rozwiń zwiń

Wspomnienia policjanta z warszawskiego getta

Okładka książki Wspomnienia policjanta z warszawskiego getta
Stanisław Gombiński Wydawnictwo: Biblioteka Świadectw Zagłady historia
288 str. 4 godz. 48 min.
Kategoria:
historia
Format:
papier
Data wydania:
2010-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2010-01-01
Liczba stron:
288
Czas czytania
4 godz. 48 min.
Język:
polski
ISBN:
9788392683131
Średnia ocen

                6,2 6,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Wspomnienia policjanta z warszawskiego getta w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Wspomnienia policjanta z warszawskiego getta

Średnia ocen
6,2 / 10
20 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
708
489

Na półkach: , ,

Książka o tyle ciekawa, że Autor przedstawia i analizuje biurokrację i Służbę Porządkową ( był jej funkcjonariuszem ) Getta Warszawskiego. Analizuje motywacje, które kierowały czasem okrutnym zachowaniem wobec współmieszkańców, jak również przyczyny samobójczej śmierci Prezesa Judenratu Adama Czerniakowa.

Książka o tyle ciekawa, że Autor przedstawia i analizuje biurokrację i Służbę Porządkową ( był jej funkcjonariuszem ) Getta Warszawskiego. Analizuje motywacje, które kierowały czasem okrutnym zachowaniem wobec współmieszkańców, jak również przyczyny samobójczej śmierci Prezesa Judenratu Adama Czerniakowa.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

82 użytkowników ma tytuł Wspomnienia policjanta z warszawskiego getta na półkach głównych
  • 54
  • 27
  • 1
17 użytkowników ma tytuł Wspomnienia policjanta z warszawskiego getta na półkach dodatkowych
  • 11
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Judenjagd. Polowanie na Żydów 1942-1945 Jan Grabowski
Judenjagd. Polowanie na Żydów 1942-1945
Jan Grabowski
- Procesy historyczne najlepiej ujawnia studium konkretnego przypadku – tę zasadę pamiętam ze swych studiów historycznych na UW, gdzie miałem przyjemność - a dziś i zaszczyt - być kolegą Autora z roku... W swej przełomowej, ściśle naukowej monografii, na podstawie archiwów powiatu Dąbrowa Tarnowska, zbadał on dogłębnie i rzetelnie mechanizm "Judenjagd" czyli „polowania na Żydów” (termin niemiecki, nie Grabowski) w trzeciej fazie Holokaustu od 1942 r., gdy uciekinierzy z likwidowanych wtedy gett usiłowali szukać schronienia po wsiach. Cóż, chyba gorzej nie mogli trafić – dokumenty i statystyki mówią same za siebie (oczywiście tylko tym, którzy nie maja oczu szeroko zamkniętych). Wnioski? ”Ogromna większość ukrywających się Żydów wpadła i poniosła śmierć w wyniku zdrady – wydawano ich donosami lub też odstawiano bezpośrednio na najbliższy posterunek Policji Polskiej (tzw. granatowej) bądź żandarmerii”. Jak podkreśla Jan Grabowski, do najskuteczniejszych broni przeciw ukrywającym się Żydom należały obławy przeprowadzane przez Niemców z udziałem wiejskich struktur samoobrony, tzw. straży wiejskich (kompletnie przemilczanych w oficjalnej narracji – przyp. mój). „W łapaniu Żydów brali udział miejscowi chłopi przymuszeni do udziału niemieckim rozkazem lub też zachęceni obietnicą łupu na ujętych (...) Nagonki na Żydów nie wzbudzały silnych negatywnych emocji, poza zrozumiałą niechęcią gospodarzy do marnowania dnia pracy na działalność dość nieproduktywną”. „Kolejnym wnioskiem jest ogromna rola, jaką w wymordowaniu żydowskich niedobitków odegrała w latach 1942-1944 Policja Polska”. Autor opisuje przykłady, gdy chłopi donosili na innych, którzy ukrywali Żydów. Tych polscy policjanci zabijali najczęściej od razu i na miejscu, bo - jak tłumaczył komendant Krawczyk jednemu z ukrywających Żydów chłopów - „Gdyby ich doprowadzić na posterunek, to zastrzelą niemcy pana i całą rodzinę”. Dowodzi to zresztą nieprawdy oficjalnej propagandy, że Polacy przechowujący Żydów byli zawsze karani śmiercią. A tak nie było właśnie wtedy, gdy sami wydawali policji Żydów, których już nie chcieli dłużej trzymać. Zdarzało się to np., jeśli skończyły się im pieniądze albo gdy wcześniej zdeponowali oni swój majątek u tych, którzy ich ukrywali. Według Autora rodziło to „walkę między poczuciem obowiązku a chciwością”, którą czasami przechowujący - z korzyścią materialną dla siebie, choć już nie dla swego sumienia - przegrywali… Tak czy inaczej, była to prawdziwie „solidarna” polska policja, a nie żadni tam niemieccy kolaboranci. Wprawdzie za zabijanie Żydów żądali w takiej sytuacji od chłopów wódki, „bo bez wódki na sucho to będzie źle ich strzelać”, ale przecież nie ma nic za darmo…. „Osobnika narodowości żydowskiej zabiłem, bo byłem pijany; gdybym był trzeźwy na pewno bym tego nie zrobił” – tłumaczył sądowi po wojnie policjant-morderca, widząc w stanie upojenia okoliczność łagodzącą. Czemu zatem nie przywraca się dzisiaj takim policjantom dobrego imienia? - można by spytać rządzących i ich propagandystów. Ukrywanie się na wsi było o wiele trudniejsze niż w miastach, gdzie można było korzystać z pewnej anonimowości – na wsiach mało co mogło ujść uwadze sąsiadów – akcentuje badacz. Opisuje przykład, gdy pewien chłop zaczął częściej zaglądać do gospody – od razu zaczęto mówić, że przechowuje Żydów za mityczne „żydowskie złoto” i zrobiono u niego rewizję. „A Pejka Kapelner, ukrywająca się w niewielkich Bieniaszowicach, wpadła i została stracona, gdy jeden miejscowych tropicieli wypatrzył gazetę w rękach sąsiada. Skoro niósł gazetę, znaczy że ukrywa Żydów” – pisze Autor. Niestety, wśród Żydów nigdy nie było analfabetów, nie jak wśród chłopów - o co przez pokolenia dbali ich ziemiańscy dobrodzieje….. Ponadto Jan Grabowski jako pierwszy chyba badacz Holokaustu wskazał na role w wyłapywaniu i mordowaniu Żydów polskich junaków, kilkunastolatków wcielanych przez Niemców do tzw. Baudienst. Na ich udział w zbrodniach, po uprzednim upijaniu, zwracał w listopadzie 1942 r. uwagę abp. Adam Sapieha w memoriale dla Hansa Franka. Prawy i sprawiedliwy był ówczesny metropolita krakowski… Paradoksalnie, gdy w 1944 r. przybliżył się tu front, Żydzi w lasach poczuli się nieco pewniej. „Jak notowali ocaleni, spotkania z żołnierzami (Wehrmachtu – przyp. mój) nie były tak groźne jak z polską policją czy żandarmerią: żołnierze nie mieli po prostu pojęcia, że napotkani w lesie cywile mogą być Żydami” – pisze Autor. Inna rzecz, że z upływem czasu, gdy zaczęły się tu bezpośrednie walki niemiecko-sowieckie, sytuacja Żydów, wziętych „w dwa ognie”, stawała się zupełnie rozpaczliwa. Wniosek końcowy: „W ogólnym rozrachunku strat i zysków zagrożenie wspólnoty z racji ukrywania Żydów było niewspółmiernie większe od - trudnych do ocenienia, niewymiernych, nie do końca akceptowanych – imperatywów moralnych”. I tu właśnie jest Żyd pochowany: właśnie dlatego na polskiej wsi z ukrywającymi się Żydami działo się to, co opisują historycy z Centrum Badań nad Zagładą, a co – w sumie z całkiem zrozumiałych względów – budzi tak zaciekłą nienawiść ”kustoszy Polski niewinnej”. A przejawy tego widać i w niektórych komentarzach poniżej, ktore na szczęście są mniejszością....
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na 9 4 lata temu
"Lebensborn" czyli źródło życia Roman Zbigniew Hrabar
"Lebensborn" czyli źródło życia
Roman Zbigniew Hrabar
Ależ zażarta walka toczyła się kiedyś o prawdę o Lebensborn! O jego zadania, rolę, przeznaczenie i istotę funkcjonowania. Ba! W ogóle o jego fakt istnienia. Szczególnie w zakresie domów kopulacyjnych nazywanych „Begattungsheime”. Dowodem na to jest ta pozycja sprzed prawie 40 lat. Dostarcza nie tylko niepodważalne fakty, niezbite dowody na świadomą i przemyślaną działalność Lebensbornu, ale również pokazuje trudny proces udowadniania nazistom zbrodniczej działalności w ramach polityki i higieny rasowej, w których Lebensborn było jednym z narzędzi tworzenia rasy panów, a po wybuchu wojny ze Związkiem Radzieckim, zbrodni przeciwko ludzkości. Akt programowy, który autor dokładnie analizuje, określa Lebensobrn jako ”„Źródło życia” (Born das Lebens), z którego ma wyjść doborowa młodzież, wartościowa ciałem i duchem elita przyszłości” w myśl motta statutowego – „Święta nam będzie każda matka dobrej krwi”. Po wojnie naziści bronili nie tyle siebie, co dobrego imienia stowarzyszenia, bo jako takie było zarejestrowane według ówczesnego prawa niemieckiego, mając za sobą sporą grupę sprzymierzeńców i zażartych obrońców fałszujących, podważających i deprecjonujących fakty. Siły i pewności dodawał im pierwszy wyrok norymberski uniewinniający „Lebensborn, a sędziowie składu sądzącego stwierdzili, że kierownik tej instytucji jest wolny od wszelkich zarzutów”. Problem z Lebensborn tuż po wojnie polegał na tym, że mało było świadków, dokumentów, które naziści w większości utopili w rzece Inn, a dualistyczny charakter Lebensbornu pozwalał na nadinterpretację i podkreślanie przez jego obrońców tylko charakteru opiekuńczego. „W rzeczywistości Lebensborn posiadał dwa całkiem różne oblicza – jedno oficjalne, statutowe, przybrane w maskę społeczno-charytatywną, drugie zdecydowanie przestępcze”. To na tym pierwszym skupiała się obrona. Autor zadał sobie trud napisania tej demaskatorskiej pozycji, by odpowiedzieć na jedno pytanie – „Czy Lebensborn był jedynie instrumentem „polityki kadrowej” i rozrodu programowanego – jak to widzą niektórzy – czy też zinstytucjonalizowanym przez reżim sytemu rodzenia dzieci, sprowadzaniem kobiety do roli narzędzia reprodukcji, przejawem totalnej dehumanizacji uczuć i pragnień”? Do zagadnienia podszedł bardzo rzeczowo i skrupulatnie, zaczynając od genezy Lebensbornu, jego przeznaczenia, wpasowania w politykę rasową III Rzeszy, a następnie przechodząc do szczegółów – przestrzeganych w nim zasad i regulacji prawnych, obowiązującej hierarchii, koligacjach i współpracy z innymi organizacjami i stowarzyszeniami, finansów i źródeł dochodów, a także rozmieszczenia siedzib i ośrodków na terenie Niemiec i Europy. A przy okazji wręczył klucz „do zrozumienia , w jaki sposób europejski naród o wysokiej kulturze potrafił przy pomocy indoktrynacji i zabiegów socjotechnicznych aparatu propagandy wkroczyć na drogę okrucieństwa, sadyzmu i krańcowej bezwzględności.” Książkę wyposaża w bogaty aparat informacyjny – bibliografię, przypisy, wykaz stopni służbowych SS, zestawienie ważniejszych skrótów i nazw, a nawet w krótkie streszczenia zawartości treści w języku rosyjskim, niemieckim i angielskim. Swoje dochodzenia i dociekania popiera dowodami – dokumentami z procesów norymberskich, oryginalnymi wytycznymi i listami wymienianymi między urzędnikami niemieckimi, które często publikował w książce, sprawozdaniami z działalności, a przede wszystkim zeznaniami, relacjami i opowieściami świadków. Ofiar higieny rasowej. Rozdział je zawierający wymownie zatytułował „Nazistowskie tarliska”. Dla autora te tragiczne historie losów ludzkich były bardzo ważne. To one, według niego, pośrednio udowadniały zbrodniczą działalność Lebensbornu. W latach 80. XX wieku, gdy zbierał materiały do tej publikacji, a potem jej poszerzonych wznowień, nadal brakowało mu dowodów w kwestiach mniej znanych, bo pilnie strzeżonych i utajnianych przez SS, jak właśnie domy kopulacyjne, kradzież dzieci narodów zniewolonych czy reprodukcja dzieci z jeńców wojennych i osób objętych pracą niewolniczą. Przyznając się do tego, szczerze pisał – „Może kiedyś czyjeś pamiętniki lub inne formy przekazu odsłonią bliżej ten tajemniczy rozdział praktyk Lebensbornu. Obecnie możemy się posłużyć pewnymi wątkami i przesłankami, które razem wzięte, w powiązaniu z nadbudową ideologiczną nazizmu, składają się na ogólny obraz, zasługujący na miano domniemań faktycznych, a więc nie odbiegający od prawdy.” Obecnie wiemy już prawie wszystko o Lebensbornie, który wymieniany jest jako jeden z niepodważalnych elementów polityki rasowej i eugeniki chociażby w takich publikacjach, jak „Sprawczynie” Kathrin Kompisch. Autor jednak nie pozwala spoczywać na laurach, dyskretnie pozostawiając czytelnikowi misję trwania przy prawdzie, pisząc – „Osiągnięcie bezwzględnej prawdy obiektywnej będzie tu miało znaczenie lekcji historii, ostrzegającej przed powtórzeniem tego rodzaju zamierzeń i praktyk.” Współcześnie próba rehabilitacji narodu niemieckiego III Rzeszy i rozmycie odpowiedzialności za zbrodnie dokonuje się nie za sprawą ich obrońców, ale za sprawą uczłowieczania katów, jak choćby w „Lektorze” Bernharda Schlinka, niedbałości historycznych powielanych w literaturze beletrystycznej (to z powodu niedosytu po powieści „Lebensborn” Jo Ann Bender sięgnęłam po tę rzeczową publikację)czy opracowaniach historycznych powstających poza granicami Polski. Błędów historycznych popełnianych świadomie lub nieświadomie. Również w postaci filmów dokumentalnych realizowanych przez przypadkowych reporterów i reżyserów. I o takich nagminnych przypadkach również autor wspomina. W jakiejś mierze ta publikacja jest również odpowiedzią na takie próby zafałszowania historii. Ripostą na pełną błędów książkę dziennikarzy francuskich Marca Hillela i Clarissy Henry – „W imię rasy” oraz filmu pod tym samym tytułem. Ta pozycja to dobre narzędzie, które wyposaża czytelnika w obiektywną wiedzę oraz uczula na nieścisłości, by za każdym razem reagować. I uwaga techniczna dla wzrokowców poszukujących tej pozycji. Książka kiedyś wydana w obwolucie widocznej na pierwszym zdjęciu, obecnie, po kilkudziesięciu latach, może już jej nie posiadać. Dlatego jej wygląd może być zupełnie inny. http://naostrzuksiazki.pl/
Maria Akida - awatar Maria Akida
oceniła na 8 6 lat temu
Pamięć przetrwania. Nazistowski obóz pracy oczami więźniów Christopher R. Browning
Pamięć przetrwania. Nazistowski obóz pracy oczami więźniów
Christopher R. Browning
Książka dobra (jak 90% spod znaku Czarnego), a Browning to człowiek, który zajmuje się przede wszystkim problematyką Holocaustu. Nazistowskie obozy pracy to szeroki temat, natomiast Autor skupia się jedynie na badaniu starachowickiego kompleksu obozów pracy niewolniczej, co jest plusem, bo wyczerpuje go maksymalnie i nie wprowadza niezwiązanych z tematem wątków. Poznajemy historię, począwszy od życia społeczności żydowskiej przed wojną w Starachowicach i Wierzbniku, a kończymy na powojennych śledztwach i procesach w Niemczech. Mocną stroną tej publikacji jest to, że każde zagadnienie jest dogłębnie analizowane, co daje bardzo szeroki obraz podejmowanego temat. Browning opiera się na relacjach świadków (na wstępie zaznacza, że wiele materiałów, z których korzystał posiada rozbieżne dane, często też całkowicie różne. Zwłaszcza relacje ustne ocalałych mają zaburzoną chronologię, mylne nazwiska, miejsca). Dlatego z powodu odmiennych źródeł, Browning każde zdarzenie w danym rozdziale relacjonuje w kilku różnych wersjach. Można by rzec, że pozycja ta jest jedynie zbiorem wielu dokumentów, a Autor po prostu zebrał wszystkie świadectwa w całość i na ich podstawie stworzył książkę. Jednakże warto docenić pracę włożoną w książkę (o czym chociażby świadczy ilość przypisów). Browning powołuje się na materiały zarejestrowane na wideo i taśmie magnetofonowej, wywiady z ocalałymi na przestrzeni kilkudziesięciu lat, książki byłych więźniów obozów, materiały muzeów, zbiory fundacji itd. Dodatkowo, jak sam podkreśla poświęcił ponad 35 lat na badanie niemieckich dokumentów sądowych z procesów nazistowskich zbrodniarzy. Autor informuje, że pisząc książkę przyjął metodę polegającą na zgromadzeniu masy krytycznej relacji, które można sprawdzić konfrontując je ze sobą. I taka właśnie jest ta publikacja. Warto dodać, rzetelna publikacja.
abc - awatar abc
ocenił na 7 12 lat temu
Chełmno. Pierwszy nazistowski obóz zagłady Patrick Montague
Chełmno. Pierwszy nazistowski obóz zagłady
Patrick Montague
Jedna z wielu książek o tematyce obozowej które czytałem. Tematyka obozu w Chełmnie nad Nerem nie była mi w ogóle znana. Książkę kupiłem i sumiennie przeczytałem. Książka była droga, bo kosztowała całe 44.90 zł, ale nie żałuję wydanych pieniędzy. Jest to praca naukowca więc wymaga wielkiego skupienia w lekturze. Opis funkcjonowania machiny śmierci opisany w jest w najdrobniejszych detalach. Wyczerpująco i przerażająco jednocześnie. W książce są również zdjęcia oraz arcyciekawe fragmenty świadectw ocalonych, ofiar systemu nazistowskiego [niemieckiego]. Czytając książkę miałem ciągle w pamięci fragmenty najważniejszego według mnie filmu o zagładzie europejskich Żydów czyli „Shoah” w reżyserii Claude’a Lanzmann’a. Film pochodzi z 1985 roku i jako ciekawostkę można podać fakt, że w czasach minionego na szczęście PRL-u był dostępny jedynie w okrojonej na potrzeby reżimy wersji. Oryginalna, nieokrojona wersja trwa aż… 9.5 godziny. Reżyser przygotowywał ten film przez 11 lat. W każdym bądź razie, każdemu komu mogę, polecam ten wielogodzinny, porażający dokument. Jest w tym genialnym filmie również poruszające świadectwo ocalałego z obozu zagłady w Chełmnie, polskiego Żyda urodzonego w Łodzi – Szymona Srebrnika [ur. 1930 – zm. 2006 w Izraelu], który do obozu trafił jako bardzo młody chłopiec. Hasło o nim można sobie zresztą przeczytać w polskiej Wikipedii. Podana jest tam informacja, iż Szymon Srebrnik jako „jedna z sześciu osób” przeżyła Kulmhof [niemiecka nazwa obozu w Chełmnie]. Można sobie również obejrzeć relację Srebrnika, czyli wywiad z nim francuskiego reżysera Claude’a Lanzmann’a [ur. 1925 – zm. 2018], niestety również świętej pamięci. Wywiad z ocalonym bohaterem dostępny jest, a przynajmniej powinien być, na nieocenionym YouTube’ie w nieokrojonej na potrzeby filmu, dużo dłuższej wersji. Gorąco polecam. Na okładce książki o obozie w Chełmnie jest też zapowiadający miejscami bardzo wstrząsającą lekturę fragment świadectwa jednego z więźniów: „Trudno opisać makabryczny obraz, jaki ujrzeliśmy. Z auta ściągano lub znoszono ludzi anor­malnych lub, jak przypuszczaliśmy, ludzi nieuleczalnie chorych, bo część całkiem normalnie się zachowywała, a po wyglądzie można było poznać, że są to prostytutki. Były i zdzie­cinniałe staruszki, i dzieci kilku- i kilkunastoletnie. Wszyscy zostali wpędzeni wśród bicia i wyzwisk do jednej z cel. Jakiś czas dolatywały jeszcze głosy, później już wszystko ucichło”. Ogólnie brawa i wielki szacunek dla wydawnictwa Czarne za wydawanie tak interesujących i ważnych książek. Jedyny zarzut jaki mam, to fakt, że książka do tej pory nie ukazała się w formie e-book’a. Można ją jednak jeszcze znaleźć w serwisie z „gryzoniem w tle”. Od siebie mogę jeszcze polecić archiwalny wywiad z francuskim reżyserem Claude’em Lanzmann’em jaki już przeszło 20 lat temu ukazał się na łamach „Polityki”: https://tesinblog.wordpress.com/2017/12/21/sobibor-po-shoah-claude-lanzmann-wywiad-polityka-nr-7-2003/
san-escobar - awatar san-escobar
ocenił na 9 1 rok temu
Wannsee. Willa, jezioro, spotkanie Mark Roseman
Wannsee. Willa, jezioro, spotkanie
Mark Roseman
„W dystyngowanej atmosferze eleganckiej willi na wytwornym przedmieściu Berlina spotkało się piętnastu wykształconych, cywilizowanych urzędników reprezentujących wykształcone, cywilizowane społeczeństwo, by przy zachowaniu wszelkich form towarzyskich wyrazić milczącą zgodę na ludobójstwo.” Czy konferencja w Wannsee, zorganizowana 80 lat temu przez Reinharda Heydricha, była rzeczywiście nazistom potrzebna po to, aby masowe mordy Żydów wspięły się na wyższy szczebel i doprowadziły do ich Zagłady? Historyk Holocaustu Mark Roseman przytacza na ten temat wiele opinii innych badaczy, mniej lub bardziej wiarygodne świadectwa nazistowskich zbrodniarzy - uczestników konferencji, później podsądnych w procesach norymberskich i sądzonego w Jerozolimie Adolfa Eichmana, najbliższego współpracownika Heydricha, oraz zamieszcza w książce jedyną zachowaną kopię protokołu z Wannsee. Wyłania się z tego materiału obraz tyleż przerażający, co nadal trudny do pojęcia, jak do takiej degrengolady w historii ludzkości mogło dojść. Układ książki jest przejrzysty. Zapewne każdy rozdział może być inaczej oceniany przez profesjonalistów niż przez czytelnika-laika. Nie będę się starała eksponować różnic między badaczami, tym bardziej że dla mnie większość poruszonych zagadnień kończy się nadal znakiem zapytania. 1. „Najbardziej haniebny dokument” - cudzysłów w tytule rozdziału, odnoszącego się do Protokołu z Wannsee przytoczonego pod koniec książki, jest nie tylko cytatem, sugeruje również szereg wątpliwości zarówno co do znaczenia samego spotkania, jak i wartości poznawczej protokołu 2. Od Mein Kampf do masowych mordów 1919-1941. Ważny rozdział, choć oczywiście bardzo skrótowo traktuje na przykład kwestię antysemityzmu w ideologii nazistowskiej. Czy zapowiedzią planu eksterminacji Żydów była „Mein Kampf” (1925/1927), wygłaszane w różnych okolicznościach „proroctwa” Hitlera o Europie bez Żydów, ustawy norymberskie (1935), mordercze instynkty tłumu podczas pogromu zwanego nocą kryształową (1938)? Jak emigrację pół miliona niemieckich Żydów, zastąpiły projekty „deportacji” i „ewakuacji” Żydów ze wszystkich europejskich państw i co te terminy w istocie znaczyły?* 3. Od masowych morderstw do ludobójstwa. Obóz straceń w Chełmnie, w którym do eksterminacji jeńców użyto spalin. W tym czasie trwała już budowa Bełżca. Podrozdział pt. Nieuchwytna rola Hitlera jest kontynuacją, zainicjowanych w poprzednich rozdziałach rozważań na temat bezpośredniej inspiracji führera, jego często ezopowego języka oraz pasa transmisyjnego różnych organów władzy, partyjnej, policyjnej i cywilnej. 4. Willa, jezioro, spotkanie, oraz 5. Bardzo udany dzień. Gośćmi Heydricha byli stosunkowo młodzi, wykształceni urzędnicy relatywnie niższego stopnia, zastępcy gauleiterów, sekretarze stanu itp. Czy rzeczywiście chodziło przede wszystkim o zasypanie różnic między decydentami we władzach partyjnych i cywilnych, o podjęcie decyzji jedynie w takich sprawach jak żydowscy mieszańcy (Mischlinge)* oraz o przychylenie się do żądania gubernatora Hansa Franka (w Wannsee reprezentował go zastępca Josef Bühler) natychmiastowego pozbycia się z Generalnego Gubernatorstwa wszystkich Żydów? Protokół z Wannsee i komentarze doń Rosemana potwierdzają zawarte w książce spekulacje i wątpliwości. Goście Heydricha konkretnych rozstrzygnięć podjąć nie mogli zarówno ze względu na swą rangę, jak i brak przygotowania wówczas na przykład infrastruktury transportowej. Świadczy o tym choćby fakt, źe największa liczba deportacji do obozów straceń przypadła na miesiące letnie 1942, ponad pół roku po konferencji i parę miesięcy po śmierci Heydricha w praskim zamachu. Często decyzje zapadały na mocy konkretnych rozkazów autoryzowanych przez Heinricha Himmlera. Nie ma jednak złudzeń, że wszyscy uczestnicy narady w Wannsee doskonale wiedzieli, co kryje się za formułą jej nadrzędnego celu: ostateczne rozwiązanie kwestii żydowskiej. Według danych przytoczonych w Protokole miało ono objąć jedenaście milionów europejskich Żydów, z czego najwięcej z GG, ponad 2,5 miliona. Nikt w Wannsee nie protestował, nie zadawał dociekliwych pytań. * Zawsze przy czytaniu o obłędnych ideologiach rządzących światem zastanawiam się nad rolą manipulacji językowych (takie skrzywienie zawodowe). Naziści, na czele z Hitlerem, byli w nich mistrzami. W książce Rosemana jest sporo takich przykładów. Mischlinge mieli w pewnym momencie wybór: deportacja czy sterylizacja. Wszyscy decydowali się na sterylizację. Niestety, system ówczesnej niemieckiej służby zdrowia nie wyrabiał. To taka uwaga na marginesie
Nina - awatar Nina
oceniła na 7 4 lata temu
Rosja w łagrze. Świadectwo brawurowej ucieczki z sowieckiego „raju” u progu Wielkiego Terroru 1937 roku Iwan Sołoniewicz
Rosja w łagrze. Świadectwo brawurowej ucieczki z sowieckiego „raju” u progu Wielkiego Terroru 1937 roku
Iwan Sołoniewicz
"Rosja w łagrze" Sołoniewicza została napisana i wydana na dobre 30 lat przed ukazaniem się słynnego "Archipelagu GUŁag" Sołżenicyna, jeszcze w okresie międzywojennym. Jest to świetna książka napisana z punktu widzenia człowieka, który jeszcze pamiętał carską Rosję, walczył w "białej" armii przeciw komunistom, a potem w państwie sowieckim udało mu się wieść nawet względnie dobre życie. Jednak nie na tyle, by nie próbować ucieczki - wraz z synem i bratem zostali złapani i skazani na kilka lat łagru. Tam też całkiem nieźle się urządzili i po jakimś czasie uciekli przez granicę z Finlandią. Za granicą Sołoniewicz napisał "Rosję w łagrze", która jest nie tylko opisem jego więziennych doświadczeń, ale też fascynującą analizą życia w państwie sowieckim okresu międzywojennego. Łagry wraz ze zgromadzonymi w nich więźniami i załogą stanowią często świetny punkt odniesienia do życia na "wolności", która dla wielu okazała się też trudniejsza i cięższa od więzienia. To nie jest lekka i łatwa lektura, choć Sołoniewiczowi udało się przedstawić temat w zaskakująco przystępny sposób. Sporo tu dialogów, wprowadzających w treść książki nieco akcji, a oczekiwanie na ucieczkę bohaterów stopniowo buduje napięcie. Samego autora ciężko mi było polubić, ale nie przeszkadzało mi to w docenieniu trafności wielu jego spostrzeżeń. Bardzo fajnym dodatkiem do "Rosji w łagrze" są wspomnienia z ucieczki brata Sołoniewicza (który uciekł oddzielnie z innego łagru) oraz notka dotycząca życiorysu autora - mocno mnie to wciągnęło, choć wzbudziło chyba jeszcze większą niechęć do autora ;). Po książkę naprawdę warto sięgnąć, jest krótsza i przystępniejsza niż "Archipelag GUŁag", ale też wyraziście przedstawia okrucieństwo i bezduszność tamtego systemu.
Gabi Zet - awatar Gabi Zet
ocenił na 9 7 miesięcy temu

Cytaty z książki Wspomnienia policjanta z warszawskiego getta

Więcej
Stanisław Gombiński Wspomnienia policjanta z warszawskiego getta Zobacz więcej
Stanisław Gombiński Wspomnienia policjanta z warszawskiego getta Zobacz więcej
Stanisław Gombiński Wspomnienia policjanta z warszawskiego getta Zobacz więcej
Więcej

Ciekawostki historyczne