W małych miejscowościach pilniej strzeże się sekretów. Marta Ryczko, autorka „Z miłości”, o zbrodni, pamięci i empatii

Anna Sierant Anna Sierant
12.05.2025

W jej książkach zbrodnia nie jest tylko zagadką do rozwiązania – to lustro, w którym odbija się społeczeństwo, emocje i przeszłość. Marta Ryczko w rozmowie z Anną Sierant opowiada o kulisach pracy nad powieścią „Z miłości”, o bohaterce-podcasterce, która zamiast policyjnych raportów zbiera emocje i opowieści, a także o tym, dlaczego prawda w małych miejscowościach lubi milczeć. Zapraszamy do lektury!

W małych miejscowościach pilniej strzeże się sekretów. Marta Ryczko, autorka „Z miłości”, o zbrodni, pamięci i empatii Materiały wydawnictwa

[Opis: Wydawnictwo: MANDO] Nowa twarz polskiego kryminału.

Historia, która chwyta za gardło i nie puszcza do ostatniej strony. Nie mogę stracić tego, kogo najbardziej kocham. Czy wybaczysz mi zbrodnię popełnioną z miłości?

Lata dziewięćdziesiąte. W spokojnym miasteczku dochodzi do serii brutalnych morderstw. Ginie młoda nauczycielka, później dziewczyna z zamożnej rodziny, a w końcu przypadkowa turystka. Strach paraliżuje mieszkańców, policja jest bezsilna, a morderca znika bez śladu.

Dwadzieścia lat później znana podcasterka, Anka Kaczmarek, przyjeżdża na miejsce, by nagrać odcinek o dawnych zbrodniach. Przypadek? A może los popycha ją w stronę prawdy, która nigdy nie miała ujrzeć światła dziennego? Zło nie znika. Czasem tylko usuwa się w cień. Z miłości to pełna napięcia opowieść o obsesji, winie i tajemnicach, które zbyt długo pozostawały w ukryciu.

Pierwsza część serii „Motywy zbrodni” – kryminał osadzony wśród surowych, majestatycznych skał Jury Krakowsko-Częstochowskiej.

Wywiad z Martą Ryczko, autorką książki „Z miłości”

Anna Sierant: Jakie emocje towarzyszyły pani przy okazji premiery „Z miłości”? Czy było ich już mniej niż przy „Szantażystce”, a może i poziom stresu, i radości nadal jest taki sam?

Marta Ryczko: Emocje były mniejsze niż za pierwszym razem, ale nadal bardzo silne. Cieszę się, że udało mi się napisać kolejną powieść i że mogę udzielić pani tego wywiadu. Mam nadzieję, że „Z miłości” zostanie ciepło przyjęte przez czytelników.

Główna bohaterka „Z miłości”, Anka Kaczmarek, jest podcasterką. A co za tym idzie – nie policjantką czy prokuratorką, a cywilem, który rozwiązuje kryminalną zagadkę. Jakie ułatwienia i utrudnienia niesie za sobą – dla autorki książki – uczynienie głównej postaci właśnie takim nieoficjalnym śledczym?

Kiedy autor powieści kryminalnej wybiera niestandardowego bohatera, musi się liczyć z pewnymi wyzwaniami. W zamian zyskuje szansę ugryzienia znanego tematu z nowej strony. Anka Kaczmarek to opowiadaczka. Jej bezpośrednim celem nie jest wykrycie sprawców zabójstwa, ale nagranie podcastu – czyli stworzenie pewnej narracji na temat zbrodni.

Youtuberka nie ma dostępu do narzędzi, którymi operują śledczy. Nie analizuje śladów kryminalistycznych, nie zna wyników sekcji zwłok ani protokołów przesłuchań świadków. Za to interesuje ją coś więcej niż suche fakty. Stara się uchwycić atmosferę miejsca zbrodni i zrozumieć tło społeczne tragicznych wydarzeń. Chętnie rozmawia z ludźmi, jest ciekawa ich przeżyć i może sobie pozwolić na sporą dozę empatii. Postanowiłam to wszystko wykorzystać. Oczywiście rezygnacja ze standardowego śledztwa miała konsekwencje. Powieść naturalnie skręciła w bardziej obyczajową i mniej sensacyjną stronę, ale zyskała też interesujący klimat.

Zapytam również o miejsce akcji: mała miejscowość, malownicze tereny Jury Krakowsko-Częstochowskiej. Malownicze, ale pełne tajemnic – sekrety łatwiej utrzymać w małych społecznościach?

Sądzę, że tak, a przed erą internetu było jeszcze łatwiej. Po części wynika to z mentalności ich mieszkańców, zwłaszcza starszych pokoleń. Sama pochodzę z niewielkiej wioski, siedmiuset mieszkańców na krzyż. Niedawno dowiedziałam się, że przed wielu laty doszło tam do morderstwa. Tabu otaczające zbrodnię było tak silne, że usłyszałam o niej przypadkiem, dopiero jako trzydziestolatka, chociaż mieszkałam w tej wsi od urodzenia.

Małe miejscowości skrywają wiele zapomnianych sekretów. Nawet w dzisiejszych czasach niektóre sprawy stają się medialne, a inne – nie.

W jednym z wywiadów wspomniała pani, że bardzo lubi książki Anny Kańtoch, ona też polecała pani „Szantażystkę”. Ostatnio miałam przyjemność przeprowadzić wywiad również właśnie z tą autorką – w jej „Trzeciej osobie” także pojawia się bohater-autor podcastu. Zadam więc pani to samo pytanie, co Annie Kańtoch: czy sama pani słucha podcastów true crime? Czy, podobnie jak (były) chłopak głównej bohaterki, nie uważa pani, że ich czasem twórcy żerują/mogą żerować na czyjejś tragedii?

Jestem fanką twórczości Anny Kańtoch i „Trzecia osoba” bardzo mi się podobała. O istnieniu podcastów true crime dowiedziałam się kilka lat temu z wywiadu z tą właśnie autorką. Sama zaczęłam ich słuchać, przygotowując się do napisania „Szantażystki”. Początkowo interesowały mnie głównie historie zaginionych kobiet, ale z czasem pojawiła się fascynacja samym true crime.

Zastanawiałam się, przed jakimi wyzwaniami stają twórcy sięgający po taką tematykę i czego szukają jej odbiorcy. Uważam, że to złożone zjawisko, na pewno nie czarno-białe. Dlaczego podcaster miałby być oceniany surowiej niż na przykład dziennikarz pracujący w gazecie? Zdarza się, że prasa przyciąga uwagę krzykliwymi nagłówkami i w pewnym sensie „sprzedaje” ludzkie tragedie. Z drugiej strony, wszystkie media, w tym internet, pełnią ważne społecznie funkcje i są nam potrzebne.

Podejrzewam, że większość twórców true crime nagrywa filmy o zbrodniach, bo ten temat ich po prostu interesuje. Pod tym względem youtuberzy nie różnią się od autorów kryminałów.

A czy nazwałaby pani podcasterów, youtuberów zajmujących się true crime dziennikarzami? Książkowa Anka czuje, że jej praca nie jest może nie tyle niedoceniana, co nie traktuje się jej jako jednej z odmian dziennikarstwa, jako „prawdziwego” zawodu.

Moim zdaniem w Polsce funkcjonują pewne stereotypy związane z zawodem youtubera. Już na etapie pracy koncepcyjnej nad książką zetknęłam się z opiniami, że podcasterka nie nadaje się na centralną postać powieści, bo nie może być poważną osobą. Kilka razy usłyszałam, że ta bohaterka jest u danego czytelnika skreślona – tylko ze względu na swój zawód. To ciekawe, zważywszy, że obecnie wielu dziennikarzy działa również w internecie. Zdarza się, że podcasterzy nagrywają wywiady lub materiały formą zbliżone do reportaży czy audioseriali. Nie twierdzę, że dziennikarz i podcaster to to samo, ale w niektórych przypadkach różnica nie jest oczywista.

Anka to bohaterka, która – i to komplement – budziła we mnie różne emocje. Czasem jej upór i całkowite poświęcenie pracy mnie irytowały, ale przez to ona sama stawała się ciekawsza. Bo tak naprawdę nie lubimy (w książkach) charakterów idealnych?

Ja osobiście nie lubię. Jeśli założymy, że książka ma do pewnego stopnia imitować rzeczywistość, każdy bohater powinien mieć trochę wad. Postać Anki pojawiła się już w „Szantażystce”, więc w nowej książce nie mogłam drastycznie zmienić jej charakteru.

A który bohater/która bohaterka „Z miłości” należy do pani ulubieńców? Które z postaci „same się pisały”, a stworzenie których okazało się największym wyzwaniem?

Najbardziej lubię Adama Feliksika. Jest sympatycznym, otwartym mężczyzną, szczerym i skorym do pomocy, a jednocześnie zaradnym i przedsiębiorczym. Mimo że doświadczył traumy, próbuje sobie z nią radzić w twórczy sposób.

Najłatwiej było mi napisać sprawcę zabójstw z dziewięćdziesiątego dziewiątego roku. Po prostu sięgnęłam po cechy z mrocznej triady. Marzyłam o tym, żeby choć raz w swojej pisarskiej karierze stworzyć rasowego psychopatę, postać makiaweliczną i złą do szpiku kości. Myślę, że się udało.

Najtrudniej było z Radkiem. Jego motywacje są złożone i chwilami wewnętrznie sprzeczne. Prawdziwi ludzie dość często zachowują się nieracjonalnie, ale bohaterom literackim takich rzeczy się nie wybacza, dlatego musiałam się przyłożyć do napisania tej postaci.

W „Z miłości” porusza pani również kwestię tego, jak społeczeństwo traktuje m.in. nadużywanie alkoholu przez kobiety i przez mężczyzn. Mężczyznom pod tym względem (i wieloma innymi względami) wolno więcej. Czy pani zdaniem coś od czasów, w których doszło do zbrodni, czyli końca lat 90. XX wieku, się w tej kwestii w Polsce zmieniło?

Mam nadzieję, że tak. Niestety nie znam żadnych badań na ten temat, mam dostęp tylko do dowodów anegdotycznych. Sama dorastałam w wiosce podobnej do Wielżca i jako nastolatka wyraźnie dostrzegałam te różnice. W dzieciństwie słyszałam od swojej babci zdania w stylu: „chłop musi sobie wypić”. Ja na pewno nie powiem czegoś takiego własnej córce, więc może rzeczywiście jakaś zmiana zaszła/zachodzi.

Jak organizuje pani sobie codzienną pracę, łącząc ją z byciem rodzicem, i to trójki dzieci? Czy ma pani jakieś rytuały związane z pisaniem: np. dzienny limit godzin pracy lub znaków do napisania?

Tak naprawdę moje dzieci są już dość duże. Najmłodszy syn chodzi do zerówki, środkowy do pierwszej klasy, a najstarsza córka – do trzeciej. Chwilowo nie pracuję zawodowo, co sporo ułatwia. Mogę pisać, kiedy dzieciaki są w szkole, oczywiście pod warunkiem, że wcześniej przygotuję obiad, posprzątam i uporam się z praniem pięcioosobowej rodziny.

Staram się pisać około tysiąca słów dziennie. Jeśli rano nie wyrobię tego limitu – a dość często mi się nie udaje – siadam nad tekstem wieczorem i w nocy. Nie oglądam telewizji ani seriali, więc zaoszczędzony czas mogę przeznaczyć na czytanie i pracę nad własnym tekstem. Kiedyś lubiłam azjatyckie dramy, ale z nich też ostatecznie zrezygnowałam, bo książki ciągną mnie bardziej. Pod tym względem jestem trochę dziwolągiem.

A które z etapów tworzenia książki lubi pani najbardziej i najmniej? Myślenie nad fabułą, bohaterami, plot twistami, samo pisanie, a może redakcję?

Różnie to bywa. Każdy z etapów pracy ma własny urok. Podobnie jak Anka Kaczmarek, lubię rozpoczynać nowe projekty. Zwykle rozpiera mnie wtedy energia i mam mnóstwo pomysłów, które ze sobą rywalizują. To świetny moment, ale też ryzykowny – jeśli na tym etapie podejmę niewłaściwe decyzje, później może być ciężko się z nich wycofać. Podczas pisania zdarzają się chwile, kiedy mam flow, a słowa rodzą się same. Uwielbiam ten stan. Nie ma nic lepszego. Ale wena jest kapryśna, czasem przychodzi, a czasem nie – a pisać trzeba tak czy inaczej. Redagowanie też bywa przyjemne, zwłaszcza jeśli jestem zadowolona z efektów swojej pracy. Jeżeli na tym etapie wpadają mi do głowy pomysły ulepszenia tekstu, daje mi to dużo satysfakcji.

Po napisaniu książki trzeba ją jeszcze sprzedać – najpierw wydawcy, potem czytelnikom. To też ważna część pracy pisarza i tak naprawdę ona jest dla mnie najtrudniejsza.

„Z miłości” to pierwsza powieść z cyklu „Motywy zbrodni” – czy może pani zdradzić, jakim motywem będzie się kierował sprawca w kolejnym tomie? I czy również pojawi się w nim Anka, czy śledztwo poprowadzi inny bohater/inna bohaterka? A może jeszcze pani nad kolejnym tytułem nie pracuje?

Jeśli wszystko dobrze pójdzie, czytelnicy znowu spotkają się z Anką, ale na razie wolę nie zdradzać szczegółów. Kiedy książka będzie gotowa, na pewno dowiecie się więcej.

O autorce

Marta Ryczko – psycholożka z wykształcenia, autorka kryminałów z pasji. Zaczytana w mrocznych historiach z wprawą analizuje ludzkie tajemnice i splata je w intrygujące fabuły, które trzymają w napięciu do ostatniej strony.

Książka „Z miłości” jest już dostępna w sprzedaży.

Artykuł powstał we współpracy z wydawcą.

Tagi i tematy


komentarze [1]

Sortuj:
więcej
Niezalogowany
Aby napisać wiadomość zaloguj się
Anna Sierant - awatar
Anna Sierant 12.05.2025 14:00
Redaktor

Zapraszam do dyskusji.

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam