-
Artykuły
Czytamy w święta. 3 kwietnia 2026
LubimyCzytać183 -
Artykuły
Weź udział w konkursie i wygraj pakiet książek Callie Hart!
LubimyCzytać16 -
Artykuły
„Odpowiedź kryje się w tobie” – Katarzyna Wolwowicz zdradza, jak ją odnaleźć
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Nowa karkonoska powieść Sławka Gortycha! „ŚWIĘTO KARKONOSZY”- już wkrótce! KONKURS
LubimyCzytać127
forum Oficjalne Akcje i konkursy
[Zakończony] Świat za horyzontem - wygraj książkę "Za horyzont"
Chęć dotarcia za horyzont to jak pragnienie niemożliwego. Mimo to, bohater finałowej części trylogii Diakowa, nie zważając na przeszkody tego właśnie chce dokonać. Wyobraźcie sobie, że jesteście stalkerami w postapokaliptycznym świecie i również podejmujecie to wyzwanie. Udaje Wam się. Docieracie za horyzont. Jaki widok ukazuje się Waszym oczom? Opiszcie go! Czekamy na teksty o objętości nieprzekraczającej 1500 znaków ze spacjami.
Nagrody
Autorów pięciu najlepszych tekstów nagrodzimy egzemplarzami książki.
Za horyzont
Autor : Andriej Djakow
Regulamin
- Konkurs trwa od 29 listopada do 5 grudnia włącznie.
- W konkursie mogą wziąć udział jedynie osoby posiadające adres korespondencyjny w Polsce.
- Odpowiedzi muszą być napisane samodzielnie. Kopiowanie części lub fragmentów opinii, recenzji innych osób jest zabronione. Teksty nie mogą przekraczać 1500 znaków ze spacjami.
- Każdy użytkownik może zgłosić tylko jedną pracę.
- Zwycięzców wybiera administracja serwisu lubimyczytać.pl. Decyzja jest nieodwołalna.
- Dane adresowe zostaną wykorzystane przez serwis lubimyczytać.pl i Wydawnictwo Insignis.
- Adres zwycięzcy powinien zostać nadesłany do dwóch tygodni od daty ogłoszenia wyników konkursu. Po tym terminie administracja lubimyczytać.pl dopuszcza wybór kolejnego laureata lub nieprzyznanie nagrody.
odpowiedzi [54]
książka dotarła. Pięknie dziękuję :) Udanej imprezy sylwestrowej i szczęśliwego Nowego Roku Wszystkim! :)
książka dotarła. Pięknie dziękuję :) Udanej imprezy sylwestrowej i szczęśliwego Nowego Roku Wszystkim! :)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamGratuluję wszystkim:)
Gratuluję wszystkim:)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamGratuluję Wszystkim
Gratuluję Wszystkim
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamDziękuję i gratuluje pozostałym.
Dziękuję i gratuluje pozostałym.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamDziękuję i gratuluję pozostałym! :)
Dziękuję i gratuluję pozostałym! :)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamgratuluję :)
gratuluję :)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Gratulacje ;)
do zobaczenia w następnych konkursach
Gratulacje ;)
do zobaczenia w następnych konkursach
dzięki i gratuluję reszcie:)
dzięki i gratuluję reszcie:)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamGratulacje!
Gratulacje!
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Dziękujemy za wszystkie teksty. Nagrody otrzymują:
Anaru
Lidka
Agata
Doma
Mateusz
Serdecznie gratulujemy! Skontaktujemy się z Wami na PW.
Dziękujemy za wszystkie teksty. Nagrody otrzymują:
Anaru
Lidka
Agata
Doma
Mateusz
Serdecznie gratulujemy! Skontaktujemy się z Wami na PW.
Konkurs zakończony! Laureatów ogłosimy w poniedziałek.
Konkurs zakończony! Laureatów ogłosimy w poniedziałek.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Mija 25 lat od początku podróży i walki o przetrwanie w postapokaliptycznym świecie , gdzie w końcu dotarłem za horyzont i dzieli mnie tak naprawdę krok żeby zobaczyć czy wygląda to tak jak w moich snach,mam nadzieje że się tylko nie zawiodę .....
Piękne światło słoneczne,czyste rześkie powietrze,bezgraniczna zieleń,drzewa,krzewy,kwiaty,mchy.
Wszystko pachnie , emanuje pięknością,mnóstwo wody za której nie widać horyzontu,na to czekałem to samo chyba musiał czuć Neo kiedy zacumował swoją arką.
Idę dalej w głab lasu,moim oczom ukazują się piękne zwierzęta
ptaki,gryzonie,zebry...
Wszystko takie piękne wreszcie znalazłem miejsce swej dalszej egzystencji .....
Sorki że jeden dzień po terminie ale myślę że to uzwględnicie.
Mija 25 lat od początku podróży i walki o przetrwanie w postapokaliptycznym świecie , gdzie w końcu dotarłem za horyzont i dzieli mnie tak naprawdę krok żeby zobaczyć czy wygląda to tak jak w moich snach,mam nadzieje że się tylko nie zawiodę .....
Piękne światło słoneczne,czyste rześkie powietrze,bezgraniczna zieleń,drzewa,krzewy,kwiaty,mchy.
Wszystko pachnie , emanuje...
Już pawie jestem na miejscu. Jeszcze parę kroków. Im bliżej jestem tym bardziej nie mogę się doczekać kiedy zobaczę co tam jest.
Jestem. Zanim spojrzę w dół najpierw spoglądam w niebo. Boję się rozczarowania. No dobra. Spuszczam teraz wzrok niżej. I co widzę? Nie do wiary!!! Nie! Nie! Nie! To nie możliwe! Gdzie ten wspaniały świat, który sobie wyobrażałem? Gdzie świat na który tak czekałem? Nie ma nic. Tylko skały i woda. Gdzie zieleń, zwierzęta, czyste niebo? Gdzie te piękne kolory ziemi? Wszystko szare i smutne. Nawet niebo jakieś takie przygaszone, ciemne. Zrozumiałem, że ten piękny świat, który kiedyś istniał już nie wróci. Nie ma co sobie robić nadziei. Koniec z szukaniem lepszego świata. Trzeba wracać do tego, który jest i starać się go zmieniać na lepsze.
Odwracam się. Idę z powrotem a chociaż jestem dorosłym mężczyzną po policzkach płyną mi łzy. Łzy rozczarowania, smutku i tęsknoty...
Już pawie jestem na miejscu. Jeszcze parę kroków. Im bliżej jestem tym bardziej nie mogę się doczekać kiedy zobaczę co tam jest.
Jestem. Zanim spojrzę w dół najpierw spoglądam w niebo. Boję się rozczarowania. No dobra. Spuszczam teraz wzrok niżej. I co widzę? Nie do wiary!!! Nie! Nie! Nie! To nie możliwe! Gdzie ten wspaniały świat, który sobie wyobrażałem? Gdzie świat na...
Granica horyzontu i pierwszy widok...
Kolejna góra, kolejny szczyt i cóż ujrzałam ? W dole zobaczyłam szeroką dolinę między coraz niższymi szczytami, ale już nie mroczną. Popatrzyłam w górę, na niebo i... wpierw ujrzałam jasny błękit jak lśniący, niebieski, przezroczysty kryształ i mrok-mrok był za mną, blask przede mną. Ruszyłam pędem w dół, w zieleń i błękit, które widziałam na dole. Dotarłam do doliny i stanęłam nad jeziorem, w którym była czysta woda i widać było dno jeziora. Jezioro było wypełnione na dnie czystym piaskiem, a wokoło jeziora rosła czysta trawa. Uklękłam nad jeziorem i napełniłam dłonie wodą. Wypiłam łyk i... zobaczyłam ciemność, ciemniejszą od mroku i przestałam cokolwiek czuć... poza tym, że czułam radość i szczęście...
PS pozakonkursowe :
Tak naprawdę wyszło mi opowiadanie, które, przekracza limit i to za bardzo, a powyższy fragment to skromny kawałek całego opowiadania, które tym linkiem Wam udostępniam : http://pastebin.com/HB5aZdQf
Miłego czytania ;)
Granica horyzontu i pierwszy widok...
Kolejna góra, kolejny szczyt i cóż ujrzałam ? W dole zobaczyłam szeroką dolinę między coraz niższymi szczytami, ale już nie mroczną. Popatrzyłam w górę, na niebo i... wpierw ujrzałam jasny błękit jak lśniący, niebieski, przezroczysty kryształ i mrok-mrok był za mną, blask przede mną. Ruszyłam pędem w dół, w zieleń i błękit, które...
Polskie kwiaty!
Polskie kwiaty!
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Nareszcie! Po czternastu miesiącach wędrówki, w końcu dotarłam na horyzont. Nie mogę powiedzieć, że jestem rozczarowana. Spodziewałam się takiego widoku.
Moim oczom ukazały się płonące ruiny.
„Halo!”- wołam. Odpowiada mi tylko głuche echo. Zbliżam się do zgliszczy. Drewno wciąż jest gorące. Spóźniłam się! Ludzie. Całe miasto było tutaj, jednak ja się spóźniłam! Gdybym nie robiła tak częstych postojów, na pewno bym ich ocaliła! Przecież wiedziałam, że ci kosmiczni mordercy również ich szukają! Teraz nie mam celu. Nie mam już czego szukać. To było ostatnie miasto, którego istnienie potwierdzono. W innym przypadku nie pokonałabym tych dziewięciu stanów. Byłam pewna.
Zostało nas kilkoro na całym świecie. Jednego ze stalkerów poznałam. Nie wierzył, że jest nas więcej, dlatego nie chciał podróżować ze mną. W jak wielkim był błędzie!
Teraz już nic mi nie zostało... Nic.
Moi przyjaciele i rodzina zginęli. Straciłam sens życia już dawno temu, jednak myśl o dotarciu do celu trzymała mnie wśród żywych.
Teraz straciłam również to. Wyciągam pistolet. Czy śmierć jest rozwiązaniem?
Nie. Nadal żyję. Jestem jedną z nielicznych osób, które przetrwały. Kto wie? Może mam tutaj coś do zrobienia? Chowam broń i ruszam przed siebie wciąż nawołując, uzyskując w odpowiedzi jedynie mój własny, zrozpaczony głos.
Nareszcie! Po czternastu miesiącach wędrówki, w końcu dotarłam na horyzont. Nie mogę powiedzieć, że jestem rozczarowana. Spodziewałam się takiego widoku.
Moim oczom ukazały się płonące ruiny.
„Halo!”- wołam. Odpowiada mi tylko głuche echo. Zbliżam się do zgliszczy. Drewno wciąż jest gorące. Spóźniłam się! Ludzie. Całe miasto było tutaj, jednak ja się spóźniłam! Gdybym nie...
Horyzont zdarzeń - granica w czasoprzestrzeni, po przekroczeniu której nic nie jest w stanie opuścić tego obszaru. Wszystko, co przenika przez horyzont zdarzeń od strony obserwatora, znika.
Co jest za horyzontem? Byłam tam, za Horyzontem Zdarzeń. Tak nazwałam te góry, które teraz widzicie. Są tajemnicze, nie pozwalają dostrzec co jest za nimi, a ci, którzy się tam zapuścili już nie wracają. Nie, nie przekroczyłam tej delikatnej granicy. Tylko widziałam, co jest poza nią… Nic. Nic tam nie ma. Żadnych zwierząt, drzew, choćby źdźbła trawy. Nie widziałam nawet ptaków latających choćby w pobliżu tego miejsca. Pustka. Ziemia jest tak czarna, że… Ta pustka ciągnie się aż po horyzont. Nic, tylko ciemność. A może to nie była ziemia. Może była to prawdziwa pustka, w której nie ma ziemi, życia, planet czy gwiazd. Może to właśnie był kraniec Ziemi. Tego nie wiem. Nie odważyłam się zejść ze szczytu góry, z którego obserwowałam to co jest za Horyzontem. Serce mówi mi, że nie należy tam się więcej zapuszczać. Bo stamtąd przyszła Zagłada. – staruszka zamknęła oczy i już więcej nie odezwała się ani słowem. Młodzi ludzie, wiedząc, że nic więcej od niej już nie usłyszą, przysiedli się bliżej ogniska. Myśli każdego zwrócone były ku Horyzontowi Zdarzeń. Jeśli ktoś spojrzał w stronę gór, bardziej czuł niż widział emanującą stamtąd ciemność, przesłaniającą gwiazdy.
Horyzont zdarzeń - granica w czasoprzestrzeni, po przekroczeniu której nic nie jest w stanie opuścić tego obszaru. Wszystko, co przenika przez horyzont zdarzeń od strony obserwatora, znika.
Co jest za horyzontem? Byłam tam, za Horyzontem Zdarzeń. Tak nazwałam te góry, które teraz widzicie. Są tajemnicze, nie pozwalają dostrzec co jest za nimi, a ci, którzy się tam...
„Za horyzont”, „za horyzont” powtarzałam sobie jak rozkaz. „Naprzód”, „idź”, „nie poddawaj się” – dodawałam sobie otuchy. „Chcieć to móc” – motywowałam się. I choć mimo, że nie raz zwątpiłam na nowo odnajdywałam sens i podnosiłam głowę i zmuszałam się do dalszego marszu.
Prawa.
Lewa.
Prawa.
Lewa.
Prawa.
Lewa.
Dalej. Ciągle do przodu. Wyobrażałam sobie, że gdy dojdę za horyzont znajdę się w raju. Będę czuć się spełniona, zrealizowana, po prostu nieziemsko szczęśliwa, bo mój trud, zmagania dzień po dniu, nie poszły na marne.
Idę.
Jestem już blisko.
Widzę, że zaraz dotrę za horyzont.
Mimo wyczerpania biegnę. Zrywam się i prawie wznoszę nad ziemię biegnąc. Do dziś nie wiem skąd we mnie było tyle sił.
Przed dotarciem na miejsce, zamykam oczy.
Staję.
Wdycham powietrze.
Czuję ciepło.
Słyszę muzykę.
Czuję się jak w siódmym niebie.
Otwieram oczy.
Upadam.
Brak mi sił.
Zamieram.
Dotarłam za horyzont, by zobaczyć kolejny, bo takie jest życie – stawia coraz to nowe wyzwania i nie wolno stać w miejscu, trzeba ciągle zmierzać do przodu, piąć się. Więc biorę oddech i...
Prawa.
Lewa.
Prawa.
Lewa.
Prawa.
Lewa.
„Za horyzont”, „za horyzont” powtarzałam sobie jak rozkaz. „Naprzód”, „idź”, „nie poddawaj się” – dodawałam sobie otuchy. „Chcieć to móc” – motywowałam się. I choć mimo, że nie raz zwątpiłam na nowo odnajdywałam sens i podnosiłam głowę i zmuszałam się do dalszego marszu.
Prawa.
Lewa.
Prawa.
Lewa.
Prawa.
Lewa.
Dalej. Ciągle do przodu. Wyobrażałam sobie, że gdy dojdę za...
Spoceni, zmęczeni i spragnieni, wreszcie docieramy na miejsce. Najcudowniejsze miejsce, jakie kiedykolwiek ukazało się naszym oczom. Ośnieżone góry wchodzące w turkusowe morze, lekko oświetlone przez zachodzące słońce. Drewniane łódki kołyszą się na wodzie w malutkiej zatoczce. Plaża, która wszędzie indziej byłaby zatłoczona przez turystów, tu pusta, jeżeli nie licząc tych kilku nurków, którzy właśnie wyłowili się z wody. Zapewne właśnie obserwowali piękne rafy koralowe, bogate w wszelkiego rodzaju stworzenia morskie. Plaże otaczają wysokie palmy, jakich nikt jeszcze nie widział. Za nimi rozpościerają się starodawne budynki, najpewniej są pozostałościami po jakiś odpowiednikach naszych Majów. Zapewne w nich mieszka ludność, o której istnieniu dotąd nie wiedzieliśmy. Wszystko tu takie piękne, że aż trudno uwierzyć, że to nie widok z pocztówki podrasowanej przez najlepszych grafików.
Spoceni, zmęczeni i spragnieni, wreszcie docieramy na miejsce. Najcudowniejsze miejsce, jakie kiedykolwiek ukazało się naszym oczom. Ośnieżone góry wchodzące w turkusowe morze, lekko oświetlone przez zachodzące słońce. Drewniane łódki kołyszą się na wodzie w malutkiej zatoczce. Plaża, która wszędzie indziej byłaby zatłoczona przez turystów, tu pusta, jeżeli nie licząc tych...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Jestem już u kresu sił. Nie tylko fizycznych, ale i psychicznych. Podczas mojej podróży widziałem wiele: ludzi pożerających własne dzieci, zdeformowane ciała stalkerów i zrujnowane miasta, które kiedyś tętniły życiem. Było nas dwunastu...przetrwałem tylko ja. Mieliśmy jeden cel misji: Dotrzeć za horyzont. Do lepszego świata gdzie czeka nas godne życie. Zostawiliśmy metro za sobą i wybraliśmy się w naszą ostatnią podróż. Już prawie jestem u celu. Poraniony, głodny i wycieńczony ledwo powłóczę nogami. Jeszcze kilka kroków i przejdę przez zgliszcza. Zakrywam oczy ręką. Słońce wschodzi. Po latach spędzonych pod ziemią oczy odzwyczaiły się od światła. Po chwili je odkrywam i spoglądam w dal. Widzę statek do którego wchodzą ludzie. Gdzie płynie? Czy jest tam lepsze życie? Upadam na kolana. Dostrzega mnie jeden z ludzi. Podbiega. Chwyta mnie za ramię i ciągnie ku arce.
-Nie bierzemy miejscowych!
-Jest wycieńczony! Widział wiele! Może nam się przydać, kiedy wrócimy po resztę!
Sekunda ciszy
-Zaprowadźcie go pod pokład i opatrzcie. Nie może wykorkować!
Mdleję i marzę, by obudzić się w nowym lepszym świecie.
Jestem już u kresu sił. Nie tylko fizycznych, ale i psychicznych. Podczas mojej podróży widziałem wiele: ludzi pożerających własne dzieci, zdeformowane ciała stalkerów i zrujnowane miasta, które kiedyś tętniły życiem. Było nas dwunastu...przetrwałem tylko ja. Mieliśmy jeden cel misji: Dotrzeć za horyzont. Do lepszego świata gdzie czeka nas godne życie. Zostawiliśmy metro za...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
"Jeśli chcesz dotrzeć do swojego celu, musisz przejść przez długą drogę". Nikt nie powiedział że to będzie takie trudne. Nie muszę dalej iść, jednak spróbuję. Chcę tego.
Widać horyzont...
-Dalej popłynę sam. - musiałem opuścić swoją załogę.
-Ale jak to?
-Ani słowa. Wracajcie.
-Na pewno sobie poradzisz?
-Tak. Bo kto jak nie ja... Żegnajcie.
Płynę już dwie godziny! Co się do diabła dzieje?! Czuję że zamiast płynąć dalej, cofam się... Ląd! Szybko wyskoczyłem z łodzi i dopłynąłem do niego. Później szedłem kilka minut przed siebie. Pustka. Zapadała ciemność. Było zupełnie ciemno.
-Halo? Jest tu kto?
Odpowiedziało mi tylko echo. Nagle zobaczyłem, że przede mną stoi ściana. Wysoka niemal do samego nieba. W ścianie zostały umieszczone małe drzwi, które ledwie dostrzegłem. Gdy je otworzyłem, zamarłem. Zachód słońca. Różowawe niebo. Kwitnące łąki. W oku zakręciła mi się łezka. Ten widok był naprawdę piękny.
- O Jezu... - powiedziałem z zachwytu.
- To nasza miejscowość - ktoś odrzekł, a ja aż podskoczyłem.
- Jesteś stąd?
- Tak. Ty pewnie jesteś zza horyzontu.
- Ale to jest przecież...
- Jest jeszcze wiele horyzontów, o których mogłeś nie wiedzieć.
"Jeśli chcesz dotrzeć do swojego celu, musisz przejść przez długą drogę". Nikt nie powiedział że to będzie takie trudne. Nie muszę dalej iść, jednak spróbuję. Chcę tego.
Widać horyzont...
-Dalej popłynę sam. - musiałem opuścić swoją załogę.
-Ale jak to?
-Ani słowa. Wracajcie.
-Na pewno sobie poradzisz?
-Tak. Bo kto jak nie ja... Żegnajcie.
Płynę już dwie godziny! Co się...
Idę w stronę horyzontu asekurując się myślą, że w razie czego mogę odejść, wrócić na stare śmieci, tu gdzie jestem wcale się nie nudzę! Spodziewam się wyjątkowej szerokiej przestrzeni, połączonej ze źródłem ciepłej, wartościowej wrażliwości zwierzęco - ludzkiej. Mnóstwa życzliwych, radosnych osób z otwartymi rękami na mnie czekających. Świat natury całkowicie akceptuję i szanuję, chce by tam był i żył swoim rytmem, bez skazy chemicznych możliwości obecnego stanu. Zbliżam się powoli i razem ze mną widzę słońce wystaje oddycham wonią pomieszanych ziół, ziemia jakby stała się lżejsza, o wiele mięcej się mi idzie. Dosłownie kila kroków mi zostało...
Wpadłam do beczki, która turla mnie przez parę minut przyspieszając i zwalniając jednocześnie na karłowatym podłożu. Wreszcie kiedy się zatrzymała ja cała obolała wydostawszy się z niej przecieram oczy i widzę coś czego zupełnie się nie spodziewałam, bajkowy świat i oklaski, zagrałam pierwszoplanową rolę, uwierzycie?
Idę w stronę horyzontu asekurując się myślą, że w razie czego mogę odejść, wrócić na stare śmieci, tu gdzie jestem wcale się nie nudzę! Spodziewam się wyjątkowej szerokiej przestrzeni, połączonej ze źródłem ciepłej, wartościowej wrażliwości zwierzęco - ludzkiej. Mnóstwa życzliwych, radosnych osób z otwartymi rękami na mnie czekających. Świat natury całkowicie akceptuję i...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Gdy docieram na miejsce widzę piękną linię horyzontu.
Za nią kryje się magiczny świat,który ja nie znam.
Chcę go odkryć,ale myślę sobie:"Nie chcę kusić losu, bo po co".
Widzę lepszy, ciekawszy świat,lecz szkoda,że jest to widziane oczami mojej wyobraźni i zamienia się w to sen.
Gdy docieram na miejsce widzę piękną linię horyzontu.
Za nią kryje się magiczny świat,który ja nie znam.
Chcę go odkryć,ale myślę sobie:"Nie chcę kusić losu, bo po co".
Widzę lepszy, ciekawszy świat,lecz szkoda,że jest to widziane oczami mojej wyobraźni i zamienia się w to sen.
Eh,i co ja się właściwie spodziewam tam zobaczyć,co?Wojskowy kompleks tonący w bujnej zieleni?Czy może koniec świata? Stanę na krawędzi kosmicznej rozpadliny,jak to zwykł gadać Misza?No bez jaj…
Zbliżam się do kresu mojej wyprawy i nic nie wskazuje na to,żeby za tym cholernym horyzontem było cokolwiek godnego uwag. Po tylu trudach i wyrzeczeniach moja podróż dobiega wreszcie końca…I właśnie teraz,gdy cel mam na wyciągniecie ręki dopadają mnie wątpliwości.
Normalnie dałem się w to wciągnąć jak naiwny szczeniak.Do tej pory myślałem,że to ma jakiś sens,a okazuje się,że pognałem za jakimś głupim marzeniem,jak dzieciak za zgubionym balonikiem.
Ubzdurało mi się zostać bohaterem,który uratuje świat; ha, dobre sobie…
Ale czy to teraz ważne?W końcu jestem już tak blisko,że żal byłoby nie sprawdzić co jest za tym ostatnim wzniesieniem.Idę więc dalej mozolnie wspinając się po trawiastym zboczu.Niedawno musiała przejść tędy ulewa,bo kępy pożółkłej trawy uciekają mi spod stóp.Spocony jak szczur w końcu docieram na szczyt.
Z krzywym uśmiechem patrzę przed siebie, na rozległą łąkę kończącą się gdzieś daleko burym lasem.Co tu dużo gadać – łąka,jak łąka.Cudów: brak.
Nagle coś przykuwa moją uwagę.Pochylam się i moim oczom ukazuje się zielona roślinka ukryta w gąszczu zgnilizny.Rozglądam się i dalej widzę następną.I jeszcze jedną, i kolejną!Teraz już wszędzie moje oczy wyłapują drobną rozproszoną zieleń.
Hmm,może jednak coś w tym jest? – uśmiecham się do swoich myśli i ruszam przed siebie.
Eh,i co ja się właściwie spodziewam tam zobaczyć,co?Wojskowy kompleks tonący w bujnej zieleni?Czy może koniec świata? Stanę na krawędzi kosmicznej rozpadliny,jak to zwykł gadać Misza?No bez jaj…
Zbliżam się do kresu mojej wyprawy i nic nie wskazuje na to,żeby za tym cholernym horyzontem było cokolwiek godnego uwag. Po tylu trudach i wyrzeczeniach moja podróż dobiega...
Szedł. Szedł już od miesięcy, tygodni, całą wieczność - nie pamiętał. Woda skończyła się wczoraj... nie, tydzień temu. Tydzień temu umarł Juri; przeklęte krety. Pozostał mu tylko marsz, marsz ku marzeniom, za horyzont. Do następnej góry, to na pewno już tam. Nie ma już wody, jedzenia, naboi. Nie wróci, nie zdoła.
- Byle do przodu, jeszcze krok Juri... to już. - mówił do siebie.
Ostatnie wzniesienie przekroczył idąc jak robot. Nie miał siły nawet podnieść wzroku. Poczuł jednak mdły zapach rozkładu. Najpierw zobaczył psa. Stał nieruchomo dysząc ciężko. Wielki basior, przynajmniej dwieście kilo mięśni. Przerażony cofnął się i instynktownie nacisnął spust. Usłyszał cichy szczęk metalu. Przewrócił się na plecy zasłaniając głowę gotowy na śmierć w paszczy dzikiej bestii. Nic jednak się nie stało. Odsunął rękę i wtedy Je zobaczył. Cała dolina była pełna... Istot. Były tam wszystkie zwierzęta o których słyszał w kanałach, ale jeszcze więcej takich, których nawet nie potrafił opisać. Ogrom post nuklearnej fauny. Wszystkie, które jeszcze żyły po prostu stały bezruchu wpatrzone w... Wtedy uniósł wzrok i uśmiechnął się...
Stał bez ruchu. Jedyny człowiek pośród tych wszystkich Istot. Jego mięśnie nawet nie drgnęły, gdy basior upadł konając z głodu i wycieńczenia. Nie mrugnął, kiedy pył niesiony gorącym wiatrem wpadał mu do oczu. Oddychał spokojnie, jak ktoś kto wreszcie zasnął snem sprawiedliwym...
Szedł. Szedł już od miesięcy, tygodni, całą wieczność - nie pamiętał. Woda skończyła się wczoraj... nie, tydzień temu. Tydzień temu umarł Juri; przeklęte krety. Pozostał mu tylko marsz, marsz ku marzeniom, za horyzont. Do następnej góry, to na pewno już tam. Nie ma już wody, jedzenia, naboi. Nie wróci, nie zdoła.
- Byle do przodu, jeszcze krok Juri... to już. - mówił do...
Wreszcie dotarłam, po mozolnej i męczącej wędrówce. Dotarłam tu dacie wiarę. Dobrnęłam ostatkiem sił za horyzont. I kto z was zgadnie, co za nim ujrzałam? Tak proszę państwa kto jak, kto ale ja to mam szczęście nie ma tu nic, bezbrzeżna pustka i nic więcej. Takie coś mogła przytrafić się tylko mnie. I co teraz?
- Pytam się co teraz?
Wreszcie dotarłam, po mozolnej i męczącej wędrówce. Dotarłam tu dacie wiarę. Dobrnęłam ostatkiem sił za horyzont. I kto z was zgadnie, co za nim ujrzałam? Tak proszę państwa kto jak, kto ale ja to mam szczęście nie ma tu nic, bezbrzeżna pustka i nic więcej. Takie coś mogła przytrafić się tylko mnie. I co teraz?
- Pytam się co teraz?
Myśleliśmy, że planeta umarła. Ryjąc podziemne tunele, wciąż wpatrzeni w ciemność, pogrzebaliśmy ją w wyblakłych wspomnieniach dawnej świetności. Horyzont ukazał mi jednak prawdę - natura zawsze znajdzie sposób, aby przeżyć.
Stoję na szczycie wniesienia otaczającego ciągnącą się w oddali dolinę. Potężne skały chronią rośliny o ciemnych łodygach i kulistych kwiatach krwistego koloru. W oddali, wśród mętnych, bladoróżowych chmur widzę przenikające niebo światło. Złotoczerwone promienie padają na mury, okalające czerniejące w oddali budynki.
Lecz wśród martwych pól czai się życie. Przemyka wydeptanymi w lepkim mule ścieżkami niosąc naręcza upiornych roślin niczym dawni rolnicy kłosy najprzedniejszego zboża. Czy to człowiek? Czy może gatunek tak daleki od pierwowzoru, że nie pozostało w nim nic z ludzkiej gnuśności?
Stoi wyprostowany, dumnie prezentując umięśnione ciało. Jego marmurowo biała skóra jest gładka i lśniąca. Małe uszy drgają niespokojnie, wyrażając zaniepokojenie wizytą niespodziewanego gościa.
– Nie bój się. Ludzie wyrządzili już dość krzywd – mówię, choć nie może usłyszeć moich słów. W jego czarnych oczach, ukrytych za wąskimi szparkami, widzę przyszłość, do której nie należę. Obcy w Nowym Świecie rozszczelniam skafander, pozwalając płucom chłonąć trujące powietrze. Gdy opadam na kolana krztusząc się i kaszląc, widzę jak pierś Stworzenia powoli unosi się i opada. Umieram patrząc na jego spokojny oddech - zwiastun nowego panowania.
Myśleliśmy, że planeta umarła. Ryjąc podziemne tunele, wciąż wpatrzeni w ciemność, pogrzebaliśmy ją w wyblakłych wspomnieniach dawnej świetności. Horyzont ukazał mi jednak prawdę - natura zawsze znajdzie sposób, aby przeżyć.
Stoję na szczycie wniesienia otaczającego ciągnącą się w oddali dolinę. Potężne skały chronią rośliny o ciemnych łodygach i kulistych kwiatach...
Idę już któryś dzień z rzędu bez porządnego odpoczynku. Chcę mieć to już za sobą. Przejść za Horyzont, wiedzieć co za Nim jest. Czy jest szansa dla ludzi? Czy jest jakakolwiek? Teraz nie odpuszczę. Jestem bliżej niż dalej.
Nie widziałem żadnych ludzi, a ostatnie szczątki mijałem w zeszły tydzień mojej wędrówki. Przeraża mnie to ale i nie dziwi. Przeraża, że nikt nie miał takiej woli jak ja. Nie dziwi, ponieważ, ja sam chciałem odpuścić dawno temu. Widocznie tylko ja znalazłem w sobie tyle siły, aby dotrzeć właśnie tam, za ten magiczny Horyzont, który zmieni wszystko. Teraz nie odpuszczę. Jest coraz mniej życia im bliżej Horyzontu - nie ma trawy, praktycznie pustynia, zwierząt również nie ma. Boję się tego, może jednak ten horyzont to nic wielkiego, a tylko mityczna opowieść, żeby nadzieja w ludziach nie zmarła w tym napromieniowanym świecie. W świecie i tak nadziei pozbawionym. Z małymi wyjątkami. Ja wierzę, że nie ma życia, bo kończy się zepsuty świat który znam ja, a zaczyna lepszy.
Myślę co zrobię gdy Tam dojdę, bo to zrobię uda mi się. Wierzę, że jest tam świat taki który każdy sobie marzy. Można oddychać, bez obawy o życie, jest zdrowa woda, zdrowe zwierzęta. Sarny. Tak cholernie chciałbym zobaczyć sarnę biegającą przez las...
Widzę. To On. Przyśpieszam. Muszę To zobaczyć. Wiedzieć czym jest. Jeszcze kilka kroków, widzę coś zielonego. Jestem na wzniesieniu. Patrze w dół. Zaczynam płakać. Ze szczęścia. Sarny biegające w lesie. Świat jest taki piękny.
Idę już któryś dzień z rzędu bez porządnego odpoczynku. Chcę mieć to już za sobą. Przejść za Horyzont, wiedzieć co za Nim jest. Czy jest szansa dla ludzi? Czy jest jakakolwiek? Teraz nie odpuszczę. Jestem bliżej niż dalej.
Nie widziałem żadnych ludzi, a ostatnie szczątki mijałem w zeszły tydzień mojej wędrówki. Przeraża mnie to ale i nie dziwi. Przeraża, że nikt nie miał...
Ziemia stała się jednym wielkim pustkowiem. Dookoła nie było nic. Wszędzie jałowe, szare podłoże, na którym nie było widać nawet kawałka zieleni. Gdzieniegdzie unosił się dym po dogasających ognistych wybuchach. Niebo ciemne, smutne, bez wyrazu, ani śladu słonecznego blasku. A na tle tego postapokaliptycznego świata – Ona. Żywej duszy podczas swej wędrówki nie spotkała. Przeklinała to szczęście w nieszczęściu, że przeżyła Apokalipsę. Gdy zmęczona bezsensownym wędrowaniem usnęła, jakaś blada, tajemnicza postać szepnęła jej -„Podążaj za horyzont, tam będziesz miała także i ty rajskie życie…”. Błądziła więc i szukała tajemnej drogi. Po wielu trudach i z wielką nadzieją w sercu przekracza linię horyzontu, stanowiącą jakby granicę między dwoma światami. Jej oczom ukazały się wysokie, oblodzone szczyty górskie. -„Pięknie” – pomyślała w pierwszym odruchu. Nagle zamarła. Ujrzała ową tajemniczą postać, która ją tu skierowała. Kobieta w bieli krążyła wokół niej, a jej śmiech przeszywał ją do kości. Zrobiła kilka kroków. Zewsząd zaczęły ją otaczać dziwne zjawy, odstraszające swym przerażającym chichotem. W lawinie niezrozumiałych słów dosłyszała tylko „śmierć”. Zobaczyła nagle potężne zwały śniegu, zmierzające w jej stronę…
… wtedy to obudziła się z krzykiem. Zrozumiała, że dla żywych nie istnieje „za horyzontem”. Za horyzontem byli wszyscy, którzy umarli, a jej droga do tego celu póki co jeszcze trwa… i nikt nie wie, kiedy dobiegnie końca… póki żyje, nie trafi za horyzont…
Ziemia stała się jednym wielkim pustkowiem. Dookoła nie było nic. Wszędzie jałowe, szare podłoże, na którym nie było widać nawet kawałka zieleni. Gdzieniegdzie unosił się dym po dogasających ognistych wybuchach. Niebo ciemne, smutne, bez wyrazu, ani śladu słonecznego blasku. A na tle tego postapokaliptycznego świata – Ona. Żywej duszy podczas swej wędrówki nie spotkała....
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Powoli otworzył oczy. To jednak nie był sen. Wędrował w zasadzie po omacku, chyba stąd to złudzenie. Czyżby to było to o czym wszyscy mówili, to co każdy z nich pragnął zobaczyć, to co stało się sensem życia. Horyzont… Legendarna granica, którą podobno wyznaczyły termonuklearne ślady ludzkiej głupoty. W zasadzie nic specjalnego – pomyślał rozglądając się dookoła. Ze szczytu pagórka, który kiedyś być może był centrum jakiegoś miasta, o czym świadczyły sterczące tu i ówdzie pordzewiałe szyny i kamienne tablice z dziwnymi napisami widać było regularnie rozmieszczone kratery o zadziwiająco okrągłym kształcie. I co dalej? – to jedno zdanie kołatało się pod jego czaszką. Zaczął schodzić po zboczu zbliżając się wolno do linii wyznaczonej przez ogromne leje. Z zaciągniętego dziwnymi, prawie fioletowymi chmurami nieba opadały pojedyncze krople. Deszcz. Radioaktywne, mordercze łzy wylewane nad spaloną ziemią. Teraz zrozumiał. Za horyzontem nie ma nic, ale nikt się o tym nie dowie. Kolejne pokolenia będą żyły z nadzieją, że gdzieś tam jest lepszy świat.
Zanim jego ciało całkowicie rozsypało się, wypalone zabójczym deszczem izotopowym zdążył jeszcze szepnąć - Byłem tu, za horyzontem… Deszcz przestał padać, ostatnimi kroplami zmywając z piasku ślad człowieka, który odważył się marzyć…
Powoli otworzył oczy. To jednak nie był sen. Wędrował w zasadzie po omacku, chyba stąd to złudzenie. Czyżby to było to o czym wszyscy mówili, to co każdy z nich pragnął zobaczyć, to co stało się sensem życia. Horyzont… Legendarna granica, którą podobno wyznaczyły termonuklearne ślady ludzkiej głupoty. W zasadzie nic specjalnego – pomyślał rozglądając się dookoła. Ze...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej