-
Artykuły
Czytamy w święta. 3 kwietnia 2026
LubimyCzytać325 -
Artykuły
Weź udział w konkursie i wygraj pakiet książek Callie Hart!
LubimyCzytać24 -
Artykuły
„Odpowiedź kryje się w tobie” – Katarzyna Wolwowicz zdradza, jak ją odnaleźć
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Nowa karkonoska powieść Sławka Gortycha! „ŚWIĘTO KARKONOSZY”- już wkrótce! KONKURS
LubimyCzytać131
forum Oficjalne Akcje i konkursy
[Zakończony] Tajemnicza wyspa - wygraj książkę "Atlas wysp odległych"
Marzyliście w dzieciństwie, żeby być odkrywcą? Podróżować po morzach i lądach, odkrywać nowe miejsca, spotykać nieznane ludy. Wyobraźcie sobie, że udało Wam się spełnić to marzenie i w czasie rejsu statkiem natrafiacie na wyspę, której nie ma na żadnej mapie. Opiszcie ją: jak wygląda? Jest zamieszkana? Jacy są jej ewentualni mieszkańcy? Czekamy na teksty o objętości do 2000 znaków ze spacjami.
Nagrody
Autorów pięciu najciekawszych tekstów nagrodzimy egzemplarzami książki.
Atlas wysp odległych
Autor : Judith Schalansky
Regulamin
- Konkurs trwa od 24 do 30 stycznia włącznie. W konkursie mogą wziąć udział jedynie osoby posiadające adres korespondencyjny w Polsce.
- Odpowiedzi muszą być napisane samodzielnie. Kopiowanie części lub fragmentów tekstów, recenzji innych osób jest zabronione. Teksty nie mogą przekraczać 2000 znaków ze spacjami.
- Każdy użytkownik może zgłosić tylko jedną pracę.
- Zwycięzców wybiera administracja serwisu lubimyczytać.pl. Decyzja jest nieodwołalna.
- Dane adresowe zostaną wykorzystane przez serwis lubimyczytać.pl i Wydawnictwo Dwie siostry.
- Adres zwycięzcy powinien zostać nadesłany do dwóch tygodniu od daty ogłoszenia wyników konkursu. Po tym terminie administracja lubimyczytać.pl dopuszcza wybór kolejnego laureata lub nieprzyznanie nagrody.
odpowiedzi [80]
Gratulacje! ;)
Gratulacje! ;)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamGratki :)No i życzę miłego czytania :)
Gratki :)No i życzę miłego czytania :)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamGratuluję wszystkim:)
Gratuluję wszystkim:)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamGratulacje!
Gratulacje!
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamGratulacje! :)
Gratulacje! :)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamdziękuję za wyróżnienie tekstu, książkę planowałem kupić na święta dziecku (i sobie), ale miała premierę już po Bożym Narodzeniu, teraz się cieszę, że będę ją miał, a pieniążków zawsze zostanie więcej na pieluchy dla małej, pozdrawiam
dziękuję za wyróżnienie tekstu, książkę planowałem kupić na święta dziecku (i sobie), ale miała premierę już po Bożym Narodzeniu, teraz się cieszę, że będę ją miał, a pieniążków zawsze zostanie więcej na pieluchy dla małej, pozdrawiam
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Dziękujemy za wszystkie teksty. Nagrody otrzymują:
SkinnyLove
Soliloquium
Ageszi
tomdra
marKiza
Serdecznie gratulujemy. Skontaktujemy się z Wami poprzez PW.
Dziękujemy za wszystkie teksty. Nagrody otrzymują:
SkinnyLove
Soliloquium
Ageszi
tomdra
marKiza
Serdecznie gratulujemy. Skontaktujemy się z Wami poprzez PW.
Konkurs zakończony! Laureatów ogłosimy najpóźniej we wtorek.
Edit: wyniki będą jutro do 12. Przepraszamy za opóźnienie.
Konkurs zakończony! Laureatów ogłosimy najpóźniej we wtorek.
Edit: wyniki będą jutro do 12. Przepraszamy za opóźnienie.
Okazało się, że przed momentem odkryłam wyspę . Nie spodziewałam się, że właśnie taką wyspę odkryję w moich najskrytszych snach. Ta wyspa będzie szczególnym miejscem, gdzie odnajdę się w momentach, gdy będę smutna lub wesoła. Pozwolę zamieszkać na niej osobom, które są ze mną od zawsze i dobrze mi życzą. Zamieszkanie na tej wyspie będzie dla mnie prawdziwym wytrwaniem i próbą przetrwania życia w takich niecodziennych jak dla mnie warunkach mieszkalnych. Nazwę swoją tajemniczą wyspę " Bursztynowy Szczyt". Wyspa stanowi dla mnie osobisty szczyt, który muszę codziennie zdobywać.
Swoją częścią wyspy podzielę się z tymi wszystkimi osobami, które jeszcze nie mieli możliwości odkrycia tajemniczej wyspy. Niech będzie otwarty dla nich i dla turystów, aby pozostawili swój szlak na wyspie: "BURSZTYNOWY SZCZYT".
Okazało się, że przed momentem odkryłam wyspę . Nie spodziewałam się, że właśnie taką wyspę odkryję w moich najskrytszych snach. Ta wyspa będzie szczególnym miejscem, gdzie odnajdę się w momentach, gdy będę smutna lub wesoła. Pozwolę zamieszkać na niej osobom, które są ze mną od zawsze i dobrze mi życzą. Zamieszkanie na tej wyspie będzie dla mnie prawdziwym wytrwaniem i...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Wyspa Naszka
Kunegundziaki
wyglądają prawie jak Shrek
na pewno nie na swój wiek
żyją sobie kolorowo
i bawią nas odlotowo!
Wyspa Naszka
Kunegundziaki
wyglądają prawie jak Shrek
na pewno nie na swój wiek
żyją sobie kolorowo
i bawią nas odlotowo!
Mijając kolejne, piękne wyspy, pełne turystów, kolorowych straganów, budek z fast-foodami i krzykliwych sprzedawców, zaczęłam zastanawiać się dlaczego tak piękne zakątki są w ten sposób niszczone. Siedząc wygodnie na pokładowym leżaku rozkoszowałam się orzeźwiającą morską bryzą. Kiedyś marzyłam o tym, żeby zamieszkać na takiej wyspie. Zawsze ciepłej, blisko lazurowej wody. Teraz nie żałuję tego, że mieszkam w centrum wielkiego miasta- tu nikt już niczego bardziej nie zniszczy. Mijały senne godziny naszego rejsu, gdy nagle zerwał się wiatr. Statkiem zaczęło bujać we wszystkie strony, z nieba lał się deszcz. Kapitan nie opanował statku i osiedliśmy na mieliźnie. Mielizna tutaj? Przecież tutaj nic nie ma. A jednak. Okazało się, że niemal dobiliśmy do brzegów wyspy, której nie ma na żadnych mapach. Porośnięta niemal w całości bujnymi drzewami pełnymi tropikalnych owoców. Gdzieniegdzie spomiędzy drzew zerkały na nas ciekawskie oczy małp i innych zwierząt. Białe plaże schodziły delikatnie do lazurowego oceanu. Udało nam się dostać na ląd w szalupach ratunkowych. Nigdy nie widziałam równie pięknego miejsca. Okazało się, że wyspę zamieszkują przemili, czarnoskórzy tubylcy, którzy nigdy nie widzieli białego człowieka. To było wyjątkowe przeżycie. Na cześć statku, którym przypłynęliśmy, nazwaliśmy wyspę Santa Maria. Przysięgliśmy sobie jednak, że nikomu nie zdradzimy naszego odkrycia, a wyspę pozostawimy samą sobie, skoro przez setki lat dawała sobie radę. Szkoda byłoby, gdyby ta cudowna, niczym nie zmącona przyroda została nagle zalana przez tłumy wrzeszczących turystów.
Mijając kolejne, piękne wyspy, pełne turystów, kolorowych straganów, budek z fast-foodami i krzykliwych sprzedawców, zaczęłam zastanawiać się dlaczego tak piękne zakątki są w ten sposób niszczone. Siedząc wygodnie na pokładowym leżaku rozkoszowałam się orzeźwiającą morską bryzą. Kiedyś marzyłam o tym, żeby zamieszkać na takiej wyspie. Zawsze ciepłej, blisko lazurowej wody....
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Wyspa o kształcie pogryzionej przez myszy książki, wielkości czterech województw z letnią tropikalną pogodą. Mieszkańcami wyspy są elfy, smoki, krasnoludy oraz starożytni ludzie w których drzemie magiczna moc. Jak się nie prędko dowiedziałem, ludzie nic o niej nie wiedzą gdyż jest skryta przez magiczną iluzję wywołaną przez magów. Skąd się tam wziąłem? dzięki latom poszukiwań i badań trójkąta bermudzkiego. Jak się dostać na tą wyspę? Wystarczy wierzyć i przelecieć na nią lub przepłynąć, oczywiście tylko jeśli nie masz wrogich zamiarów wyspa cię wpuści, jeśli masz, nic tu po tobie, nigdy się tu nie znajdziesz. Oczywiście nie jestem tu pierwszy, chyba każdy słyszał o tajemniczych wypadkach bez żadnych śladów nad trójkątem bermudzkim. Na wyspie trwa pokój, wszyscy sobie pomagają oraz nie ma żadnych zakazów, bo nie musi ich być, żyją tu tylko stworzenia honorowe które nigdy nie złamią zasad wyspy, nie zadawajcie pytań czemu, ludzie tego nie rozumieją, są chciwi przewrotni, rządni władzy, dlatego też ich jest tu tak mało. W teorii jeśli się tu znalazłem nie mogę kontaktować się z nikim spoza wyspy, ani nawet nie mam takiej możliwości, w praktyce, ludzi na tej wyspie jest coraz mniej, i magowie przez to nie mogą szkolić kolejnych strażników wyspy, wy jesteście wybrani. Szukajcie a znajdziecie.
Z pozdrowieniami, wyczekujący was
Adaś
Wyspa o kształcie pogryzionej przez myszy książki, wielkości czterech województw z letnią tropikalną pogodą. Mieszkańcami wyspy są elfy, smoki, krasnoludy oraz starożytni ludzie w których drzemie magiczna moc. Jak się nie prędko dowiedziałem, ludzie nic o niej nie wiedzą gdyż jest skryta przez magiczną iluzję wywołaną przez magów. Skąd się tam wziąłem? dzięki latom...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
W samym środku wyspy stoi ogromy pałac,a pod nim małe miasteczko.Z daleka wyglądał jak wykuty w skale.Ta wyspa jednym słowem była piękna. Rosły na miej różnorodne kwiaty,mieszkały cudowne zwierzęta.
Postanowiłam wejść do skalnego miasta.Z daleka dobrze widziałam on naprawdę był wykuty w skale! Musiało to zająć niewyobrażalnie dużo czasu.Kiedy szłam na zamkowy dziedziniec zastanawiałam się co się stało z tak potężną cywilizacją, która poświęciła co najmniej kilkadziesiąt lat na wybudowanie tak wspaniałego miasta.Miasta,w którym czuliby się bezpiecznie.Gdy wchodziłam do poszczególnych domów,zdziwiło mnie to,że nie było tam żadnych rzeczy po poprzednich właścicielach. W żadnym domu nie zastałam mebli,naczyń,ubrań...
Czy to możliwe aby czas wszystko zniszczył?Jeśli minęło nawet kilkadziesiąt lat nie byłoby to możliwe.Więc może miasto zostało zaatakowane?Rozejrzałam się za siebie.Widok był wspaniały,ale nie zauważyłam śladu ognia ani rozbitych murów czy części zamku.
Ucieszyłam się jednak,że nie wszystko jest tu z kamienia.Pociągnęłam wielkie drewniane drzwi i weszłam do środka.Wnętrze zamku było ogromne i bardzo ładne ale zupełnie puste.Poza kolumnami i ozdobami na suficie i ścianach nic tu nie było.Jednak styl architektoniczny tego zamku bardzo mi się podobał.Szłam dalej,ale zupełnie nie wiedziałam czego mam szukać.Poza pustymi i zimnymi domami chyba nic tu nie było.Chciałam dostrzec choć jeden mały szczegół,który coś by mi o nich powiedział.Tak bardzo byłam ciekawa w jakiej epoce żyli,jak wyglądała ich kultura,w jakich bogów wierzyli ale przede wszystkim co się z nimi stało...
Ciąg dalszy prześlę komisji,jeśli oni prześlą mi tę wspaniała książkę.:D
W samym środku wyspy stoi ogromy pałac,a pod nim małe miasteczko.Z daleka wyglądał jak wykuty w skale.Ta wyspa jednym słowem była piękna. Rosły na miej różnorodne kwiaty,mieszkały cudowne zwierzęta.
Postanowiłam wejść do skalnego miasta.Z daleka dobrze widziałam on naprawdę był wykuty w skale! Musiało to zająć niewyobrażalnie dużo czasu.Kiedy szłam na zamkowy dziedziniec...
Odkrycia takiej wyspy z pewnością nie można traktować w kategoriach spełnienia marzeń. Może tylko odrobinę i to wyłącznie przez fakt możliwości zaspokojenia swojej próżności ….. bo przecież któż ma w dzisiejszych czasach przywilej nazwania nowo-odkrytego skrawka ziemi lub zaznanie euforycznego poczucia odkrycia czegoś nowego, co pozwala wcielić się przez chwilkę w rolę Krzysztofa Kolumba? Z tym, że on miał swoją Amerykę, a nam pozostaje anonimowy skraweczek świata wielkości co najwyżej średniego placu zabaw dla dzieci. Cóż to za marzenie trafić na wyspę, która musi być nijaka? Nijaka twardym prawem rządzącym światem. Tak bardzo nieciekawa, że do tej pory wszyscy omijali ją szerokim łukiem. Wszystko co piękne, ciekawe, fascynujące, czy dające cień szansy na jakikolwiek zarobek jak magnez przyciągało przez wieki odkrywców ….. jakim więc cudem coś godnego naszej uwagi przetrwałoby skryte do dnia dzisiejszego? To się po prostu nie zdarza! Niemniej zatknął bym na niej swoją chorągiew i krzyknął wniebogłosy, że jest moja! Wreszcie odkryłbym swoje miejsce na ziemi, tak bardzo przypominające moją nijaką rzeczywistość, w której przyszło mi żyć. Niech chociaż widok wschodzącego i zachodzącego słońca obserwowanego na horyzoncie z perspektywy mojej wyspy zrekompensuje surowość skalistego podłoża obsranego przez niezliczone ptaki, które uczyniły sobie z wyspy punkt chwilowego międzylądowania w drodze do bardziej interesujących celów swoich podróży, a także smród rozkładających się na skałach wodorostów.
Odkrycia takiej wyspy z pewnością nie można traktować w kategoriach spełnienia marzeń. Może tylko odrobinę i to wyłącznie przez fakt możliwości zaspokojenia swojej próżności ….. bo przecież któż ma w dzisiejszych czasach przywilej nazwania nowo-odkrytego skrawka ziemi lub zaznanie euforycznego poczucia odkrycia czegoś nowego, co pozwala wcielić się przez chwilkę w rolę...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejNa wyspach Berga Mutach zobaczył coś, co wprawiło go w osłupienie. Przetarł oczy. To niemożliwe! Uszczypnął się - zabolało dość mgliście, ale jednak. Książkowe drzewa?! Spełnione marzenie każdego bibliofila! Ostrożnie, by zjawisko nie rozwiało się jak dym, podszedł do pnia. Dotknął go – zaszeleścił jak stary, wysłużony papier. Powoli, jak we śnie, wyciągnął rękę w górę i trzęsącą się dłonią sięgnął do jednego z tomów zwieszających z gałęzi. To była trylogia Tolkiena. Ciekawe – westchnął cicho. Obok błyszczała okładka z pewnym bohaterem z Archipelagu, a jeszcze dalej majaczyły jakieś obwoluty ze smokami. Z radosnym niedowierzaniem podszedł do innego drzewa. Jego owoce stanowiły dzieła kryminalne, na kolejnym pobłyskiwały lakierowanymi okładkami romanse. Szedł dalej, co krok wydając okrzyk zdumienia. Minął drzewo z obyczajówką, z książkami dla dzieci, z literaturą wiktoriańską i z poradnikami. W pewnym momencie zobaczył drzewo-pokurcz, karłowate, poskręcane, stare i wydzielające niemiłą woń. Nie zastanawiając się długo obszedł je dokoła szukając książek, ale tym razem nic nie znalazł. Rozczarowany zwiesił głowę, a jego oczy bezwiednie przesunęły się po korzeniach. A jednak! W gąszczu korzeni, mchu i starych liści, wciśnięta niedbale, leżała wielka, samotna księga. Wyciągnął ją delikatnie. Wydawała się być bardzo stara i zniszczona, widać było, że wiele przeszła. Zdmuchnął kurz i piasek pokrywający okładkę i otworzył tomisko. W chwilę potem zamarł ze strachu – z kart książki spoglądała bowiem na niego straszna, wykrzywiona złością i będąca odbiciem zła, twarz. Wyglądała, jakby żyła samoistnie, bez ciała. Zszokowany przełknął z trudem i złapał gwałtowanie powietrze w nozdrza zanim zrozumiał, że patrzy na swoją twarz. Kartą pierwszą było lustro. Zaintrygowany w tym samym stopniu co przestraszony przewrócił lustrzaną stronicę i odczytał na kolejnej, jak się okazało, tytułowej: „Księga życia Mutacha”. Z bijącym sercem odwrócił kolejną kartę... i w tej chwili się obudził.
Na wyspach Berga Mutach zobaczył coś, co wprawiło go w osłupienie. Przetarł oczy. To niemożliwe! Uszczypnął się - zabolało dość mgliście, ale jednak. Książkowe drzewa?! Spełnione marzenie każdego bibliofila! Ostrożnie, by zjawisko nie rozwiało się jak dym, podszedł do pnia. Dotknął go – zaszeleścił jak stary, wysłużony papier. Powoli, jak we śnie, wyciągnął rękę w górę i...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejGwiazda prowadziła malutką łódź, prowadząc z mroku nocy w stronę czerwonej poświaty, otaczającej wniewielką, szczelnie zapełnioną samymi lasami wyspę. Widok niezwykłym - lasy to jak oczko szmaragdu otoczone płomiennymi kształtami rubinu. Czułam się niepewnie, a jednak magnetyzm wyspy i moja zawziętość zwyciężyły - w końcu wyłoniła się ona - wyspa zjawa, która sama zatapia się co 460 lat, nikomu nigdy nie udało się jej umieścić na mapie, bo....ona się przemieszczała podwodnym szlakiem. Nieliczni ją widzieli z oddali i zawsze w krótkim czasie tracili wztok. Oto wiosła uderzyły o brzeg o ceglastej barwie, piasek przypominał krwawą arenę. Słychachać było jedynie delikatne stukanie. Brakowało powietrza, czuć jedynie mroźne powiewy, a zapach światczył o tym, że oto chyba jestem w piecu. Drzewa przypominały...twarze ludzi, każde z nich zielone, okraszone błękitnymi plamkami przypominajacymi migdały. Żadnych zwierząt. Jedynie głazy okalone bursztynową otoczką, były niczym brail, dotykając, przez skórę można było wyczytać historię tych, co proszą o wybaczenie, że pozostali tutaj i proszą... Uciekaj... drzewa zaszumiały, niebo zawirowało, korony drzew stworzyły wir. Niebieskie plamki ożyły, drzewa zajęczały, ich twarze zaczeły ronić łzy i prosić o wybaczenie. Kogo? Nie wiem, ale przez tą krótką chwilę poznałam serce wyspy. Po chwili niebo z powrotem stało się rubinowe, a drzewom przybyło niebieskich plam.
Gwiazda prowadziła malutką łódź, prowadząc z mroku nocy w stronę czerwonej poświaty, otaczającej wniewielką, szczelnie zapełnioną samymi lasami wyspę. Widok niezwykłym - lasy to jak oczko szmaragdu otoczone płomiennymi kształtami rubinu. Czułam się niepewnie, a jednak magnetyzm wyspy i moja zawziętość zwyciężyły - w końcu wyłoniła się ona - wyspa zjawa, która sama zatapia...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Pożółkły, zmięty bilet znajdujący się na dnie kieszeni moich rozszarpanych spodni przypominał mi o wygranej, jaką był rejs na Wyspę Obfitości.
Siedząc samotny na kamienistej plaży obserwowałem wzburzone morze rozbijające się o stromy, skalisty klif. Wizja utopijnej wyspy wykreowanej w moich najgłębszych myślach okazała się w rzeczywistości miejscem mojego upadku.
Wysepkę porastał ogrom dziko występujących krzewów o ostrych, trujących kolcach, które zamieszkiwały zwierzęta hybrydy- efekt nieudanych krzyżówek genetycznych. Z góry obserwowały każdy mój krok, wysysając wszystkie pozytywne myśli, jakie pozostały mi z okresu beztroskiego dzieciństwa.
W centralnej części Wyspy Obfitości znajdował się rwący strumień pełen diamentów i złotych dukatów- symbol upadku człowieczeństwa. Gęsta mgła, która ograniczała poruszanie się po wyspie stanowiła trwały element mojej obecności na wyspie.
Byłem jedynym człowiekiem zamieszkującym wyspę, pozostali uczestnicy rejsu–pozbawieni pozytywnych myśli przez hybrydy stali się elementem budulcowym śmiercionośnej mgły. Wyspa obfitości była w rzeczywistości miejscem upadku i pychy dorosłego człowieka, który zapomniał o najważniejszych wartościach moralnych na rzecz materialnych dóbr i bogactw.
Pożółkły, zmięty bilet znajdujący się na dnie kieszeni moich rozszarpanych spodni przypominał mi o wygranej, jaką był rejs na Wyspę Obfitości.
Siedząc samotny na kamienistej plaży obserwowałem wzburzone morze rozbijające się o stromy, skalisty klif. Wizja utopijnej wyspy wykreowanej w moich najgłębszych myślach okazała się w rzeczywistości miejscem mojego upadku.
Wysepkę...
Po trzy dniowym sztormie gdy morze nareszcie się uspokoiło moim oczom ukazał się zarys lądu na horyzoncie. Ucieszyłem się niepomiernie, od miesiąca nie czułem stabilnego gruntu pod stopami, dlatego bez wahania skierowałem ster w tamtą stronę. W miarę jak statek zbliżał się zarys stawał się coraz wyraźniejszy aż w końcu mogłem stwierdzić, że zauważony ląd to wyspa porośnięta gęstą dżunglą nad którą wyrastała wysoka góra z szczytu której unosiła się smużka dymu nie pozostawiając wątpliwości co do jej pochodzenia. Szybko znalazłem zatokę i zszedłem na ląd zabierając ze sobą plecak z prowiantem, maczetę oraz strzelbę, tak na wszelki wypadek. Najpierw zbadałem plażę, ale nie znalazłem na niej nic interesującego poza kilkoma ładnymi muszlami postanowiłem więc zobaczyć jej centrum. Dżungla była gęsta, ale dzięki maczecie zdołałem się przez nią przedostać, brnąłem więc w głąb wyspy przez dobre trzy godziny gdy nagle dżungla zaczęła się przerzedzać, aż w końcu ustąpiła miejsca polanie na której środku stała wielka marmurowa budowla. Chociaż na pierwszy rzut oka wyglądała na opuszczoną pochodziłem do niej bardzo ostrożnie, wielki drewniane wrota budynku były uchylone zajrzałem do środka nie wiem czego się spodziewałem, ale na pewno nie tego: przestronna sala była w całości wypełniona marmurowymi regałami na których spoczywały tysiące, ba setki tysięcy zwojów. Ten budynek to starożytna biblioteka! Zbliżyłem się do pierwszego regału i ostrożnie podniosłem jeden ze zwojów, który był w zadziwiająco dobrym stanie, najdelikatniej jak tylko potrafiłem rozwinąłem go sam w zasadzie nie wiem po co przecież jasne było, że nie zdołam go przeczytać. Zawierał on jednak niewiele teksu, była to mapa Atlantyku z zaznaczonymi lądami których próżno szukać w dzisiejszych atlasach. Zwinąłem zwój z powrotem i schowałem go do plecaka, zjadłem skromny posiłek na polanie przed biblioteką i ruszyłem w drogę powrotną nie mogąc się doczekać kiedy pokażę światu swoje znalezisko.
Po trzy dniowym sztormie gdy morze nareszcie się uspokoiło moim oczom ukazał się zarys lądu na horyzoncie. Ucieszyłem się niepomiernie, od miesiąca nie czułem stabilnego gruntu pod stopami, dlatego bez wahania skierowałem ster w tamtą stronę. W miarę jak statek zbliżał się zarys stawał się coraz wyraźniejszy aż w końcu mogłem stwierdzić, że zauważony ląd to wyspa...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Wakacje marzeń. Płynę łodzią. Oddalam się od brzegu zapominając o całym świecie. Liczy się tylko to uczucie – uczucie wolności, beztroski. Brak zmartwień. Błogi stan. Przenoszę się w inny świat.
Uderzenie łodzi o brzeg wyspy obudziło mnie. „Gdzie ja jestem?” – pomyślałam przechylając łódź wychodząc z niej na rozwodnioną ziemię. Rozejrzałam się. Nikogo. Ani żywej duszy. Tylko ja, skrawek suchej ziemi i otaczający ocean.
Kiedyś tak bardzo pragnęłam odciąć się od zgiełku codzienności. Wyluzować. Odpocząć od innych i pędu życia. Zwolnić. Zaznać samotności. No i proszę – udało się. Tylko, czy tego chciałam?
Wyspa była całkowicie pusta. Gdy stąpałam po niej zapadała się pod moim ciężarem. Była przesuszona, bez drzew, krzewów, kwiatów. Była brzydka. Zniszczona. Czyżby przedstawiała wizję przyszłości? Czy tak będzie wyglądała ziemia, gdy człowiek w dalszym ciągu nie będzie umiał uszanować jej zasobów? Jestem pewna, że na wyspie nie było ani jednego bijącego serca oprócz mojego. Ani ludzi, ani zwierząt. Tutaj nie dałoby się przeżyć. No chyba, że nazywałabym się Pi. Wtedy to poradziłabym sobie i z tygrysem.
W związku z tym bardzo szybko, mimo wyczerpania życiem codziennym, postanowiłam wracać. Wiosłowałam w stronę powrotną z taką szybkością i zaciętością, jakbym walczyła o medal igrzysk olimpijskich. Jak bardzo sprawdziło się powiedzenie: wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej.
Odkąd byłam dzieckiem od zawsze marzyłam, by coś odkryć, by zapisać się w historii świata. Moja „przygoda” to przestroga dla wszystkich. Uważajcie, o czym marzycie, bo to może się spełnić!
Wakacje marzeń. Płynę łodzią. Oddalam się od brzegu zapominając o całym świecie. Liczy się tylko to uczucie – uczucie wolności, beztroski. Brak zmartwień. Błogi stan. Przenoszę się w inny świat.
Uderzenie łodzi o brzeg wyspy obudziło mnie. „Gdzie ja jestem?” – pomyślałam przechylając łódź wychodząc z niej na rozwodnioną ziemię. Rozejrzałam się. Nikogo. Ani żywej duszy....
Z zapisków podróżnika Berona po wyspach nieznanych.
Jest pośród bezkresu oceanu samotna laguna. Jej lazurowe wody rozlały się w pierścieniu rafy koralowej wśród korzeni bujnych lasów mangrowych. Znaleźć tam można także bajeczne plaże o drobniutkim, jasnym piasku. Wszystko pod cudownym słońcem.
Miejsce te odwiedzają wyłącznie ptaki, które nie boją się przemierzać oceanu. Tu mogą znaleźć schronienie. Podobnie egzotyczne ryby, których domem są rafy koralowe.
Las odnaleźć można także w głębi lądu, który powstał wewnątrz pierścienia nad laguną. Rosną tu liczne palmy kokosowe, ale także drzewa i krzewy o owocach, których próżno szukać w innych zakątkach świata – soczystych, wielobarwnych, nęcących słodkawymi zapachami, sycącymi nie tylko ciało, ale i zmysły.
Dlatego też żyją tu najcudowniejsze motyle, króle i królowe wśród swych ziomków. Zwierzęta te szanowane są przez lud, który mieszka w lesie. Jego członkowie są niżsi od nas o skórze ciemnej a oczach przenikliwych. Przybierają swe ciała strojami utkanymi z kwiecia i liści, a ich biżuterię stanowią najpiękniejsze muszle morskich stworzeń.
Żyją oni w harmonii z otaczającą ich naturą, karmiąc się owocami i nektarem, który nauczyli się wytwarzać, a niekiedy także owocami morza. Wierzą w boską parę, boginię Natury i Ciepłych Wiatrów i boga Życiodajnej Wody Deszczowej. Czczą ich przez składanie ofiar z kwietnych bukietów rozwiewanych nad oceanem. Ponadto wznoszą do nich modły bajecznym tańcem, w którym, jak zauważyłem, każdy najdrobniejszy gest, czy mina są istotne...
Z zapisków podróżnika Berona po wyspach nieznanych.
Jest pośród bezkresu oceanu samotna laguna. Jej lazurowe wody rozlały się w pierścieniu rafy koralowej wśród korzeni bujnych lasów mangrowych. Znaleźć tam można także bajeczne plaże o drobniutkim, jasnym piasku. Wszystko pod cudownym słońcem.
Miejsce te odwiedzają wyłącznie ptaki, które nie boją się przemierzać oceanu. Tu...
Mój rejs trwa już prawie 30 lat. Po tych wszystkich długich latach poszukiwań w końcu odnalazłam wyspę, której nie ma na żadnej mapie, a do tego ta wyspa jest tylko moja. Myślę, że każdy z nas jej szuka, tylko wszyscy popełniamy ten sam błąd - próbujemy wypatrzyć jej gdzieś daleko, za horyzontem, a najczęściej znajduje się ona tuż przed naszymi nosami. Ja dostrzegłam moją dopiero wtedy, gdy bliska mi osoba odeszła z tego świata. Wtedy się otrząsnęłam, rozejrzałam wokół siebie i zobaczyłam ją. Moją wyspą jest mój dom i mój mąż, przy którym mogę codziennie budzić się - szczęśliwa i bezpieczna. Nie szukam już innych wysp, dbam tylko o moją, a wam życzę, abyście podczas waszego rejsu też odnaleźli swoją własną wyspę.
Mój rejs trwa już prawie 30 lat. Po tych wszystkich długich latach poszukiwań w końcu odnalazłam wyspę, której nie ma na żadnej mapie, a do tego ta wyspa jest tylko moja. Myślę, że każdy z nas jej szuka, tylko wszyscy popełniamy ten sam błąd - próbujemy wypatrzyć jej gdzieś daleko, za horyzontem, a najczęściej znajduje się ona tuż przed naszymi nosami. Ja dostrzegłam moją...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Jeśli zamkniesz oczy, usłyszysz tylko przytłumiony huk fal rozbijających się o pionowe skały. Poczujesz też drobinki wody na odsłoniętej skórze twarzy, igiełki zimna, zbyt małe by je dostrzec gołym okiem. Wybrzeże od północy stanowi wysoki klif, fantastyczna rzeźba z nagiej skały, poorana przez morze, które z całych sił próbuje ją skruszyć. Od południa wyspa znika w morzu łagodnie, tworząc rozległą plażę, siną i wietrzną. Wiosną sztormy wyrzucają na brzeg poczerniałe drewno i wypolerowane kawałki kolorowego szkła, niesione przez prądy ze wszystkich kierunków świata. Lubię wyobrażać sobie bezkres drogi, jaką przebyły te wszystkie drobne skarby, które zbieram w południe, kiedy słońce ogrzewa zimne, wilgotne powietrze.
Zimą plaża pokrywa się śniegiem i kiedy spoglądam na nią z okien mojego domu, w szarości poranka znika granica między lądem a morzem i mam wrażenie, że wraz z salonem, kominkiem i biblioteczką dryfuję wśród fal i krzyku mew.
Dom stoi tuż za granicą plaży, tam, gdzie zaczynają się niskie trawy i karłowate krzewy. Na wyspie prawie nie ma drzew, poza kilkoma w moim ogrodzie, na tyłach domu. Są za to kwiaty, kwitnące feerią barw, gdy tylko stopnieje śnieg. Stąpam wtedy ostrożnie, nie chcąc zniszczyć ich kruchej urody, kiedy przemierzam wyspę wzdłuż i wszerz. Latem wspinam się na klif. Morze jest wtedy spokojniejsze, migocze w słońcu i mruczy uspokajająco. Lubię przechadzać się wzdłuż urwiska, a potem leniwie schodzić rozległą łąką, połyskującą o tej porze roku fioletem wrzosów. Znam każdą skałę, wyłaniającą się spomiędzy zieleni, każdy klif, jaskinię, ścieżkę wśród krzewów. Znam rdzewiejący kadłub statku, który rozbił się o podwodne skały i utknął przy brzegu kilkanaście lat temu, zanim objęłam w posiadanie mój własny skrawek lądu. Moją zimną wyspę, smaganą wiatrem i słoną, morską pianą.
Jeśli zamkniesz oczy, usłyszysz tylko przytłumiony huk fal rozbijających się o pionowe skały. Poczujesz też drobinki wody na odsłoniętej skórze twarzy, igiełki zimna, zbyt małe by je dostrzec gołym okiem. Wybrzeże od północy stanowi wysoki klif, fantastyczna rzeźba z nagiej skały, poorana przez morze, które z całych sił próbuje ją skruszyć. Od południa wyspa znika w morzu...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejWataha wilków przeleciała kilkanaście metrów ode mnie. Stanęłam w bezruchu przestraszona, serce uciskało gardło. Słońce lekko unosiło się po niebie wyżej, coraz wyżej, wiatr kołysał gałęziami, a poranna rosa obmywała moje tenisówki. Minęło kilka dni od przybycia na nieznajomy ląd, jeszcze pamiętam tą chwilę grozy, kiedy łajba kiwała się na boki przypomniawszy turbulencje w samolocie z tą tylko różnicą, że upadek z wysokości nie byłby taki miękki jak przechylenie w stronę głębi. Chwaląc Pana z ulgą w podzięce za życie, całowaliśmy tą nieznajomą powierzchnię. Po ulewnej burzy został tylko nadmiar wody, teraz słońce ogrzewało nasze mizerne twarze. Od paru dni krążyły myśli jak się stąd wydostać? Potem rzadziej... Na drzewach w dziuplach odnaleźliśmy książki świeże i czyste, nienaruszone w oczekiwaniu na pierwszych towarzyszy. Zamiast liter, były obrazki i znaki każdy mógł zbudować historię według swojej wyobraźni. Wyspa wizualnie opiewała w bujną roślinność, świeże powietrze, dorodną ziemię na której rosły jarzyny, owoce i kwitły kwiaty. Jedynym zaskoczeniem było treściwsze jedzenie, kiedy tylko odczuwaliśmy głód przyciągała nas woń smażonych ryb, ukryta gdzieś w zaroślach. Mieliśmy wrażenie, że ktoś z boku opiekuje się nami bezinteresownie i wtedy pomyśleliśmy o mamie. List w butelce wrzuciliśmy do wody czekając aż dotrze do świata cywilizacji być może ktoś nas odnajdzie, z drugiej strony oby nie za szybko. Wyspa stała się naszym domem, nazwana przez nas rajem na ziemi.
Wataha wilków przeleciała kilkanaście metrów ode mnie. Stanęłam w bezruchu przestraszona, serce uciskało gardło. Słońce lekko unosiło się po niebie wyżej, coraz wyżej, wiatr kołysał gałęziami, a poranna rosa obmywała moje tenisówki. Minęło kilka dni od przybycia na nieznajomy ląd, jeszcze pamiętam tą chwilę grozy, kiedy łajba kiwała się na boki przypomniawszy turbulencje w...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Nie znalazłam wyspy na żadnej mapie, spośród znalezionych w kajucie kapitańskiej. Od czasu, gdy z powodu sztormu statek zboczył z kursu, a wszystkie urządzenia nawigacyjne oszalały, błąkaliśmy się naszym stateczkiem po Oceanie Spokojnym za podpowiedź mając tylko położenie gwiazd.
Aż w końcu trafiliśmy na tę wyspę.
Była skalista i porośnięta rzadko twardą, zżółkłą trawą, jakiej nie widziałam nigdzie indziej na świecie. Gdy schodziliśmy na ląd, wiatr rozwiewał mi włosy i szarpał ubraniem, a ja z trudem utrzymywałam się na nogach. Wtedy usłyszeliśmy przeciągły, smutny gwizd, dochodzący zza skalistego pagórka. Ruszyliśmy w tamtym kierunku, mając nadzieję natrafić na jakąś rybacką wioskę, w której może znalazłby się telefon satelitarny. Dalsza podróż bez aparatury nawigacyjnej była zbyt niebezpieczna. Wspinając się na pagórek poraniłam dłonie i stopy, pomyślałam, ze wyspa jest zbyt niegościnna, by mogli mieszkać tu ludzie. Ku mojemu zdziwieniu, po wejściu na szczyt ujrzałam krąg ustawiony z obłych, ogromnych kamieni. W największym kamieniu wykuty był otwór, który działał jak jakiś starożytny gwizdek, którego dźwięk usłyszeliśmy na brzegu.
Nagle dźwięk wydał mi się zły i obmierzły, a wyspa wroga. Krzyczałam do innych, by nie podchodzili bliżej, lecz oni nie posłuchali mnie i weszli do środka kręgu. Wtedy rozległ się huk, a na największym z kamieni przysiadł ogromny stwór, który przypominał trochę nietoperza, a trochę morskie stworzenie. Był wielki niczym dom, ociekał wodą i śmierdział gnijącymi rybami. Jego powieki zarośnięte były pąklami i ostrygami, pod spodem widać było jednak poruszające się w obrzydliwy sposób gałki oczne.
- Czy to już czas? – zapytał, a jego głos był ciężki i głęboki niczym ocean. Nie drgnął żaden mięsień na jego pysku.
Wtedy uciekłam na statek. Mimo, że czekam na pozostałych już od wielu godzin, nadal nie wrócili. Nie wiem, o jakim czasie mówił stwór. Nie wiem, czy chcę wiedzieć. Chcę tylko być znów w domu.
Nie znalazłam wyspy na żadnej mapie, spośród znalezionych w kajucie kapitańskiej. Od czasu, gdy z powodu sztormu statek zboczył z kursu, a wszystkie urządzenia nawigacyjne oszalały, błąkaliśmy się naszym stateczkiem po Oceanie Spokojnym za podpowiedź mając tylko położenie gwiazd.
Aż w końcu trafiliśmy na tę wyspę.
Była skalista i porośnięta rzadko twardą, zżółkłą trawą,...
Nazwa: KHALLUA
Ludność: w przybliżeniu 17 tys. mieszkańców rasy ludzkiej i około 3 tys. ras podległych (w tym: elfy, jednorożce)
Język: khalluański (w innym tłuamczeniu kallański)
Położenie: ocean Phiggowy, wschód (pobliże wyspy ARHAKH)
Ustrój: monarchia absolutna (Władca Wyspy, obecnie: O'gg VII)
Klimat: umiarkowany, częste deszcze
Fauna: głównie pochodzące z innych wsyp lub mutacje
Flora: głównie rośliny mięsożerne
Pozostałe informacje: Wyspa z lotu ptaka przypomina nierówny trójkąt o lekko zaokrąglonych bokach. Najwięcej roślinności występuje na północy i te części są najmniej zamieszkane. Ludność rasy ludzkiej osiedliła się w centralnej części oraz południowej. Mieszkańcy są nastawieni pokojowo, chętni do goszczenia i oprowadzania przypadkowych podróżników.
Największym niebezpieczeństwem są deszcze kwasowe pojawiające się głównie we wrześniu or podgatunek mięsożernych drzew, zdolnych do zmieniania swojego położenia.
Największą atrakcją jest gatunek nieszkodliwych roślin o właściwościach leczniczych oraz gatunek wróżek występujący tylko na terenie tej wyspy.
Nazwa: KHALLUA
Ludność: w przybliżeniu 17 tys. mieszkańców rasy ludzkiej i około 3 tys. ras podległych (w tym: elfy, jednorożce)
Język: khalluański (w innym tłuamczeniu kallański)
Położenie: ocean Phiggowy, wschód (pobliże wyspy ARHAKH)
Ustrój: monarchia absolutna (Władca Wyspy, obecnie: O'gg VII)
Klimat: umiarkowany, częste deszcze
Fauna: głównie pochodzące z innych...
Moja wyspa opanowana jest przez żelki Haribo. Nie są to jednak słodkie ani miękkie w obyciu istoty. Nie tolerują za bardzo niczyjego towarzystwa, a najbardziej nie znoszą „ścierwojadów”, czyli żelkowych misiowych podróbek – te dawno, w popłochu opuściły już ten przedsionek piekła. Wokół wyspy, tego zapomnianego przez mapy wybrzuszenia, przypominającego nabrniałego ropą pryszcza nastolatka, zawsze unosi się echo dzikich wrzasków. Widoczne z daleka plaże wypełnione są szczątkami śmiałków, którzy nieostrożnie podeszli zbyt blisko… Haribo bowiem nie znają litości – w końcu: biznes is biznes i strzec tajemnicy przepisu trzeba. A zwłaszcza tajnego składnika – tylko czy ktoś w ogóle pamięta, co miałoby nim być? Bo widzicie - żelki, jak to żelki – chleją na umór. Tym bardziej nie zważają na to, co je otacza. Mają gdzieś niszczejące piękno przyrody i to, że ich wydzieliny zachwiały funkcjonowanie delikatnego ekosystemu. Całymi dniami suną powolnie bez celu, lepiąc się do galaretowatej masy, która całkowicie pokrywa podłoże. Ci deptani to pechowcy, którzy przesadzili z nasączaniem i rozpuścili się na dobre. Z tego żelkowego bagna, które pokrywa już prawie całą wyspę, przy każdym kroku wydobywają się jęki i stęknięcia. Haribo ropuszczony, czy nie – jest wciąż żywy i wściekły. Stanowi teraz część kolorowego bełtu – sam nie wie, gdzie się zaczyna i gdzie kończy, czuje jednak za wszystkich i jest jeszcze bardziej wkurzony niż zazwyczaj…Jedyna z tego korzyść jest taka, że opalizująca kolorami tęczy powierzchnia wyspy, przyciąga swoim egzotycznym wyglądem. Co dzień trafiają się więc jacyś „odkrywcy”, „podróżnicy” i „awanturnicy”. Taszczą ze sobą sporo ciekawych gratów, z którymi nie zawsze jest co robić – lądują więc w pewnej zatoczce z podobnymi skarbami. Ta przypomina już ogromny grobowiec rzeczy zaginionych. Jednak, co najważniejsze, przybysze zawsze mają ze sobą rum, a tego Miśki nigdy nie marnują.
Jak się domyślacie podróżnikom nie dane jest wrócić, nie dane jest im również umieszczenie ostrzegawczego znaku na mapie…
Moja wyspa opanowana jest przez żelki Haribo. Nie są to jednak słodkie ani miękkie w obyciu istoty. Nie tolerują za bardzo niczyjego towarzystwa, a najbardziej nie znoszą „ścierwojadów”, czyli żelkowych misiowych podróbek – te dawno, w popłochu opuściły już ten przedsionek piekła. Wokół wyspy, tego zapomnianego przez mapy wybrzuszenia, przypominającego nabrniałego ropą...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Mały punkt na Pacyfiku. Punkt, którego nie ma na żadnej mapie. Ale istnieje. Book Island.Rozbiłam się o nią statkiem pewnego letniego dnia...
Pierwszą osobą, która mnie znalazła na asfalcie (dość niespotykane, jeśli chodzi o wyspy) była ośmioletnia dziewczynka. Zmarszczyła czoło i zapytała:
- Fajnie się leży na asfalcie?
- Nie bardzo. - odparłam.
- Nie idziesz do Pałacu Literatury? - zdziwiła się dziewczynka. - Ma się tam dzisiaj odbyć debata na temat tego czy książki Stephenie Meyer są wspaniałe, czy beznadziejne. W telewizji mówią o tym od tygodni.
- Pałac Literatury? - gdzie ja wylądowałam?
- Przy skrzyżowaniu ulic Rowling i S. Kinga. To nowa aleja, wczoraj John Green przecinał wstęgę. - wyjaśniła dziewczynka. - Mama mówi, że to wspaniały pisarz, ale...
- Gdzie ja jestem? - przerwałam jej.
- Jak to: gdzie? Na Book Island. - zdziwiła się dziewczynka.
Podniosłam głowę. Patrzyłam na ogromną reklamę premiery najnowszej książki Ricka Riordana.
- Wczoraj premier i prezes partii Dark Fantasy kłócili się na temat książek Tolkiena. Chciałam obejrzeć, ale mama mi nie pozwoliła. Mówi, że to nie dla dzieci. Kazała mi poczytać Dickensa. Jakbym była małym dzieckiem! - poskarżyła się dziewczynka. - A za tydzień jest premiera nowej książki S. Collins i tata powiedział, że sama mam zaoszczędzić na nią k-bony.
- K-bony?
- Bony do księgarni.Nasza waluta.Dostaję trzy na tydzień, ale to nie fair, bo za trzy mogę sobie najwyżej kupić jedną książkę.A na dodatek jutro idę do Mai, a ona chce w prezencie pięć k-bonów. Rozumiem, że mieszka przy ulicy Rowling, ale to jeszcze nie powód, żeby się szarogęsić! A ty gdzie mieszkasz?
- Na Kopernika. - wydusiłam.
Dziewczynka zmarszczyła brwi.
- A co on napisał?
- "O obrotach sfer niebieskich".
- Nie znam - uznała. - Spytam mamy. Ona czyta dużo fajniejsze rzeczy ode mnie i zarabia masę k-bonów. Jak dorosnę, chciałabym zostać pisarką. - rozmarzyła się.
- Po co? - zdziwiłam się.
- Nie wiesz? Oni mają mnóstwo k-bonów. Tata mówi, że Collins może nawet czytać książki przed premierą!
- Wow. - skomentowałam.
Dziewczynka nie wyczuła ironii.
- Muszę iść. Za chwilę do księgarni wyjdzie nowa książka Kinga i wszystko wykupią, zanim wejdę do book-shopu. To cześć!
- Cześć. - odparłam.
Od tamtego czasu mieszkam na Book Island przy ul. Tolkiena. Pracuję jako tłumaczka, co daje mi 100 k-bonów, czyli jakieś dwadzieścia książek miesięcznie. Moje dzieci w szkole dostają uwagi za obgadywanie na lekcjach Voldemorta, a w radiu słuchają recenzji książek.
Book Island. Nie ma jej na żadnej mapie, ale jednak istnieje...
Mały punkt na Pacyfiku. Punkt, którego nie ma na żadnej mapie. Ale istnieje. Book Island.Rozbiłam się o nią statkiem pewnego letniego dnia...
Pierwszą osobą, która mnie znalazła na asfalcie (dość niespotykane, jeśli chodzi o wyspy) była ośmioletnia dziewczynka. Zmarszczyła czoło i zapytała:
- Fajnie się leży na asfalcie?
- Nie bardzo. - odparłam.
- Nie idziesz do...
Skóra schodziła ze mnie płatami, plecy musiałam drapać sobie patykiem, bo ręką nie mogłam dosięgnąć. Lubię lato, słońce, lubię być opalona, ale bez przesady, nie aż tak! Najgorsze jest to, że na tej cholernej wyspie nie ma ani jednego krzaczka, ani jednego źdźbła trawy. Nie tak wyobrażałam sobie wyspę na środku oceanu. Tutaj są same kamienie, ostre jak noże, rosną rośliny podobne do kaktusów, z tak długimi kolcami, że nie ma w ogóle możliwości aby spróbować ułamać jedną odnogę i napić się z nich wody. Woda. Marzenie...zostały mi ostatki, a mój sposób na odsalanie wody niestety się nie sprawdza. Jestem tutaj drugą dobę.Nie widziałam, ani żadnych statków, ani samolotów, ani UFO nic! Coraz bardziej doskwiera mi głód, zaczynam rozmyślać nad pewnym opowiadaniem S. Kinga, gdzie młody lekarz znalazł się na bezludnej wyspie i aby przetrwać amputował sobie części ciała i je zjadał...Niee...nie jestem do tego zdolna, absolutnie nie wchodzi to w grę, jak można odciąć sobie palca i go zjeść?? Pewnie szybciej bym się wykrwawiła, niż najadła swoim palcem. O czym ja myślę!!
Nie ma tu ani owadów, ani ptaków...dziwna ta wyspa, może powstała jakoś nie dawno z wybuchu podwodnego wulkanu? Ciemna barwa skał mogłaby wskazywać na to, skąd w takim razie te "niby" kaktusy? Wiatr przyniósł nasiona, zarodniki?? Dziwne...nie wiem gdzie jestem, nie wiem jak stąd się wydostać,a przede wszystkim nie pamiętam jak się tu znalazłam.
Skóra schodziła ze mnie płatami, plecy musiałam drapać sobie patykiem, bo ręką nie mogłam dosięgnąć. Lubię lato, słońce, lubię być opalona, ale bez przesady, nie aż tak! Najgorsze jest to, że na tej cholernej wyspie nie ma ani jednego krzaczka, ani jednego źdźbła trawy. Nie tak wyobrażałam sobie wyspę na środku oceanu. Tutaj są same kamienie, ostre jak noże, rosną rośliny...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Aga opowiadała zdumionym tłumom o historii, której była częścią jeszcze niedawno. Wtedy też nikt się nie domyślał, że jest ona swoistym proroctwem.
- … kiedy więc zbierało się na sztorm, kapitan statku zdecydował, że przeczekamy sztorm na wyspie. Zaczęło lać , pioruny rozdzierały niebo gniewnie pomrukując, ale kiedy dobiliśmy do brzegu było tak jakbyśmy trafili do innego świata. Jednak w tym idyllicznym pejzażu nie brakło miejsca na majestat. Zauroczeni widokiem nie spostrzegliśmy kiedy tubylcy wyszli nam na przywitanie. Wyglądali zupełnie normalnie, mniej zadbani, ale bez pierwotnych instynktów i dzikości. Tak mijały kolejne dni, nie ważny był czas, podziwialiśmy to co stworzyła matka natura. Wszystko skrojone na miarę mistrza, najbardziej skomplikowany mechanizm na świecie. Mieliśmy wrażenie, że to dla nas niebo jest błękitne, a woda ciepła, że wyspa żyje własnym życiem i otacza nas opieką. Z czasem prostota życia tubylców, zaczęła nam doskwierać, górę brały ciekawość i tęsknota za cywilizacją. Czym bardziej staraliśmy się ucywilizować tamtejszy świat tym dotkliwsze ponosiliśmy nauczki. Nowe domy zniszczyły grady, pojazdy rozszarpały dzikie zwierzęta. Lud odsunął się od nas, okryli się zmową milczenia, a w oczach zagościł im strach. Nie chcieliśmy tego, ale cywilizacja była nam równie bliska. Szalę przeważyło nawiązanie łączności ze światem. Najstarszy z ludu zabrał nas na wędrówkę, kiedy dotarliśmy na miejsce naszym oczom ukazał się najpiękniejszy kwiat na świecie, delikatny, ale czuło się od niego moc.
Starzec wskazał na Laptop kiedy go używałam kwiat obumierał, natychmiast przestałam i kwiat zaczął się regenerować.. Wyspa zamieniła się w rozwścieczona bestię, wiatry trzaskały, dzika zwierzyna ryczała i nastała ciemność. Kiedy się obudziliśmy leżeliśmy przy statku spakowani. Wracaliśmy porażeni ogromem brzemienia jakie ciąży na Naszych barkach - matka natura dała nam ostrzeżenie, że jej siły słabną, wykorzystujemy ją bez podziękowania , a ona powoli umiera!
Aga opowiadała zdumionym tłumom o historii, której była częścią jeszcze niedawno. Wtedy też nikt się nie domyślał, że jest ona swoistym proroctwem.
- … kiedy więc zbierało się na sztorm, kapitan statku zdecydował, że przeczekamy sztorm na wyspie. Zaczęło lać , pioruny rozdzierały niebo gniewnie pomrukując, ale kiedy dobiliśmy do brzegu było tak jakbyśmy trafili do innego...
Wyspa nie jest wielka, wulkaniczna. Kształtem przypomina Ziemię. Mieści się blisko równika, jest tu ciepło i wilgotno. Na żyznych, magmowych glebach rozciąga się wysoki las. Rośliny są tak bujne, iż muszą walczyć o światło, aby przetrwać. Liczne liany zwisają z koron drzew, storczyki rosną na pniach i gałęziach, gdyż tylko tam mają dostęp do słońca. Patrząc na nią z pewnej odległości cała zlewa się w jedną zieloną plamę z małymi wyjątkami. Wulkan znajdujący się w środku wyspy jest czynny, często wypuszcza dym do atmosfery. Cały porósł wysoką trawą i kolorowymi kwiatami, w których przeważa kolor żółty i fioletowy. Na szczycie znajdują się brązowe skały z góry poszarzałe od dymu. Jedynymi mieszkańcami wyspy są zwierzęta. Niezliczone gatunki ptaków przeskakują z gałęzi na gałąź skrzecząc i poszukując robaków, małpy w ciszy jedzą banany, wiewiórki zbierają żołędzie biegając tam i spowrotem, leniwce całymi dniami wiszą na gałęziach.. Rodzajów zwierząt jest tutaj o wiele więcej, najróżniejsze, kolorowe, piękne. Wyspa jest pełna życia, lecz bez ludzi. Natura żądzi tu swoimi prawami. Powietrze jest czyste, zanieczyszczone czasem tylko przez wulkan, woda jest przezroczysta i pełna ryb. Jest to raj dla zwierząt nie zaburzony ingerencją człowieka i niech tak zostanie.
Wyspa nie jest wielka, wulkaniczna. Kształtem przypomina Ziemię. Mieści się blisko równika, jest tu ciepło i wilgotno. Na żyznych, magmowych glebach rozciąga się wysoki las. Rośliny są tak bujne, iż muszą walczyć o światło, aby przetrwać. Liczne liany zwisają z koron drzew, storczyki rosną na pniach i gałęziach, gdyż tylko tam mają dostęp do słońca. Patrząc na nią z pewnej...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej