rozwiń zwiń

Piekło istniało naprawdę. Błażej Torański w książce „Kat polskich dzieci. Opowieść o Eugenii Pol”

BarbaraDorosz BarbaraDorosz
13.07.2022

Myszy i kał zamiast chleba. Powolne zabijanie głodem, pracą, biciem i chorobami. Prawdopodobnie nigdy się nie dowiemy, ile cierpienia zadała polskim dzieciom Eugenia Pol vel Genowefa Pohl, wachmanka Polen-Jugendverwahrlager. Jednak mimo to wciąż nasuwa się wiele pytań i wątpliwości, na które w wyczerpujący sposób odpowiada Błażej Torański, udzielając lubimyczytać.pl obszernego wywiadu.

Piekło istniało naprawdę. Błażej Torański w książce „Kat polskich dzieci. Opowieść o Eugenii Pol”

Najnowsza książka Błażeja Torańskiego to połączenie biografii Eugenii Pol ze wspomnieniami osób, które trafiły do niemieckiego obozu koncentracyjnego dla dzieci w Łodzi i przeżyły gehennę, której nie są w stanie opisać żadne słowa. Oddanie głosu ostatnim naocznym świadkom dziecięcego piekła na ziemi pozwala zachować niezwykle trudne a zarazem tak potrzebne świadectwo prawdy o doznanych krzywdach i oprawcach drugiej wojny światowej. To jedyny sposób, aby ocalić prawdę od zapomnienia. 

Koszmar przy Przemysłowej 34

Podczas gdy świat dość dobrze zna historię byłych nazistowskich obozów koncentracyjnych i zagłady, które funkcjonowały w granicach Polski, wciąż za mało mówi się o łódzkim izolacyjnym niemieckim obozie dla dzieci – Polen-Jugendverwahrlager der Sicherheitspolizei. Obóz przy Przemysłowej działał nieprzerwanie od 1 grudnia 1942 roku do stycznia 1945 roku. Oficjalnie jego celem była prewencja w zakresie przestępczości wśród młodzieży polskiej, jednak w rzeczywistości w obozie umieszczane były nawet niemowlęta. Z jakich powodów polskie dzieci trafiały do niemieckiego obozu w Łodzi? W ocalałych dokumentach III Rzeszy na próżno szukać poważnych przewinień, które miałyby potwierdzać wysoki odsetek przestępczości wśród młodocianych Polaków. Znajdujemy za to dowody na to, że okupant nie potrzebował wiele, by wtrącić polskie dziecko do obozu. 

Przeczesując katowickie archiwum, Błażej Torański dotarł do szokujących danych: 

Więzili je za nic. Niemcy tak uzasadniali, dlaczego konkretne dziecko wtrącają do obozu: „Sierota, włóczy się, bez środków do życia”, „zaniedbane dziecko polskie”, „ojciec na robotach w Rzeszy, matka w Oświęcimiu”, „miał przy sobie zapałki”, „rodzice nie przyjęli volkslisty”, „przerzucał chleb do getta”, „córka polskiego profesora”, „syn polskiego oficera”, „zachodzi obawa, że wywodzi się z Cyganów”, „nielegalnie nabył karty żywnościowe”, „zarabia, odnosząc walizki z dworca kolejowego w Katowicach”. Albo najprościej: „dziecko polskie”. 

Jak tłumaczy Błażej Torański, niemiecki plan zagłady Polaków był dalekosiężny. Był cywilizacyjny:

Odpowiedź jest prosta: w jedynym na polskiej ziemi obozie koncentracyjnym dla nieletnich polskie dzieci więziono za polskość. Za rodziców, którzy walczyli z Niemcami na frontach drugiej wojny światowej albo w organizacjach podziemnych, w ruchu oporu, w Armii Krajowej czy Batalionach Chłopskich. Rodziców, którzy trafili do obozów śmierci, oflagów albo zginęli.

Zbrodniarze Adolfa Hitlera doskonale wiedzieli, że najdotkliwiej śmiertelnego wroga, Polaków, można zranić, uderzając w ich najbardziej delikatną, wrażliwą i bezbronną tkankę – w dzieci! (…) Polskie dzieci należało tak osłabić psychicznie i fizycznie – genetycznie – aby nie rodziły kolejnych albo rodziły rośliny. Żeby powstała wyrwa demograficzna. Żeby naród polski zniknął z powierzchni ziemi. Taki był cel potomków Schillera i Goethego!

Barbara Dorosz: Skąd bierze się zło, które rodzi tak niewyobrażalne okrucieństwo? W książce umieścił pan wiele wstrząsających opisów wydarzeń z udziałem dzieci, do jakich dochodziło w obozie. 

Błażej Torański: „Kat polskich dzieci” jest syntezą okrucieństwa. Dorośli ludzie opowiadają o piekle, którego doświadczyli w dzieciństwie. Tego nie da się czytać! Weźmy scenę opisaną przez byłą więźniarkę Czesławę Werner, rocznik 1930: „Widziałam, jak Pol przed dziecięcym blokiem toczyła nogami kulę śnieżną, z której wystawały nogi. Jak się później dowiedziałam (…) bawiła się w ten sposób zwłokami dziewczynki, która zmarła z głodu. (…) Tocząc kulę śnieżną ze zwłokami dziewczynki, śmiała się, zupełnie tak, jakby to sprawiało jej olbrzymią radość. Z kuli, o której mówiłam, Pol ulepiła bałwana. Bałwan ten stał przed barakiem dziewczęcym (…) około dwóch, trzech dni”.

Maria Wiśniewska-Jaworska wspominała Eugenię Pol: „Potrafiła dziecko zamknąć w szafie na noc, a ono mdlało, bo nie miało dostępu powietrza. Mówiła do nas: »I tak wszystkie zdechniecie«”. Maria Prusinowska (Migacz) dostała paczkę żywnościową z domu. „Pol wezwała mnie do swojego pokoju. Powiedziała, że dostanę paczkę, jak przeczołgam się od drzwi wejściowych do jej stóp i wycałuję jej nogi. Nie chciałam, więc pobiła mnie kijem po ciele, szczególnie po głowie”.

Pyta pani, skąd się brało okrucieństwo wachmanki Eugenii Pol, jej zło? Celną tego syntezę daje w „Kacie polskich dzieci” psychoterapeuta i psychiatra dr Giennadij Płużnow, który świetnie zna temat obozu. Pyta on w naszej rozmowie: kto idzie pracować do obozu lub więzienia?, i sam na to pytanie odpowiada: ktoś, kto ma przekonanie, że ma nad więźniami władzę, może deptać ich godność, robić z nimi, co tylko zechce. Do takiej pracy potrafią się dostosować tylko silni psychicznie – i ona taka była. Ale musiała też z domu wynieść zdolność do przemocy i pogardy. Takie cechy nie biorą się znikąd. Z pewnością od swoich przełożonych w niemieckiej policji kryminalnej usłyszała, że musi być bezwzględna w realizacji wyznaczanych zadań. W III Rzeszy nadrzędną była zasada Ordnung muss sein („porządek musi być”). Eugenia Pol musiała od więźniów wymagać i pilnować wykonania norm. Ale przede wszystkim musiała być okrutna w systemie, któremu oddała swą osobowość i młodość. To był element terroru psychicznego. Płużnow twierdzi: „Dobro i zło to dwie strony jednej monety. Kiedy człowiek trafia do takiego systemu penitencjarnego, albo staje się katem, jak inni członkowie załogi obozu, albo zmuszony jest iść na pryczę w obozie koncentracyjnym. Żeby przeżyć, trzeba myśleć, a raczej chłodno kalkulować. Uświadomiła sobie, że musi stać się taką wachmanką, jak inni. Nie miała alternatywy”.

Eugenia Pohl

Latem 1943 roku Zygfryd Żurek pracował z grupą chłopców w ogrodzie przy pieleniu. Powietrze przeszył przeraźliwy krzyk. „Pol złapała (…) jakiegoś chłopca, który miał czerwone oznakowania na ubraniu” – opisywał. Obserwował to z odległości dwudziestu metrów. Wachmani Eugenia Pol i Edward August „chłopca tego złapali za nogi i głową w dół topili go w beczce (przeciwpożarowej). Wpychali go i wyciągali razem, gdyż August go trzymał i zanurzał do beczki, a Pol przytrzymywała (…), jak był zanurzony (…) głową w dół, to woda wylewała się nawet i pryskała (…). Razem go topili (…). Gdy chłopiec się rzucał, to Pol go wpychała. Oboje – i August, i Pol – śmiali się przy tym. (…) Wyciągnęli go, August rzucił go na bok, na ziemię, koło tej beczki i odszedł razem z Pol (…). Chłopiec został utopiony (…). Leżał (…) przy tej beczce aż do wieczora. Bez ruchu. Więźniowie zanieśli go do trupiarni (…). Do szopy, gdzie składano zwłoki”. Żurek był także świadkiem, jak Eugenia Pol innego więźnia „osobiście zabiła kopaczką”. „Kopaczką wyrywał trawę. Podeszła do niego Pol, coś mu powiedziała, a potem widziałem, jak wyrwała mu tę kopaczkę z ręki i ostrzem jej zaczęła bić go po całym ciele i po głowie (…). Upadł po pierwszym uderzeniu w głowę, a Pol biła go dalej i wyzywała »du szweine« (…). Kilka minut na pewno się tak nad nim znęcała (…). Jak odchodziłem, to on jeszcze leżał”. „Najgorsza była ta trójka: August, Bayer i Pol” – ocenia. Nie ma wątpliwości, że wachmanka „była dziką bestią”. Bogdan Borowski, rocznik 1933, nazwał ją sadystką, „zgagą” i „zgryzotą”. Podczas procesu, wskazując na Eugenię Pol w ławie oskarżonych, powiedział: „Trzęsę się, bo nie mogę tej zgryzoty widzieć” oraz „Denerwuję się, że polski wymiar sprawiedliwości tak się bawi, że taka zgaga na świecie żyje”. Dla Zygmunta Kaźmierczaka była „ostatnim gadem”: „Wcale nie miała litości”. Jego uderzyła szpicrutą „dwa razy przez łeb” za to, że pobiegł za wozem, który przyjechał z miasta. Miał nadzieję, że jakąś kromkę dostanie. W obozie najbardziej wspierały się rodzeństwa. Wiosną 1944 roku Jan Prusinowski zdobył kawałek chleba. Aby się nim podzielić z siostrą Krystyną, umówił się z nią konspiracyjnie za latryną. Kiedy nakryła ich Genowefa Pohl, rozbiegli się do baraków. Janek miał pecha, wachmanka podstawiła mu nogę i zaczęła kopać po czole. Krew ciekła mu z twarzy – opowiadał – stracił przytomność. Świadomość powróciła mu w karcerze. Leżał na wilgotnym betonie. 

Sadystka O wachmance Janusz Prusinowski mówi zdecydowanie: „Była po prostu sadystką. Znęcała się nad chłopcami i nad dziewczętami (…). Nieraz dziewczynki nosiły kotły, to popychała je i kopała”. O dwuletnich dzieciach w obozie: „Znęcała się nad tymi dziećmi (…). Były popychane, uderzane głową o cement, brane za nóżki i uderzane głową o ścianę. W obozie mówiono, że takie rzeczy robi Pol i Bayer. Głośno było o tym”. Wypadków śmierci na terenie obozu Janusz Prusinowski nie zna, ale słyszał o wycięciu jednemu z więźniów scyzorykiem jądra. Przypisuje się to Edwardowi Augustowi. Zygmunt Kaźmierczak także zabijania i śmierci nie widział, ale wie, że „wypadków śmiertelnych było dużo”: „Trupy widziałem”, „Widziałem zastrzelonego chłopca na płocie koło ubikacji”, „Na drucie został zastrzelony, gdy uciekał”. Ten przypadek potwierdza Marianna Kowalewska (w obozie Sroczyńska): „Widziałam nieżywego chłopca i mówiono, że był zastrzelony przy próbie ucieczki”. Czesława Werner, rocznik 1930: „Widziałam, jak Pol przed dziecięcym blokiem toczyła nogami kulę śnieżną, z której wystawały nogi. Jak się później dowiedziałam (…) »bawiła« się w ten sposób zwłokami dziewczynki, która zmarła z głodu. (…) Tocząc kulę śnieżną ze zwłokami dziewczynki, śmiała się, zupełnie tak, jakby to sprawiało jej olbrzymią radość. Z kuli, o której mówiłam, Pol ulepiła bałwana. Bałwan ten stał przed barakiem dziewczęcym (…) około dwóch, trzech dni”.

Książka nigdy by nie powstała, gdyby nie relacje naocznych świadków. Byli więźniowie po latach podzielili się na dwie grupy – ofiary, które postanowiły milczeć, by jak najszybciej zapomnieć o przeżytym koszmarze, oraz ofiary, które poszukiwały sprawiedliwości i pragnęły, by winnych spotkała zasłużona kara za spowodowane okrucieństwo. Nie sposób w tym miejscu nie zapytać o los byłych więźniów obozu. Pamiętajmy, że ludzie ci doznali traumatycznych doświadczeń w bardzo młodym wieku, coś takiego pozostawia w psychice ślad na zawsze. Czy po opuszczeniu więziennych bram byli w stanie wrócić do normalnego życia? W jaki sposób radzili sobie z traumą w dorosłym życiu byli więźniowie? 

Najczęściej sobie nie radzili. Byli słabi fizycznie, mieli strzaskane psychiki. Mieli kłopoty z koncentracją, z nauką. Z tego powodu wielu z nich nie pokończyło szkół. Owszem, jest wśród ocalonych adwokatka, weterynarz, nawet aktor po łódzkiej szkole filmowej. Ale większość wykonywała fizyczną pracę. Zdecydowana większość chciała już o tym piekle zapomnieć. Jak Emilia Mocek-Kamińska, która zeznała: „O obozie już nie rozmawiamy, bobyśmy się wykończyły”. Ale podczas procesu bolesne sceny odżywały. Wracały silne emocje. Kiedy Eugenia Pol weszła na salę sądową, Gertrudę Skrzypczak zatkało. „Rzuciło mną, nie mogłam usiedzieć. Utraciłam mowę. Wydawało mi się, że muszę przed nią na baczność stanąć! Zmysł pamięciowy jest u mnie szalony, to znaczy duży. Tamte dni mi nie uciekną. Dzisiejsze sprawy czasami mi uciekają, ale tamtych nie zgubię. Jak się zacznie żyć obozem, to się wszystko przypomina. (…) Nie potrzebowałabym jej widzieć. Wystarczy tylko chód słyszeć. Ten chód, ta szpicruta, co ją uderzała po butach…” – tak dobrze pamiętała wachmankę, że na rozprawie nie chciała jej spojrzeć w oczy. 

Ofiary były przekonane, że obóz pozostanie w nich do śmierci. „Wraca za każdym razem, gdy jem chleb. Nigdy nie wyrzuciłam ani kawałeczka, co tak żeśmy go w obozie pragnęli. Nie chcę w sobie nosić nienawiści, ale chcę o obozie opowiadać”. Jedzenie w obozie było przedmiotem rozmów, marzeń i snów. Syn jednej z byłych więźniarek codziennie kładł jej na stole bochenek chleba, a ona wpatrywała się w niego godzinami. Nic nie mówiła. Jedna z ocalonych przed swoim dyrektorem w zakładzie pracy stawała na baczność, jak przed wachmanką Eugenią Pol w obozie. Taki pozostał jej nawyk.

GŁÓD

Głód przesłaniał świat. Jedzenie było przedmiotem rozmów, marzeń i snów. Na śniadania i kolacje dzieci dostawały po kawałku suchego czarnego chleba, rzadko na czubku noża odrobinę marmolady i kubek gorzkiej kawy zbożowej. Zwykle była to lura gotowana na kasztanach. Na obiad chochla zupy uwarzonej na szpinaku lub zgniłej brukwi, na koninie, ale bez mięsa. Trafiały się kości i obierki ziemniaków. Na dnie metalowych misek robaki, dżdżownice, pogięte gwoździe, piasek. W karcerze, bunkrze wypełnionym po kostki wodą, pożywieniem były chleb i woda. „Na obiad były zupy z brukwi, z jakichś chwastów, kapusty. Zupy kraszone były glistami” – opisuje Maria Jaworska. Stanisław Owczarzak jadł kiedyś zupę, w której pływały gąsienice. Wyrzucał je z miski, co dostrzegł przechodzący obok gestapowiec Kirchol. „Czego tego nie jesz, to jest polski tłuszcz” – usłyszał od niego. „W zupie były robaki, gwoździe, korzenie (…). Ziemniak ze skórą był luksusem. Jak do chleba dali marmoladę, to było wielkie święto. 3 razy była marmolada i raz twarożek z robakami” (Leokadia Dzbanuszek). Jan Woszczyk: „Racje żywnościowe były głodowe. Nawet w Oświęcimiu była kostka margaryny, a tu nic (…). Wyżywienie składało się ze znikomej ilości niepłukanych i zgniłych ziemniaków, kapusty, brukwi, zmieszanych z piachem, robactwem, gąsienicami”. „Kiedyś dostaliśmy do jedzenia twaróg z robakami i Polowa powiedziała, żeby jeść, bo to Wigilia. Myśmy wybierały robaki i ze łzami w oczach jadłyśmy” – wspomina Eugenia Wódka. Dzieci w obozie zjadały wszystko. Nie było myszy, szczurów, wróbli, a jeśli z kotła wylała się zupa – co widziała Stefania Szafrańska, w obozie krawcowa – zlizywały ją z ziemi. „Pijany esesman, mieszając zupę w kociołku, wylewał na ziemię. Wygłodniałe dzieci (najmłodsi chłopcy) rzuciły się i zaczęły jeść z ziemi. Rozwścieczony esesman kopał i bił te dzieci” – zeznała Genowefa Świstak-Herman. Świniom hodowanym w obozie więźniowie podbierali z koryta parujące ziemniaki. Wysypisko śmieci przyciągało ich niczym Witajcie w piekle 26 szczury i muchy. Wygrzebywali z niego spleśniały chleb. Kradzione warzywa podpiekali na paleniskach pod baliami z praniem. Gertruda Skrzypczak: „Dzieci były tak głodne, że obgryzały sobie ręce”. Stanisław Mikołajczyk, obozowy fryzjer: „Dzieci z głodu niknęły w oczach”. Salomea Fraś-Jeleń: „Zwierzęcy głód, który nie dawał spać, nie dawał żyć”. Kiedy Mieczysław Tomczak, pisarz i buchalter z folwarku w Dzierżąznej, raz odwiedził obóz przy Przemysłowej, zauważył, jak dzieci wyskrobywały z kotła resztki jedzenia. „Takie dosłownie szkielety i chłopcy ci wybierali przylepione do brzegów kotła kawałki botwinki”. Esesmani drwili z zagłodzonych dzieci. Sycili się ich cierpieniem. Raz zapytali na apelu, kto jest głodny. Zgłosiła się Maria Pawłowska, bo nie jadła od trzech dni. Z chłopców wystąpił Ryszard Czernik. „Podano nam po jednej żywej myszy na nitce i kazano zjeść” – Pawłowska do dzisiaj wzdryga się na myśl o tym. Pamięta swoje obrzydzenie i zdziwione spojrzenia współwięźniarek. Zaczęła jeść. „Wtedy jeden z gestapowców zaczął się śmiać i powiedział: »Świnia by nie zjadła żywej myszy, a ty jesz«”.

Zastanawia mnie, kim trzeba być, aby bez wyrzutów upokarzać, maltretować i odzierać z godności drugiego człowieka, który dodatkowo w pewnym stopniu jest od nas zależny. Czy pokusił się pan o rewizję osobowości Eugenii Pol, jej cech psychicznych?

To niezwykle dramatyczna postać. Czytając jej akta procesowe, miałem wrażenie, jakbym prowadził z nią szczególny dialog. Jak Kazimierz Moczarski, który rozmawiał w celi z Jürgenem Stroopem, co zapisał w słynnych „Rozmowach z katem”. Wielu więźniów podkreślało, że Eugenia Pol czerpała radość z zadawania bólu, uśmiechała się. Według psychoterapeuty dr Giennadija Płużnowa był to „dla niej sposób na uwolnienie kotłujących się w jej wnętrzu emocji. Na nazistów nie mogła powiedzieć nic złego, bo natychmiast by oberwała, a nad słabymi polskimi dziećmi mogła się bezkarnie znęcać. Mówić »Ty, polska świnio« albo pytać dziewczynkę, czy wycałuje jej buty. Decydowała się na formy upodlenia, bo upodlenie jest najwyższą satysfakcją dla człowieka, który ma niskie poczucie wartości. Ona nie była dowartościowana, jako córka i jako wachmanka. Jeśli Hans Heinrich Fuge traktował ją z pogardą, to po wyjściu od niego stawała się dla dzieci demonem. Zapewne myślała: »Teraz wam pokażę«. Gdyby to były dorosłe osoby, nie dzieci, jeszcze gorzej by ich traktowała”.

Chłosta za marchewkę 

Trudno ocenić, co było gorsze: głód czy tortury. Dzieci bito za wszystko i za nic. Zofia Szope wylicza: za śpiewanie piosenek, za śmianie się i złe stanie. „Za stłuczenie miski były chłosty na apelach”. Genowefa Wlazło dodaje: chłosta, skakanie żabek („Należało zrobić przysiad, wyciągnąć ręce do przodu i na ugiętych nogach skakać odpowiednią odległość”), bieganie wokół drzew lub pomiędzy nadzorcami, zamykanie w ciemnym areszcie, obcinanie włosów do gołej skóry. Raz skazano ją na czterdziestoośmiogodzinny pobyt w ciemnej piwnicy za to, że chciała się skontaktować z bratem i przeszła przez siatkę oddzielającą oddział dziewczęcy od chłopięcego. Za to, że źle wytarła łyżki podczas zmywania naczyń, ukarano ją ścięciem włosów do gołej skóry. Jan Woszczyk: „Wiązano nas do drzew i kazano śpiewać niemieckie piosenki”. Leokadia Dzbanuszek: „Dziewczynki za karę zamykano do szafy, tylko te młodsze. Dozorczyni wilgotnym palcem sprawdzała czystość i jeśli coś zostało, to odpowiedzialna była karana”. W karcu, podkreśla, „stało się w wodzie bez jedzenia”. Za rozbitą miskę czy zmoczenie łóżka lub grubo obrane ziemniaki dzieci dostawały po dwadzieścia pięć batów. Łucję Nowak pobito za to, że w ogrodzie zjadła marchewkę, a nać z powrotem wsadziła do grządki. Franciszka Panka ukarano dwudziestoma pięcioma batami i odebraniem śniadania za to, że zaspał. Augustyna Borowiec za wzięcie z kuchni chleba i podniesienie jabłka z ziemi oberwała dwanaście batów. Straciła przytomność. Dziesięć batów otrzymała Wacława Kiziniewicz za to, że nie chciała się uczyć niemieckiej piosenki.

Pol została skazana prawomocnym wyrokiem na okres 25 lat pozbawienia wolności. Dlaczego sąd nie skazał jej na karę śmierci?

Zatrzymano ją 11 grudnia 1970 roku pod zarzutem zabójstwa, za co groziła jej kara śmierci, ale nigdy tej zbrodni jej nie dowiedziono. Proces był poszlakowy. Wielokrotnie zmieniano materiał dowodowy, świadkowie zmieniali zeznania. Zeznania nie potwierdzały się w dowodach. Postępowanie sądowe było wyjątkowo skomplikowane. Śledczy, prokuratorzy i sędziowie poddawani byli rozmaitym naciskom. Ostatecznie wachmanka przyznała się do eksterminacji dzieci polskich, ale nie do przypisywanych jej morderstw. Nigdy nie przyznała się do zbrodni.

Oskarżający ją Zbigniew Piechota, zastępca Prokuratora Wojewódzkiego w Łodzi, podlegał silnym naciskom. Także politycznym. Postawił byłej wachmance zarzut zabójstwa sześciu więźniarek w latach 1943–44, ale nie przekonał sądu. Nieocenioną rolę w obronie Eugenii Pol odegrał młody adwokat Stanisław Maurer, przydzielony oskarżonej z urzędu. Sąd Wojewódzki w Łodzi skazał ją na 25 lat więzienia, dziesięć lat pozbawienia praw publicznych i konfiskatę mienia. Wyszła na wolność przed upływem tego terminu: w 1989 roku.

Bochenek chleba za uciekiniera 

Z tego piekła dzieci próbowały uciekać. Pragnienie wolności było silniejsze od bólu, głodu, cierpienia, upokorzeń. Próby podejmowali chłopcy. Najczęściej nocą. Jednym z desperatów był Edward Gąsiorek. Maria Wiśniewska-Jaworska szacowała wtedy jego wiek na osiem lat. Po ośmiu dniach obozowi strażnicy zauważyli, że w nocy ktoś podbiera zmagazynowaną żywność. „Domyślili się, że chłopiec ukrywa się na terenie obozu, i rzeczywiście. Ukrywał się nad kuchnią, na jakimś strychu. Schwytali go, osadzili w karcu i codziennie robili apel całego obozu”. Była to demonstracja siły i poniżenia. Przed szeregiem małoletnich więźniów Edek przechodził w kajdankach na rękach. „Potem musiał kłaść się na stole – opisywała Maria Wiśniewska-Jaworska – i jeden esesman wymierzał mu karę 20 batów. Trwało to tak przez kilka dni. Chłopiec ten podobno uciekał kilkakrotnie, lecz zawsze go łapali, ponieważ nie mógł wydostać się z obozu”. Według wspomnień kilku więźniów Gąsiorek został zastrzelony. „Ten chłopiec został w karcu powieszony za nogi i tak wisiał” – wspomina Zofia Szope. Dodaje, że esesman Alfred Hausch, wskazując na zastrzelonego, ostrzegał dzieci, że też tak zginą, jeśli będą uciekać.

Dlaczego tak niewielu esesmanów odpowiedziało przed sądem za zło wyrządzone więzionym dzieciom? 

Z tego samego powodu, dla którego Niemcy do dzisiaj nie zapłacili za zbrodnie popełnione w Polsce podczas drugiej wojny światowej. Same straty materialne szacowane są na ponad 850 mld dolarów. Śmierć narodu nie ma ceny. Żaden z komendantów jedynego w Polsce obozu koncentracyjnego dla dzieci – ani Hans Heinrich Fuge, ani Arno Wruck, ani Erlich Enders, ani nadzorujący ich pracę Karl Ehrlich, szef niemieckiej policji kryminalnej – nie ponieśli żadnej odpowiedzialności za swoje zbrodnie. Nie ukarano też polskiej załogi obozu, poza trójką nadzorców: Sydonią (Isoldą) Bayer, Edwardem Augustem i Eugenią Pol. Cała trójka miała procesy. Sydonię Bayer powieszono w listopadzie 1945 roku, a esesmana Edwarda Augusta w styczniu 1946. Teodor Busch, także esesman, folksdojcz, pracownik niemieckiej policji bezpieczeństwa, został zakatowany w lipcu 1946 roku w celi przez współwięźniów. Nie doczekał wyroku, choć w sądzie czekał już przeciwko niemu akt oskarżenia. Ale powiem tak: przez dwadzieścia lat po wojnie nikt nie interesował się Polen-Jugendverwahrlager der Sicherheitspolizei in Litzmannstadt. W książce „Auschwitz. Naziści i ostateczne rozwiązanie”, wydanej przez Wydawnictwo Prószyński i S–ka, brytyjski historyk Laurence Rees twierdzi, że „w chaosie pierwszych lat powojennych, kiedy ludność dostosowywała się do rządów nowych władców przysłanych ze Związku Radzieckiego, nikogo nie interesowało wymierzanie sprawiedliwości sprawcom prześladowań byłych więźniów obozów koncentracyjnych”. Dlatego Eugenia Pol mogła czuć się bezpieczna. Nikt jej nie niepokoił. W sądzie zeznała: „Gdybym miała coś na sumieniu, to nie zostałabym w Łodzi, a ja cały czas byłam na miejscu, nie ukrywałam się”. Do końca życia nie miała poczucia winy.

Pierwsza biografia zbrodniarki wojennej z obozu dla dzieci, która w PRL-u pracowała w żłobku.

Nikt na tej sali nie jadł żywych myszy i wesz, a ja jadłam w obozie. Na apelu zapytano nas, kto czuje głód, i nas wystąpiło czworo. Dano nam żywe myszy i wpychano w usta - zeznawała Maria Gapińska, w obozie Pawłowska.
Maria Delebis-Jakólska zapamiętała: Kiedyś wylałam farbę i za to Pol mnie skatowała. Pod budynkiem była piwnica i tam zrobiono karcer. Jak mnie zamknięto, to szczury mi nogi obgryzły.
Jan Prusinowski zeznawał pod przysięgą: Polecił mi zebrać kał do miski, w której przyniesiono mi jedzenie, i siłą podniósł mi ją do ust. Pol uderzyła mnie z tyłu głowy tak, że twarz wpadła mi do miski, a kał do ust. Pilnowali, żebym zjadł, co wydaliłem.

Eugenia Pol ukończyła siedem klas szkoły podstawowej. Jak to możliwe, że stała się jedną z najokrutniejszych strażniczek z obozu dla dzieci i młodzieży na Przemysłowej? A po wojnie przez kilkanaście lat pracowała jako intendentka w żłobku?
Do końca życia nie przyznała się do zarzucanych jej zbrodni. Proces był poszlakowy. Do dziś budzi wątpliwości.
Śledztwo biograficzne szukające prawdy o kacie, który zabijał polskie dzieci na raty.

Błażej Torański  publicysta, pisarz. Specjalizuje się w literaturze faktu. Absolwent Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Wrocławskiego. Działał w Niezależnym Zrzeszeniu Studentów. Pracował m.in. we „Wprost”, „Prawie i Życiu”, „Rzeczpospolitej”. Jest członkiem Stowarzyszenia Pisarzy Polskich, sekretarzem jego łódzkiego oddziału. W 2017 roku otrzymał nagrodę SDP im. Janusza Kurtyki za publikacje na łamach „Do Rzeczy” i „Odry”. Autor zbioru wywiadów z twórcami o cenzurze „Knebel. Cenzura w PRL-u” (2016), współautor (wraz z Marcinem Jakubem Szymańskim) książki „Fabrykanci. Burzliwe dzieje rodów łódzkich przemysłowców” (2016) oraz bestsellerowego „Małego Oświęcimia” (2020).

Przeczytaj fragment książki:

Wybrańcy

Issuu is a digital publishing platform that makes it simple to publish magazines, catalogs, newspapers, books, and more online. Easily share your publications and get them in front of Issuu's millions of monthly readers.

Książka „Kat polskich dzieci. Opowieść o Eugenii Pol” jest już dostępna w sprzedaży.

Artykuł sponsorowany


komentarze [14]

Sortuj:
więcej
Niezalogowany
Aby napisać wiadomość zaloguj się
BIETKA - awatar
BIETKA 19.07.2022 11:03
Czytelniczka

Tu i teraz było także przedtem.! W tamtym okrutnym czasie...a teraz, współcześnie jest ku pamięci i przestrodze!

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Kelsier - awatar
Kelsier 16.07.2022 21:36
Czytelnik

Straszna historia, po ktorej pewnie bede niesamowicie wkurwiony ale tez bardzo zdolowany. 
Jednak przeczytam, bo o takich rzeczach nie wolno zapomniec.  

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
ganabika - awatar
ganabika 15.07.2022 09:17
Czytelniczka

Tu i teraz jest najważniejsze. Czyny nie słowa, przede wszystkim.

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Panna_Wodna - awatar
Panna_Wodna 14.07.2022 11:01
Czytelnik

Historia eugenii pol przekonuje, że żadne piekło po śmierci istnieć nie musi.
To człowiek tworzy wystarczające piekło tu gdzie jest, na ziemi. Ta książka poraża tragizmem. Bije od niej przeraźliwa niemoc i smutek pokazujący do czego jest zdolna bestia, przebrana za człowieka. Ta kobieta, sadystka i dewiantka, była silnie zaburzona, historia jednak chciała, że trafiła w swój...

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej
Poetessa - awatar
Poetessa 13.07.2022 19:51
Czytelnik

Czy w książce jest wyjaśnione, dlaczego były takie trudności w tym procesie? Nie w sensie braku materiałów dowodowych, ale owych nacisków politycznych? Czy chodziło o "reset" w stosunkach polsko-niemieckich na przykład? 

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Meszuge - awatar
Meszuge 13.07.2022 19:25
Czytelnik

Kat? A dlaczego nie katówka? Skoro mamy lekarki, profesorki, fryzjerki, reporterki, fotografki...

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
reader - awatar
reader 13.07.2022 22:32
Czytelnik

Idąc śladem wymienionych przykładów, żeńska forma brzmiałaby 'katka'  😀

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Telemasz - awatar
Telemasz 15.07.2022 19:42
Czytelnik

To może odwołamy się do tytułu świetnej powieści Pavla Kohouta i użyjemy słowa "kacica"? ;)

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Niezalogowany
Aby napisać wiadomość zaloguj się
Purrsonality - awatar
Purrsonality 13.07.2022 17:44
Czytelniczka

Wydaje mi się, że coś nie pykło w edycji tekstu, bo w ciągłym tekście pojawiają się niepasujące frazy " Kat polskich dzieci", tylko numerki się zmieniają. 

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Purrsonality - awatar
Purrsonality 13.07.2022 17:54
Czytelniczka

po przeczytaniu całego tekstu pragnę zwrócić uwagę na to, że jest dość sporo takich byków, przez co nie da się tak dobrze wczuć w tekst. :(

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Niezalogowany
Aby napisać wiadomość zaloguj się
Virgo13 - awatar
Virgo13 13.07.2022 13:46
Czytelnik

Potworne. Nie mogę czytać takich rzeczy. Krew mi się gotuje, a potem wpadam w przygnębienie wynikające z niemocy. Książkę sobie odpuszczę.

Wyrok śmieszny, potwarz dla ofiar. Czy zbrodniarz nie powinien ginąć tak, jak jego ofiary? W ten sam sposób? A gdy zabił dziesiątki, setki to na dziesiątki czy setki sposobów, na raty? I sprawiedliwość winna być wymierzana, dopóki...

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej
zaczytana_anija - awatar
zaczytana_anija 13.07.2022 17:32
Czytelnik

Czekam na tą książkę, będę ją recenzować. Ale nie wiem czy moje matczyne serce to wytrzyma .

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Cleopatrapl - awatar
Cleopatrapl 14.07.2022 10:40
Czytelniczka

@Virgo13 w wielu przypadkach kaci w dzieciństwie doświadczali takich okropności. Dla mnie bardziej przerażajace jest, że ludzie mieszkający obok nie reagują kiedy ktoś znęca się nad dzieckiem. Pamietam taką jedną sytuacje z mojego osiedla. Jedna sąsiadka podczas rozmowy z innymi matkami na placu zabaw, gdzie każda pilnowała swojego dziecka zakomunikowała, że na naszym...

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej
Niezalogowany
Aby napisać wiadomość zaloguj się
BarbaraDorosz - awatar
BarbaraDorosz 13.07.2022 11:30
Redaktorka

Zapraszam do dyskusji.

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam