[...]
–Ręce do góry, szpiclu.
Podniosłem ręce do góry.
Dobrze, że nie siedzę na krześle – pomyślałem.
𝐊𝐑𝐘𝐌𝐈𝐍𝐀Ł𝐘 𝐃𝐎 𝐏𝐎𝐏𝐎Ł𝐔𝐃𝐍𝐈𝐎𝐖𝐄𝐉 𝐊𝐀𝐖𝐘 ! 👩☕📖👍
Pomimo tego, że jest to kryminał napisany w 1959 roku i mógłby nieco trącić myszką, to akcja jest wciągająca. A to, że dzieje się we Włoszech i jest to wyczuwalne to dodaje kolorytu i nawet nieźle się tego słucha/czyta.
Umberto Pesco jako prywatny detektyw prowadzi śledztwo w sprawie zabójstwa słynnego producenta filmowego Carla Barenzo. Świetnie skonstruowana intryga, dobre dialogi no i ten włoski koloryt lokalny, z lekkim zabarwieniem mafijnym. Zdaje się, że była to Polska odpowiedź na inne kryminały pisane w tamtym okresie jak Gardnera czy Rossa Macdonalda i zarazem doskonały ich pastisz. Wstęp Marka Nowakowskiego.
Miałam okazję wysłuchać tej opowieści w formie słuchowiska radiowego, które zostało zrealizowane przez Polskie Radio, a jego premiera miała miejsce 28 sierpnia 1993 roku.
Realizacja: TEATR POLSKIEGO RADIA
Autor: Umberto Pesco (Ireneusz Iredyński)
Adaptacja: Halina Szopska
Reżyseria: Jan Warenycia
Realizacja akustyczna: Maria Olszewska
Opracowanie muzyczne: Mirosława Janeta
𝗪 𝗢𝗕𝗦𝗔𝗗𝗭𝗜𝗘 :
Krzysztof Gosztyła – Umberto Pesco
Marek Obertyn – Franco Garde
Michał Pawlicki – Carlo Barenzo
Ewa Serwa – Maria
Arkadiusz Bazak – Roberto
Wacław Szklarski – dziennikarz Partini
Adam Bauman – Ricardo
Marek Frąckowiak – Bartolomeo Corso
Paweł Galia – kelner
Za wyśmienitą obsadę, która idealnie wczuła się w swoje role i potrafiła przekazać sensacyjny klimat słuchaczom, dodaję jedną gwiazdkę. Bardzo dobrze się tego słuchało. Szczególnie jednego z moich ulubionych aktorów/ lektorów Pana Krzysztofa Gosztyłę.
𝗖𝗭𝗬𝗧𝗔𝗝𝗖𝗜𝗘 𝗦Ł𝗨𝗖𝗛𝗔𝗝𝗖𝗜𝗘 - 𝗭𝗔𝗪𝗦𝗭𝗘 𝗪𝗔𝗥𝗧𝗢 ⵑ
𝗦𝗭𝗖𝗭𝗘𝗥𝗭𝗘 𝗣𝗢𝗟𝗘𝗖𝗔𝗠 ⵑ
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
𝗗𝗟𝗔 𝗖𝗜𝗘𝗞𝗔𝗪𝗦𝗞𝗜𝗖𝗛 :
W 2015 roku powstał remake słuchowiska Morderstwo w hotelu Santa Caterina, z wykorzystaniem kwestii zmarłego w 2007 roku Marka Obertyna.
[...]
–Ręce do góry, szpiclu.
Podniosłem ręce do góry.
Dobrze, że nie siedzę na krześle – pomyślałem.
𝐊𝐑𝐘𝐌𝐈𝐍𝐀Ł𝐘 𝐃𝐎 𝐏𝐎𝐏𝐎Ł𝐔𝐃𝐍𝐈𝐎𝐖𝐄𝐉 𝐊𝐀𝐖𝐘 ! 👩☕📖👍
Pomimo tego, że jest to kryminał napisany w 1959 roku i mógłby nieco trącić myszką, to akcja jest wciągająca. A to, że dzieje się we Włoszech i jest to wyczuwalne to dodaje kolorytu i nawet nieźle się tego słucha/czyta.
Umberto Pesco...
Ciężko całościowo ocenić tę powieść. Jeżeli robić to po samym stylu pisania, czyta się ją przyjemnie, o wiele lepiej od aktualnie wydawanej grafomanii polskich (i nie tylko) autorów kryminałów. Jeżeli ocenić fabułę, intrygę, zamysł - tu jest prosto, wręcz zwięźle, jak u protoplastów gatunku. Można powiedzieć zatem, że wspomniani wyżej współcześni grafomanii biją w tym względzie Iredyńskiego na głowę.
Myślę, że to kategoria kryminałów łatwych, szybkich i przyjemnych - w sam raz na leżak, czy odpoczynek po długim, ciężkim dniu. "Ryba płynie za mordercą" (skąd tytuł, tego nie wie nikt) nie zmęczy, zaprosi do ciekawego świata retro i pozwoli odnaleźć interesującą alternatywę dla obecnej, bardziej skomplikowanej fabularnie, za to językowo schamiałej prozy gatunkowej.
Ciężko całościowo ocenić tę powieść. Jeżeli robić to po samym stylu pisania, czyta się ją przyjemnie, o wiele lepiej od aktualnie wydawanej grafomanii polskich (i nie tylko) autorów kryminałów. Jeżeli ocenić fabułę, intrygę, zamysł - tu jest prosto, wręcz zwięźle, jak u protoplastów gatunku. Można powiedzieć zatem, że wspomniani wyżej współcześni grafomanii biją w tym...
Uuuu, cienizna. Wygląda mi to na zwykłą chałturę. Iredyński postanowił rąbnąć czarny kryminał w warunkach włoskich. Chandler to to nie jest. Wyszedł pozbawiony temperatury nudnawy drugorzędny kryminalik. Właściwie podoba mi się tylko tytuł, choć bezsensowny, jak się okazało.
Uuuu, cienizna. Wygląda mi to na zwykłą chałturę. Iredyński postanowił rąbnąć czarny kryminał w warunkach włoskich. Chandler to to nie jest. Wyszedł pozbawiony temperatury nudnawy drugorzędny kryminalik. Właściwie podoba mi się tylko tytuł, choć bezsensowny, jak się okazało.
Czytając tę niezłą historię, pamiętajmy o okolicznościach jej powstania. To debiutancka powieść Autora, który pisząc ją w szarych latach pięćdziesiątych, za żelazną kurtyną, miał lat 19, a miejsce w których umieścił akcje była ziemią nieznaną. Tym bardziej warto docenić chandlerowski urok prywatnego detektywa.
Czytając tę niezłą historię, pamiętajmy o okolicznościach jej powstania. To debiutancka powieść Autora, który pisząc ją w szarych latach pięćdziesiątych, za żelazną kurtyną, miał lat 19, a miejsce w których umieścił akcje była ziemią nieznaną. Tym bardziej warto docenić chandlerowski urok prywatnego detektywa.
RYBA DRUGIEJ ŚWIEŻOŚCI
Od dawna chciałam przeczytać tę książkę. Wznowienie w wersji elektronicznej ułatwiło sprawę. Iredyński wydał „Rybę…” w 1959 roku pod pseudonimem Umberto Pesco (nomen omen). W tym samym roku ukazał się pierwszy kryminał Macieja Słomczyńskiego „Powiem wam jak zginął” wydany pod pseudonimem Joe Alex. O ile nazwisko Alexa jest wielbicielom kryminałów dobrze znane, to Pesco został zapomniany. Może dlatego, że napisał tylko jedną książkę.
Obaj autorzy umieścili akcję swych powieści na Zachodzie (Iredyński we Włoszech, Alex w Anglii) i uczynili bohaterów prywatnymi detektywami. I stąd też zapewne pomysł na ukrycie się pod pseudonimami. Nie tylko dlatego, że kryminał był wtedy gatunkiem niegodnym ambitnego pisarza, ale chyba bardziej z tego powodu, że polsko brzmiące nazwisko autora byłoby niewiarygodne. W końcu oddzielała nas od Zachodu żelazna kurtyna, którą tylko nielicznym udawało się przekraczać, a i tak lepiej z tym było się nie afiszować.
Moja pierwsza refleksja po przeczytaniu tej książki nie spodobałaby się autorowi. Schemat powieści skopiowany jest z Raymonda Chandlera w stosunku praktycznie jeden do jednego. Narrację w pierwszej osobie prowadzi nadużywający alkoholu prywatny detektyw (nazwany tak samo jak autor Umberto Pesco), dla którego zapłata za robotę nie jest najważniejszym celem w życiu. Przyjaźni się z policjantem, który ułatwia mu prowadzić śledztwo, ma skłonność do kobiet fatalnych i do wybaczania im winy. Podobieństwo do Philipa Marlowe’a jest uderzające i tylko poczucie humoru obu detektywów trochę się różni. U Marlowe’a zabarwione jest głębokim, czarnym sarkazmem, Pesco posuwa się najdalej do ironii.
A sama historia? Daje radę, ale bez rewelacji. Kilka fałszywych tropów w kierunku błędów przeszłości, kilka mafijnych podpowiedzi i dość nieoczekiwany finał, w którym pobrzmiewają echa „Sokoła maltańskiego” Dashiella Hammetta.
Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że Chandler i Hammett zaczęli być wydawani w Polsce dopiero w latach siedemdziesiątych, więc dla ówczesnych czytelników, zmęczonych czasami socrealizmu, ta książka była na pewno powiewem świeżości. Dzisiejszego czytelnika zachęcam jednak, żeby sięgnął po amerykańskie oryginały.
RYBA DRUGIEJ ŚWIEŻOŚCI
Od dawna chciałam przeczytać tę książkę. Wznowienie w wersji elektronicznej ułatwiło sprawę. Iredyński wydał „Rybę…” w 1959 roku pod pseudonimem Umberto Pesco (nomen omen). W tym samym roku ukazał się pierwszy kryminał Macieja Słomczyńskiego „Powiem wam jak zginął” wydany pod pseudonimem Joe Alex. O ile nazwisko Alexa jest wielbicielom kryminałów...
Może i sympatyczny klimat, ale to nie jest kryminał, nawet jeśli przyjmiemy, że ma komediowy posmak. Ireneusz Iredyński nie jest Joanną Chmielewską. Jedyny plus to objętość. Szybko się skończyło.
Może i sympatyczny klimat, ale to nie jest kryminał, nawet jeśli przyjmiemy, że ma komediowy posmak. Ireneusz Iredyński nie jest Joanną Chmielewską. Jedyny plus to objętość. Szybko się skończyło.
Kryminał napisany w 1959 roku przez młodego wówczas pisarza, ukrywającego się pod włoskim pseudonimem. We Włoszech dzieje się też akcja powieści. Prywatny detektyw Umberto Pesco prowadzi śledztwo w sprawie zabójstwa słynnego producenta filmowego Carla Barenzo. Zamordowany milioner, zdradzany przez młodą i piękną żonę, nie bez powodu obawiał się o swe życie... Błyskotliwa intryga, świetne dialogi, koloryt lokalny.
Typowy czarny kryminał. Książkę przeczytałam już jakiś czas temu. Detektyw Umberto Pesco musi rozwikłać zagadkę śmierci pewnego producenta, którego zwłoki znaleziono w tanim hotelu. W toku śledztwa pojawia się kilku podejrzanych, w tym żona zamordowanego, piękna Maria, którą nasz detektyw jest wyraźnie zauroczony. Zakończenie - zaskoczyło mnie, nie spodziewałam się zupełnie, że właśnie ta osoba okaże się mordercą. Książka wywarła na mnie pozytywne wrażenie, styl pisarski, narracja i dialogi na plus. Polecam! Kiedyś jeszcze do tej książki wrócę.
Kryminał napisany w 1959 roku przez młodego wówczas pisarza, ukrywającego się pod włoskim pseudonimem. We Włoszech dzieje się też akcja powieści. Prywatny detektyw Umberto Pesco prowadzi śledztwo w sprawie zabójstwa słynnego producenta filmowego Carla Barenzo. Zamordowany milioner, zdradzany przez młodą i piękną żonę, nie bez powodu obawiał się o swe życie... Błyskotliwa...
Mnóstwo dialogów i...zupełnie nie wciąga. Co poradzę, kiedy nie wciąga? Nie dałam rady skończyć, bo umiejętność doboru polega na odrzucaniu co nudniejszych pozycji, inaczej nie byłoby czasu na czytanie tych smakowitych.
Trochę jak stare telewizyjne kobry, wartość li tylko sentymentalna, przy docenieniu archaiczności i licznych "zachodnich"podróbek.
Jakby ktoś palił klubowe, z banderolą od marlboro.
Mnóstwo dialogów i...zupełnie nie wciąga. Co poradzę, kiedy nie wciąga? Nie dałam rady skończyć, bo umiejętność doboru polega na odrzucaniu co nudniejszych pozycji, inaczej nie byłoby czasu na czytanie tych smakowitych.
Trochę jak stare telewizyjne kobry, wartość li tylko sentymentalna, przy docenieniu archaiczności i licznych "zachodnich"podróbek.
Jakby ktoś palił klubowe,...
Bardzo słabiutki kryminał. Wzorowany chyba na angielskich kryminałach, gdzie bohaterem jest prywatny detektyw. Sama akcja niby dynamiczna, ale wcale mnie nie wciągnęła, nie zastanawiałam się z zapartym tchem kto zabił. Tak naprawdę brałam na przeczekanie, byle do końca. Na szczęście książeczka malutka i cieniutka, szybko poszło, ale nic zapadającego w pamięć.
Bardzo słabiutki kryminał. Wzorowany chyba na angielskich kryminałach, gdzie bohaterem jest prywatny detektyw. Sama akcja niby dynamiczna, ale wcale mnie nie wciągnęła, nie zastanawiałam się z zapartym tchem kto zabił. Tak naprawdę brałam na przeczekanie, byle do końca. Na szczęście książeczka malutka i cieniutka, szybko poszło, ale nic zapadającego w pamięć.
Uwielbiam Iredyńskiego, dlatego ten stary kryminał w stylu Chandlera przeniesiony w polskie warunki bardzo mi się podobał. Lekka powieść, szybko się czyta.
Uwielbiam Iredyńskiego, dlatego ten stary kryminał w stylu Chandlera przeniesiony w polskie warunki bardzo mi się podobał. Lekka powieść, szybko się czyta.
Lekka, przyjemna. Czytanie przypominało mi oglądanie dobrego filmu sensacyjnego gdzie wszystko się działo w dobrym tempie, kolejności bez czasu na zastanawianie się.
Lekka, przyjemna. Czytanie przypominało mi oglądanie dobrego filmu sensacyjnego gdzie wszystko się działo w dobrym tempie, kolejności bez czasu na zastanawianie się.
Nic szczególnego, czytadło
aczkolwiek ma miły klimat
jest to jednak za mało aby dać wysoką ocenę, zwłaszcza , że zakończenie wywoływać może ziewanie ):
Nic szczególnego, czytadło
aczkolwiek ma miły klimat
jest to jednak za mało aby dać wysoką ocenę, zwłaszcza , że zakończenie wywoływać może ziewanie ):
[...]
–Ręce do góry, szpiclu.
Podniosłem ręce do góry.
Dobrze, że nie siedzę na krześle – pomyślałem.
𝐊𝐑𝐘𝐌𝐈𝐍𝐀Ł𝐘 𝐃𝐎 𝐏𝐎𝐏𝐎Ł𝐔𝐃𝐍𝐈𝐎𝐖𝐄𝐉 𝐊𝐀𝐖𝐘 ! 👩☕📖👍
Pomimo tego, że jest to kryminał napisany w 1959 roku i mógłby nieco trącić myszką, to akcja jest wciągająca. A to, że dzieje się we Włoszech i jest to wyczuwalne to dodaje kolorytu i nawet nieźle się tego słucha/czyta.
Umberto Pesco jako prywatny detektyw prowadzi śledztwo w sprawie zabójstwa słynnego producenta filmowego Carla Barenzo. Świetnie skonstruowana intryga, dobre dialogi no i ten włoski koloryt lokalny, z lekkim zabarwieniem mafijnym. Zdaje się, że była to Polska odpowiedź na inne kryminały pisane w tamtym okresie jak Gardnera czy Rossa Macdonalda i zarazem doskonały ich pastisz. Wstęp Marka Nowakowskiego.
Miałam okazję wysłuchać tej opowieści w formie słuchowiska radiowego, które zostało zrealizowane przez Polskie Radio, a jego premiera miała miejsce 28 sierpnia 1993 roku.
Realizacja: TEATR POLSKIEGO RADIA
Autor: Umberto Pesco (Ireneusz Iredyński)
Adaptacja: Halina Szopska
Reżyseria: Jan Warenycia
Realizacja akustyczna: Maria Olszewska
Opracowanie muzyczne: Mirosława Janeta
𝗪 𝗢𝗕𝗦𝗔𝗗𝗭𝗜𝗘 :
Krzysztof Gosztyła – Umberto Pesco
Marek Obertyn – Franco Garde
Michał Pawlicki – Carlo Barenzo
Ewa Serwa – Maria
Arkadiusz Bazak – Roberto
Wacław Szklarski – dziennikarz Partini
Adam Bauman – Ricardo
Marek Frąckowiak – Bartolomeo Corso
Paweł Galia – kelner
Za wyśmienitą obsadę, która idealnie wczuła się w swoje role i potrafiła przekazać sensacyjny klimat słuchaczom, dodaję jedną gwiazdkę. Bardzo dobrze się tego słuchało. Szczególnie jednego z moich ulubionych aktorów/ lektorów Pana Krzysztofa Gosztyłę.
𝗖𝗭𝗬𝗧𝗔𝗝𝗖𝗜𝗘 𝗦Ł𝗨𝗖𝗛𝗔𝗝𝗖𝗜𝗘 - 𝗭𝗔𝗪𝗦𝗭𝗘 𝗪𝗔𝗥𝗧𝗢 ⵑ
𝗦𝗭𝗖𝗭𝗘𝗥𝗭𝗘 𝗣𝗢𝗟𝗘𝗖𝗔𝗠 ⵑ
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
𝗗𝗟𝗔 𝗖𝗜𝗘𝗞𝗔𝗪𝗦𝗞𝗜𝗖𝗛 :
W 2015 roku powstał remake słuchowiska Morderstwo w hotelu Santa Caterina, z wykorzystaniem kwestii zmarłego w 2007 roku Marka Obertyna.
[...]
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to–Ręce do góry, szpiclu.
Podniosłem ręce do góry.
Dobrze, że nie siedzę na krześle – pomyślałem.
𝐊𝐑𝐘𝐌𝐈𝐍𝐀Ł𝐘 𝐃𝐎 𝐏𝐎𝐏𝐎Ł𝐔𝐃𝐍𝐈𝐎𝐖𝐄𝐉 𝐊𝐀𝐖𝐘 ! 👩☕📖👍
Pomimo tego, że jest to kryminał napisany w 1959 roku i mógłby nieco trącić myszką, to akcja jest wciągająca. A to, że dzieje się we Włoszech i jest to wyczuwalne to dodaje kolorytu i nawet nieźle się tego słucha/czyta.
Umberto Pesco...
Ciężko całościowo ocenić tę powieść. Jeżeli robić to po samym stylu pisania, czyta się ją przyjemnie, o wiele lepiej od aktualnie wydawanej grafomanii polskich (i nie tylko) autorów kryminałów. Jeżeli ocenić fabułę, intrygę, zamysł - tu jest prosto, wręcz zwięźle, jak u protoplastów gatunku. Można powiedzieć zatem, że wspomniani wyżej współcześni grafomanii biją w tym względzie Iredyńskiego na głowę.
Myślę, że to kategoria kryminałów łatwych, szybkich i przyjemnych - w sam raz na leżak, czy odpoczynek po długim, ciężkim dniu. "Ryba płynie za mordercą" (skąd tytuł, tego nie wie nikt) nie zmęczy, zaprosi do ciekawego świata retro i pozwoli odnaleźć interesującą alternatywę dla obecnej, bardziej skomplikowanej fabularnie, za to językowo schamiałej prozy gatunkowej.
Ciężko całościowo ocenić tę powieść. Jeżeli robić to po samym stylu pisania, czyta się ją przyjemnie, o wiele lepiej od aktualnie wydawanej grafomanii polskich (i nie tylko) autorów kryminałów. Jeżeli ocenić fabułę, intrygę, zamysł - tu jest prosto, wręcz zwięźle, jak u protoplastów gatunku. Można powiedzieć zatem, że wspomniani wyżej współcześni grafomanii biją w tym...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toUuuu, cienizna. Wygląda mi to na zwykłą chałturę. Iredyński postanowił rąbnąć czarny kryminał w warunkach włoskich. Chandler to to nie jest. Wyszedł pozbawiony temperatury nudnawy drugorzędny kryminalik. Właściwie podoba mi się tylko tytuł, choć bezsensowny, jak się okazało.
Uuuu, cienizna. Wygląda mi to na zwykłą chałturę. Iredyński postanowił rąbnąć czarny kryminał w warunkach włoskich. Chandler to to nie jest. Wyszedł pozbawiony temperatury nudnawy drugorzędny kryminalik. Właściwie podoba mi się tylko tytuł, choć bezsensowny, jak się okazało.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPrywatny detektyw, morderstwo członka gangu w USA, obecnie reżysera filmowego we Włoszech taka sobie bez wciągnięcia czytelnika .
Prywatny detektyw, morderstwo członka gangu w USA, obecnie reżysera filmowego we Włoszech taka sobie bez wciągnięcia czytelnika .
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCzytając tę niezłą historię, pamiętajmy o okolicznościach jej powstania. To debiutancka powieść Autora, który pisząc ją w szarych latach pięćdziesiątych, za żelazną kurtyną, miał lat 19, a miejsce w których umieścił akcje była ziemią nieznaną. Tym bardziej warto docenić chandlerowski urok prywatnego detektywa.
Czytając tę niezłą historię, pamiętajmy o okolicznościach jej powstania. To debiutancka powieść Autora, który pisząc ją w szarych latach pięćdziesiątych, za żelazną kurtyną, miał lat 19, a miejsce w których umieścił akcje była ziemią nieznaną. Tym bardziej warto docenić chandlerowski urok prywatnego detektywa.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie dałem rady, potworna nuda
Nie dałem rady, potworna nuda
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toRYBA DRUGIEJ ŚWIEŻOŚCI
Od dawna chciałam przeczytać tę książkę. Wznowienie w wersji elektronicznej ułatwiło sprawę. Iredyński wydał „Rybę…” w 1959 roku pod pseudonimem Umberto Pesco (nomen omen). W tym samym roku ukazał się pierwszy kryminał Macieja Słomczyńskiego „Powiem wam jak zginął” wydany pod pseudonimem Joe Alex. O ile nazwisko Alexa jest wielbicielom kryminałów dobrze znane, to Pesco został zapomniany. Może dlatego, że napisał tylko jedną książkę.
Obaj autorzy umieścili akcję swych powieści na Zachodzie (Iredyński we Włoszech, Alex w Anglii) i uczynili bohaterów prywatnymi detektywami. I stąd też zapewne pomysł na ukrycie się pod pseudonimami. Nie tylko dlatego, że kryminał był wtedy gatunkiem niegodnym ambitnego pisarza, ale chyba bardziej z tego powodu, że polsko brzmiące nazwisko autora byłoby niewiarygodne. W końcu oddzielała nas od Zachodu żelazna kurtyna, którą tylko nielicznym udawało się przekraczać, a i tak lepiej z tym było się nie afiszować.
Moja pierwsza refleksja po przeczytaniu tej książki nie spodobałaby się autorowi. Schemat powieści skopiowany jest z Raymonda Chandlera w stosunku praktycznie jeden do jednego. Narrację w pierwszej osobie prowadzi nadużywający alkoholu prywatny detektyw (nazwany tak samo jak autor Umberto Pesco), dla którego zapłata za robotę nie jest najważniejszym celem w życiu. Przyjaźni się z policjantem, który ułatwia mu prowadzić śledztwo, ma skłonność do kobiet fatalnych i do wybaczania im winy. Podobieństwo do Philipa Marlowe’a jest uderzające i tylko poczucie humoru obu detektywów trochę się różni. U Marlowe’a zabarwione jest głębokim, czarnym sarkazmem, Pesco posuwa się najdalej do ironii.
A sama historia? Daje radę, ale bez rewelacji. Kilka fałszywych tropów w kierunku błędów przeszłości, kilka mafijnych podpowiedzi i dość nieoczekiwany finał, w którym pobrzmiewają echa „Sokoła maltańskiego” Dashiella Hammetta.
Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że Chandler i Hammett zaczęli być wydawani w Polsce dopiero w latach siedemdziesiątych, więc dla ówczesnych czytelników, zmęczonych czasami socrealizmu, ta książka była na pewno powiewem świeżości. Dzisiejszego czytelnika zachęcam jednak, żeby sięgnął po amerykańskie oryginały.
RYBA DRUGIEJ ŚWIEŻOŚCI
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOd dawna chciałam przeczytać tę książkę. Wznowienie w wersji elektronicznej ułatwiło sprawę. Iredyński wydał „Rybę…” w 1959 roku pod pseudonimem Umberto Pesco (nomen omen). W tym samym roku ukazał się pierwszy kryminał Macieja Słomczyńskiego „Powiem wam jak zginął” wydany pod pseudonimem Joe Alex. O ile nazwisko Alexa jest wielbicielom kryminałów...
Może i sympatyczny klimat, ale to nie jest kryminał, nawet jeśli przyjmiemy, że ma komediowy posmak. Ireneusz Iredyński nie jest Joanną Chmielewską. Jedyny plus to objętość. Szybko się skończyło.
Może i sympatyczny klimat, ale to nie jest kryminał, nawet jeśli przyjmiemy, że ma komediowy posmak. Ireneusz Iredyński nie jest Joanną Chmielewską. Jedyny plus to objętość. Szybko się skończyło.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toLeniwe pitu-pitu udające kryminał. Żadnego napięcia, humoru jak na lekarstwo i bohaterowie jacyś tacy bez właściwości. Nie warto.
Leniwe pitu-pitu udające kryminał. Żadnego napięcia, humoru jak na lekarstwo i bohaterowie jacyś tacy bez właściwości. Nie warto.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKryminał napisany w 1959 roku przez młodego wówczas pisarza, ukrywającego się pod włoskim pseudonimem. We Włoszech dzieje się też akcja powieści. Prywatny detektyw Umberto Pesco prowadzi śledztwo w sprawie zabójstwa słynnego producenta filmowego Carla Barenzo. Zamordowany milioner, zdradzany przez młodą i piękną żonę, nie bez powodu obawiał się o swe życie... Błyskotliwa intryga, świetne dialogi, koloryt lokalny.
Typowy czarny kryminał. Książkę przeczytałam już jakiś czas temu. Detektyw Umberto Pesco musi rozwikłać zagadkę śmierci pewnego producenta, którego zwłoki znaleziono w tanim hotelu. W toku śledztwa pojawia się kilku podejrzanych, w tym żona zamordowanego, piękna Maria, którą nasz detektyw jest wyraźnie zauroczony. Zakończenie - zaskoczyło mnie, nie spodziewałam się zupełnie, że właśnie ta osoba okaże się mordercą. Książka wywarła na mnie pozytywne wrażenie, styl pisarski, narracja i dialogi na plus. Polecam! Kiedyś jeszcze do tej książki wrócę.
Kryminał napisany w 1959 roku przez młodego wówczas pisarza, ukrywającego się pod włoskim pseudonimem. We Włoszech dzieje się też akcja powieści. Prywatny detektyw Umberto Pesco prowadzi śledztwo w sprawie zabójstwa słynnego producenta filmowego Carla Barenzo. Zamordowany milioner, zdradzany przez młodą i piękną żonę, nie bez powodu obawiał się o swe życie... Błyskotliwa...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMnóstwo dialogów i...zupełnie nie wciąga. Co poradzę, kiedy nie wciąga? Nie dałam rady skończyć, bo umiejętność doboru polega na odrzucaniu co nudniejszych pozycji, inaczej nie byłoby czasu na czytanie tych smakowitych.
Trochę jak stare telewizyjne kobry, wartość li tylko sentymentalna, przy docenieniu archaiczności i licznych "zachodnich"podróbek.
Jakby ktoś palił klubowe, z banderolą od marlboro.
Mnóstwo dialogów i...zupełnie nie wciąga. Co poradzę, kiedy nie wciąga? Nie dałam rady skończyć, bo umiejętność doboru polega na odrzucaniu co nudniejszych pozycji, inaczej nie byłoby czasu na czytanie tych smakowitych.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTrochę jak stare telewizyjne kobry, wartość li tylko sentymentalna, przy docenieniu archaiczności i licznych "zachodnich"podróbek.
Jakby ktoś palił klubowe,...
Bardzo słabiutki kryminał. Wzorowany chyba na angielskich kryminałach, gdzie bohaterem jest prywatny detektyw. Sama akcja niby dynamiczna, ale wcale mnie nie wciągnęła, nie zastanawiałam się z zapartym tchem kto zabił. Tak naprawdę brałam na przeczekanie, byle do końca. Na szczęście książeczka malutka i cieniutka, szybko poszło, ale nic zapadającego w pamięć.
Bardzo słabiutki kryminał. Wzorowany chyba na angielskich kryminałach, gdzie bohaterem jest prywatny detektyw. Sama akcja niby dynamiczna, ale wcale mnie nie wciągnęła, nie zastanawiałam się z zapartym tchem kto zabił. Tak naprawdę brałam na przeczekanie, byle do końca. Na szczęście książeczka malutka i cieniutka, szybko poszło, ale nic zapadającego w pamięć.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toUwielbiam Iredyńskiego, dlatego ten stary kryminał w stylu Chandlera przeniesiony w polskie warunki bardzo mi się podobał. Lekka powieść, szybko się czyta.
Uwielbiam Iredyńskiego, dlatego ten stary kryminał w stylu Chandlera przeniesiony w polskie warunki bardzo mi się podobał. Lekka powieść, szybko się czyta.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toLekka, przyjemna. Czytanie przypominało mi oglądanie dobrego filmu sensacyjnego gdzie wszystko się działo w dobrym tempie, kolejności bez czasu na zastanawianie się.
Lekka, przyjemna. Czytanie przypominało mi oglądanie dobrego filmu sensacyjnego gdzie wszystko się działo w dobrym tempie, kolejności bez czasu na zastanawianie się.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNic szczególnego, czytadło
aczkolwiek ma miły klimat
jest to jednak za mało aby dać wysoką ocenę, zwłaszcza , że zakończenie wywoływać może ziewanie ):
Nic szczególnego, czytadło
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toaczkolwiek ma miły klimat
jest to jednak za mało aby dać wysoką ocenę, zwłaszcza , że zakończenie wywoływać może ziewanie ):