Alicya Oss 
alicya.pl, , Zapraszamy, również, na, facebooka, :)
status: Czytelnik, dodał: 17 książek, ostatnio widziany 1 tydzień temu
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-11-15 17:32:13
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Blacksad (tom 1) | Seria: Klub Świata Komiksu

Czy są tutaj fani twórczości Raymonda Chandlera? Jeśli tak powinien was zainteresować fakt, że główny bohater powieści graficznej Juana Diaza Canalesa i Juanjo Guarnido został „napisany” na podobieństwo niezapomnianego detektywa Philipa Marlowe’a. John Blacksad, bo o nim mowa, tak jak jego literacki pierwowzór jest więc samotnym, niestroniącym od używek zgorzkniałym cynikiem, który nie pała... Czy są tutaj fani twórczości Raymonda Chandlera? Jeśli tak powinien was zainteresować fakt, że główny bohater powieści graficznej Juana Diaza Canalesa i Juanjo Guarnido został „napisany” na podobieństwo niezapomnianego detektywa Philipa Marlowe’a. John Blacksad, bo o nim mowa, tak jak jego literacki pierwowzór jest więc samotnym, niestroniącym od używek zgorzkniałym cynikiem, który nie pała szczególnym zamiłowaniem do porządku. Jeśli mam być szczera, wymienianie wszystkich podobieństw łączących obu panów nie ma tak naprawdę większego sensu, znajdziecie ich bowiem w opowieści o Blacksad’zie mnóstwo: od silnego poczucia sprawiedliwości, poprzez zasępione oblicze, po długi płaszcz z wysoko postawionym kołnierzem. Zdecydowanie ciekawsze w opowieści hiszpańskich twórców jest to, co różni Johna od Philipa, czyniąc tego pierwszego wyjątkowo atrakcyjnym dla czytelnika. Otóż nasz bohater jest postawnym, niewątpliwie przystojnym, czarnym…KOTEM!

całość na: http://alicya.pl/blacksad-posrod-cieni/

pokaż więcej

 
2018-11-06 22:08:42
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Gdzie znaleźć ożywszy powiew mogący rozwiać nadciągającą zewsząd jesienną melancholię? Ano na pewno w szwajcarskim, przeklętym domu, pełnym skazanych na wieczne cierpienie dusz. Jeśli więc, tak jak i ja, poszukujcie urozmaicenia, gotowego wyrwać was ze szponów marazmu, po Guy N. Smitha sięgajcie w ciemno.

Autor od pierwszych stron każe nam zachwycać się pięknymi okolicznościami przyrody, w...
Gdzie znaleźć ożywszy powiew mogący rozwiać nadciągającą zewsząd jesienną melancholię? Ano na pewno w szwajcarskim, przeklętym domu, pełnym skazanych na wieczne cierpienie dusz. Jeśli więc, tak jak i ja, poszukujcie urozmaicenia, gotowego wyrwać was ze szponów marazmu, po Guy N. Smitha sięgajcie w ciemno.

Autor od pierwszych stron każe nam zachwycać się pięknymi okolicznościami przyrody, w których - dosłownie i w przenośni - zakwitło zło. Otóż to właśnie tutaj, w La Maison des Fleurs, ukrywa się, wyspecjalizowany w torturowaniu wrogów Hitlera Reichenbach, który kontynuował swoje „dzieło” jeszcze przez wiele lat po zakończeniu wojny i upadku swojego Führera. W momencie, gdy go poznajmy jest już słabym, zasuszonym staruszkiem, którego w końcu dosięga sprawiedliwość. Zostaje wytropiony i ginie z rąk jednej ze swoich niedoszłych ofiar: członka francuskiego ruchu oporu. Nieszczęsny Lautrec niezbyt długo napawa się jednak dokonaną po latach zemstą. Dom, w którym mieszkał sadystyczny nazista, okazuje się bowiem żyć własnym życiem i bardzo chętnie „przygarnia” kolejną znękaną duszę do swojej krwawej kolekcji. Po tym dosyć dosadnym wstępie, doskonale zdajemy sobie już sprawę z czym w „Szatańskim pierwiosnku” będziemy mieć do czynienia. Od razu więc współczujemy każdemu, kto miałby się kiedykolwiek do diabelskiej willi Reichenbacha wprowadzić. A na to oczywiście nie musimy długo czekać, bo chociaż owiana złą sławą jest przecież architektonicznym cacuszkiem, i żaden handlarz nieruchomości nie zechce takiej okazji przepuścić.

W pewnym sensie akcja powieści rozwija się w dosyć typowy i przewidywalny sposób. Będący w zaniku instynkt samozachowawczy i ogromna naiwność charakteryzujące bohaterów horrorów nikogo tutaj nie dziwią. Ci, którzy wprowadzą się do nawiedzonego domu będą na początku, tak jak się spodziewamy, mimo koszmarnego samopoczucia, zawzięcie ignorować ostrzeżenia. A następnie, gdy (przynajmniej cześć z nich) zrozumieją z czym tak naprawdę mają do czynienia będą się zachowywać tak, jakby liczyli na to, że złe moce może się w końcu nimi znudzą i im odpuszczą. Czytelnik przyzwyczajony do tego, że towarzyszy tego typu bohaterom do samiutkiego, tragicznego końca da się jednak Smithowi zaskoczyć. Autor nie bawi się bowiem w budowanie suspensu, a rwąca z kopyta akcja sprawia, że w tej niedużej książeczce wystarczyło miejsca na podwójną konstrukcję narracyjną. Gdy jedna rodzina zapłaci więc już najwyższą cenę za przeniesienie diabelskiej willi ze Szwajcarii do USA, kupi ją kolejna, która przetransportuje budynek do Wielkiej Brytanii. Tam oczywiście koszmar zacznie się od początku, a nowi właściciele, równie naiwni jak poprzedni biznesmen, będą główkować nad tym, jak wyplenić z domu mieszkające w nim zło. Jak się łatwo domyślić: bez powodzenia.

Oczywiście nie ma się co oszukiwać, to nie jest literatura wysokich lotów. Nie znajdziecie tutaj oryginalnej fabuły, nieszablonowych postaci, wymyślnego stylu, ani ambitnego rozwiązania. Szczerze mówiąc, zakończenie sprawia wrażenie niedbale nabazgranego na kolanie, tak jakby Smith nie miał na nie pomysłu, ale musiał dotrzymać terminu. Do sztampowych i dosyć pobieżnie naszkicowanych postaci trudno się przywiązać, więc niekoniecznie pozostaną na dłużej w naszej pamięci. Ale nie czarujmy się to horror klasy B, dlatego ewentualne rozterki bohaterów i tak nikogo nie interesują. Naszą uwagę przykuwa głównie okrucieństwo demona (?) z gnijącą twarzą i drastyczne opisy tortur, które nawet jeśli tego nie chcemy, swoim przerysowaniem pobudzają wyobraźnię. Założę się, że podczas lektury nie tylko ja podejrzliwie zerkałam na parapet lustrując wzrokiem tkwiące tam roślinki i nie tylko ja zaczęłam wyczuwać wokół siebie, paraliżujący zmysły, odór zgnilizny. Oczywiście niewiadomego pochodzenia! I chociaż „Szatański pierwiosnek” nie przeraża (na pewno nie tak, jak wtedy, gdy jako dzieci czytaliśmy go schowani pod kołdrą z latarką w ręku), to nadal odnajdujemy w nim niepowtarzalną atmosferę, która nie pozwala nam odłożyć książki zanim nie dotrzemy do ostatniej strony.

Mimo iż powieść Smitha lata świetności ma już dawno za sobą, to jako literatura rozrywkowa nadal sprawdza się doskonale. W sumie trudno mi uwierzyć w to, że do tej pory nikt nie zdecydował się przenieść tej historii na szklany ekran.

Całość na: http://alicya.pl/szatanski-pierwiosnek/

pokaż więcej

 
2018-10-28 22:45:44
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Zanim przystąpiłam do lektury, zastanawiałam się co ja takiego wiem o Iranie. Oprócz szczątkowych informacji, które pozostały mi w głowie z czasów edukacji i propagandowej papki, którą bezwiednie przyswajam z kreujących rzeczywistość na własną modłę mediów, to w sumie niewiele. Podobnie jak większość społeczeństwa, nieszczególnie interesuje się tematem i niestety, tutaj trzeba uderzyć się w... Zanim przystąpiłam do lektury, zastanawiałam się co ja takiego wiem o Iranie. Oprócz szczątkowych informacji, które pozostały mi w głowie z czasów edukacji i propagandowej papki, którą bezwiednie przyswajam z kreujących rzeczywistość na własną modłę mediów, to w sumie niewiele. Podobnie jak większość społeczeństwa, nieszczególnie interesuje się tematem i niestety, tutaj trzeba uderzyć się w pierś, bezrefleksyjnie stosuję skrót myślowy: Bliski Wschód – Islam – Arabowie. Oczywiście nic bardziej mylnego, Irańczycy to Persowie, a nazywanie ich Arabami, jest takim samym błędem jak mylenie Chińczyków z Japończykami, albo Koreańczykami. Jeśli jest się w stanie zignorować tak istotną różnicę kulturową, trudno udawać, że cokolwiek się tak naprawdę wie. Postanowiłam więc maksymalnie wykorzystać okazję, jaką była dla mnie lektura książki Aleksandry Chrobak pt. „Fashionistki zrzucają czadory” i spróbować zrozumieć jaki tak naprawdę jest Iran. Żeby nie uronić nawet ociupinki, nie chciałam pochłaniać jej opowieści jak fast fooda, zamiast tego wolałam rozkoszować się nią jak czekoladkami z bombonierki, albo raczej z kalendarza adwentowego. Każdego dnia czytałam więc tylko jeden rozdział. I chociaż znacznie rozciągnęło to lekturę w czasie, ani trochę tej decyzji nie żałuję.

Każdego dnia, zagłębiając się w kolejne historie poznawałam inny aspekt irańskiej rzeczywistości. Autorka, z zaraźliwym entuzjazmem i autentyczną pasją oprowadza czytelnika po miejscach kultu, łaźniach, bazarach i drogich butikach. Tłumaczy jak odnaleźć się w labiryncie pogmatwanej etykiety i barokowej kurtuazji, której Irańczycy od pokoleń niezmiennie hołdują. Opowiada także jak randkują, dlaczego powiedzenie, że zje się czyjąś wątrobę jest dla nich wyznaniem miłości oraz jak kobiety naginają zasady by tylko nie dać się zakutać od stóp do głów „w szmaty” i coraz głośniej walczą o swoje prawa. Sporym zaskoczeniem była dla mnie informacja, że czador noszą w zasadzie jedynie członkinie bardzo religijnych rodzin (których jest niewiele!), a reszta modyfikuje go nie do poznania lub zrzuca przy każdej możliwej okazji. Okazuje się także, że najbardziej konserwatywnie ubrane na ulicach są turystki, które uległy stereotypowemu wyobrażeniu o Iranie i starają się nie odsłaniać ciała. Nie spodziewałam się także, że są tam aż tak powszechne operacje plastyczne (mało kto przed siedemnastym rokiem życia jej nie miał) i moda na „robienie się” na blond Europejki. Szokuje także nieludzko pokrętne podejście do homoseksualizmu, który traktowany jako błąd natury, jest niehumanitarnie naprawiany przez operację zmiany płci. Autorka przybliżając także nieco historię Iranu i chcąc wytłumaczyć nam co sprawiło, że na przestrzeni ostatnich dekad jego sytuacja polityczna tak diametralnie się zmieniła, wyjaśnia, jak doszło do tego, że społeczeństwo obaliło szacha i dopuściło do władzy religijnych fanatyków. Pokazuje także, jak obecnie, to samo - zakute w kajdany reżimu - społeczeństwo ową znienawidzoną władzę konsekwentnie osłabia, kultywując stare tradycje i wymuszając chociażby złagodzenie prawa obyczajowego.

Bez dwóch zdań Aleksandra Chrobak, to podróżniczka z prawdziwego zdarzenia, która zdaje sobie sprawę, z tego, że jeśli chce się poznać daną kulturę nie wystarczy tylko „zaliczyć” paru turystycznych atrakcji. Żeby ją zrozumieć trzeba się w nią zagłębić i poznać dobrze ludzi, którzy ją tworzą. Dlatego obraz Iranu jaki przed nami roztacza, nie tylko rozprawia się z krzywdzącymi stereotypami, ale pozwala nam dostrzec jego mieszkańców, którzy wcale aż tak bardzo się od nas nie różnią. Irańczycy tak samo jak my korzystają z mediów społecznościowych, pstrykają sobie selfie, ulegają demonowi konsumpcjonizmu, modom, jedzą kebaby i mają słabość do pięknych przedmiotów. Przede wszystkim jednak, tak samo jak my, pragną wolności i prawa do wyrażania siebie. Wiedza, którą dzięki lekturze „Fashionistek” zyskujemy jest bezcenna, przypomina nam bowiem o czymś bardzo ważnym, a mianowicie o tym, jak krzywdzące jest pochopne wydawanie osądów i potępianie czegoś, o czym nie ma się tak naprawdę bladego pojęcia. Dodatkowymi atutami książki są zaskakująco lekkie pióro i gawędziarski, nie pozbawiony dowcipu styl autorki. Dzięki nim mamy wrażenie, że naprawdę towarzyszymy jej w fascynującej, pełnej egzotycznych smaków, zapachów i barw, podróży. I co ważniejsze, wcale nie chce nam się z tych wojaży wracać. Jeśli i wam po lekturze wciąż będzie mało bliskowschodnich klimatów, i jeszcze nie czytaliście, koniecznie sięgnijcie także po wcześniejszą książkę autorki, pt. „Beduinki na Instagramie”.

Całość na: http://alicya.pl/fashionistki-zrzucaja-czadory/

pokaż więcej

 
2018-10-07 14:46:47
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Muszę przyznać, że główne bohaterki książki pt. „Wakacje z trupami” mają niezłego „farta”. Ja gdy jadę na urlop, to, tak jak w tym roku, prędzej coś zgubię niż znajdę. A największe emocje na jakie mogę liczyć, to te wywołane przez ścigającą mnie chmarę wściekle głodnych komarów. Najwyraźniej jeżdżę się urlopować w niewłaściwe okolice, dlatego nietypowe atrakcje na wakacjach mnie omijają…

...
Muszę przyznać, że główne bohaterki książki pt. „Wakacje z trupami” mają niezłego „farta”. Ja gdy jadę na urlop, to, tak jak w tym roku, prędzej coś zgubię niż znajdę. A największe emocje na jakie mogę liczyć, to te wywołane przez ścigającą mnie chmarę wściekle głodnych komarów. Najwyraźniej jeżdżę się urlopować w niewłaściwe okolice, dlatego nietypowe atrakcje na wakacjach mnie omijają…

Sprawy wyglądają zupełnie inaczej, gdy na urlop wybierają się Alicja i Julia. Tej dwójce adrenaliny ani wrażeń nie brakuje ani troszeczkę. Rok wcześniej, gdy wypoczywały w okolicach Olsztynka („Zwłoki powinny być martwe”), wplątały się m.in. w aferę ze zwłokami w malinach. Wtedy także, nagle, odkryły w sobie zacięcie detektywistyczne. Skoro te na co dzień przykładne nauczycielki, połknęły już bakcyla przygody, nie sposób sobie wyobrazić, by zechciały jeszcze kiedyś relaksować się inaczej niż prowadząc jakieś amatorskie śledztwo. Jednak jak to mawiają: trzeba uważać, czego się sobie życzy, bo nigdy nie wiadomo, który bóg akurat słucha. Najwyraźniej tym razem trafiło na jakiegoś hojnego dowcipnisia, bo nie dość, że zwabił nasze bohaterki w okolice Fromborka, to podsunął im jeszcze – aż! - trzy dziwne zagadki do rozwiązania. Po pierwsze bowiem po okolicznych polach snuje się DUCH, a po drugie do domów włamuje się nietypowy, bo kradnący duperele, ZŁODZIEJ. Jego łupem padają m.in. jajka z kurnika, trzy kury, szczeniak, grabie, dwie łopaty, suszące się pranie, garnek z zupą, gąsior wina, buty, kalosze, radio samochodowe leżące na ławeczce, różne narzędzia, dwa stare albumy ze zdjęciami, płetwy, srebrny lichtarz, dwa koła od samochodów (różnych), kosz z ziemniakami, namiot i wiertarka... Ale ani nie lubiący deszczu duch, ani nie potrafiący się obłowić złodziej nie przysporzą naszym żądnym przygód nauczycielkom tylu emocji, co pojawiające się niespodziewanie TRUPY…

Jako, że to nie ich pierwsza kryminalna przygoda, niektóre metody działania bohaterki mają już całkiem nieźle opanowane. W ciągu dnia, poszukując informacji kręcą się po okolicy i podstępnie wypytują kogo tylko się da, a nocami, ukryte w chaszczach, czatują na ducha, złodzieja lub mordercę. Tak czy siak muszą się więc nieźle nagimnastykować, by połapać się w zawiłościach spraw które „prowadzą” i wreszcie dowiedzieć się, o co w tym wszystkim chodzi. Śledztwa oraz powiązane z nimi perypetie całkowicie dominują treść książki i są główną siłą napędową akcji. Właściwie niewiele pozostaje tutaj miejsca na jakiekolwiek wątki poboczne, które jeśli już się pojawiają są potraktowane bardzo pobieżnie. Nawet, gdy bohaterki na chwilkę odrywają się od przyświecającego im celu, by np. pozwiedzać Frombork, nazbierać grzybów lub poopalać się nad „zalewą”, to i tak robią to tylko na niby i mało wiarygodnie. Tak naprawdę bowiem cały czas są skoncentrowane na szukaniu nowych informacji i analizowaniu tych, które już udało im się zdobyć. A jako, że mamy do czynienia z KOMEDIĄ kryminalną robią to wszystko z gracją rosyjskiego tankowca.

I jak na komedię przystało, sporo w „Wakacjach z trupami” słownych przekomarzanek, łapania za słówka i gagów sytuacyjnych, które mają na celu rozbawienie czytelnika. Taka wybuchowa mieszanka w zestawieniu z polowaniem na ducha i tropieniem przestępców ma swój urok. Zwłaszcza, że akcja została osadzona w budzących sentyment okolicznościach: wakacje, słońce, przyroda i przygoda. Takiemu zestawowi trudno się oprzeć. Pewnie więc niejedną osobę książka zachęci do rozejrzenia się po okolicach Fromborka i także odwiedzenia samego miasta. Jeśli o mnie chodzi, to chętnie wybrałabym się na lody, nad osławioną „zalewę”, no i oczywiście na grzyby, bylebym tylko nie wpadła na żadnego trupa…

Chociaż główne bohaterki mamy dwie, wszystkie wydarzenia obserwujemy z punktu widzenia Alicji, która ma skłonność do tłumaczenia nam rzeczy oczywistych, analizowania trzysta razy na minutę tego samego i, jak przystało na rasową nauczycielkę, lubi się powtarzać. Niestety, według mnie, jednowymiarowe postacie, czyli kluczowy element powieści, są zarazem jej największą słabością. Jak wiadomo świat jest urządzony tak, że nie da się wszystkich lubić, a nasze bohaterki wyjątkowo działały mi na nerwy. Niezmiernie irytowało mnie to, że kobiety zachowywały się jak zafiksowane na swoich potrzebach, nadpobudliwe nastolatki, które chcą udowodnić światu, że są dorosłe – bez powodzenia. Możliwe, że w ten sposób odreagowują po prostu rok szkolny spędzony z młodzieżą. Jednak nawet gdyby o taki efekt właśnie chodziło, to próba wykreowania ich na sympatyczne wariatki w ogóle do mnie nie trafiła. Dla mnie więc bohaterki niestety uplasowały się sporo poniżej oczekiwań, ale jeśli ktoś lubi ten typ, może będzie bardziej zadowolony.

„Wakacje z trupami” to przede wszystkim niezobowiązująca, leciutka rozrywka i zarazem wakacyjna podróż, w którą możecie się udać nawet jeśli to wasza pierwsza przygoda z udziałem dociekliwych nauczycielek. Podczas lektury spokojnie można się bowiem obejść bez znajomości ich wcześniejszych perypetii. I chociaż głównych bohaterek nie polubiłam, a zawarty w książce humor nie wywoływał u mnie niekontrolowanych wybuchów śmiechu, to jednak muszę przyznać, że i tak znalazłam tutaj coś dla siebie. A mianowicie: powieść obudziła we mnie ogromną tęsknotę za tegorocznym latem.

http://alicya.pl/wakacje-z-trupami/

pokaż więcej

 
2018-09-28 12:10:15
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Jeśli chcecie przeczytać "Nie przebaczaj III" musicie koniecznie zapoznać się z dwiema wcześniejszymi częściami tej historii. W przeciwnym wypadku lektura będzie pozbawiona sensu. Nie zrozumiecie bowiem jakie motywacje kierują bohaterem, kim są jego wrogowie i w jaki sposób los skrzyżował ich drogi. Poza tym każdy odcinek opowieści Kuby Ryszkiewicza i Marianny Strychowskiej to element spójnej,... Jeśli chcecie przeczytać "Nie przebaczaj III" musicie koniecznie zapoznać się z dwiema wcześniejszymi częściami tej historii. W przeciwnym wypadku lektura będzie pozbawiona sensu. Nie zrozumiecie bowiem jakie motywacje kierują bohaterem, kim są jego wrogowie i w jaki sposób los skrzyżował ich drogi. Poza tym każdy odcinek opowieści Kuby Ryszkiewicza i Marianny Strychowskiej to element spójnej, nierozerwalnej całości. Żeby w pełni wczuć się w jej klimat trzeba prześledzić akcję od początku do końca. O tym wszystkim co w niej znajdziecie, czyli o wyraźnych inspiracjach twórczością Tarantino, analogiach do klasycznych westernów i powieści gangsterskich, o ciekawym zabiegu językowym czyli łamanym polsko-rosyjskim, specyficznym miejscu akcji i wszechobecnym, ale niewyeksponowanym kontekście historycznym, pisałam już w recenzjach poprzednich części. Tym razem pozwolę więc sobie skupić się głównie na motywie przewodnim Nie przebaczaj, czyli zemście.

Bez względu na to czy spałaszujemy ją na ciepło, czy na zimno, zemsta nie jest wykwintną ucztą dla smakoszy. Przypomina raczej podgrzewane w mikrofalówce gotowe danie, serwowane w podejrzanej knajpce. Jeśli nawet zaspokoi męczący nas głód, to niestety nie na długo.  A konsekwencje z jakimi przyjdzie nam się mierzyć po posiłku najczęściej okazują się, jeśli nie zgubne, to nieprzyjemne i odbijają nam się czkawką przez długie lata. To własne o zemście, o tym jak nieustannie podsycana żarłocznie wgryzła się w umysł młodego chłopca, myślałam wciąż podczas lektury ostatniej części historii o kresowej wendecie. I chociaż chciałabym by było inaczej, nie łudziłam się, że uda mu się przed nią uciec…

Całość na: http://alicya.pl/nie-przebaczaj-3-kuba-ryszkiewicz-marianna-strychowska/

pokaż więcej

 
2018-09-28 12:09:35
Dodał do serwisu książkę: Nie przebaczaj 3
 
2018-09-25 21:40:14
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Seria: Mindhunter

Pokutuje przekonanie, że współczesne społeczeństwa są zafascynowane jednostkami, które dopuszczają się najokrutniejszych i najobrzydliwszych przestępstw. Stają się one pewnego rodzaju bohaterami, wręcz ikonami kultury. Przekraczając wszelkiego rodzaju tabu inspirują pisarzy i filmowców. Kto z nas nie zna uroczego Dextera Morgana, inteligentnego Haniballa Lectera czy neurotycznego Normana... Pokutuje przekonanie, że współczesne społeczeństwa są zafascynowane jednostkami, które dopuszczają się najokrutniejszych i najobrzydliwszych przestępstw. Stają się one pewnego rodzaju bohaterami, wręcz ikonami kultury. Przekraczając wszelkiego rodzaju tabu inspirują pisarzy i filmowców. Kto z nas nie zna uroczego Dextera Morgana, inteligentnego Haniballa Lectera czy neurotycznego Normana Batesa? Kto z nas nie oglądał „Halloween”, „Copycat”, „Krzyku”, „Kolekcjonera kości”, „Piątku 13-go” albo „Siedem”? Bardziej lub mniej udanych wytworów współczesnej kultury, w których seryjni mordercy odgrywają kluczową rolę powstały setki, jeśli nie tysiące! Czy na pewno jednak owa fascynacja jest znakiem tylko naszych czasów? Jeśli prześledzimy historię zaczynając od starożytności szybko uznamy tę tezę za nieprawdziwą. Okaże się bowiem, że człowieka od zawsze interesowała mroczna strona jego natury, czemu dawał wyraz w sztuce, a to co naprawdę wyróżnia nas na mapie czasu to po pierwsze: szybkość rozprzestrzeniania się informacji i możliwość zdobycia sławy w skali globalnej, a po drugie: rozwój kryminalistyki i psychologii.

Oprócz książek, które są fikcją literacką wciąż wydawane są także biografie przestępców, reportaże dotyczące najsłynniejszych morderstw, a także poświęcone tematyce zbrodni książki popularnonaukowe. Najczęściej celem ich autorów nie jest epatowanie przemocą i okrucieństwem, lecz zagłębienie się w umysł przestępcy, chęć zrozumienia mechanizmów, które powodują, że niektóre jednostki gwałcą, torturują i mordują. Często przedstawiają także szczegółową analizę działań służb śledczych i przy okazji pełnią funkcję edukacyjną. Uczulają bowiem czytelnika na to, jakie zachowania mogą zwiększyć jego szanse na stanie się ofiarą, a jakie mogą te szanse zminimalizować (bo niestety wyeliminować zagrożenia całkowicie się nie da). Do takich pozycji można zaliczyć np. obie książki Johna Douglasa i Marka Olshakera: „Mindhunter” i „Mindhunter. Podróż w ciemność”.

W pierwszej części możemy poczytać o rozwoju psychologii behawioralnej i o tym jak niestandardowe metody śledcze wpłynęły na rozwój kryminalistyki. Jej współautor John Douglas, to pierwszy profiler pracujący w FBI, który analizując typy zachowań, psychikę i motywy działań przestępców, stworzył coś na kształt psychologicznego portretu zbrodniarza. Dzięki utworzonym profilom śledczy zawężają listę podejrzanych, co pozwala im na szybsze dotarcie do sprawcy i „unieszkodliwienie” go zanim ten ponownie zaatakuje. W kolejnej książce, John kontynuuje swoją relację ze świata bezwzględnych morderców, zabierając nas w nieprzyjemną podróż do samego jądra ciemności. Bo jak to niejednokrotnie podkreśla: żeby złapać mordercę trzeba myśleć tak jak on. Dlatego zaczyna swoją opowieść od mocnego uderzenia, czyli drobiazgowego opisu morderstwa dokonanego ze szczególnym okrucieństwem na młodej kobiecie. Zdarzenia relacjonuje nam z punktu widzenia napastnika, co czyni je wyjątkowo wyrazistymi. Do najwrażliwszych nie należę, ale po takim wstępie, książkę odłożyłam. Musiałam wziąć kilka głębszych oddechów i oczyścić umysł z kotłujących się w nim obrazów, żeby móc kontynuować czytanie. Obawiałam się, że takich „momentów” może być w niej więcej i powinnam zmienić nieco nastawienie, by aż tak mnie nie przytłaczały. Okazało się jednak, że jeżeli przebrnie się przez początek książki, dalej jest już łatwiej. Oczywiście autorzy nie ukrywają przed nami szczegółów morderstw, ukazując całe spektrum okrucieństwa do którego zdolny jest człowiek, ale zbrodni nie „oglądamy” już oczami mordercy, ani nie słyszymy w głowie jego myśli. Trzeba jednak przyznać, że czytelnikowi wystarczy mała „dawka” by zrozumiał jak trudne jest wchodzenie w umysł mordercy. Trudno się więc dziwić, że nawet zawodowym profilerom, którzy niejedno już widzieli, przychodzi to z pewną trudnością.

W „Mindhunter. Podróż w ciemność” sporo uwagi poświęcono przestępcom seksualnym, którzy odczuwają pociąg do dzieci. Dowiadujemy się więc jakie są typy pedofili, jak działają i dlaczego. W książce umieszczono także poradnik dla rodziców, w którym znajdą informacje o tym na co powinni uważać i jak rozmawiać z swoimi pociechami i czego je uczyć, by nie uczynić z nich potencjalnych ofiar. Douglas ze względu na to, że sam jest ojcem, ma wyraźnie bardzo emocjonalny stosunek do tej części książki, gdyż w kółko pisze o tym samym, jakby chciał się upewnić, że jego przekaz na pewno do nas dotrze. Oczywiście nie odkrywa Ameryki uznając, że niezwykle trudno jest zarazem chronić dziecko i przygotować je na życie w brutalnym świecie, uważam jednak, że warto go posłuchać i uświadomić sobie skalę niebezpieczeństwa, a także zapoznać się z jego radami.

W tym miejscu dochodzimy do tego, co mi w tej książce zgrzyta. Głównie to, że jest zlepkiem poradnika, reportażu i biografii. Otóż, na początku dostajemy trochę informacji o profilowaniu, krótki wykład o modus operandi, sygnaturze, motywach, następnie trafiamy na kilka rozdziałów o pedofilach, po czym przechodzimy do szczegółowej biografii jednej z dorosłych ofiar oraz zdającej się nie mieć końca walki jej rodziców o skazanie niebezpiecznego zwyrodnialca, która to bezlitośnie obnaża luki w działaniu wymiaru sprawiedliwości. To wszystko osobno jest oczywiście bardzo ciekawe, ale nie tworzy spójnej całości i powoduje, że książka w odbiorze jest dosyć chaotyczna. Podobnie więc jak poprzednio tematyka przykuwa uwagę, ale forma i uporządkowanie tekstu nadal pozostawiają wiele do życzenia. Co trzeba podkreślić, na szczęście w kontynuacji „Mindhuntera” znalazło się zdecydowanie mniej opowiadającego o sobie samym Johna. Tym razem nie przesadza on z osobistymi wspominkami i nie dominuje nimi treści. Co ważne, przypomina nam za to swoje dosyć radykalne i, w niektórych środowiskach, budzące kontrowersje opinie na temat kary śmierci, resocjalizacji, systemu penitencjarnego, warunkowych zwolnień oraz środowisk z których wywodzą się najgorsi przestępcy. Zanim jednak zaczniemy się burzyć, musimy uświadomić sobie, że jego postawa nie wzięła się z powietrza, tylko jest wynikiem wieloletnich obserwacji. Ten człowiek przecież, codziennie w pracy stykał się z czymś tak okrutnym i strasznym, że nie jesteśmy sobie w stanie tego nawet wyobrazić.

„Podróż w ciemność” czytałam w słoneczny dzień, siedząc na ławce w parku. Piękne okoliczności przyrody i rozkosznie rozleniwiający upał nie uchroniły mnie jednak przed wypełzającym z każdej kolejnej strony chłodnym niepokojem. Wypełniająca brutalnie przestrzeń świadomość sprawiała, że świat wokoło przycichał i tracił barwy… Wędrówka po katakumbach umysłów najplugawszych morderców z całą pewnością pozostawia w czytelniku niezatarty ślad. Po przeczytaniu obu części „Mindhuntera”, bez względu na to ile byśmy się w nich dopatrzyli wad, coś się w człowieku zmienia. Autorzy boleśnie uświadamiają nam bowiem, jacy jesteśmy bezradni i nieprzygotowani na starcie ze złem. Każdy z nas może stać się ofiarą, ofiarą zwyrodnialca mogą paść także nasi bliscy. Nikt nie jest bezpieczny. Bo chociaż psychologia behawioralna i inne dziedziny związane z kryminalistyką prężnie się rozwijają, to i tak wciąż pozostają parę kroków za ciemnością wypełniającą umysły morderców.

http://alicya.pl/mindhunter-podroz-w-ciemnosc/

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
446 398 2240
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (28)

Ulubione cytaty (3)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd