Kim była Anna? Rozmawiamy z Sylwią Górą, biografką Anny Iwaszkiewicz

ZofiaKrawiec ZofiaKrawiec
04.06.2025

Dzienniki, które zostawiła po sobie są dowodem jej talentu literackiego. Podobnie tłumaczenia, które wyszły spod jej ręki - jeszcze za jej życia spotykały się z dużym uznaniem. Jak wyglądało życie żony wybitnego pisarza, poety, współtwórcy grupy Skamander - Jarosława Iwaszkiewicza? Ona z „lesbijskimi ciągotami” on mający romanse z mężczyznami, tworzyli małżeństwo przez 57 lat. Kim była Anna Iwaszkiewicz - tę prawdę stara się przybliżyć dla nas Sylwia Góra w biograficznej książce „W stronę Anny. Opowieść o Annie Iwaszkiewicz”.

Kim była Anna? Rozmawiamy z Sylwią Górą, biografką Anny Iwaszkiewicz fot. Dawid Grzelak

Hania Lilpop, późniejsza Anna Iwaszkiewicz, zasłużyła na swoją biografię już dawno temu.

Kim była jedna z najlepiej znanych małżonek w historii literatury polskiej XX wieku? Muzą, ostoją, przyjaciółką. Panienką z dobrego domu, zagubioną, zranioną i osamotnioną po odejściu matki i samobójczej śmierci ojca, czasem bezwolną i niepewną. Kobietą borykającą się z chorobą psychiczną, która w poszukiwaniu spokoju i pewności uciekała w niezrozumiałe dla wielu religijne światy. Ale też – a może właśnie przede wszystkim – intelektualistką, tłumaczką i twórczynią.

Sylwia Góra rekonstruuje jej życiorys z fragmentów, strzępów i okruchów. Listów, które Anna pisała przez całe życie – głównie do męża, ale także do innych członków rodziny i do przyjaciół. Dzienników prowadzonych przez młodziutką, a potem dojrzałą już Annę. I tego, co w dziennikach, listach i wspomnieniach napisali o niej inni, a pisało wielu: Irena Krzywicka, Maria Dąbrowska, Anna Kowalska, Paweł Hertz, Antoni Słonimski, Zofia Nałkowska, Stanisław Ignacy Witkiewicz, Krzysztof Radziwiłł, Jerzy Liebert, Piotr Mitzner czy Julia Hartwig. Jej cechy posiadają bohaterki tekstów Iwaszkiewicza – Wilda z Hilarego, syna buchaltera, tytułowa Anna z Anny Grazzi i Joanna z Matki Joanny od Aniołów. Echa ich wspólnego życia w podróży znajdujemy w tomie poetyckim Mapa pogody, ale przede wszystkim Anna jest obecna w jego Dziennikach i korespondencji.

Choć postać Iwaszkiewicz nie jest zupełnie wyrugowana z historii literatury, aż do teraz nie było równie intymnego jej portretu.

Przeczytaj rozmowę z Sylwią Górą

Zofia Krawiec: Skąd pomysł na napisanie książki akurat o Annie Iwaszkiewicz?

Sylwia Góra: Herstoria jest tematem, którym zajmuję się od kilku lat. Wreszcie mamy dobry czas do opowiadania w Polsce herstorii, kiedy zarówno wydawcy, jak i czytelniczki oraz czytelnicy chętnie zapoznają się z pominiętymi, zapomnianymi, niekiedy zupełnie nieznanymi kobietami. Myślę, że w sztuce i literaturze, czyli dwóch interesujących mnie obszarach, warto zwrócić uwagę na partnerki znanych mężczyzn. Anna Iwaszkiewicz jest obecna w historii literatury nie tylko jako pochodząca z bogatej rodziny żona Jarosława Iwaszkiewicza. Wypowiadał się o niej choćby Krzysztof Kamil Baczyński, wspominając, że była jedną z pierwszych czytelniczek jego wierszy. Chociaż oczywiście jest pamiętana głównie jako żona. Zależało mi, aby w tej biografii pokazać, jak bardzo Anna jest współczesną postacią. Myślę, że w jej wyborach, trudnościach, z którymi się mierzyła, rozterkach może przejrzeć się wiele współczesnych kobiet.

Na czym polega jej współczesność?

Urodziła się w 1897 roku, czyli jeszcze w wieku XIX, zmarła w 1979. Na początku XX wieku była zatem młodą dziewczyną, której – to już trochę bon mot związany z tytułem książki Rebekki Solnit – mężczyźni objaśniają świat. Jeden z rozdziałów książki poświęcam temu, jak literatura kształtowała Annę Iwaszkiewicz. Tytuły, które czytała, były pisane przede wszystkim przez mężczyzn. Pośród nich znajdowała się „Płeć i charakter” Otto Weiningera – szalenie mizoginistyczna książka, pokazująca kobietę jako tę gorszą płeć. Jej autor jako młody człowiek popełnił samobójstwo, co niestety tylko dodało temu tytułowi popularności. Przeglądając cytaty, które wynotowywała sobie w dzienniczku młoda Anna, mamy też na przykład spostrzeżenia Oscara Wilde’a, który miewał –  mówiąc delikatnie – bardzo niepochlebne teksty dotyczące twórczej możliwości kobiet. Choć od tego czasu minęło kilka dekad, to społeczna, ekonomiczna i polityczna sytuacja kobiet aż tak bardzo się niestety nie zmieniła.

Wychowując się pośród takich książek, uznała i zaakceptowała swoją podrzędność. Ukształtowana przez męskie lektury, zapisała sobie kiedyś: „feminizm jest dla mnie rzeczą śmieszną”. 

Anna Iwaszkiewicz pewnie nie nazwałaby się nigdy feministką. Uważała, że kobieta nie jest zdolna do twórczości, a skoro nie jest, to zostaje jej druga droga – macierzyństwo. Sama pisze o takich alternatywach w swoich „Dziennikach i wspomnieniach”. Temat macierzyństwa jest zresztą dość wyraźnie akcentowany w tym, co pisze na przestrzeni lat. 

Temat macierzyństwa jest jednym z ważniejszych w całej napisanej przez panią książce. 

Gdy Anna była małą dziewczynką, jej matka – Jadwiga – odeszła od Stanisława Wilhelma Lilpopa, czyli ojca Anny, i ponownie wyszła za mąż za pianistę Józefa Śliwińskiego. Możemy, i nawet powinniśmy, zadać pytanie, czy matka porzuciła, opuściła małą Hanię, czy jednak ta historia jest o wiele bardziej skomplikowana. Oczywiście nie znajdziemy jednoznacznej odpowiedzi. Postać matki pojawia się w „Dziennikach i wspomnieniach” Anny tylko raz, mimo że to wydarzenie niewątpliwie miało duży wpływ na całe jej życie. 

To rozdzielenie podaje pani jako jedną z możliwych przyczyn jej choroby psychicznej.

Temat choroby psychicznej Anny po raz pierwszy poruszył w książce „Hania i Jarosław Iwaszkiewiczowie: esej o małżeństwie” Piotr Mitzner. Przez lata mówiło się, że Anna chorowała na schizofrenię, choć trudno powiedzieć, skąd taka diagnoza. O ile dobrze wiem, nikt przede mną nie widział karty zdrowia Anny Iwaszkiewicz z 1935 roku z jej pobytu w zamkniętym zakładzie psychiatrycznym w Tworkach. Ta diagnoza wynikała pewnie z tego, co Jarosław Iwaszkiewicz pisał w swoich „Dziennikach” i jak opisywał stan żony niedługo przed jej śmiercią, kiedy Anna wierzyła, że została opętana. To mogło wyglądać na schizofrenię, natomiast pamiętajmy, że w tamtych latach wiedza o tym, czym jest schizofrenia, była nieco inna. Rozróżniano wiele jej rodzajów, w tym schizofrenię katatoniczną. A Anna została przyjęta do Tworek w 1935 roku właśnie w stanie katatonii. W karcie z Tworek pojawia się diagnoza: depresja psychotyczna oraz schizofrenia ze znakiem zapytania. Stąd pewnie różne nieporozumienia. To temat bardzo trudny i intymny, ale jednak mocno obecny w „Dziennikach” samego Jarosława Iwaszkiewicza, który w zasadzie jako jedyny opowiedział nam o chorobie Anny, porównując zresztą ich sytuację do Orfeusza i Eurydyki. Anna sama nigdy o tym okresie swojego życia – pobycie w szpitalu w Tworkach – nigdzie nie pisała.

Mąż wydobywający żonę z zaświatów do świata żywych. Opisuje pani, że Anna odmawiała jedzenia, przestała się komunikować, pisać. Zanikała. Tak jakby sama siebie chciała wymazać z życia.

W jej karcie mamy zapis lekarza przyjmującego, że nie komunikowała się z nikim, a nawet że była karmiona sondą. W swoim dzienniku pisze o innych traumatycznych doświadczeniach, ale o pobycie w Tworkach nie. To powinno dać nam wyobrażenie o tym, jak trudne musiało to dla niej być. To Jarosław Iwaszkiewicz opowiada nam o tym, jak wracał z Brukseli, żeby opiekować się żoną. Nie napisał tego nigdy wprost, ale tak naprawdę to pewna sugestia, że musiał zrezygnować z kariery, bo był potrzebny swojej żonie. I faktycznie nie można odmówić mu tego, że przyjechał do Stawiska i pomagał Annie wrócić do zdrowia, o ile można tak powiedzieć. Anna była naprawdę bardzo silnie związana z Jarosławem, to widać w jej zapiskach w dzienniku.

To ten czas był inspiracją do napisania „Matki Joanny od Aniołów”.

Irena Krzywicka zapytała o to Iwaszkiewicza wprost i on to potwierdził. Rzeczywiście wydaje się to historia tego właśnie okresu związanego z Tworkami i z czasem tuż przed. Choć o epizodzie związanym z wiarą w opętanie wiemy akurat z listów wymienianych pod koniec życia między Anną, Jarosławem oraz Pawłem Hertzem. Czy taki stan miał miejsce w Tworkach – nie wiemy, choć w karcie pacjentki nie ma o tym ani słowa, a jest ona dość dokładna. Ale sytuacja, emocje, pewne cechy osobowościowe, sposób wyrażania się postaci w tym opowiadaniu bardzo wyraźnie przypominają przeżycia samego Jarosława i Anny.

Anna Iwaszkiewicz była osobą bardzo religijną.

Tak, przez jakiś czas należała nawet do „kółka księdza Korniłowicza”, które było mocno intelektualne, bo sam Korniłowicz studiował także nauki przyrodnicze i filozoficzne w Zurychu wraz z Władysławem Tatarkiewiczem i Edwardem Lothem. Z czasem jej religijność Iwaszkiewicz opisuje jako dewocyjną. Czy tak faktycznie było? Pamiętajmy, że powojenne czasy to też zwrot w stronę religii i Kościoła, który ma dbać o polskość, naród i jego odbudowę. Choć warto oczywiście wziąć pod uwagę, że być może pewne zachowania religijne Anny związane były także z jej chorobą. To zresztą częste w przypadku zaburzeń psychicznych – budząca się religijność, ale bardziej dewocyjna.

Do teraz rozmawiałyśmy o słabości i chorobie Anny. Jednak tak stresujący okres jak II wojna światowa był dla niej czasem niezwykłej mobilizacji. Wykazała się wtedy sprawczością i odwagą większą niż jej mąż.

Jarosław Iwaszkiewicz w różnych miejscach wspomina, że Anna działała zdecydowanie odważniej i więcej niż on. Być może sam – jako osoba publiczna, rozpoznawalna – miał nieco mniejsze pole manewru. Faktem jest jednak, że to Anna narażała życie, chodząc do getta. W rodzinie znana jest historia, że Anna przez pomyłkę wyszła na złą stronę getta, a zapytana przez żydowskiego policjanta, kim jest i co tu robi, zachowała zimną krew. Pamiętajmy, że mogła wtedy stracić życie. A było to przecież w 1939 roku, czyli cztery lata po jej dużym załamaniu. Przy tej okazji pojawia się także bardziej współczesna diagnoza – być może to, na co chorowała Anna, to choroba afektywna dwubiegunowa. Oczywiście nie mogąc porozmawiać z pacjentką, ani psycholożka, ani psychiatra, z którymi się konsultowałam, nie mówią: „na pewno tak było”, ale podsuwają taką ewentualność. Ale pamiętajmy też, że Anna miała w sobie dużo odwagi i wierzyła w to, że etyka w rozumieniu pomocy bliźniemu, posiadania tzw. kręgosłupa moralnego, jest najważniejsza.

Nie unika pani też trudnego tematu przedwojennych nastrojów antysemickich w Polsce, którym Anna Iwaszkiewicz także uległa.

W jej „Dziennikach i wspomnieniach” znajdziemy niestety antysemickie fragmenty, co jest zastanawiające, bo jako osoba inteligentna miałaby się dziś czego wstydzić. Czy była antysemitką z krwi i kości? W czasie drugiej wojny jednak ratowała Żydów, ryzykując własnym życiem. To pytanie pozostawiam bez odpowiedzi. Te fragmenty są trudne, ale jako biografka nie mogłam ich pominąć. W ostatnich zapiskach Anny, które zrobiła w swoim dzienniku, pojawia się myśl, że nieważne, czy ktoś był Żydem, Polakiem, czy miał inną narodowość – w pierwszej kolejności był człowiekiem i ona nie mogła swoją obojętnością wspierać zła.

Deklarowała, że sama nie mogąc zostać twórczynią, artystycznie spełnia się, wspierając męża. 

Tak, ale jednak nie jest tak, że Anna Iwaszkiewicz sama niczego nie pisała. Staram się tropić to, jak tłumaczyła teksty, tworzyła eseje, a nawet to, w jaki sposób pisała swój dziennik. A pamiętajmy, że pisała go dla siebie, choć dziś widzimy, że pod względem literackim wcale nie odbiegał on od tego, co pisali choćby skamandryci. Szkoda, że Anna Iwaszkiewicz nie zdecydowała się dokończyć tłumaczenia „W poszukiwaniu straconego czasu” Marcela Prousta. Wielu współczesnych jej redaktorów ważnych czasopism i magazynów literackich mówiło, że te fragmenty, które przesyłała, są świetnie tłumaczone, że to jest dobra fraza, język, że to się świetnie czyta. Miała propozycję dokończenia tych tłumaczeń, już po śmierci Boya Żeleńskiego, ale się na to nie zdecydowała, argumentując, że dobrym tłumaczem jest pisarz, a pamiętajmy, że dla niej to mężczyzna jest prawdziwym twórcą.

W jej dziennikach tropi pani też romantyczne fascynacje Anny.

To, że Anna Iwaszkiewicz najprawdopodobniej była biseksualna, wiemy już z innych książek, które pojawiły się na rynku. Maria Morska wymieniana jest jako jedna z jej fascynacji. Jarosław Iwaszkiewicz w swoich „Dziennikach” wspominał nawet, że jego żona miała „za młodu lesbijskie ciągoty”. Tylko co to znaczy „za młodu”, skoro wówczas, kiedy pisze o Morskiej, nie jest już nastolatką. Śledzę uważnie, co Anna sama pisała w dzienniku o swojej relacji z Marią Morską, a co na przykład pisała w swoich listach do Jarosława o dokładnie tym samym wydarzeniu związanym z Morską. I z jej notatek wynika, że to była relacja romantyczna, klasyczne zakochanie, z podłożem romantycznym, erotycznym. To uczucie ją jednak przerażało.

Prawdopodobnie też z uwagi na jej religijność. Ona miała „ciągoty lesbijskie”, Jarosław Iwaszkiewicz był z kolei homoseksualistą. Jednocześnie wydawali się mocno przywiązani do siebie. Jarosław umarł krótko po śmierci Anny.

Myślę, że małżeństwo Anny i Jarosława Iwaszkiewiczów pozostanie tajemnicą dla wszystkich. Choć w ich relacji nigdy tajemnicą nie było, że Jarosław Iwaszkiewicz jest homoseksualistą. To było pisane wprost w dziennikach i listach obojga, oczywiście bez użycia słowa „homoseksualista”, ale synonimicznie, gdy Anna pisze do męża, iż wie, że ten „lubi chłopczyków”. Był nawet taki czas, kiedy twierdzono, że choroba psychiczna Anny Iwaszkiewicz jest wynikiem tego, że dowiedziała się, iż jej mąż jest homoseksualistą. Oczywiście nie była to prawda. Na depresję chorował też ojciec Anny – Stanisław Wilhelm Lilpop.

A wiadomo, że po pierwsze problemy ze zdrowiem psychicznym miała, zanim go poznała, a po drugie o jego orientacji najpewniej wiedziała właściwie od razu.

To nie był temat tabu w warszawskim środowisku literackim dwudziestolecia międzywojennego, więc Anna najpewniej wiedziała o tym od samego początku. Pozostaje pytanie, na czym zatem oparte było to małżeństwo – i oczywiście tu nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Choć bez wątpienia był tam wzajemny szacunek, w jakimś sensie także obopólny podziw. Łączyła ich również miłość do literatury, sztuki, muzyki, wspólne zainteresowania. A twórczość Jarosława była dla Anny namiastką tego, czego sama sobie zabroniła.

Książka jest dostępna w sprzedaży.

artykuł powstał przy współpracy z wydawcą


komentarze [14]

Sortuj:
więcej
Niezalogowany
Aby napisać wiadomość zaloguj się
ika Jaroszynska - awatar
ika Jaroszynska 05.06.2025 19:45
Czytelniczka

Czekam w bibliotece (jest jeden egzemplarz ) . Trochę 😀 to potrwa...

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
LetCentryczna - awatar
LetCentryczna 04.06.2025 19:07
Czytelniczka

Bardzo ciekawy wywiad, smutne życie Anny...

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
LetCentryczna - awatar
LetCentryczna 05.06.2025 21:32
Czytelniczka

Może tak. Założyłam po prostu, że przy tylu trudach właśnie zmagała się i ze smutkiem.

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
LetCentryczna - awatar
LetCentryczna 05.06.2025 21:40
Czytelniczka

Może są takie wyjątki.  😉

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Niezalogowany
Aby napisać wiadomość zaloguj się
ZofiaKrawiec - awatar
ZofiaKrawiec 04.06.2025 15:00
Czytelnik

Zapraszam do dyskusji.

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam