Wasserpolacken. Relacja Polaka w służbie Wehrmachtu

Okładka książki Wasserpolacken. Relacja Polaka w służbie Wehrmachtu autorstwa Joachim Ceraficki
Joachim Ceraficki Wydawnictwo: Ośrodek KARTA biografia, autobiografia, pamiętnik
230 str. 3 godz. 50 min.
Kategoria:
biografia, autobiografia, pamiętnik
Format:
papier
Data wydania:
2014-10-08
Data 1. wyd. pol.:
2014-10-08
Liczba stron:
230
Czas czytania
3 godz. 50 min.
Język:
polski
ISBN:
9788364476167
W Wehrmachcie służyło około 500 tysięcy Polaków. Większość z nich przez resztę życia ukrywała ten fragment swojej historii. Joachim Ceraficki, jako jeden z nielicznych, zdecydował się o tym opowiedzieć.

Wcielony do Wehrmachtu w maju 1942 jako obywatel Rzeszy III kategorii spędził w niemieckim wojsku niemal trzy lata. Zdezerterował w styczniu 1945. Starał się być dobrym żołnierzem, bo w ten sposób minimalizował ryzyko śmierci. W okopach jego patriotyczna postawa nie miałaby znaczenia – tam najważniejsze okazywało się koleżeństwo.

Ceraficki opisuje swoje doświadczenia tego czasu: pisze o kolegach, o strachu, o dziewczynach, o urlopach w domu, o warunkach życia niemieckich żołnierzy na froncie.

Ważne świadectwo tego, jak dalekie od stereotypowych wyobrażeń mogły być wojenne losy Polaków ze Śląska i Pomorza.
Średnia ocen
6,7 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Wasserpolacken. Relacja Polaka w służbie Wehrmachtu w ulubionej księgarni i Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Wasserpolacken. Relacja Polaka w służbie Wehrmachtu



1252 315

Oceny książki Wasserpolacken. Relacja Polaka w służbie Wehrmachtu

Średnia ocen
6,7 / 10
154 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
7
7

Na półkach:

Ta książka naprawdę mnie zaskoczyła. Autor opisał swoją służbę w Wermachcie i to co spowodowało że tam trafił. Pomimo tego że relacja jest lakoniczna to czuje się w niej emocje. Największą zaletą tej książki, według mnie, jest poruszona sprawa Volkslisty. Wiedziałem oczywiście co to jest, ale zawsze traktowałem jej podpisanie jako zdradę Polski. Tu jest to pokazane w zupełnie inny sposób, myślę że bliższy rzeczywistości.
Jeśli interesujesz się historia II wojny światowej to warto tą książkę przeczytać. Polecam.

Ta książka naprawdę mnie zaskoczyła. Autor opisał swoją służbę w Wermachcie i to co spowodowało że tam trafił. Pomimo tego że relacja jest lakoniczna to czuje się w niej emocje. Największą zaletą tej książki, według mnie, jest poruszona sprawa Volkslisty. Wiedziałem oczywiście co to jest, ale zawsze traktowałem jej podpisanie jako zdradę Polski. Tu jest to pokazane w...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

329 użytkowników ma tytuł Wasserpolacken. Relacja Polaka w służbie Wehrmachtu na półkach głównych
  • 181
  • 148
78 użytkowników ma tytuł Wasserpolacken. Relacja Polaka w służbie Wehrmachtu na półkach dodatkowych
  • 51
  • 9
  • 4
  • 3
  • 3
  • 3
  • 3
  • 2

Tagi i tematy do książki Wasserpolacken. Relacja Polaka w służbie Wehrmachtu

Czytelnicy Wasserpolacken. Relacja Polaka w służbie Wehrmachtu przeczytali również

Podróż do krainy zeków Julius Margolin
Podróż do krainy zeków
Julius Margolin
Julius Margolin (Юлий, Юлиус Борисович Марголин 1900-1971) norodowości żydowskiej urodził się Pińsku, który był wówczas rosyjski, później zaś (do 1939) był polski. Na studia wyjechał do Berlina, gdzie doktoryzował się w 1929, po czym wrócił do Polski. W 1936 wyemigrował do Palestyny, ale go podkusiło odwiedzić rodzinkę i wrócił do Polski na chwilę. Zawiódł go, jak się okazało jak i miliony innych, instynkt samozachowawczy. W zamieszaniu 1939 wylądował po radzieckiej stronie granicy sowiecko-niemieckiej. Trafił go Gułagu, gdzie spędził 5 lat w różnych „obozach pracy”, po czym w 1946 wrócił do Polski, a następnie do Izraela, gdzie osiadł na stałe w Tel Awiwie. „Pozdróż do krainy zeków”, wspomnienia Margolina z lat 1939-1945, były jedną z pierwszych książek ujawniających prawdziwe oblicze radzieckiej Rosji, jedną z pierwszych o systemie sowieckich obozów, na długo przed publikacjami Sołżenicyna. Publikacja dzieła Margolina napotykała wielki opór na Zachodzie i w Izraelu z powodu autocenzury politycznej, która od początku istnienia ZSRR trwała do jego końca, a nawet trwa do dzisiaj w odniesieniu do Rosji, pomimo celnego, ukutego przez Reagana określenia „Imperium Zła” jako synonimu tego państwa zbrodniarzy i niewolników. Autocenzury, która wciąż i wciąż przymyka oczy na zbrodnie i zamyka uszy na skargi ofiar. Pisarz był szykanowany, a kolejne wydania były wciąż cenzurowane (tyle warta wolność i demokracja Zachodu). Polskie wydanie oparte jest o francuskie z 2010, które jest jak dotąd najpełniejszym, ale wciąż nie zawiera całej treści rękopisu. Literatury wojennej i obozowej jest bez liku, ale z obozów komunistycznych dużo mniej niż z hitlerowskich, choć liczba ofiar komunizmu przewyższa „osiągnięcia” faszyzmu. Wartość i siła dzieła Margolina nie leży jednak jedynie w tym, że był wśród pierwszych nielicznych ujawniających prawdę o ZSRR. To książka wyjątkowa pod wieloma względami. W trakcie lektury zaznaczałem sobie fragmenty interesujące, ważne fakty, cenne spostrzeżenia, genialne refleksje. Zebrało się jednak tego tyle, że nie będę tu ich cytował ani omawiał. Same perypetie autora są materiałem na fascynujący serial, Margolin uniknął jednak epatowania czytelnika przykładami okrucieństwa, niesprawiedliwości, a skoncentrował się na opisie swego losu nie tylko jako zbioru faktów, ale jako historii swoich fizycznych i wewnętrznych przeżyć w trakcie tragicznych wydarzeń, historii i sylwetek ludzi, których losy splotły się z jego losem, psychologii i socjologii tych czasów, tych miejsc. Niepowtarzalnej i nigdzie indziej niemożliwej do obserwowania atmosfery i rzeczywistości, przy której niewolnictwo amerykańskich Murzynów było sielanką. Rzeczywistości, która ukształtowała i dzisiejszych Rosjan, i poniekąd wiele innych narodów. Okazał się bystrym i bezkompromisowym obserwatorem, nie oszczędzającym ani siebie, ani innych, ale nie oceniającym nikogo poza konkretnymi osobami i przede wszystkim systemem, który był zbrodniczy, który był podstawą istnienia ZSRR, a także dzisiejszej Rosji. Zresztą, co się dzisiaj dzieje w Rosji naprawdę, być może nie wiemy jeszcze bardziej niż w czasach Stalina i jego komunistycznych następców. Spotkałem się z głosami, na szczęście sporadycznymi, co dobrze świadczy o nas Polakach i daje nadzieję, iż kiedyś w końcu pozbędziemy się kompleksów, zakłamania i nieodpartej chęci brązownictwa, że Margolin tendencyjnie i negatywnie przedstawia Polaków. Takie stwierdzenia są tylko wyrazem problemów tych, którzy je wypowiadają. W rzeczywistości jest odwrotnie – aż dziwi, że Margolin, który był przede wszystkim Żydem, z urodzenia obywatelem Rosji, z wykształcenia Niemcem, pisarzem bądź co bądź izraelskim, który tylko fragment życia spędził w Polsce, wcale nie rozwodzi się o Masakrze Pińskiej 1919, choć musiał o niej wiedzieć jako od urodzenia tam mieszkający i wcale nie uogólnia poszczególnych jednostek z całym narodem. Dotyczy to zresztą wszystkich nacji i pisarz wyraźnie oddziela, niejednokrotnie podkreślając to konkretnymi sytuacjami, że co innego człowiek, co innego dwóch albo więcej, a co innego naród. Jednym z cenniejszych aspektów tego dzieła jest właśnie to, że jest pisane najpierw z perspektywy Człowieka, dopiero potem Żyda czy Polaka, bo nim też się pisarz po części czuł. Ta perspektywa jest zresztą wspólnym elementem wszystkich najlepszych publikacji o podobnej tematyce – nawet patriota, narodowiec, a nawet nacjonalista, może pamiętać cały czas o Człowieczeństwie. „Podróż do krainy zeków” jest, poza zawartym w niej całym bogactwem wiedzy o Imperium Zła, jak i inne najlepsze dzieła literatury obozowej obu totalitaryzmów, świetnym esejem o naturze ludzkiej, o istocie człowieczeństwa, cywilizacji, kultury i moralności. Wszystko wyrażone świetnym językiem – obrazowym, plastycznym, przemawiającym do wyobraźni i pozwalającym przenieść się do tego piekła na ziemi, zobaczyć tamtych ludzi, poczuć ich uczucia. Śmiało można postawić Margolina obok Sołżenicyna i innych najwybitniejszych. Dotyczy to nie tylko literatury faktu, ale i pięknej – pierwsza część „Podróży do krainy zeków” nieodparcie kojarzyła mi się z lustrzanym odbiciem „Nocy w Lizbonie” Remarque’a. Wspomnienia Margolina to jedna z książek naprawdę must read, a dla chcących zrozumieć Rosję, i nie tylko Rosję, dzieło wyjątkowe, które trzeba poznać koniecznie.
Andrew Vysotsky - awatar Andrew Vysotsky
ocenił na 10 2 lata temu
Berlingowcy. Żołnierze tragiczni Dominik Czapigo
Berlingowcy. Żołnierze tragiczni
Dominik Czapigo
O Berlingowcach pisze się dziś niewiele, a jeżeli już – to raczej przedstawia się ich najczęściej w negatywnym świetle. W walczących pod radzieckim dowództwem żołnierzach widzi się zaprzańców i zdrajców, a ich działania bojowe – zainaugurowane krwawą i zupełnie bezsensowną strategicznie bitwą pod Lenino – uważa za ciąg porażek. To, iż takie przekonanie wynika ze zwyczajnej ignorancji, staje się oczywiste po lekturze książki Berlingowcy. Żołnierze tragiczni. Na publikację składają się fragmenty wspomnień kilkunastu żołnierzy (w tym jednej kobiety), którzy opisują swoje przeżycia i doświadczenia związane z przyłączeniem się do sformowanej w ZSRR polskiej armii. W większości nie są to zdeklarowani komuniści, ale ludzie, którzy nie zdołali dołączyć do wojsk generała Władysława Andersa, a chcieli walczyć za ojczyznę. Z perspektywy uczestników największego w dziejach świata konfliktu zbrojnego opisują oni swoje przeżycia, dowodząc, że w czasach dziejowej zawieruchy subtelności światopoglądowe schodzą na dalszy plan, podporządkowane wyższym celom, a zwłaszcza – wygranej. Berlingowcy ginęli zatem jak wszyscy inni żołnierze, niosąc najczęściej te same hasła, co koledzy z AK czy armii gen. Maczka lub gen. Sosabowskiego. Cała mini-recenzja na stronie: https://www.zapiskizkultury.pl/dominik-czapigo-berlingowcy-zolnierze-tragiczni/
Zapiskizkultury - awatar Zapiskizkultury
ocenił na 8 5 miesięcy temu
Karbala Piotr Głuchowski
Karbala
Piotr Głuchowski Marcin Górka
„Karbala” to powieść wielopoziomowa a raczej reportaż. To, nie tylko historia trzydniowej bitwy o ratusz, stoczonej przez żołnierzy II Zmiany PKW. ”Karbala” M. Górki i P. Głuchowskiego to coś więcej, dużo więcej. To historia udziału Polaków w obu wojnach w Zatoce Perskiej – zarówno tej z 1991, jak i 2003 r. oraz stosunków polsko-irackich. Wojna w Iraku to misja stabilizacyjna to historia, która działa się na oczach większości z nas. Wzbogacona zdjęciami jest raczej opowieścią o stanie polskiej armii, jej wyszkoleniu, wyposażeniu, morale, mentalności i opiece zdrowotnej przed i po misji w Iraku. Głównym bohaterem książki jest podpułkownik Grzegorz Kaliciak. Podczas pobytu w Iraku ma stopień kapitana. Książka opisuje jego karierę wojskową, życie osobiste, motywy, jakimi kierował się, godząc na wyjazd na misję i szkolenie przed nią. Nie ma tu miejsca na tanie bohaterstwo. Jest za to lęk przed śmiercią, poczucie obowiązku, rozliczenie z własnym sumieniem oraz strach. Jako obywatele winniśmy im wdzięczność i szacunek. Dzięki takim publikacjom łatwiej zrozumieć nam czym jest służba w wojsku. Piotr Głuchowski i Marcin Górka, tworząc książkę, solidnie przygotowali się do swego zadania. „Karbala” nie wychwala ani wojny w ogóle, ani wojny w Iraku, to stawia na piedestale tych, którzy wykazali się cnotami żołnierskimi odwagi, koleżeństwa, poświęcenia i bronili słabszych, nawet w tak dalekim i obcym kraju. „Karbala" to pozycja obowiązkowa dla miłośników wojskowości i historii współczesnych konfliktów zbrojnych. Interesujący się Wojskiem Polskim zauważą pomiędzy wierszami zmiany, jakie zachodziły w strukturach i wyposażeniu naszej armii. W lekturze znajdą wiele przyjemności także zainteresowani sytuacją na Bliskim Wschodzie.
Stefan Horn - awatar Stefan Horn
ocenił na 8 1 rok temu
Ptaki drapieżne : historia Lucjana "Sępa" Wiśniewskiego, likwidatora z kontrwywiadu AK Michał Wójcik
Ptaki drapieżne : historia Lucjana "Sępa" Wiśniewskiego, likwidatora z kontrwywiadu AK
Michał Wójcik Emil Marat
Powracać do tytułu po raz drugi, gdy tyle jeszcze niedoczytane jestem gotowy tylko, gdy książka wraca w retrospektywie, intryguje i nie daje o sobie zapomnieć, zostaje w głowie na stałe. Książka jest wywiadem – rzeką dwóch dziennikarzy z Lucjanem Wiśniewskim „Sępem”, żołnierzem Armii Krajowej. Niezwykłość tego zapisu polega na wprowadzeniu nas opowieścią Sępa w tamten czas okupacji, walki o wolność, egzekwowaniu sprawiedliwości, buntu młodości przeciw tyranii, poszukiwaniu przygody i chwały. Oddział o kryptonimie 993/W składa się z bardzo młodych ludzi, nastolatków. Zaczynają swoją „robotę” likwidacji: niemieckich zbrodniarzy, konfidentów, kolaborantów i szmalcowników jako: 17-sto, osiemnastolatkowie. „Delikwentów” likwidują tylko na podstawie sądów AK i wyroków przez te wydanych. Nie analizują, nie oceniają, mają robotę do wykonania. Są dobrze zorganizowani, a każda akcja, głównie na terenie okupowanej Warszawy poprzedzona wywiadem i obserwacją skazanego zdrajcy czy zbrodniarza. Wywiązuje się rywalizacja o lepszą skuteczność oddziału wobec innego o podobnych zadaniach. Młodziki szybko muszą dorosnąć, wziąć odpowiedzialność i nie bać się, wykazać brawurą i niezwykłą odwagą. Członkowie 993/W przyjmują pseudonimy ornitologiczne i stają się ptakami drapieżnymi, że zdrajco zapomnij o bezkarności. Oni po ciebie przyjdą. Sprawiedliwość i nieuchronność kary, pomimo okupacji działa. Młodzi żołnierze – egzekutorzy rzeźbią swe charaktery, dyscyplinują się sami, szybko się uczą współpracy, marzą o odznaczeniach. Młodości wówczas to przypisane. Pomimo ogromnego ryzyka nie ulegają wątpliwościom. Jest wyrok sądu, trzeba go wykonać. Szczegółowy opis uczestnika tych akcji Lucjana Wiśniewskiego „Sęp” wprowadza nas do realiów okupacji. Trzyma w napięciu lepiej niż powieść sensacyjna. Jednak to nie fikcja. Wywiad ten daje czytelnikowi niezwykłą okazję wejścia w tą grupę, śledzić delikwenta ulicami Warszawy, obserwować znaki dawane przez koleżanki - wywiadowczynie oddziału, wejść do lokalu, czy do mieszkania, tramwaju, zachować spokój i uczestniczyć wraz z ptakami w „robocie”, jak nazywają swoje zadania. Książka jest ważnym dokumentem, zapisem chlubnej historii naszego narodu wobec tyrani niemieckiej okupacji. To ważna opowieść świadka tamtych czasów, pokazująca najbardziej wartościowe postawy młodzieńców, którym wolność osobista i kraju najcenniejszą. Polecam przeczytać, choć lektura to nie dla każdego.
Andrzej Kujawa - awatar Andrzej Kujawa
oceniła na 9 4 miesiące temu
Chłopak z Warszawy. Powstanie warszawskie oczami szesnastoletniego żołnierza Andrzej Borowiec
Chłopak z Warszawy. Powstanie warszawskie oczami szesnastoletniego żołnierza
Andrzej Borowiec
„Chłopak z Warszawy: Powstanie Warszawskie oczami szesnastoletniego żołnierza” autorstwa Andrzeja Borowca. „Chłopak z Warszawy” to więcej niż autobiografia – to poruszające, osobiste świadectwo dojrzewania w piekle okupacji i heroicznego zrywu. Andrzej Borowca, ps. „Zych”, w serii krótkich, lecz niezwykle treściwych rozdziałów, z drobiazgową precyzją odtwarza swoje życie. Śledzimy jego przemianę z chłopca zafascynowanego wojskowymi opowieściami ojca (żołnierza armii Austro-Węgier i II Rzeczypospolitej) w niemal dorosłego, szesnastoletniego żołnierza Armii Krajowej, rzuconego w wir jednego z najbardziej tragicznych i heroicznych wydarzeń II wojny światowej – Powstania Warszawskiego 1944 roku. Początek tej liczącej ponad czterysta stron opowieści koncentruje się na codzienności okupuwanej Polsce, zniewolonej przez dwa zbrodnicze systemy: III Rzeszę i ZSRR. Na szczególne uznanie zasługuje niezwykła pamięć autora, który z płynnością i szczerością opisuje relacje z ojcem, czułą „Mateczką”, biologiczną matką oraz rówieśnikami. Ta wojenna codzienność, z jej małymi radościami i wszechobecnym strachem, stanowi przejmujące tło dla nadchodzącej burzy. Pewien dyskomfort może budzić wątek budzącej się sfery seksualnej młodego Borowca. Mimo że opisany z dużą skromnością i traktowany raczej jako marginalna ciekawostka, wydaje się nieco zbędny w tym kontekście. Na obronę autora należy jednak przyznać, że nie kryje się za tym żaden głębszy podtekst. To po prostu uczciwy element portretu nastolatka, który nawet w obliczu otaczającego go okrucieństwa, wciąż doświadczał zwyczajnych ludzkich potrzeb i marzeń. Im głębiej wciągamy się w lekturę, tym bardziej zapominamy, że opisane potworności przeżywał ledwie nastolatek. Okrucieństwo, bestialstwo i wynaturzenie, z jakimi przyszło mu się zmierzyć, wydają się niemal niepojęte z perspektywy bezpiecznego, współczesnego czytelnika. Narracja jest tym cenniejsza, że łączy bezpośredniość młodzieńczych wrażeń z dojrzałą refleksją mężczyzny spisującego wspomnienia po latach. Znajomość historycznego tła bije z każdej strony. Borowiec, choć fizycznie nie mógł być wszędzie, z reporterską wręcz skrupulatnością odnotowuje kluczowe momenty Powstania, od przedwczesnego wybuchu około godziny 14:00 na Żoliborzu, przez Rzeź Woli, po nieuniknioną kapitulację. Po poważnym zranieniu „Zych” trafia do niemieckich obozów jenieckich. Jego opis tego doświadczenia stanowi interesujący kontrast do walk w stolicy, mniej bezpośredniej grozy za to więcej wszechogarniającej monotonii, głodu i niepewności. Ku uldze czytelnika, relacja z pobytu w niewoli jest wstrzemięźliwa, pozbawiona nadmiernego epatowania okrucieństwem. Książka zyskuje dodatkowy, głęboki wymiar w ostatnich rozdziałach. To opowieść o trudnej powojennej rzeczywistości i traumie, która nie skończyła się wraz z ostatnim strzałem. Mimo zwycięstwa aliantów, młody Borowiec nie mógł czuć się bezpiecznie we własnym kraju. Polska, która znalazła się w strefie wpływów ZSRR, stała się miejscem prześladowań dla żołnierzy Armii Krajowej, uznawanych przez nowe, komunistyczne władze za wrogów systemu. Ta gorzka świadomość nadaje całej opowieści jeszcze bardziej tragiczny wydźwięk. Autor zamyka swoją historię krótkim skrótem dalszych losów: edukacji i kariery, którą budował już na emigracji. Szczerze polecam „Chłopaka z Warszawy” każdemu, kto chce zrozumieć nie tylko historyczne fakty, ale i ludzkie emocje stojące za tymi, którzy przetrwali najczarniejszy rozdział polskiej historii. To lektura, która nie daje o sobie łatwo zapomnieć
NIELatwaHistoria - awatar NIELatwaHistoria
oceniła na 8 8 miesięcy temu
Rosja w łagrze. Świadectwo brawurowej ucieczki z sowieckiego „raju” u progu Wielkiego Terroru 1937 roku Iwan Sołoniewicz
Rosja w łagrze. Świadectwo brawurowej ucieczki z sowieckiego „raju” u progu Wielkiego Terroru 1937 roku
Iwan Sołoniewicz
"Rosja w łagrze" Sołoniewicza została napisana i wydana na dobre 30 lat przed ukazaniem się słynnego "Archipelagu GUŁag" Sołżenicyna, jeszcze w okresie międzywojennym. Jest to świetna książka napisana z punktu widzenia człowieka, który jeszcze pamiętał carską Rosję, walczył w "białej" armii przeciw komunistom, a potem w państwie sowieckim udało mu się wieść nawet względnie dobre życie. Jednak nie na tyle, by nie próbować ucieczki - wraz z synem i bratem zostali złapani i skazani na kilka lat łagru. Tam też całkiem nieźle się urządzili i po jakimś czasie uciekli przez granicę z Finlandią. Za granicą Sołoniewicz napisał "Rosję w łagrze", która jest nie tylko opisem jego więziennych doświadczeń, ale też fascynującą analizą życia w państwie sowieckim okresu międzywojennego. Łagry wraz ze zgromadzonymi w nich więźniami i załogą stanowią często świetny punkt odniesienia do życia na "wolności", która dla wielu okazała się też trudniejsza i cięższa od więzienia. To nie jest lekka i łatwa lektura, choć Sołoniewiczowi udało się przedstawić temat w zaskakująco przystępny sposób. Sporo tu dialogów, wprowadzających w treść książki nieco akcji, a oczekiwanie na ucieczkę bohaterów stopniowo buduje napięcie. Samego autora ciężko mi było polubić, ale nie przeszkadzało mi to w docenieniu trafności wielu jego spostrzeżeń. Bardzo fajnym dodatkiem do "Rosji w łagrze" są wspomnienia z ucieczki brata Sołoniewicza (który uciekł oddzielnie z innego łagru) oraz notka dotycząca życiorysu autora - mocno mnie to wciągnęło, choć wzbudziło chyba jeszcze większą niechęć do autora ;). Po książkę naprawdę warto sięgnąć, jest krótsza i przystępniejsza niż "Archipelag GUŁag", ale też wyraziście przedstawia okrucieństwo i bezduszność tamtego systemu.
Gabi Zet - awatar Gabi Zet
ocenił na 9 8 miesięcy temu
Warszawa 1944. Tragiczne powstanie Alexandra Richie
Warszawa 1944. Tragiczne powstanie
Alexandra Richie
"Powstanie Warszawskie wyróżnia spośród innych konfliktów nie tyle to, że ludzie byli mordowani tysiącami, ale bestialstwo towarzyszące tym zbrodniom. Ono sprawia, że tak trudno o nich wspominać. Moralność została postawiona na głowie. Sadyści mogli robić, co im się podobało, a im bardziej okrutnie się zachowywali, tym bardziej Himmler ich chwalił. Ludzkie życie stało się zupełnie bez znaczenia. Ofiary były gwałcone i mordowane w sposób, który miał je jak najbardziej poniżyć i pomniejszyć. 5 sierpnia Niemcy atakowali wszystko i każdego, kto stanął im na drodze. Nikogo nie oszczędzono....." Konieczność dawkowania tej książki była dla mnie jedynym sposobem, żeby przez nią przebrnąć i nie stracić wiary w jakikolwiek humanizm. Richie ma specyficzny dar – pisze z niesamowitą swadą, niemal jak w powieści sensacyjnej, co sprawiało, że bardzo chciałam czytać dalej ale treść, którą tutaj przekazuje jest momentami tak drastyczna, że ten kontrast stawał się dla mnie niezwykle ciężki. Opisanie przez nią mechanizmy zbrodni na Woli czy Ochocie, a także na Białorusi, tuż przed wybuchem Powstania Warszawskiego, gdzie okrucieństwo było systemowe i odczłowieczone, rzeczywiście dewastuje psychikę, bo uświadamia nam, jak cienka jest granica między cywilizacją a absolutnym barbarzyństwem. Książka zostawia w człowieku trwały ślad i sprawia, że spacerując dzisiejszymi ulicami Warszawy, w której bywam co jakiś czas, widzi się pod stopami te wszystkie warstwy historii, o których Richie pisze bez żadnego retuszu.... Czuję się doprowadzona na skraj wytrzymałości psychicznej i nie mogę ogarnąć umysłem ogromu tej tragedii. To jedna z tych lektur, która wciąż ma moc zmiatania nas z planszy i zmuszania do przeżycia żałoby po ludziach, których nigdy nie znaliśmy....
Joanie - awatar Joanie
ocenił na 10 3 dni temu
Made in Poland. Wspomnienia żołnierza Kedywu Stanisława Likiernika Michał Wójcik
Made in Poland. Wspomnienia żołnierza Kedywu Stanisława Likiernika
Michał Wójcik Emil Marat Stanisław Likiernik
W wielu muzeach, na przykład w Muzeum Powstania Warszawskiego, jest archiwum tzw. historii mówionej. Wywiady z powstańcami, z uczestnikami walk, z żywymi świadkami historii, która działa się na ich oczach. To najbardziej autentyczne świadectwo tego, jak przebiegały wydarzenia, o których uczymy się w podręcznikach. Relacje są, rzecz jasna, subiektywne, bo przecież nie każdy znał kulisy wydarzeń, nie zawsze autentyczny świadek znał prawdę z odmiennego punktu widzenia. Nie zawsze widział to, co działo się 100 metrów dalej lub za rogiem, nie zawsze wiedział, kto wydał rozkaz, kto zginął, a kto przeżył. Mimo to relacje te to bezcenny materiał dla historyków zajmujących się analizą tych wydarzeń. Wywiad Marata i Wójcika ze Stanisławem Likiernikiem z oczywistych względów można zaliczyć do tego rodzaju relacji. Likiernik to bohater AK, wieloletni żołnierz KEDYWu, uczestnik niezliczonych akcji sabotażowych, uczestnik powstania warszawskiego od początku do końca, świadek wielu wydarzeń znanych z kart opracowań historycznych. A przy tym przeżył, żył jeszcze długo, miał świetną pamięć, opowiadał ze swadą i bogactwem szczegółów. Przy tym poznał Emila Marata i Michała Wójcika i wygląda na to, że nie miał żadnych oporów przed odpowiadaniem na ich często bardzo dociekliwe pytania. Jeśli czegoś nie wiedział lub nie pamiętał, to mówił to bez ogródek. Jeśli o czymś nie chciał mówić, to oświadczał, że nie powie. A w życiu Likiernika było wiele elementów, które u niektórych budzą kontrowersje. Stanisław Likiernik pochodził z rodziny o żydowskich korzeniach, całkowicie zasymilowanej. Do tego stopnia, że jego ojciec był zawodowym żołnierzem, kawalerzystą, oficerem w II Oddziale Sztabu Generalnego, zresztą znakomitym gawędziarzem. Bardzo nietypowa biografia. Sam Stanisław Likiernik należał do harcerstwa. Toteż zdecydowanie odmówił rozmowy o swoim pochodzeniu, o tym, czy spotkał się z przejawami antysemityzmu itp. Jego kuzynem był Roman Mularczyk (Roman Bratny), pisarz, autor niezwykle popularnej powieści „Kolumbowie. Rocznik 20”, w której – opisał wiele faktów z życia kuzyna. A przy tym człowiek, który po wojnie opowiedział się po stronie władzy ludowej i z tego powodu odsądzany był od czci i wiary przez wielu prawdziwych Polaków. Którzy jednak powieść czytali, serial oglądali i używali określenia „pokolenie Kolumbów”, które weszło do języka potocznego. Ot, paradoks. Likiernik stanowczo odmawiał zgody na nazywanie go bohaterem. Przeciwnie, nie znosił bohaterszczyzny, wielkich słów, patosu i zadęcia. Swoje brawurowe akcje, wyrok na banschutzu o pseudonimie Panienka, zdobycie magazynów SS na Stawkach i wiele innych, określał na ogół jako zwykłą sprawę, a czasami jako skrajną głupotę, która tylko przypadkowo skończyła się szczęśliwie. Powstanie warszawskie spędził przez czas dłuższy w szpitalu, kilka razy dotkliwie ranny. Był świadkiem likwidacji szpitali, wybuchu czołgu-pułapki na Starówce przy ul. Kilińskiego, ewakuacji powstańców ze Starówki do Śródmieścia przez Ogród Saski, walk na Czerniakowie…. Jego życiorysu starczyłoby na kilka żyć. A jednocześnie odnosił się bardzo krytycznie do samego powstania, do głupoty i tromtadracji dowództwa, do bezmyślnego szafowania życiem uczestników walk. Brawura Okulickiego, chwiejność Bora-Komorowskiego, narwani i brak kompetencji Chruściela-„Montera” oburzały go do głębi. W powstaniu stracił większość przyjaciół, bardzo dzielnych ludzi, widział straszliwe skutki poniesione przez ludność cywilną. Uważał powstanie za skrajna głupotę, masakrę powstańców, największą klęskę narodową. Podobną ocenę powstania i jego dowódców podzielało wielu innych, z samym generałem Andersem na czele. Jednak na Likiernika spadła za to zmasowana krytyka. Mimo że jako bezpośrednio zainteresowany miał największe prawo do wypowiadania swoich opinii. Jak nikt. Wielu powstańców do końca życia uważało swój udział w walkach za najważniejsze wydarzenie życiowe. Mój ojciec, żołnierz batalionu Gustaw, również. Do końca zycia chodził na spotkania kombatantów, na cmentarz, spotykał się z kolegami i wspominali, wspominali. Ale takich chłopców i dziewczyny Likiernik rozumiał bardzo dobrze: całą okupację szykowali się do walki, chcieli bić Niemca nie patrząc na koszty. Sam bohater jednak brał udział w walce przez poprzednie kilka lat i nie była mu potrzebna taka porcja adrenaliny; tym bardziej mógł na chłodno ocenić sens powstańczego zrywu. I stawiał na zdrowy rozsądek, którego tu zabrakło. Dobrze, że przeżył. Dobrze, że nie zachował swoich wspomnień tylko dla siebie. Jeśli chcecie poznać historię z relacji uczestnika wydarzeń, wywiad z Likiernikiem jest dla Was nieoceniony. Polecam z całego serca!
Ewa Szulc - awatar Ewa Szulc
ocenił na 10 8 miesięcy temu

Cytaty z książki Wasserpolacken. Relacja Polaka w służbie Wehrmachtu

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Wasserpolacken. Relacja Polaka w służbie Wehrmachtu