Reklama

Sparing mistrzów – wywiad z Davidem Baldaccim i Remigiuszem Mrozem

Ewa Cieślik
03.07.2019

Łączy ich nie tylko wielki sukces pisarski, ale również wcześniejsza, prawnicza droga zawodowa. Podobieństw między Remigiuszem Mrozem a Davidem Baldaccim jest zresztą więcej. Obaj pisali niegdyś pod pseudonimem, lubią również kreować podobnie nieoczywiste, problematyczne postaci. A co różni autorów, których książki zawsze trafiają na pierwsze miejsca list bestsellerów? Sprawdźmy!

Ewa Cieślik: Obaj jesteście prawnikami. Dlaczego wybraliście pisanie książek, a nie pozwów sądowych?

Remigiusz Mróz: Bo nawet najlepiej sporządzonego pozwu prawie nikt nie przeczyta. Sędzia zerknie na podsumowanie przygotowane przez asystenta, a zanim ten je sporządzi, zdąży nas pewnie jeszcze kilkakrotnie znienawidzić. Przy książkach jest mniejsze ryzyko… przynajmniej trochę. (śmiech)

David BaldacciZawsze chciałem być pisarzem, ale budowanie takiej kariery jest bardzo czasochłonne. Dlatego też wybrałem drogę prawniczą, a w wolnym czasie pisałem powieści. Zawody te mają jednak ze sobą wiele wspólnego. Trzeba być zdyscyplinowanym, pracować na dużych, długoterminowych projektach (co buduje cierpliwość), trzeba robić dokładny research i dobrze opowiedzieć historię. Słowa były moją jedyną bronią, zarówno w karierze prawnika, jak i pisarza.

Obecnie polscy czytelnicy czekają na nową książkę Davida Baldacciego – już niedługo ukażą się dwie części cyklu z Johnem Pullerem: „Dzień zero” oraz „Towar”. John Puller to doskonały agent Wojskowego Wydziału Śledczego. Jakich bohaterów najbardziej lubicie kreować na kartach waszych powieści?

Mróz: Problematycznych. Takich, których pisze się niełatwo i którzy ze sobą też mają niełatwo. Oprócz tego wydaje mi się, że mężczyznom najciekawiej tworzy się postacie kobiece, bo to zawsze próba zrozumienia umysłu, który działa sprawniej od męskiego.

Baldacci: Postacie, które mają swoje wady, bagaż i problemy do pokonania. To materiał, który dodaje tym bohaterom dramatyzmu. Nigdy nie piszę o perfekcyjnych postaciach, to by było zbyt nudne.

Adaptacji „Władzy absolutnej”, debiutanckiej powieści Davida, dokonał Clint Eastwood – zagrał w niej zresztą główną rolę. Z kolei w polskiej telewizji TVN triumfy święci serial na podstawie książek o bohaterce Joannie Chyłce. Jakie to uczucie dla pisarza widzieć swoją książkę przeniesioną na duży lub mały ekran?

Mróz: Nieprawdopodobne, szczególnie jeśli daną książkę pisało się bez świadomości, że w ogóle może zostać zaadaptowana. U Davida to chleb powszedni, u mnie zupełne novum – przechadzając się po planie, czułem się, jakbym śnił na jawie. A widząc później obrazy z mojej głowy na ekranie telewizora, miałem wrażenie, jakby ktoś dokonał na mnie trepanacji wyobraźni. W najlepszym tego słowa znaczeniu, rzecz jasna.

Baldacci: To piękne zobaczyć własną twórczość z perspektywy innych. Ale autor musi trochę odpuścić, nie analizować obsesyjnie każdego detalu. Film BĘDZIE inny od książki. Musi być.

Czy pisząc, czasem zdarza wam się kreować bohatera, w którego idealnie mógłby się wcielić wybrany przez was aktor? A może odwrotnie – stworzone przez was postaci żyją własnym życiem i trudno wam przyzwyczaić się do tego, że na ekranie wcielają się w nich rozpoznawalni aktorzy?

Mróz: U mnie bohaterowie zawsze mają swoje twarze – podobnie jak charaktery. Nie wzoruję ich na nikim, nie pomagam sobie bezpośrednią wizualizacją. Czekam, aż dany bohater nabierze kształtu w umyśle i dopiero kiedy to się stanie, siadam do pisania. Oswajam się z nimi dużo wcześniej, ich przeszłość kreśli się gdzieś w wyobraźni, ale na dobre poznajemy się dopiero, kiedy pojawiają się na kartach powieści.

Baldacci: Droga od powieści do ekranizacji jest naprawdę długa i niepewna. Nigdy nie myślę o potencjalnych aktorach, kiedy tworzę postacie w moich powieściach. Myślę, że efekt byłby opłakany.

Wiele z waszych książek to cykle, których poszczególne części łączą ci sami bohaterowie. Współcześnie na rynku wydawniczym również sporo jest tego typu publikacji. Skąd tak duża ich popularność? Czy wpływa na to fakt, że dziś wszyscy oglądamy seriale, w których dana opowieść podana jest w odcinkach? A może widzicie inne analogie między dzisiejszym światem kina czy telewizji a literaturą?

Mróz: Lubimy to, co znamy. Wydaje mi się, że to główny powód, dla którego serie czy seriale cieszą się tak dużą popularnością. Zżywamy się przecież nie tylko ze sposobem narracji, ale też z postaciami, które stają się naszymi znajomymi. Przy takim założeniu preferowanie cykli wydaje się logiczne, bo przecież bardziej od nieznanego bohatera walczącego heroicznie o życie będzie interesowała nas znana postać tocząca walkę o awans w pracy. Lub nawet o dobrą promocję w Lidlu.

Baldacci: Budując serię, mamy wielokrotnie możliwość, by wzmocnić naszych bohaterów, to działa tak jak seriale telewizyjne. Nie trzeba zamykać historii w jednej książce, a czytelnik ma możliwość obserwowania, jak bohaterowie się rozwijają i zmieniają. Dla czytelnika każda kolejna książka w serii jest jak spotkanie z drogim przyjacielem.

Remigiuszu – swego czasu publikowałeś pod pseudonimem. Jako Ove Løgmansbø wydałeś trzy książki, zanim dziennikarze zorientowali się, że nie jesteś debiutantem z Wysp Owczych, ale autorem jednych z najlepiej sprzedających się książek w Polsce. Jak uważacie – co pisarzowi daje pisanie pod pseudonimem? Robili tak przecież też choćby Stephen King czy J.K. Rowling.

Baldacci: Sam również sprzedałem już książkę pod pseudonimem. To była seria fantasy, chciałem, by została wydana ze względu na jakość tej historii, a nie z uwagi na znane nazwisko. To dodaje trochę wolności.

Mróz: Dla mnie był to głęboki, pisarski oddech. Oprócz tego, że chciałem sprawdzić efekt na polskim rynku książki, było to zwyczajne wytchnienie. Pamiętam, że pisanie „Enklawy” wyglądało zupełnie inaczej niż innych, wydawanych pod swoim nazwiskiem książek. Nie było żadnej presji, nikomu nie trzeba było niczego udowadniać i martwić się przyjęciem. Ove Løgmansbø był tarczą, za którą mogłem się schować – przynajmniej do czasu, bo potem porzucił pióro i zostałem sam na placu boju. (śmiech)

Obaj piszecie książki, których zadaniem jest trzymanie czytelnika w niepewności, zwodzenie go, mylenie tropów. Czy gdy sami czytacie kryminały czy książki sensacyjne, dobrze się bawicie czy też raczej zwracacie uwagę na elementy, z których autor buduje fabułę, śledzicie sposób prowadzenia narracji i wyszukujecie zastosowane chwyty, które sami znacie?

Baldacci: Nikt nie chce oglądać ze mną filmów albo programów w TV, bo zazwyczaj jestem w stanie dociec rozwiązania na długo przed końcem. Myślę, że to idzie w parze z tym zawodem. To powiedziawszy, z ogromną łatwością angażuję się w kreowane przez innych pisarzy światy. Jest to przyjemność, którą mam nadzieję cieszyć się całe moje życie.

Mróz: Czytam dla przyjemności, ale po iluś latach nie sposób robić tego bez zwracania uwagi na warsztat. Idealna lektura to taka, przy której w pewnym momencie ta mimowolna analiza schodzi na drugi plan, a potem zupełnie znika – i oddajemy się całkowicie lekturze. A zwrot akcji, którego się nie przewidziało? To najprzyjemniejsze, co może spotkać pisarza podczas czytania książki innego autora.

Łączy was także imponujące tempo pracy – wasi fani nie mogą narzekać! David jest autorem blisko 50 książek, Remigiusz napisał ich około 35. Czy pracujecie według jakiegoś określonego systemu, którego reguł przestrzegacie?

Mróz: System jest wcale nieskomplikowany – trzeba pisać codziennie, nie odklejać się emocjonalnie od swojej powieści i przynajmniej częściowo cały czas nią żyć. Jeśli to się uda, można skończyć książkę w przyzwoitym czasie, a potem dokonać twardego resetu i zabierać się do kolejnej historii. Oczywiście pod warunkiem, że już dobija się gdzieś z podświadomości, nie daje o sobie zapomnieć i namawia, by się nią zająć…

Baldacci: Nie mam żadnego planu. Piszę o tym, co mnie zainteresuje. Mam tendencję do szybkiego czytania, jeszcze szybszego redagowania. Nie liczę słów ani stron na dzień. Piszę tak długo, jak starcza mi paliwa.

Wiemy, że David rozwija działalność fundacji Wish You Well. We współczesnym świecie bycie pisarzami – szczególnie tak poczytnymi! – daje ogromne możliwości. Popularność można wykorzystywać na różne sposoby, szczególnie dzięki mediom społecznościowym, na których obaj jesteście obecni. Jak widzicie swoją rolę w tym zakresie?

Baldacci: Staram się jak tylko mogę, by świat był lepszym i bardziej sprawiedliwym miejscem. Miałem dużo szczęścia w życiu i odczuwam potrzebę, by się za to odwdzięczyć.

Mróz: Możliwości łączą się z odpowiedzialnością, pewnie. Widzę to szczególnie przy tych książkach, w których pojawią się wątki społecznie trudne lub psychologicznie newralgiczne. Czytelnicy często odzywają się, opisując własne, analogiczne przypadki i dziękując za przedstawienie tego lub innego tematu. Najwięcej takich opinii dostałem po wydaniu „Nieodnalezionej”. Zostałem wówczas ambasadorem akcji „Kocham. Szanuję” przeciwko przemocy wobec kobiet, a na końcu książki umieściliśmy namiar na anonimową infolinię. Liczba kobiet, które po lekturze zdecydowały się zadzwonić po pomoc, była porażająca. W takich sytuacjach można poczuć, że to, co robimy, jest naprawdę ważne.

Reklama

komentarze [6]

Sortuj:
Dodaj wypowiedź

Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.

160
13
03.07.2019 10:53

Zapraszam do dyskusji.


3693
3456
03.07.2019 17:38

Więcej takich sparikgów.Choćby Masterton vs.Edward Lee


3693
3456
03.07.2019 17:38

Więcej takich sparikgów.Choćby Masterton vs.Edward Lee


752
138
03.07.2019 22:46

"lubią również kreować podobnie nieoczywiste, problematyczne postaci"

Baldacci kreuje fatalne postacie. Dobry glina, zły glina, sprawiedliwy wśród narodów świata, niesłusznie wrobiony itd. Po przeczytaniu "Dowodu prawdy" widzę, że jeszcze wierzy w jakiś kult wzrostu - jak postać ma więcej niż 180 cm. wzrostu to już wiadomo, że będzie miała same zalety :) A wiarygodność...

więcej

42
21
08.07.2019 12:54

Baldacci vs Mróz, sparing Floyda Mayweathera Jr z Marcinem Najmanem.


1916
1212
14.07.2019 05:46

Nie znam tego drugiego autora, ale pan Mróz zyskał w moich oczach dzięki słowom: 'mężczyznom najciekawiej tworzy się postacie kobiece, bo to zawsze próba zrozumienia umysłu, który działa sprawniej od męskiego'.
A tak w ogóle to całkiem przyjemny wywiad.


zgłoś błąd