Złota Kerstin

Okładka książki Złota Kerstin
Klaudia KozińskaHelena Hedlund Wydawnictwo: Dwie Siostry Cykl: Kerstin (tom 1) literatura dziecięca
207 str. 3 godz. 27 min.
Kategoria:
literatura dziecięca
Format:
papier
Cykl:
Kerstin (tom 1)
Data wydania:
2023-09-20
Data 1. wyd. pol.:
2023-09-20
Liczba stron:
207
Czas czytania
3 godz. 27 min.
Język:
polski
ISBN:
9788381503754
Tłumacz:
Anna Czernow
Średnia ocen

                7,5 7,5 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Złota Kerstin w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Złota Kerstin

Średnia ocen
7,5 / 10
16 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
12
9

Na półkach:

W pierwszej chwili to szata graficzna zwróciła moją uwagę: miałam skojarzenia z latami 70-tymi poprzedniego wieku; ta burza złotych włosów to nawiązanie do niektórych fryzur jakby żywcem ściągniętych ze Stannego!
A sama treść o tyle okazała się fajna, że autorka nie podawała żadnych gotowych recept ani nie moralizowała, ale pozwoliła głównym bohaterom - zarówno dzieciom i dorosłym - wahać się, powątpiewać i mylić. Co jest chyba rzadkością w literaturze dla dzieci, więc dla mnie to plus

W pierwszej chwili to szata graficzna zwróciła moją uwagę: miałam skojarzenia z latami 70-tymi poprzedniego wieku; ta burza złotych włosów to nawiązanie do niektórych fryzur jakby żywcem ściągniętych ze Stannego!
A sama treść o tyle okazała się fajna, że autorka nie podawała żadnych gotowych recept ani nie moralizowała, ale pozwoliła głównym bohaterom - zarówno dzieciom i...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

42 użytkowników ma tytuł Złota Kerstin na półkach głównych
  • 25
  • 17
8 użytkowników ma tytuł Złota Kerstin na półkach dodatkowych
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Okładka książki Kerstin na śmierć i życie Helena Hedlund, Klaudia Kozińska
Ocena 8,3
Kerstin na śmierć i życie Helena Hedlund, Klaudia Kozińska
Okładka książki Wiosna Kerstin Helena Hedlund, Klaudia Kozińska
Ocena 7,7
Wiosna Kerstin Helena Hedlund, Klaudia Kozińska

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Morele rozkwitają nocą Ola Rusina
Morele rozkwitają nocą
Ola Rusina
Poruszająca opowieść dla młodszych czytelników, która w subtelny, poetycki sposób przybliża realia wojny na Ukrainie, ale też podkreśla wartości uniwersalne: przyjaźń, nadzieję i moc wyobraźni. To lektura, którą można by określić jako hybrydę wojennego realizmu z magiczną wrażliwością – idealna dla tych, którzy zaczynają odkrywać, że świat bywa okrutny, ale nie jest pozbawiony piękna. Akcja rozgrywa się w 2015 roku, niedaleko Doniecka – rejonu objętego napięciem, ostrzałami i okupacją. Bohaterami są: Ustym - dziewięcioletni chłopiec, którego dom, szkoła, codzienność zostają stopniowo odcięte od normalności przez działania wojenne; Mistrz - żołnierz-ochotnik z wielką wyobraźnią; oraz Es – zagubiony, mówiący dron, który utracił łączność z bazą. Es staje się pomostem pomiędzy Ustym i Mistrzem. Chociaż Ustym i Mistrz nigdy się nie poznają bezpośrednio, Es staje się ich wspólnym przyjacielem i przewodnikiem w świecie, w którym wiele rzeczy zostało utraconych, ale wciąż można marzyć. Narracja prowadzona jest z kilku perspektyw – przeskoki między dzieckiem, żołnierzem i dronem – co daje możliwość zobaczenia wojny z różnych punktów widzenia: intymnego, emocjonalnego, a także obserwacyjnego, obiektywnego. Obecność drona pozwala autorce na wykreowanie dystansu i refleksji – dron widzi wiele z góry, obserwuje zmiany, zagrożenia, ale też piękno – i pomaga czytelnikowi uświadomić sobie, jak to jest, gdy część świata zostaje zamknięta, staje się niedostępna. Kluczowym symbolem w tej opowieści jest dom – jest zarówno miejscem bezpieczeństwa, jak i zagrożenia. Dom, który Ustym znał – szkoła, zabawki, codzienne życie – zaczyna się zmieniać: z przestrzeni znanej i bezpiecznej w coś, co zostało zniszczone przez wojnę. Okazuje się, że obraz domu może stać się w tym samym stopniu markerem bezpieczeństwa, jak i niebezpieczeństwa (dom przemieniony, opuszczony, zniszczony). Jednak choć tło opowieści jest brutalne – pola minowe, ostrzały, okupacja – Rusina nie skupia się wyłącznie na cierpieniu. Książka pokazuje, że w obliczu zagrożenia człowiek nadal potrafi marzyć, tęsknić, tworzyć przyjaźnie. Dron-przyjaciel symbolizuje też coś więcej: pragnienie wolności – wolności przynajmniej myśli, wyobraźni – gdy rzeczywistość nakłada ograniczenia. To, co wojna zabiera, często jest materialne; to, co pozostaje, czasem jest niematerialne: wspomnienia, spojrzenie, obraz nieba nad głową, dialog, marzenie o normalności. Niezwykle interesujący jest język tej opowieści. Autorka balansuje między prostym, przejrzystym językiem, odpowiednim dla młodszego odbiorcy, a obrazami poetyckimi, pełnymi metafor i subtelnych symboli (jak morela nocą, noc jako czas, kiedy rozkwitają rzeczy, które w świetle dnia mogą być niewidoczne). Język nie jest przesadnie słodki, nie unika ciemności, ale też nie epatuje brutalnością – daje przestrzeń dla refleksji i empatii. Oryginalnym zabiegiem jest przyjęcie perspektywa drona: jako istoty nie-ludzkiej, ale zdolnej do bycia łącznikiem między Ustym a Mistrzem. Ta perspektywa pozwala zobaczyć świat tak, jak dziecko może go sobie wyobrazić – z dystansu, czasem w oderwaniu od ludzkiego cierpienia, ale przepełnionym pragnieniem normalności. Takie ujęcie pozwala na umiejętne łączenie ciężaru wojny z nadzieją: książka nie gra na prostych emocjach, nie daje fałszywego pocieszenia, ale też nie rezygnuje z piękna, marzeń, z możliwości, że coś w ciemności może zakwitnąć. Mimo trudnej tematyki tekst jest zrozumiały, ale nie infantylny. Książka nie kończy się triumfem nad złem, ale pozostawia czytelnika z myślami, z pytaniami. Dla niektórych może to być niedosyt; inni uznają to za realistyczne i uczciwe. Książka Olhy Rusiny staje się częścią szerszego nurtu literatury dziecięcej i młodzieżowej ukraińskiej, który od czasu rozpoczęcia pełnoskalowej wojny stara się zmierzyć z realiami wojennej traumy z jednej strony oraz oporu, codziennej walki o zachowanie godności, człowieczeństwa i pamięci - z drugiej. Książka uczy, że czasem to, co niematerialne – marzenie, wspomnienie, przyjaźń, obserwacja – może być siłą większą niż to, co materialne. I że wyobraźnia nie jest ucieczką, ale sposobem przetrwania: daje przestrzeń, w której można być sobą, nawet jeśli wszystko wokół człowieka się rozpada. „Morele..." to książka, która zostaje w pamięci. Nie dlatego, że odpowiada na wszystkie pytania, ale dlatego, że stawia je w sposób, który jest zarówno delikatny, jak i zdecydowany. Daje nadzieję, nie banalizując tragedii, zachęca do patrzenia, do empatii, do wyobrażania sobie lepszego świata – nawet jeśli obecny świat boli.
Telksinoe - awatar Telksinoe
ocenił na 9 6 miesięcy temu
Spacer z kotem Sara Lundberg
Spacer z kotem
Sara Lundberg
Nie od dziś wiadomo, że koty chodzą własnymi ścieżkami. A gdyby tak zdecydować się podążać za swoim futrzakiem? Wystarczy zaufać kociemu przyjacielowi i przekonać się, jak wiele piękna można odkryć podczas jednego spaceru. O tej niezwykłej przyjaźni dziecka z kotem i korzyściach płynących ze wspólnego spędzania czasu przeczytacie w książce autorstwa Sary Lundberg, pt. „Spacer z kotem”, która ukazała się na polskim rynku wydawniczym dzięki staraniom Wydawnictwa Zakamarki. 🐈 Spacerowanie z kotem wymaga cierpliwości, bo zwierzęta te eksplorują świat na swój własny sposób, niekoniecznie tak jak chciałby tego człowiek. Historia opowiedziana w książce pt. „Spacer z kotem” udowadnia jednak, że jeśli damy kotu możliwość wyboru i sami będziemy podążać jego szlakiem, czeka na Nas nagroda w postaci zaskakującej, pełnej tajemnic i emocji przygody. 🐈 „Spacer z kotem” to pozycja, która nauczy Nasze dzieci, jak nawiązywać relacje ze zwierzętami. Dzięki niej dowiedzą się, na czym polega trudna sztuka osiągania kompromisu, czym jest wzajemny szacunek i akceptacja, a do tego będą mogły przekonać się, jak fascynujące bywają kocie wędrówki i jak ciekawy może być świat widziany oczami kota. 🐈 Na szczególną pochwałę zasługuje polski przekład tej szwedzkiej książki pióra Agnieszki Stróżyk. Choć to nie słowa odgrywają największą rolę w „Spacerze z kotem”, to ich wartość w połączeniu ze wspaniałymi ilustracjami wykonanymi przez samą autorkę zdumiewa i zachwyca zarówno małych, jak i dużych czytelników. Ci mniejsi będą również pod ogromnym wrażeniem postaci mądrego i zaradnego kota, który wychodzi obronną łapą z każdej opresji i staje się idealnym towarzyszem wędrówek człowieka. Ci więksi natomiast bez wątpienia zrozumieją przesłanie tej krótkiej i pouczającej opowieści, którą warto czytać po wielekroć, by raz po raz móc zachwycać się urokiem tej prostej i pięknej historii.
z_kultury_ - awatar z_kultury_
ocenił na 9 1 rok temu
Pies, który rozweselił smutki Rūta Briede
Pies, który rozweselił smutki
Rūta Briede
Pewnego dnia w mieście pojawiają się czarne chmury. Zapytasz – w jakim mieście? W każdym – odpowiem. Wyobraź sobie, że nagle każde miasto na mapie zostaje spowite czarnym dymem, który wychodzi ze wszystkiego. Ze wszystkiego, co smutne, porzucone i niczyje. Wychodzi z kanałów, z kratek ulicznych, z koszy na śmieci. Czarne kłęby oblepiają wszystko, bo tyle jest tych niepotrzebnych rzeczy, że dym gęstnieje z minuty na minutę. Ten dym zamienia wszystko w czerń, odbiera zapachy i poczucie bezpieczeństwa. Ten dym zatrzymuje się między czarną ziemią, a niebieskim dotąd niebem. Jest jak żeliwna patelnia. I wszystko mogłoby się samo naprawić, bo przecież samo się zepsuło, ale ile trzeba będzie czekać? Aż znajduje się psiak, odważny, który postanowił temu zaradzić. Sam siebie w tym dymie nie poznawał. Kiedyś był biały, teraz brudno szary. Wszystko i wszyscy zostali odmienieni, lecz nie tak, jakby tego chcieli. I ten wszędobylski czarny dym... Pies i zmókł i sczerniał całkowicie i mało brakowało, a rozpłakałby się... przy smutkach. Bo to były one, płaczące smutne smutki. Smutki? - zapytasz zdziwiony – Czyje? Może na nasze, ludzkie, może zwierzęce, może te mieszkające w pluszakach wyrzuconych na śmietnik lub tkwiących samotnie w kącie od dłuższego czasu... może te skryte w zielonych liściach drzew? One wszystkie, nagromadzone przez lata całe. Smutki, które znalazły ujście i wypłakiwany się na świat. To smutne łzy naszych dusz – wszystkich. „Pies, który rozweselił smutki” Ruty Briede jest książką dla dzieci i dorosłych, która wymyka się jednoznacznej interpretacji. Odbiór jej wielorakości zależy od czytającego. Sześciolatek odnajdzie w niej co innego, niż sześćdziesięciolatek. Ktoś skojarzy czarny dym z tym wydobywającym się z krematorium w Auschwitz, ktoś inny z kominem z pobliskiej kopalni węgla, czy ogniskiem, do którego powrzucano byle co i dym wielkim tumanem wzbija się w niebo. Wyobraźnia podsuwa różne obrazy, a te pociągają za sobą różne myśli i odczucia. A może ta książka to obraz tego, co nas czeka już w niedalekiej przyszłości? Może smutki oceanów już płaczą? Może drzewa – i te duże i malutkie – też spowijają chmury smutków? A my? W nas też kłebią się czarne myśli, złe czyny, złe słowa, czy gesty... Wszystko ma w sobie smutek, który ukrywa. Czas też... Ta książeczka jest niby czarna, niby osnuta dusznym kurzem, szarością i brzydotą i tak kartka za kartką – bez przejaśnień. Szarość i szarość, aż mierzi i nie ma czym oddychać. Ta dymna atmosfera mami wzrok i węch i myli kierunki. Wszystko w jej obliczu traci sens. A jednak – ta czarna książeczka daje nadzieję. Tak rozumiem tą historię ja. Ile czytelników, tyle będzie rozumowań, a te dziecięce niejednokrotnie zaskoczą bardziej, że te dorosłe. Dzieci widzą więcej i ich myśli biegną innym torem niż tych, których życie zdążyło doświadczyć. A jak ty ją odbierzesz? Co o niej powiesz, gdy skończysz czytanie? Co dostrzeżesz w tym czarnym, książkowym dymie? I co zrobisz? - bo coś musi być zrobione. Mądra, wspaniała, zmuszająca do rozmów, do niekończących się rozważań i przypuszczeń z kategorii „Co gdyby...” – i to stanowi jej sedno i wartość samą w sobie - bezcenną. za ucztę literacką dziękuję SZTUKATER #agaKUSIczyta
Agnesto - awatar Agnesto
ocenił na 8 1 rok temu
Szalik. O Wisławie Szymborskiej dla dzieci Michał Rusinek
Szalik. O Wisławie Szymborskiej dla dzieci
Michał Rusinek Joanna Rusinek
Urocza opowieść wspomnieniowa o poetce, widzianej oczami jej wieloletniego sekretarza. Wisława Szymborska po otrzymaniu Nagrody Nobla w 1996 roku, zatrudniła Michała Rusinka, młodego doktoranta polonistyki. Poetka, żyjąca samotnie w malutkim mieszkanku i zupełnie nieprzygotowana na cały ten splendor, który na nią spadł razem z prestiżową nagrodą, potrzebowała na gwałt kogoś, kto jej pomoże ogarnąć cały galimatias. Zatrudniła więc młodego polonistę, Michała Rusinka, w roli sekretarza. Jego obowiązki były rozległe i niedookreślone, najogólniej rzecz biorąc – miał być buforem między Wisławą a całym światem, organizował jej kalendarz, odpowiadał na listy, telefony i faksy, umawiał i odmawiał wywiadów. Przepisywał na komputerze wiersze, jeszcze w wersji surowej, a następnie po korekcie wysyłał je do wydawnictw. Słowem, stał się jej prawą i lewą ręką. Było to dla niego, jak sądzę, bardzo ciekawe i prestiżowe zajęcie. Dziś Rusinek jest prezesem zarządu Fundacji Wisławy Szymborskiej, opiekującej się spuścizna literacka noblistki i wspomagającej literaturę polską i literatów czy tłumaczy w potrzebie. Rusinek, można powiedzieć, szczerze zaprzyjaźnił się z poetką i napisał - reportaż? Pamiętnik? Wspomnienia? Biografię? Żartobliwą relację z czasów swojego 15-letniego sekretarzowania? Myślę, że wszystkiego po trochu. Przekazał czytelnikowi portret poetki bardzo osobisty, nawet intymny, z humorem relacjonując mnóstwo szczegółów, szczególików, reakcji na wydarzenia i osoby, komentarzy do bieżącej sytuacji wszelakiej, zachwytów i irytacji, marzeń i cierpień. Bez odrobiny patosu, bez wszelkiej hagiografii, ciepło, serdecznie i dowcipnie. Czyta się to z prawdziwą przyjemnością, tak, jakby zajrzało się do ogródka czy saloniku poetki, osoby dość skrytej i zdystansowanej. Nie zajmował się w żadnym wypadku ploteczkami i odbrązawianiem Szymborskiej, która zresztą nigdy nie miała pomnika z brązu. Wprost przeciwnie, od chwili otrzymania Nobla towarzyszyło jej grono krytyków, hejterów i lustratorów. O tempora! o mores! Napisał o niej jak o osobie najbliższej, o babci, o ukochanej cioci, a przy tym wykazał się wielką bystrością, darem obserwacji i umiejętnością, by, jak pisał niegdyś inny poeta, „odpowiednie dać rzeczy słowo”. Czytałam to już dawniej, a teraz przypomniałam sobie, bo kilka dni temu byłam na spotkaniu autorskim Rusinka z dziecięcą widownią, gdzie prezentował on m. in. biografię „Szalik. O Wisławie Szymborskiej dla dzieci”. I porównanie obu tych książek to prawdziwa uczta dla ducha. Żadnej sprzeczności. Biografia pisana językiem zrozumiałym dla nieletnich czytelników również ukazuje Szymborską z jej radościami, smutkami i słabostkami, a przede wszystkim z jej poczuciem humoru, ironii i dystansem do świata, z jej niechęcią do tzw. wielkich słów i kategorycznych sądów. Z jej umiejętnością przyznania się do niewiedzy i pragnieniem, żeby się dowiedzieć, sprawdzić, zrozumieć, przemyśleć. Dość przytoczyć jedno, najbardziej znane, bo zamieszczone w jej wykładzie noblowskim: wszyscy naukowcy i naukowczynie, pisarze i pisarki powinni umieć powiedzieć sobie dwa małe, ale mocno uskrzydlone słowa „nie wiem”. Za te słowa zresztą Szymborska była również hejtowana przez tych, którzy są pewni, że wiedzą wszystko. Prawdziwe mistrzostwo świata! Umieć przekazać istotę twórczości wielkiej poetki tak, by trafiła do najmłodszych. Rusinek potrafi pisać wspaniale i interesująco zarówno dla małych, jak i dla dojrzałych czytelników. Dlatego zamieszczam tę samą recenzję pod obiema książkami. Polecam. Najbardziej obie naraz!
Ewa Szulc - awatar Ewa Szulc
ocenił na 10 4 miesiące temu
Pan Słowik. O Julianie Tuwimie dla dzieci Michał Rusinek
Pan Słowik. O Julianie Tuwimie dla dzieci
Michał Rusinek Joanna Rusinek
„Pan Słowik”. O Julianie Tuwimie dla dzieci Pokłosie wprawy do Centrum Kultury, gdzie odbyło się spotkanie z pisarzem, Michałem Rusinkiem. To, czego nie wiedziałam: było to spotkanie z małymi czytelnikami, jako że autor sporo pisze dla dzieci. Więcej niż się spodziewałam po, wszak, profesorze UJ, sekretarzu naszej noblistki Wisławy Szymborskiej, wspaniałym pisarzu, tłumaczu i felietoniście. Zdecydowanie było warto! Nie mam już dzieci ani wnuków w stosownym wieku, więc nabyłam dla własnej przyjemności książki „Pan Słowik. O Julianie Tuwimie dla dzieci”, „Guzik. O Janie Brzechwie dla dzieci” i „Szalik. O Wisławie Szymborskiej dla dzieci”. Książki w swojej istocie wybitne. Autor potrafił ciekawie opowiedzieć o życiu i twórczości wybitnych poetów w taki sposób, że przybliżył im sceny z ich życia, przede wszystkim z dzieciństwa, a także – a może przede wszystkim – sama istotę ich twórczości. Zamiłowanie do zabaw słownych i słowotwórczych u Tuwima. Absurdalny humor i upodobanie do karkołomnych, groteskowych sytuacji u Brzechwy. Ironiczny stosunek do rzeczywistości połączony z niebywałą dyscypliną słowa u Szymborskiej. Trafiał w ten sposób w samo sedno tego, co trzeba wiedzieć o poetach, w języku, jak sadzę, całkowicie zrozumiałym przez kilkulatki. Nie unikał przy tym spraw trudnych, np. takich jak żydowskie pochodzenie Brzechwy czy Tuwima, lata spędzone pod okupacją niemiecką, biedę, nieustanne zagrożenie życia. Niezrozumienie talentu poetyckiego i wyśmiewanie jej wczesnej twórczości w najbliższej rodzinie Szymborskiej. Podszedł do tych spraw z humorem i dystansem. Najlepszym przykładem anegdota o aresztowaniu Brzechwy przez gestapo, kiedy to poeta powiedział: chcecie mnie zabić, to zabijcie i tak nie mam po co żyć, kiedy ona, Janina, mnie nie kocha! a gestapowcy go wypuścili jako, jak mniemam, kompletnego wariata. To rzadki talent. Zazwyczaj pisanie dla dzieci o sprawach dorosłych siłą rzeczy jest zinfantylizowane, obarczone nieznośnym dydaktycznym smrodkiem. Bardzo trudno jest na tyle panować nad językiem, by nie wtrącać zbyt trudnych określeń. Niełatwe jest okrojenie biografii do kwestii zrozumiałych dla dzieci, które mogą je zainteresować. Rusinek to potrafi i za to mu chwała. Lektura tych biografii sprawia wielka przyjemność również dorosłym, nawet tym w zaawansowanym wieku. Muszą tylko lubić czytać. Polecam!
Ewa Szulc - awatar Ewa Szulc
ocenił na 10 4 miesiące temu

Cytaty z książki Złota Kerstin

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Złota Kerstin