? Mądrą profesorkę? Sensowną panią polityk? Powiesz: ta zgwałcona Rwandyjka jest świetna. Nie dajesz jej szansy na bycie kimś innym. Kaci zatruli i twoje myśli: najpierw widzisz jej hańbę. Może myślisz o tym bez pogardy, nazywasz to krzywdą albo cierpieniem. Ale to jej cierpienie widzisz przede wszystkim. I zawsze tak będzie. Każda inna informacja - co robi, jak myśli, kim jest - będzie jedynie dodatkiem do jej zgwałconego ciała. Gdziekolwiek mieszkasz, i ty ją teraz zabijasz. Bronisz się? Zaprzeczasz? A jaka jest twoja pierwsza myśl o jej dziecku? Kim ono jest?
Filipiny to burdel tego świata, światowy producent pornografii, także dziecięcej. Ulica Burgos to jedno z wielu miejsc na wyspach, gdzie ludzki targ trwa codziennie,a raczej co noc. Czy sucho, czy deszcz, czy Bóg się rodzi, czy umiera, bieda czeka na gości z bogatego świata, rozkraczona szeroko, gotowa na zniewolenie.
Będzie rysował Leonard, jej syn. Jego urodziła pierwszego, potem jeszcze trzech. Ale najpierw matka musi wyjść z ciemności, w której wtedy została. Z której oni w inną ciemność wybiegli.
Kat(...) skazał się na wieczną mękę. Porzucił człowieczeństwo. Definitywnie. Jest pośród ludzi, lecz żyje w nieludzkim świecie. Pośród bliskich, ale obok nich. Dręczą go jego własne dzieci. Bo przypominają mu o świecie, do którego już nie należy. I do którego wstępu już nie ma. (...) skoro wrócił do domu, rodzina ma wobec niego oczekiwania. Głośno woła go do świata żywych. Dla kata nie ma powrotu. Kat ma wilczy bilet, wszczepiony w ciało jak czip. Bo kat z rozkoszą ślizgał się na krwi ofiar. On chce wokół siebie ciszy. Kat żąda milczenia.
Ciemność jest naturalnym środowiskiem reportera. Świat jasno oświetlony nie jest dla reportera tematem.
Kiedy człowiek zbyt długo jest konfrontowany ze śmiercią staje w przedsionku śmierci. Śmierć w nim zamieszkuje. Jego ciało się zamyka. Odcina od świata. Ciało jest samo pośród ludzi. Straciło więzi z bliskimi, których najpierw zamieniono w zwierzęta, a potem zabito. Ale i z tymi, którym udało się ocaleć, z rodziną, z przyjaciółmi. Ciało nie chce kontaktu.
[Warlikowski o sobie i Sarze Cane]
...z dzielnic biedy była. Ze świata Billy'ego Elliota.
Kochała futbol.
Chodziła do kościoła.
Potem była lesbijką.
Potem była blisko ze swoim bratem.
Potem powiesiła się. W ubikacji, na klamce, na rajstopach czy na sznurowadle wyciągniętym z adidasów.
...ona mówi swoim smutkiem, swoim seksem, swoim strachem, swoją samotnością i swoją śmiercią. (...)
Ja nie jestem z teatru. Teatr żyje teatralnością. Jest na niby. Jest oszustwem. Teatr opiera się na nieuczciwości.
Ja jestem z życia i przychodzę do teatru jak wędrowiec. Ja muszę życie wprowadzić do teatralnego oszustwa. Ja przynoszę życie jak Sarah Cane.
Nowe jest zawsze lepsze niż to, co było najlepsze jeszcze rok temu. Sposób na to, żebyśmy dobrowolnie pozwalali sobie dyktować, czego mamy chcieć, na co mamy pracować.
Smutek pojedynczy, osobny, indywidualny. Przyjdzie do każdego, kiedy każdy po swojemu pojmie, jaki sens ma sprzeciwianie się śmierci.
Jedziemy razem w stronę Nevesinja (...). Jasna siedzi na przednim fotelu.
-Tutaj się urodziłam, tutaj umarłam.
Uchyla okno, wiatr rozwiewa jej włosy.
-Życie to imitacja.
Ekscytacja widokiem dziecięcej śmierci musi budzić grozę. Jest przeciwieństwem empatii. W czerpaniu przyjemności, choćby tylko estetycznej, z podglądania czyjejś śmierci musimy zauważyć cień psychopatii. Fascynację pornografią ostatniego tchnienia.