„Konklawe”: thriller o najważniejszej na świecie kampanii wyborczej
Robert Harris to autor wielu znanych i cenionych książek, m.in. „Autora widma”, „Oficera i szpiega” czy „Trylogii rzymskiej”. Bardzo, bardzo blisko Rzymu, bo do Watykanu, przenosimy się również, czytając „Konklawe”. A filmowa odsłona powieści właśnie wchodzi do kin.
Materiały wydawnictwa
Najpierw książka, później film
„Konklawe” to tytuł już być może wam znany. Nic w tym dziwnego, bo książka ukazała się w języku polskim po raz pierwszy nakładem Wydawnictwa Albatros w 2017 roku. Podobnie jak wspomniane wcześniej tytuły, „Oficer i szpieg” i „Autor widmo” (a także „Indeks strachu”), również doczekała się ekranizacji. Film pod tym samym tytułem, co książka, będzie można obejrzeć w kinach w całej Polsce już od 8 listopada. W rolach hierarchów na dużym ekranie pojawią się: Ralph Fiennes (w książce – kardynał Lomeli, w filmie – kardynał Lawrence, główny bohater), Stanley Tucci (kardynał Bellini), John Lithgow (kardynał Tremblay), Lucian Msamati (kardynał Adeyemi), a także polski aktor od lat pojawiający się w zagranicznych produkcjach, czyli Jacek Koman. Nie zapominajmy również o Isabelli Rossellini, która zagrała siostrę Agnes ze Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia Bożego Świętego Wincentego à Paulo, „jedyną osobę, której bał się zmarły Ojciec Święty”. Bo to od śmierci Ojca Świętego wszystko się zaczyna, o czym przekonacie się, sięgając – zgodnie z zasadą „najpierw książka, później film” – po powieściowe „Konklawe”. Teraz dostępne także w wydaniu filmowym.

„Nie miał zamiaru być stróżem niczyjego sumienia poza swoim własnym”
Gdy umiera papież, kochany przez większość wiernych, ale niekoniecznie przez większość duchowieństwa, nadchodzi czas wyboru kolejnej głowy Kościoła katolickiego. A zadanie to nie jest najłatwiejsze m.in. dlatego, że następca Ojca Świętego propagującego ideę kościoła ubogich na pewno będzie z nim porównywany. Jak mówił Robert Harris, choć miejsca przez niego opisane istnieją naprawdę – a dzięki uprzejmości Watykanu mógł wszystkie z nich zobaczyć na własne oczy – to żaden z jego bohaterów nie jest wzorowany na prawdziwej osobie. Dlatego wspomniany „zmarły Ojciec Święty” to nie urzędujący papież Franciszek i nie Jan Paweł II, z którym zapewne wiele Polek i wielu Polaków może książkowego następcę św. Piotra kojarzyć. Tym bardziej że jego poczciwym – ale czy godnym zaufania? – wsparciem był w Watykanie pochodzący z Polski arcybiskup Woźniak. To właśnie w tej roli zobaczymy Jacka Komana, który przy okazji promocji filmu wspomniał, że największe wyzwanie przy tej roli stanowiło dla niego granie w sutannie, która do najwygodniejszych nie należy.
W książce przebieg wydarzeń śledzimy z perspektywy kardynała Lomelego, Włocha, który również był bardzo bliski zmarłemu. Do tego stopnia, że został przez niego namaszczony na organizatora kolejnego konklawe. I choć funkcji dziekana Kolegium Kardynalskiego próbował się zrzec jeszcze za życia Ojca Świętego – przeżywał kryzys wiary, bał się odpowiedzialności i tego, czy będzie potrafił zapanować nad zjazdem 117 kardynałów z całego świata – to papież jego rezygnacji nie przyjął.
Jak mówi sam autor książki:
Lomeli musi więc stanąć na czele wyborów, choć czuje, że utracił więź z Bogiem. Człowiek, który zmaga się ze swoją wiarą i choć jest pełen wątpliwości, robi co w jego mocy, by jak najlepiej wypełnić swój obowiązek, to bardzo atrakcyjna postać zarówno dla pisarza, jak i dla czytelnika.
Harris nazywa również wybory papieża „najważniejszą i najciekawszą z kampanii politycznych”, a czytelnicy i czytelniczki – razem z Lomelim – śledzą kolejne zwroty akcji w tym prawdziwie politycznym thrillerze. Bo choć sam Lomeli papieżem zostać nie chce, to chętnych na objęcie funkcji najważniejszej osoby w Kościele katolickim jest niemało. Oto i „powściągliwy, bezkrwisty intelektualista”, liberał, kardynał Bellini, a także frankofoński Kanadyjczyk, który zawsze gdzieś się śpieszył – „typowy północny Amerykanin”, kardynał Tremblay. Spore szanse na zostanie Ojcem Świętym, jak się wydaje, ma również kardynał Tedesco, patriarcha Wenecji i konserwatysta. A może tym razem kardynałowie zdecydują się na wybór pierwszego w historii czarnoskórego papieża, nigeryjskiego kardynała Adeyemiego? No i jest też ten, którego przybycie zakłóca i tak już pełne sensacyjnych doniesień o kolejnych kandydatach konklawe – arcybiskup Bagdadu, Benitez. Czy nieoczekiwany gość, nieznany wielu kardynałom, zyska w ich oczach pozycję równoprawnego uczestnika konklawe?
Konklawe. Z łacińskiego con clavis: „pod kluczem”. Od trzynastego wieku w ten właśnie sposób Kościół obligował swoich kardynałów, by podjęli decyzję. Z wyjątkiem przerw na posiłki i sen nie mogli opuścić kaplicy, dopóki nie wybiorą papieża. Teraz kardynałowie elektorzy byli w końcu sami.

No właśnie: kardynałowie zostali sami. I między innymi właśnie dlatego, że konklawe to – patrząc ze świeckiego punktu widzenia – nie wybory powszechne, w których może wziąć udział każdy dorosły, a zamknięte, pełne tajemnic dla ludzi z zewnątrz (a także, jak się okazuje, i dla książkowych bohaterów), stają się tymi wyborami najciekawszymi. Tym bardziej że ten, kto je wygra, będzie miał ogromny wpływ na katolików na całym świecie, stanie się rozpoznawalny w wielu jego zakątkach. Wiedzą o tym doskonale Lomeli, Bellini, Tremblay, Adeyemi, Benitez, dlatego część z nich, aby wygrać, zrobi wszystko, część o zostaniu głową Kościoła w ogóle nie chce słyszeć. Do samego końca nie wiadomo, kto ten papieski wyścig wygra, a kolejne szokujące informacje o kardynałach i pojawiające się w związku z tym zwroty akcji powodują, że wskazanie przyszłego książkowego Ojca Świętego jest równie trudne, jak odgadywanie kryminalnych zagadek razem z bohaterami powieści kryminalnych – detektywami czy policjantami.
„W powieści nie oceniam Kościoła, po prostu przyglądam się, jak przedstawiciele Boga na ziemi zmagają się z ambicjami właściwymi dla osób świeckich”
Czy w związku z tym, że autor zabiera nas za kulisy książkowego konklawe i przedstawia kardynałów z najlepszej, ale i najgorszej strony, książkę można uznać za wspierającą Kościół, czy raczej ją krytykującą? Tu znów warto się powołać na samego Harrisa, który wspomniał, że choć Kościół nie zajął wobec jego książki oficjalnego stanowiska, to jego przewodnikowi po Watykanie bardzo się ona podobała. Do tego stopnia, że polecił ją papieżowi Franciszkowi. Celem autora nie było pokazanie duchownych – i to tych postawionych w kościelnej hierarchii najwyżej – w negatywnym, a po prostu w ludzkim świetle.
Jak podkreśla autor książki:
Chciałem spojrzeć na Kościół od wewnątrz. Kandydaci rzeczywiście nie są wolni od słabości, a nawet grzechów, Lomeli patrzy jednak na nie pobłażliwie, a ponieważ czytelnik przyjmuje jego punkt widzenia, książka faktycznie okazuje się życzliwa Kościołowi. W „Konklawe” nie oceniam Kościoła, po prostu przyglądam się, jak przedstawiciele Boga na ziemi zmagają się z ambicjami właściwymi dla osób świeckich.
I my, z czytelniczego i kinowego punktu widzenia, możemy się Harrisowskim bohaterom przyjrzeć i nie tylko wyrobić sobie o nich własne zdanie, ale razem z nimi dać się wciągnąć w wir konklawe. A siła tego wiru nie ustaje do samego końca.
Filmowe wydanie „Konklawe” jest już dostępne w sprzedaży online.
Artykuł sponsorowany
komentarze [5]
Filmy na podstawie Harrisa zazwyczaj są lepsze niż książki. Wystarczy wspomnieć tu Czerwonego Smoka czy Milczenie owiec albo Autora Widmo. I w tym przypadku nie będzie inaczej, myślę sobie, patrząc na nazwiska jakie wzięły się za ekranizację.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
