Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Tyle magii, na ile tylko mamy ochotę

Tyle magii, na ile tylko mamy ochotę
4 wartościowy tekst

O literaturze dziecięcej, korzyściach płynących ze wspólnego czytania na głos, Paryżu lat dwudziestych i trzydziestych oraz pewnej ekscentrycznej Francuzce rozmawiamy z Andreą de La Barre de Nanteuil i Lovisą Burfitt, autorkami książki Historia Mademoiselle Oiseau.

„Historia Mademoiselle Oiseau” to pięknie ilustrowana opowieść o przyjaźni, marzeniach, dorastaniu i bajkowej paryskiej modzie.

Aleja Minionych Czasów. Serce Paryża. To tutaj, na ostatnim piętrze starej kamienicy mieszka elegancka i bardzo osobliwa Mademoiselle Oiseau. Ile ma lat? Nie pytajcie, tego nie wie nikt. Prawdę mówiąc, sąsiedzi z rzadka tylko widują ją na balkonie, gdzie wystrojona w perłowy naszyjnik pokazuje się w towarzystwie swoich kotów i ptaszków. Piętro niżej mieszka dziewięcioletnia Isabella, dziewczynka tak zwyczajna, że aż niewidzialna. Tak, nikt jej nie dostrzega, nikt z nią nie rozmawia, nie chce się z nią bawić. Pewnego dnia po powrocie ze szkoły Isabella naciska zły guzik windy i przez pomyłkę wjeżdża do mieszkania panny Oiseau… Tak zaczyna się historia pewnej niezwykłej, pełnej magii i przygód, przyjaźni.

Autorkami tej historii są Andrea de La Barre de Nanteuil i Lovisa Burfitt. Andrea de La Barre de Nanteuil mieszka w Paryżu, zawodowo zajmuje się modą jako specjalistka PR. Ukończyła Uniwersytet w Lund, studiowała też w ESCP Europe w Paryżu. Jest autorką czterech książek dla dzieci: „Historia Mademoiselle Oiseau”, „Mademoiselle Oiseau i listy z przeszłości”, „Mademoiselle Oiseau and Argentine” oraz „POMPOMDOOZLES”. Lovisa Burfitt to jedna z najzdolniejszych współczesnych skandynawskich ilustratorek. Absolwentka Szkoły Mody Beckmana oraz Królewskiego Instytutu Sztuki w Sztokholmie. Po studiach zamieszkała w Paryżu, gdzie rozwinęła karierę jako projektantka mody i ilustratorka. Obecnie mieszka w Aix-en-Provence.

Polskie wydanie „Historii Mademoiselle Oiseau” ukazuje się w przekładzie Marii Jaszczurowskiej nakładem Wydawnictwa Literackiego.

 

W Polsce całe pokolenia dzieci wychowały się na „Pippi Pończoszance” i „Dzieciach z Bullerbyn”. A wasze dzieciństwo? W czym zaczytywałyście się jako małe dziewczynki?

Andrea de La Barre de Nanteuil, Lovisa Burfitt: My też uwielbiałyśmy Astrid Lindgren! Jesteśmy wielkimi fankami Barbro Lindgren, autorki „Jättehemligt”, „Världshemligt” i „Bladen brinner”. A także Marii Gripe i jej „Skuggserien” czy „Glasblåsarns barn”. Szwecja ma wielką tradycję, jeśli chodzi o literaturę dla dzieci i młodzieży, cieszymy się, że możemy być jej częścią.

Czytałyście wtedy książki z rodzicami?

Andrea: Tak, a teraz my czytamy dzieciom. Zarówno trzylatkom, jak i większym, takim w wieku 11 albo 14 lat. To jest bardzo ważne. Celem „Historii Mademoiselle Oiseau” i całej serii jest promocja wspólnego czytania na głos. Taka lektura ma wiele zalet - to wspólne odkrywanie świata, rozwijanie dziecięcego słownika, odprężenie umysłu po dniu spędzonym przed komputerem albo telewizorem… Chodzi też o to, by rozbudzić apetyt dziecka na czytanie w ogóle.

Właśnie padło nazwisko Mademoiselle Oiseau. To bohaterka książki, którą razem stworzyłyście. Postać bardzo osobliwa i intrygująca. Która z was ją wymyśliła?

Lovisa: W 2010 dostałam zlecenie od firmy Rörstrand, producenta porcelany stołowej. Wtedy namalowałam ją po raz pierwszy, pojawiła się jako motyw na serwisie stołowym. Rok później spytałam Andreę, czy nie napisałaby o niej książki. Mademoiselle Oiseau to bardzo ekscentryczna, a zarazem typowa francuska mademoiselle czy madame, która jest dokładnie taka, jaka chce być, nie ulega wpływom innych.

Andrea: Jest też bardzo paryska. Uosabia fantastyczny Paryż lat trzydziestych. Art nouveau, „szalone lata”, surrealizm, joie de vivre... To wszystko można w niej zobaczyć.

Lovisa: Mieszka w Alei Czasów Minionych w okazałym apartamencie na najwyższym piętrze, z wiekim tarasem i sekretnymi pomieszczeniami odzwierciedlającymi jej przeszłość i to, w jaki sposób chce żyć teraz, czyli poza jakimikolwiek granicami. W tym mieszkaniu kwiatki rosną między deskami podłogowymi, znienacka pojawiają się kuchnie zapachowe i magiczne pudełka, a na tarasie na dachu znalazło się nawet miejsce na basen. Jest też stryszek z pianinem, gdzie można sprawić, że w środku najłagodniejszej paryskiej wiosny spada śnieg.

Zaczęło się od ilustracji, a tekst pojawił się później. Co było potem - czy to obraz zawsze narzucał tekst czy tekst sugerował obraz?

Lovisa: Wizualnie Mademoiselle Oiseau istniała, zanim Andrea napisała pierwsze zdanie. W pracy najważniejsze dla nas jest wzajemne zaufanie. Dajemy sobie wiele swobody. Skaczemy w tę samą twórczą falę, ale cały czas płyniemy osobno. Naszym lejtmotywem jest wolność, brak granic i tyle magii, na ile tylko mamy ochotę.

Mademoiselle Oiseau jest bardzo szykowną damą – nosi buty na wysokich obcasach, ma szafę pełną wystrzałowych kreacji i kuchnię, której używa do robienia perfum. Modowe wątki w książce zwracają uwagę…

Andrea: Obie pracujemy w branży modowej, Lovisa jako projektantka i ilustratorka, ja jako specjalistka od PR i kontaktów z mediami. Prywatnie też interesujemy się modą, jest ona nierozerwalnie związana z Paryżem oraz epoką, która nas inspiruje. W książce wiele razy puszczamy oko do fashionistek, ale to naprawdę nie jest w niej najważniejsze. Istotniejsze są kulturalne nawiązania i odniesienia, które można w niej znaleźć.

Aleja Minionych Czasów też była wtedy inna. Cały Paryż był inny. Prawie codziennie odbywały się przyjęcia. Życie było niekończącym się pasmem zabaw. Teraz mam wrażenie, że ludzie tylko pracują. Pracują i chodzą na zakupy do paskudnych sklepów. Tylko my dwie wiemy, jak miło spędzać czas - tak jak Gil Pender i Adriana w filmie „O północy w Paryżu” Mademoiselle Oiseau ma swoją nostalgiczną paryską epokę…

Andrea: To prawda, i ta jej epoka jest natchnieniem również dla nas. To słynne „szalone lata”, lata trzydzieste, triumf surrealizmu, napływ całej rzeszy artystów do Paryża, który wybrali jako miejsce do zamieszkania i do pracy…

Jest w tej książce pewien wyższy, „dorosły” poziom. Szczególiki i smaczki, które właściwie zrozumieją i docenią dorośli. Mam tu na myśli ekoprotest Edyty, jej dwa domy - jeden dla Fina, drugi dla Francuza (śmiech), standy bukinistów wzdłuż Sekwany, „Portret Doriana Graya”, srebrną laskę z uchwytem w kształcie nagiej kobiety czy przezabawny obraz Juliette śpiewającej „Milorda”… Czy to znaczy, że chciałyście napisać bajkę zarówno dla dzieci jak i dla dorosłych?

Andrea: Tak, właśnie o to nam chodziło! Ale uważamy też, że pisarze powinni bardziej ufać możliwościom poznawczym młodego czytelnika. Jeśli czegoś nie zrozumie, znajdzie pewnie podpowiedź na google… Chcemy, żeby nasi czytelnicy po prostu cieszyli się z czytania i mieli frajdę z tej opowieści, a przy tym mieli otwarty umysł, budzili swoją ciekawość i czasem dowiadywali się dzięki nam czegoś nowego o świecie albo o sobie.

Zabawa, edukacja, wychowywanie, terapia… Jaką funkcję pełni dziś literatura dla dzieci?

Andrea: Wszystkie są równie ważne. Dodałabym do tego też skupienie i wyciszenie. Dzieci żyją w nieustającym natłoku obrazów i przekazów. Zanurzając się w lekturze, rozłączają się ze światem zewnętrznym i dają umysłowi odświeżającą przerwę.

Historia mademoiselle Oiseau” ukazała się w Szwecji, Niemczech, Holandii, a teraz w Polsce. Jest też wydanie angielskie. Co z francuskim?

Andrea: Właśnie nad tym pracujemy, szukamy wydawcy we Francji i mamy nadzieję, że ta edycja ukaże się w ciągu najbliższych dwóch lat. Widzimy, jak Mademoiselle Oiseau staje się uniwersalna… Magnesem jest też Paryż. Chcemy stworzyć tęsknotę za tym miastem, bo jest to miasto marzeń! Byłoby cudownie, gdyby mała Koreanka i mały Duńczyk mogli spotkać się i podzielić swoją ulubioną książką na skwerze Gabriela Perné, w miejscu, w którym Isabella poszukiwała skarbu. Wyobrażam sobie, jak siedzą razem i myślą: „A więc to na tej ławce siedziała Isabella”.

Obejrzyjcie film, w którym autorki opowiadają o powstaniu książki:


Pokaż wszystkie rozmowy
Komentarze
Autor:  LubimyCzytać |  wypowiedzi: 2  [pokaż ostatnią] Odpowiedź
książek: 1433
LubimyCzytać
11-05-2017 11:11
Zapraszamy do dyskusji.
książek: 6137
allison
12-05-2017 10:02
Jestem świeżo po lekturze tej książki - rzeczywiście jest niezwykła i utrzymana w ujmującym klimacie, w którym realizm miesza się z magią i tajemniczą przeszłością.
Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany. Logowanie

Opinie czytelników


O książce:
Zalotnice i wiedźmy

Bardzo dobra książka, czyta się ją dużo lepiej niż poprzednią część, a to za sprawą mniejszej ilości bohaterów.Przyjemnie się spędza czas z bohaterkami tej książki. Polecam

zgłoś błąd zgłoś błąd