Subkultury młodzieżowe

Okładka książki Subkultury młodzieżowe
Bogdan Prejs Wydawnictwo: Kos nauki społeczne (psychologia, socjologia, itd.)
334 str. 5 godz. 34 min.
Kategoria:
nauki społeczne (psychologia, socjologia, itd.)
Format:
papier
Data wydania:
2005-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2005-01-01
Liczba stron:
334
Czas czytania
5 godz. 34 min.
Język:
polski
ISBN:
83-89375-81-8
Średnia ocen

                7,0 7,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Subkultury młodzieżowe w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Subkultury młodzieżowe

Średnia ocen
7,0 / 10
25 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
329
142

Na półkach: , , ,

Świetna książka,pełna ważnych informacji. Wszystko dobrze wyjaśnione, do tego świetne wywiady z wiecznymi artystami i teksty poruszające muzykę,zespoły,przeszłość,dawne lata,tamten i dzisiejszy bunt i to,że nie warto sięgać po narkotyki.
Dużo porównań przeszłości i teraźniejszości,jeśli chodzi o muzyków,rynek i fanów,oraz oczywiście moda i bunt...
Okazuje się jak bardzo ważny jest ten problem.
Jedyny minus to to,że niektóre treści się kilka razy powtarzały.
Do tego, spis piosenek,które zmieniły nasz kraj jak i świat także można poczytać,jak i przesłuchać.
Polecam i sama zamierzam ją sobie kupić i schować w domowej bibliotece.

Świetna książka,pełna ważnych informacji. Wszystko dobrze wyjaśnione, do tego świetne wywiady z wiecznymi artystami i teksty poruszające muzykę,zespoły,przeszłość,dawne lata,tamten i dzisiejszy bunt i to,że nie warto sięgać po narkotyki.
Dużo porównań przeszłości i teraźniejszości,jeśli chodzi o muzyków,rynek i fanów,oraz oczywiście moda i bunt...
Okazuje się jak bardzo...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

156 użytkowników ma tytuł Subkultury młodzieżowe na półkach głównych
  • 102
  • 54
29 użytkowników ma tytuł Subkultury młodzieżowe na półkach dodatkowych
  • 18
  • 3
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Subkultury młodzieżowe

Inne książki autora

Okładka książki Przewodnik po zaminowanym terenie Andreas Altmann, Janani Ambikapathy, Marcin Baran, Marian Lech Bednarek, Jacek Bierut, Wojciech Boros, Volker Braun, Jürgen Brôcan, Vahni Capildeo, Cezary Domarus, Mirosław Drabczyk, Bogusław Duch, Olgerd Dziechciarz, Dariusz Dziurzyński, Sławomir Elsner, Elke Erb, Katarzyna Fetlińska, Peter Gehrisch, Sylwester Gołąb, Konrad Góra, Jacek Gutorow, Ivo Harák, Roman Honet, Petr Hruška, Genowefa Jakubowska-Fijałkowska, Jerzy Jarniewicz, Łukasz Jarosz, Dieter Kalka, Gabriel Leonard Kamiński, Joanna Lech, Dawid Majer, Paweł F. Majka, Natalia Malek, Karol Maliszewski, Paweł Marcinkiewicz, Mirosław Marcol, Undine Materni, Maciej Melecki, Piotr Mierzwa, Dariusz Muszer, Waldemar Okoń, Marcin Ostrychacz, Sławomir Płatek, Jacek Podsiadło, Bogdan Prejs, Tomasz Różycki, Bartosz Sadulski, Volker Sielaff, Márton Simon, Krzysztof Siwczyk, Rafał Skonieczny, Alvydas Šlepikas, Gary Snyder, Rimvydas Stankevičius, Karina Stempel-Gancarczyk, Szymon Szwarc, Jaromír Typlt, Adam Wiedemann, Wojciech Wilczyk, Ilona Witkowska, Przemysław Witkowski, Konrad Wojtyła, Agnieszka Wolny-Hamkało, Grzegorz Wróblewski, Adam Zdrodowski, Dominik Piotr Żyburtowicz
Ocena 6,3
Przewodnik po zaminowanym terenie Andreas Altmann, Janani Ambikapathy, Marcin Baran, Marian Lech Bednarek, Jacek Bierut, Wojciech Boros, Volker Braun, Jürgen Brôcan, Vahni Capildeo, Cezary Domarus, Mirosław Drabczyk, Bogusław Duch, Olgerd Dziechciarz, Dariusz Dziurzyński, Sławomir Elsner, Elke Erb, Katarzyna Fetlińska, Peter Gehrisch, Sylwester Gołąb, Konrad Góra, Jacek Gutorow, Ivo Harák, Roman Honet, Petr Hruška, Genowefa Jakubowska-Fijałkowska, Jerzy Jarniewicz, Łukasz Jarosz, Dieter Kalka, Gabriel Leonard Kamiński, Joanna Lech, Dawid Majer, Paweł F. Majka, Natalia Malek, Karol Maliszewski, Paweł Marcinkiewicz, Mirosław Marcol, Undine Materni, Maciej Melecki, Piotr Mierzwa, Dariusz Muszer, Waldemar Okoń, Marcin Ostrychacz, Sławomir Płatek, Jacek Podsiadło, Bogdan Prejs, Tomasz Różycki, Bartosz Sadulski, Volker Sielaff, Márton Simon, Krzysztof Siwczyk, Rafał Skonieczny, Alvydas Šlepikas, Gary Snyder, Rimvydas Stankevičius, Karina Stempel-Gancarczyk, Szymon Szwarc, Jaromír Typlt, Adam Wiedemann, Wojciech Wilczyk, Ilona Witkowska, Przemysław Witkowski, Konrad Wojtyła, Agnieszka Wolny-Hamkało, Grzegorz Wróblewski, Adam Zdrodowski, Dominik Piotr Żyburtowicz

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Supermarket kultury. Globalna kultura – jednostkowa tożsamość Gordon Mathews
Supermarket kultury. Globalna kultura – jednostkowa tożsamość
Gordon Mathews
"Supermarket kultury" to jedna z kilku książek, które przeczytałem w wyniku polecenia przez wykładowcę. W tym przypadku dodatkowo wykorzystałem jej treści do zaliczenia dwóch przedmiotów, w tym socjologii :D. Mimo naukowego charakteru książkę czyta się bardzo dobrze zwłaszcza, że traktuje o tym, co dotyczy każdego z nas, czyli o tożsamości kulturowej. Do jej przeczytania skłonił mnie również sam tytuł, który jest połączeniem dwóch słów, jakby z różnych światów. Myśląc o supermarkecie, najczęściej wyobrażamy sobie wielki sklep z dużą ilością regałów i półek, i jeszcze większą ilością artykułów, które możemy sobie w dowolny sposób wybrać i kupić. Natomiast słowo kultura, kojarzy się raczej ze sztuką, muzyką, zachowaniem lub po prostu ze sposobem życia danego społeczeństwa, o czym pisze sam autor, już na samym początku wyjaśniając to pojęcie. Supermarket kultury jest raczej czymś abstrakcyjnym, ale po głębszym zastanowieniu, biorąc pod uwagę dzisiejszą technikę i możliwości przepływu informacji okazuje się, że każdy z niego korzysta i to bardzo często w sposób nieświadomy. Kilka słów o konstrukcji książki... Jest ona bardzo przejrzysta i logiczna. Autor podzielił ją na pięć rozdziałów z czego pierwszy i dla mnie najważniejszy, to swego rodzaju wprowadzenie do tematu i objaśnienie kluczowych pojęć. Trzy kolejne, to analiza badań przeprowadzonych przez autora odnośnie konkretnych kultur. Ostatni zaś, jak się można spodziewać, przedstawia wnioski autora w odniesieniu do poruszonych problemów. Pierwszy rozdział skupia się na pojęciu kultury i jej wieloaspektowym znaczeniu. Oczywiście autor nie rzuca nam na papier różnych definicji tego pojęcia, jak w encyklopedii, ale mam wrażenie, że celowo prowadzi zabiegi, które mają wprowadzić czytelnika w zakłopotanie. Już na początku odnosi się do pojęcia kultury, jako sposobu życia danego społeczeństwa, danej cywilizacji – czy to Chin, Ameryki bądź mniejszych np. Indiańskich plemion. Po chwili jednak poddaje w wątpliwość to znaczenie ze względu na szeroko rozwinięte interakcje międzykulturowe, wymianę informacji, zwyczajów itp. Chodzi tu o to, że wiele krajów mimo posiadania własnej kultury, czerpie z kultury innych państw. Wiąże się z tym na przykład pojęcie amerykanizacji, które można w zasadzie przypisać do każdego państwa na świecie, a prostym dowodem na to jest restauracja McDonald, która znajduje się niemal wszędzie, aczkolwiek z lokalnym zabarwieniem (wiele krajów ma w menu dania, których nie będą miały restauracje w innych krajach). Pochłaniając kolejne treści okazuje się, że kultura dla wielu antropologów straciła na wartości, a niektórzy z nich - jak wspomina autor - chcieli nawet pozbyć się tego terminu. Różnorodność kulturowa zanika w zastraszającym tempie (co samemu z łatwością można zaobserwować) na poczet szeroko rozumianych związków kulturowych i nie da się ukryć, iż różne kultury świata stają się artykułami w supermarkecie kultury, gdzie wybieramy je zgodnie z akurat panującą modą, lub według własnego widzimisię. Warto się zastanowić: czy korzystamy z własnej kultury; czy nasza tożsamość kulturowa nie jest zaburzona, skoro na śniadanie jemy tosty z syropem klonowym, na obiad spaghetti, a na kolację iście szwedzki fläskpannkaka? Autor pokazuje, że mimo zacierających się różnic między kulturami poszczególnych krajów, każde społeczeństwo wciąż wyróżnia się na tle innych określonym sposobem życia, własnym językiem, czy chociażby systemem oświaty. A ten jest ważny z tego względu, iż za jego pomocą rządy i władze w pewien sposób kształtują kulturę danego kraju. Zaskoczyła mnie postawa badacza, który stwierdził, że kultura jest manipulowana, a nawet została wynaleziona przez państwo, dla jego legitymizacji. O ile zgadzam się z manipulowaniem kulturą przez rządy, to z drugą częścią nie do końca. Kultura nie mogła zostać wynaleziona przez państwa, chociażby ze względu na kulturę etniczną, czy plemienną. W tych przypadkach, kultura powstała w sposób naturalny i nieświadomy, była niczym innym, jak po prostu sposobem życia danej ludności, na przykład Masajów z Kenii. Kultura kształtowana przez rządy, to coś oczywistego, chociażby ze względu na wspomniany system oświaty i przez niego przekazywane treści – te na ogół kontrolowane są przez władze. Sposób życia obywateli danego państwa, bardziej lub mniej subtelnie kształtowany, powoduje powstanie tożsamości narodowej, która ostatnimi czasu jest coraz częściej wypierana przez tożsamość etniczną. Na przykładzie naszej kultury łatwo to zauważyć – w Polsce powstaje coraz większa liczba ugrupowań związanych z kulturą i wierzeniami dawnych Słowian. Sprowadza się to już nie tylko do samej wiedzy, ale do sposobu życia, obrzędów i kultów, bądź co bądź pogańskich, postrzeganych jako rodzimowierstwo. Pytanie tylko, czy te grupy mają świadomość, że ich „powrót do korzeni”, to pewien wybór w supermarkecie kultury? A jest tak dlatego, że ludzie ci urodzili i wychowali się w polskiej kulturze, nabywając jednocześnie polskiej tożsamości narodowej. Aby więc stać się tymi rodzimowiercami, musieli skorzystać z dóbr supermarketu kultury. Jest to zgodne z prawami rynku, gdzie człowiek może robić co chce, być kim tylko chce i iść własną drogą zgodnie z własnymi upodobaniami. Nie ma sensu bardziej zagłębiać się w treści książki, ale wspomnę jeszcze o analizie badań własnych autora, które przeprowadził w trzech państwach: Chinach, Ameryce i Japonii. W każdym państwie badał tożsamość, ale odniósł się do innych płaszczyzn: polityki, religii i sztuki. Każdy bardziej zaangażowany czytelnik również może odnieść badania do własnego kraju i wyciągnąć wnioski. Jak już zdążyłem napisać, książkę czyta się bardzo dobrze. Kolejne rozdziały pozwalają zastanowić się nad własną tożsamością, a nawet całkowicie zaburzyć jej postrzeganie. Oczywiście nie warto popadać w paranoję i twierdzić, że całkowicie utraciło się tożsamość narodową... Bo to, że czerpię z supermarketu kultury i słucham zagranicznych zespołów, oglądam hollywoodzkie filmy bądź po prostu na obiad jem spaghetti, bo mi smakuje, nie znaczy jeszcze, że nie jestem polakiem - na pewno? Wszystko zależy od tego czy nim się czuję i czy mam ochotę nim być, a może po prostu chcę zostać wikingiem? Dodatkowo spora część wiedzy, także historycznej o trzech zupełnie różnych krajach sprawia, że lektura jest jeszcze bardziej atrakcyjna.
Dźwiedź - awatar Dźwiedź
ocenił na 7 7 lat temu
Głupie pytania. Krótki kurs filozofii Jan Hartman
Głupie pytania. Krótki kurs filozofii
Jan Hartman
Dla mnie, która niestrudzenie „drąży” istotę świata, a nawet daleko poza nim, zadając mnóstwo pytań, ten tytuł podziałał na mnie, jak płachta na byka. Miałam ogromną ochotę zripostować go złośliwie – nie ma głupich pytań, są tylko głupie odpowiedzi. I pierwsze, co zrobiłam, to szybciutko zajrzałam do wstępu, mając nadzieję, że autor i filozof, a więc człowiek myślący, wytłumaczy się z tego prowokującego, jak dla mnie, tytułu. I co się okazało? Dokładnie dlatego taki tytuł, ponieważ jest filozofem, który ma cudowny dar mnożenia, dzieląc. Podobnie było z „głupimi pytaniami”, jak asekuracyjnie ujął je w cudzysłowie, będące takimi dla tych, którzy je już przeanalizowali i znaleźli odpowiedzi, stając się fundamentem wiedzy podstawowej do rozmyślań i poszukiwań na wyższym poziomie. Już profesjonalnym. Jednak są i tacy, dla których one nie są głupie. Są ważne i istotne, bo jeszcze pozostające bez odpowiedzi. Autor należący do tych pierwszych zechciał podzielić się swoją wiedzą z tymi drugimi. A dokładniej napisał tak – „Głupie pytania” raczej nie padają już w filozofii, bo od dawna wiemy dokładnie, na jakie odpowiedzi one pozwalają i jak je przekształcić w pytania bardziej trafne (acz mało efektowne). Nie znaczy to jednak, że nie warto do „głupich pytań” powracać. Przecież wciąż wielu ludzi stawia je sobie tak, jak w dawnych wiekach. A w kolejnym rozdziale dodaje – Pytanie, jak papier, wszystko zniesie. Można bezkarnie pytać o wszystko, byle jeszcze w pytaniu utrzymała się jakaś resztka sensu. Tyle że współczesny człowiek ma mniej czasu na stawianie ich sobie, a tym bardziej na samodzielne, często żmudne, poszukiwanie rozwiązań. Dla niego jest właśnie ta książka. Dopiero po tak uspakajającym mnie wstępie, określającym jej charakter, jako powrót do „przedprofesjonalnych” korzeni filozofii, zajrzałam z ogromną ciekawością do spisu treści, zastanawiając się nad „kanonem głupich pytań Hartmana” (a może i reszty filozofów?) oraz ludzi poszukujących na nie odpowiedzi. Było ich osiem. Każde poprzedzone fotografią obrazu nawiązującego tematycznie do zagadnienia. Na pierwszym miejscu „pytanie pytań”, które mnie nie zaskoczyło, bo odpowiedź na nie determinowała wybór akceptowanej odpowiedzi budującej bazę określonego światopoglądu i mającej wpływ na powstawanie kolejnych zapytań. I tutaj autor podzielił czytelników na trzy grupy – Kto po prostu wierzy głęboko, ten o istnienie Boga nie pyta. Kto wierzy, lecz chce swą wiarę oświecić wiedzą, ten tak naprawdę nie o istnienie Boga zapytuje (bo tego jest pewien), lecz jedynie o to, czy rozum zdolny jest istnienie Boga udowodnić. Kto zaś nie dowierza, tego żaden dowód intelektualny nie uspokoi. Należąc do grupy drugiej, byłam w komfortowej sytuacji, bo posiadając określony światopogląd, a więc i odpowiedzi na wiele pytań, w tym na prezentowany „kanon”, mogłam już nie szukać, nie pracować mozolnie nad tworzeniem podstaw lub ich uzupełnianiem czy modelowaniem od nowa, czując się, jak aktywny uczestnik trudnych warsztatów, ale przyglądać się jak obserwator, ogółowi wiedzy filozoficznej na zadane pytania. A tę autor przytaczał obficie, szczodrze dzieląc się nią, powołując się na najważniejsze nurty filozoficzne i ich przedstawicieli, szkoły i ich twórców oraz spadkobierców na przestrzeni wieków. Od starożytności po wiek obecny. Nie pozostawiając jej jednak bez własnego komentarza i przemyconego, osobistego oglądu zagadnienia, bo jak sam przyznał w Zakończeniu – W końcu przedstawiłem w niej nie tylko rozmaite istotne zagadnienia filozoficzne, tak jak się one z grubsza prezentują na tle tego wszystkiego, co się udało myślącej ludzkości wymyślić (a cudów tu nie ma i być nie może, bo jesteśmy tylko ludźmi), lecz również pewne filozoficzne stanowisko – własne stanowisko. Kolejność stawianych pytań nie była przypadkowa. Ich porządek narzuciła logika ich wynikania. Fundamentalne pytanie o Boga determinowało zapytania o wartości w życiu – miłość, dobro, prawdę, wolność oraz o narzędzia etyczne do ich przejawiania lub nie, które ja nazywam wolną wolą i sumieniem. Dopiero z tak uświadomionej wiedzy albo wspólnie ustalonej prawdy, można było przejść do dwóch ostatnich pytań, z których jedno stało się bardzo znane z zadania go premierowi Donaldowi Tuskowi – jak żyć? Abstrahując od tematu – proponuję Premierowi zaopatrzyć się w ten tytuł i rozdawać go każdemu o to go pytającemu. W końcu jest premierem, a nie filozofem. Nie wiem, co na to autor, który przecież w opozycji do PO stoi, angażując się w Twój Ruch Janusza Palikota. Wygląda na to, że niechcący napisał poradnik wspierający konkurencję polityczną. A wracając do tematu – dwoma ostatnimi rozdziałami autor mnie zaskoczył! Byłam przygotowana na pozostawienie mnie w zawieszeniu, na dokonanie własnego wyboru na podstawie osobistych poglądów. Nic z tego! Te dwa ostatnie rozdziały były najsilniej przeniknięte poglądami autora, bo o ile we wcześniejszych budował wszechstronny obraz stanu wiedzy filozoficznej, z którego mogłam przebierać, wybierać, uznawać, odrzucać czy nie akceptować, o tyle tutaj delikatnie narzucał pogląd, jak człowiek powinien żyć i urządzać świat wokół siebie. I to jest zabieg świadomy, a nawet umyślny, bo jak napisał – Chociaż więc książkę tę napisałem jako zawodowy filozof, mający w pracy inne zmartwienia niż „nieśmiertelność duszy”, napisałem ją nie tylko dla myślącej publiczności, lecz również dla samego siebie. I w tym zacytowanym zdaniu kryją się dwa kruczki, ostatecznie określające typ odbiorcy publikacji. Pierwszym jest „zawodowy filozof”. To, co dla zawodowego filozofa może być przystępnie i przyjemne podane, dla przeciętnego człowieka już nie. Z jednej strony starał się, by była ona możliwie łatwa w odbiorze, ograniczając erudycję i język naukowy do minimum. A i to minimum, czyli pojęcia niepowszechne lub w ogóle niewystępujące w mowie potocznej, objaśniał chętnie i za każdym razem (nie trzeba było sięgać po słownik), by tekst był jak najbardziej przejrzysty, chcąc spełnić deklarację złożoną we wstępie – …obiecuję, że ta książka będzie nadawała się do czytania. A z drugiej strony machał do mnie drugi z kolei kruczek ukryty w cytowanym wcześniej zdaniu pod wyrażeniem – „dla ludzi myślących”. A precyzując – dla średniozaawansowanych . Te dwa ostatnie wyrazy dodałabym obowiązkowo do podtytułu widniejącego na okładce, czyli dla tych, którzy oprócz tego, że myślą, przeczytali w swoim życiu jeden podręcznik z historii filozofii, poznając jej podstawowe pojęcia jak byt, atrybut czy absolut i przynajmniej otarli się o „rozbieranie” zdań zgodnie z zasadami, jakimi rządzi się nauka logiki, by podołać takim, jak te w książce – Głuchy „niepomny” byt, irrealnie bytujący bez świadectwa żywego przedstawienia w subiektywnym horyzoncie doświadczenia pojedynczego ja, stanowi, mówiąc po heglowsku, „określona nieokreśloność”, czyli niewyczerpane źródło nawarstwiających się i różnicujących treści myślenia. Jednak autor nie zostawiał czytelnika samego z takimi zdaniami. Chętnie podpowiadał, upraszczając – Inaczej mówiąc, skończone już życie wciąż przejawia się we wspólnym Świecie, za pośrednictwem niekończących się interpretacji jego śladów. Czyli w ostatecznej interpretacji mojej, przekładając to na język powszechnie zrozumiały, myśl zawarta w pierwszym, enigmatycznym zdaniu brzmi – żyjemy tak długo, jak długo żyje pamięć o nas. Poprzeczka postawiona wysoko, ale dla tych średniozaawansowanych, do pokonania, a satysfakcja intelektualna bezcenna i gwarantowana. I w tym sensie autor obietnicy dotrzymał z naddatkiem! To dlatego każdy rozdział czytałam z przerwą, dozując je sobie według klucza – jeden na jeden dzień. I nie wieczorem. Wybierałam specjalny czas po południu na specjalne rozważania. Traktowałam tę czynność jak gimnastykę umysłu albo jak „przerwę w życiu”, bo według autora życie przecież nie jest myśleniem. Myślenie jest raczej przerwą w życiu niż jego integralną częścią. Nie było łatwo! Niektóre zdania lub fragmenty tekstu czytałam wielokrotnie, wiedząc, że muszę je zrozumieć, by pójść dalej. Poznawałam stan wiedzy w pigułce, doszukując się lub rozpoznając w nim kręgosłup mojego światopoglądu i jego miejsce w całości filozofii. Było fascynująco intelektualnie! To nie romanse czy powieści erotyczne topią mój mózg w endorfinach, ale właśnie takie książki. Dla mnie najlepsze afrodyzjaki dla umysłu! naostrzuksiazki.pl
Maria Akida - awatar Maria Akida
oceniła na 7 5 lat temu
Odwiedziny z zaświatów Raymond A. Moody
Odwiedziny z zaświatów
Raymond A. Moody
Jak świat daleki i szeroki wiele można wymieniać pozycji w literaturze podejmujących temat zjawisk paranormalnych i nadprzyrodzonych. Znacząca ich część orbituje po torze dalekim od obiektywizmu i rzetelności w prezentowanym temacie, przez co - zamiast przyciągać – zraża czytelnika, odczuwającego zimną rękę kuglarza wyciągającą portfel z kieszeni na ulicznym festynie. Trudno ocenić, jak wiele jest jeszcze podobnych książek, jednak niewątpliwie „Odwiedziny z zaświatów” dają sporą nadzieję, że gdzieś wciąż istnieje ta właściwa strona badań Drugiego Świata. Książka jest zbiorem zapisków z wielu lat badań prowadzonych przez pewnego naukowca zafascynowanego psychologią, który postanowił przetrzeć jej niezbadane dotąd szlaki, w poszukiwaniu lekarstwa dla ludzi o chorej duszy i zbłąkanym umyśle. Czy jednak na pewno niezbadane? Już z pierwszych rozdziałów, gdzie autor przytacza kolejne doniesienia, dowiadujemy się, że technika wpatrywania się w zwierciadło (której poświęcone zostały książka i badania) znana była od tysiącleci, a jej dokładna geneza jest praktycznie niemożliwa do określenia. Mitologia grecka, starożytna poezja, klasyczna literatura… Wszędzie tam znaleźć można odniesienia do wykorzystania techniki zwierciadeł, jako wrót przywoływania zjaw zmarłych osób. Badacz przyjął postawę klasyczną i w odpowiedni sposób właściwą naukowcowi, podejmującemu badania, których wyniki większość z nas może z ręką na sercu określić jako przedstawione rzetelnie. Nie znajdziemy tu backstory tajemniczych miejsc czy wydarzeń, poprzez które narodziły się upiory nękające bezbronnych ludzi. Wnioski układane są pod wyniki, a nie odwrotnie – jak to ma miejsce w wielu podobnych „projektach”. Doktor przedstawił konkretne efekty i - z elementarną dokładnością - drogę, która do nich doprowadziła. Na szczególną uwagę zasługują tu również przytoczone relacje pacjentów, którzy uczestniczyli w przeprowadzanych badaniach i dobrowolnie zgłosili się do udziału w eksperymencie. Byli wśród nich zwykli, szarzy ludzie, jakich możemy spotkać za każdymi drzwiami, a także wysoko wykształceni badacze, psycholodzy i lekarze, a nawet sami studenci prowadzonych przez doktora zajęć. U wszystkich efekt był praktycznie identyczny, a żaden z uczestników nie wspomniał o choćby cieniu wątpliwości co do autentyczności doświadczonych wizji, mówiąc otwarcie o tym, czego byli świadkami, a ostatecznie - co sami odczuli. Doktor dokumentował to skrupulatnie, aby w książce móc wprost cytować pełne relacje badanych ludzi. Nie chciałbym zawierać tu zbyt wielu szczegółów z samych „Odwiedzin”, gdyż stałoby się to w dużej mierze przepisywaniem obserwacji i komentowaniem wniosków. Autor wstrzymał się od tego drugiego, więc i ja na tym poprzestanę. Myślę, że właśnie to może przesądzić o właściwym odbiorze badań doktora. Stawia on pytania i prezentuje efekty pracy, wysnuwając jedynie schematy dalszych możliwości i ich zastosowania dla swych odkryć, powstrzymując się przed teoretyzowaniem ich dokładnego podłoża – bez względu na to, z którego świata pochodzi. https://skoliotyk.pl/recenzje/56-odwiedziny-z-za%C5%9Bwiat%C3%B3w-raymond-a-moody.html
Velocireader - awatar Velocireader
ocenił na 7 4 lata temu
Pies Miha Mazzini
Pies
Miha Mazzini
„Boimy się tylko tego, co jesteśmy sobie w stanie wyobrazić, a wierzymy tylko w to, co potrafimy zrozumieć”. Kto by pomyślał, że tak głęboka myśl może zrodzić się w tak brzydkim mężczyźnie. Przecież żył w społeczeństwie, którego oczekiwania w stosunku do pojedynczych osobników sprowadzały się do jednego – „głupi mają być brzydcy mężczyźni i piękne kobiety”. Główny bohater był brzydki. Bardzo brzydki. No dobrze, nie będę delikatna – ohydny i odrażający. Jego widok zawsze przyciągał ciekawski wzrok, by po chwili zamienić się w wyraz obrzydzenia. Ewidentnie zakłócał poczucie estetyki patrzącego. Każde spojrzenie na niego „wyrażało zdziwienie, jak może istnieć coś tak potwornie szkaradnego i dlaczego t o stoi przed nim, psując mu widok”. W jego pracy brzydota była jednak atutem. Należał do świty Maestra. Miejscowego mafiosa świata przestępczego. Człowiekiem niezastąpionym w wymuszaniu długów i haraczy. Wystarczyło, że stanął pod drzwiami lokalu dłużnika i chwilę popatrzył, by natychmiast otrzymać żądaną kwotę. To pozwalało mu na prowadzenie niezależnego, ustabilizowanego życia z dala od ludzi, w którym rutyna była tym, co cenił sobie najbardziej. Aż do nietypowego zlecenia. Maestro powierzył jego pieczy młodą kobietę Hanę. Bardzo ważnego świadka będącego alibi dla szefa. Miał opiekować się nią i pilnować do rozprawy sądowej. Tylko tydzień i aż tydzień! Relacjonowany przez głównego bohatera, dzień po dniu i godzina po godzinie, przypominający formą narracji dziennik, stał się historią przemiany bezwzględnego, brutalnego, cynicznego, pełnego nienawiści do ludzi autsajdera w człowieka, który odkrył w sobie pozytywne uczucia. Wśród nich największe – miłość do swojego pracodawcy. Kochał go tak, jak pies swojego właściciela. Tej dramatycznej, a momentami komicznej, przemianie towarzyszył koktajl emocji przeżywanych i opisywanych przez głównego bohatera, który bardzo mało mówił i tylko, kiedy musiał, ale za to bardzo dużo myślał. Jego wewnętrzne monologi, komentarze, wnioski, wspomnienia z przeszłości stanowiły swoistą mieszankę filozofii, sarkazmu, ironii, moralizatorstwa i czarnego humoru przez łzy, by ostatecznie pozostawić mnie z myślami pełnymi goryczy. Dotyczącymi współczesnego społeczeństwa. Tak naprawdę ta opowieść o losach jednego człowieka wyrzuconego przez ostracyzm na margines społeczny była pretekstem do zawarcia w niej krytyki ludzkiego systemu wartości hołdującemu urodzie, konsumpcjonizmowi, globalizacji i wychowującemu jeden pożądany model obywatela – niezauważalnego. „Człowieka, który nie będzie się głośno śmiał, płakał, skakał, nie będzie hiperaktywny, tylko będzie siedział na jednym, odgórnie przydzielonym miejscu i robił swoje. Niewzruszony lub – jak zwykło się to określać – kulturalny i dobrze ułożony. Niczym nie wolno mu się wyróżniać”, za to żyć długo i płytko. Miał być wierny jak pies. Tylko takim przeciętniakom, miernym, biernym, ale wiernym, społeczeństwo daje szansę wolności wyboru. Problem w tym, że tacy ludzie nie potrafią z niej korzystać, bo gdyby potrafili, nie byliby przeciętni. Wielu tkwi w tej społecznej pułapce tak, jak tytułowy pies i jak pies traktowanych. Cokolwiek by nie zrobili dla swojego pana. naostrzuksiazki.pl
Maria Akida - awatar Maria Akida
oceniła na 7 6 lat temu
Szklanka na pająki Barbara Piórkowska
Szklanka na pająki
Barbara Piórkowska
Nie posiadam daru lepienia ze słów figur wierszowanych, ale bardzo lubię przebywać w świecie… poezji? Tak. To też. Czasami. Jednak bardziej w świecie prozy utkanej przez poetę, który potrafi dobrze znanej rzeczywistości narzucić wymiar niepowszedni, wyjątkowy, baśniowy, nadając jej płaskiej formie trójwymiarowość i stwarzając go atrakcyjniejszym i łatwiejszym do zaakceptowania oraz przyswojenia przez moje własne, toporne i okaleczone genetycznie zmysły. Nie każdy jest czuły na słowa-haczyki, które jeśli tylko umiejętnie zarzucić, z łatwością wyciągają z poety nitki, które niczym sznurki dobranych, dopasowanych, okrąglutkich, gładko utoczonych i dobrze skomponowanych wyrazów, potrafią ułożyć się w zupełnie inne spojrzenie na dotychczasowe realia. Odmienny ogląd przepuszczony przez subiektywny pryzmat własnego, wrażliwego, wewnętrznego postrzegania świata i ludzi w nim żyjących. Autorka tego prozatorskiego debiutu właśnie kimś takim jest. Wzięła temat z gdańskiej ulicy. Pierwszy z brzegu życiorys, nie lepszy i nie gorszy od innych, zagubiony i poszarpany przez wiatr wiejący od morza, a może przez wichry historii, podobny do losu wielu innych, toczonych mozolnie wśród kamiennych bloków na osiedlu Żabianka. Mocno ostatnio eksploatowany przez znanych i uznanych. Jednak kiedy się jest nikim, kiedy nikt nie jest go ciekaw, bo tak bardzo przypomina własny, szary, powszedni, przeciętny, aż za dobrze znany, wtedy nadaje się mu nową formę, wykorzystując magiczny dar słowa przemieniania starego w nowe. Autorce posłużyło do tego celu życie dziewczynki urodzonej w 1974 roku i dorastającej w ciekawych czasach przemian ustrojowych. Jednak tło fabuły, delikatnie zresztą tylko zarysowane, nie było aż tak ważne, bo ileż to ja takich życiorysów poznałam, o iluż się trudnych lub ciekawych dzieciństwach naczytałam, na ileż się takich w literaturze już natknęłam! Ważne było to, że stwarzała je Poetka. A zaczynało się od zdania – "Najpierw byłam mężczyzną". Poczułam mocne tąpniecie w ustalonych i sztywnych zasadach mego świata i dotyk zarzuconej pętli na szyi mojej uwagi. A potem była czysta rozkosz pławienia się w świeżych metaforach, trafnych porównaniach, gładko wyrzeźbionych frazach, ściśle dopasowanych wyrażeniach, celnie dobranych skojarzeniach budujących wewnętrzny, momentami bajeczny świat dziewczyny. Dziecka obdarzonego darem plastycznym, wychowywanego w chłodnej rodzinie, głównie przez dziadka, w obecności wiecznie nieobecnego ojca, chorej na depresję matki i babki, która o istnieniu wnuczki przypominała sobie, licząc prezenty pod choinką. Posiadającego dar widzenia barwami, który towarzyszył mu od urodzenia, kolorując jego wewnętrzny i zewnętrzny świat. Najpierw dziecka, potem nastolatki i w końcu kobiety. Nadając towarzyszącym mu emocjom barwę kolorowych kredek w dzieciństwie, czerń okresu wycofania, destrukcji i niewiary w sens nastoletniego życia i tęczę człowieka dorosłego, świadomego konieczności istnienia całego spektrum jej komponentów i pogodzonego z tym faktem. Również człowieka doceniającego dar życia i jego korzeni, które samo w sobie jest wyjątkowe, bo dziedziczone po przodkach i stale odradzające się w kolejnych pokoleniach, chociaż w innym ciele, innym mieście czy państwie. Składające się tak, jak tęcza, z wielu barw i ich odcieni, z chwil dobrych i złych, lepszych i gorszych, ale wszystkich jednakowo cennych. Nawet tych kosmatych, przypominających obrzydliwe pająki, których nie wolno zabijać. One są jak źródło penicyliny zawartej w pajęczynie, leczącej rany duszy, ratującej zdrowie i życie psychiczne. Stwarzają sytuacje nabywania odporności na przeciwności losu, szczepiąc na dalszą drogę życia. Każdy człowiek powinien mieć specjalną szklankę, w którą mógłby łapać takie chwile, nie czyniąc im krzywdy, bo ich "się nie da zamazać czarną farbą, zresztą tylko głupcy to robią i skarżą się potem, że się pobrudzili". Niby nic nowego, bo przesłanie i samo życie bohaterki jakich wiele, ale… Jak to jest opowiedziane! A raczej namalowane słowami i nasycone kolorami! Wypełnione barwą "kołatną, złocistą szarość, która spływa na oczy w głębokiej fazie stycznia, kiedy pukam do kogoś z butelką wina, by mi pomógł wydostać się z tych ciemnych kolorów, aby przywrócić zieleń i żółć, i zdrojowy błękit, w którym się można skąpać do samego serca. Najlepiej robić zapasy błękitu wcześniej". Gromadzę więc i ten błękit z chwil szczęśliwych, i tę penicylinę z chwil kosmatych, by żyć kolorowo, w pełnej palecie barw tęczy od czerni po biel, która jest jak życie. A ono jak tęcza! naostrzuksiazki.pl
Maria Akida - awatar Maria Akida
oceniła na 7 4 lata temu
Zdrowie zaczyna się od jedzenia Melissa Hartwig
Zdrowie zaczyna się od jedzenia
Melissa Hartwig
O paleo usłyszałem przypadkiem i podszedłem dosyć sceptycznie do tego. Zwłaszcza po przeczytaniu paru artykułów, o tym jak to z naszej diety trzeba wyrzucić wszystkie zboża i nabiał. Pomyślałem, że to kolejna moda ale jednak niektóre artykuły mnie zaciekawiły i postanowiłem trochę o tym poczytać. Akurat miałem do dyspozycji tę pozycję więc to ona poszła na pierwszy ogień. Mimo, że cieszę się dobrym zdrowiem i nie mam nadwagi, pierwsze parę stron było jakby o mnie i co gorsza zostało to ujętę jako przykład złego dnia! Wliczając w to podjadanie i różne "mniej zdrowe" przekąski. Od tego momentu bardziej mnie to zaintrygowało i czytałem kolejne rozdziały chłonąc wiedzę. Tutaj pojawi się mała dygresja, nie jestem z wykształcenia biologiem/chemikiem, nie kończyłem medycyny więc od strony technicznej ciężko mi to ocenić. Sprawdzając na szybko informację dotyczące naszego organizmu, i jego reakcji na produkty jakie jemy wygląda to wiarygodnie. Z grubsza. Oczywiście jak to z badaniami bywa, na jedno pozytywne może znaleźć kilka negatywnych i vice versa. Jednak co mi się spodobało to przekaz autorów i forma w jakiej to opisali. Niby są jakieś zakazy ale nikt nie traktuję ich jako dogmatów. To właśnie wszelkiego rodzaju autorzy blogów przyjeli taką retorykę, która tylko zniechęca ludzi. Natomiast autorzy wprost przeciwnie, zachęcają do podjęcia 30 dniowego wyzwania i spróbowania jak zareaguję na to nasz organizm. Takie podejście wydaje mi się ok. Nie uświadczymy tutaj sztywnych przepisów, co i jak mamy jeść a jedynie wskazówki, które w dodatku łatwo zapamiętać np. posiłek powinien opierać się na białku, a porcja mięsa powinna być +/- wielkości dłoni. Takie coś działa o wiele lepiej na wyobraźnie niż podawanie dokładnej wagi. Na końcu zostały dołączone przepisy, jednak przekartkowałem je z grubsza i ciężko mi coś o nich powiedzieć. Dieta sama w sobie mnie zaciekawiła, a książka tylko to zaciekawienie podtrzymała. Na pewno jeszcze coś na ten temat przeczytam. Myślę, że warto przeczytać, żeby samemu wyrobić sobie zdanie czym to paleo tak naprawdę jest.
Mariusz B - awatar Mariusz B
ocenił na 8 10 lat temu
Zakaz Anna Niedbał
Zakaz
Anna Niedbał
„Zakaz” Anny Niedbał to książka, która od pierwszych stron stawia na tempo, ale niestety kosztem budowania głębi świata, w którym toczy się akcja. Brak wprowadzenia do uniwersum sprawia, że czytelnik zostaje wrzucony w sam środek wydarzeń, co może budzić pewne zagubienie. Bohaterka, Angelika, natrafia na zjawiska nadprzyrodzone – multiwersa, teleportacje, morderstwa – z taką łatwością, jakby były one codziennością. Choć mogłoby to wprowadzać ciekawy kontrast, w tym przypadku staje się to jednym z głównych minusów powieści. Reakcje bohaterki na tak poważne wydarzenia są zdumiewająco łagodne, a jej postać wydaje się przez to nieco naiwna i pozbawiona głębi. Brak wprowadzenia do świata sprawia również, że trudno się z Angeliką utożsamić. Zamiast budować więź z bohaterką, czytelnik czuje się bardziej obserwatorem jej życia, niż jego uczestnikiem. Nie ma tu miejsca na refleksje czy chwilę wytchnienia, by lepiej poznać motywacje Angeliki czy jej sposób postrzegania świata. Wszystko dzieje się zbyt szybko i bez wyjaśnień, co utrudnia emocjonalne zaangażowanie w jej losy. Relacje między Angeliką a Oscarem są dość dziwne i chaotyczne. Z jednej strony bohaterka wydaje się mieć uczucia do Oscara, niemal podkochuje się w nim, z drugiej – nie może go znieść. Ich interakcje przepełnione są napięciem – raz irytuje ją jego chłodny i zdystansowany sposób bycia, innym razem odczuwa zazdrość, gdy widzi go w towarzystwie innych osób. Tego rodzaju sprzeczne emocje mogą z jednej strony dodać postaciom realizmu, pokazując ich wewnętrzne konflikty, ale z drugiej strony sprawiają, że relacja staje się niejednoznaczna i trudna do zaakceptowania dla czytelnika. Ciągłe zmiany nastrojów bohaterki sprawiają, że trudno jednoznacznie zrozumieć, co naprawdę łączy tych dwoje, co może wpływać na odbiór całej historii. Mimo tych niedociągnięć, książka ma potencjał. Początek zapowiadał się naprawdę dobrze – historia wkracza w mroczny klimat, który mógłby wciągnąć. Niestety, fabuła zbacza w stronę zbyt wielu niezrozumiałych wydarzeń i braku konsekwencji w budowaniu napięcia. Mimo że książka nie rozwija wszystkich obiecanych wątków w sposób satysfakcjonujący, to jednak przyciąga i wciąga na tyle, by chciało się poznać, co wydarzy się dalej. Motyw wampirów, wilkołaków i innych nadprzyrodzonych istot jest w książce traktowany jak coś, co jest po prostu częścią życia, co – choć ciekawie wpleciono w fabułę – nie do końca pozwala się w tym świecie zatracić. Zabrakło nieco większego zrozumienia dla rządzących nim zasad, przez co trudno w pełni poczuć się częścią tej historii. „Zakaz” to powieść, która pozostawia niedosyt, ale także daje nadzieję, że w kolejnych tomach autorka rozwinie swój pomysł na fabułę i głębiej zbuduje zarówno postacie, jak i świat, w którym się poruszają. Pomimo pewnych niedociągnięć, książka potrafi przyciągnąć uwagę, a dla fanów mrocznych historii z elementami nadprzyrodzonymi może okazać się wciągającą lekturą.
Cezar Kolcz - awatar Cezar Kolcz
ocenił na 6 1 rok temu
Budować, mieszkać, myśleć.  Eseje wybrane Martin Heidegger
Budować, mieszkać, myśleć. Eseje wybrane
Martin Heidegger
Chłonąć niezwykle płodną myśl twórcy, którego życiorys jest naznaczony kontrowersjami - czy powielać jałową paplaninę ludzi, którzy nie są zdolni myśleć? Być czy mieć? Pytać o myślenie, czy myśleć bez pytania? Oto metafizyka jutra. Niewątpliwie kontrowersyjnym myślicielem był Heidegger, ale nie o tym będzie mowa. Kto chce, bez trudu może sprawdzić w Wikipedii jego życiorys. Heidegger to myśliciel par excellence, filozof z krwi i kości. Nie stworzył on własnego systemu jak Kant czy Hegel. Dociekał i pytał, nie były to jednak pytania i dociekania błądzące po powierzchni, Heidegger pytał w głąb sensu, w głąb istoty tego, co jest, tego, co się jawi i przedstawia. Słowa rozbierał na czynniki pierwsze, - nie w sensie gramatycznym czy logicznym - dobierał się do ich pierwotnego sensu, znaczenia, symbolu. Słowo znaczy, słowo otwiera przed pytającym prawdę o świecie i o nim samym. Pytać nie znaczy u Heideggera oczekiwania na odpowiedź. Pytać znaczy tak długo dociekać, aż ujrzy się prześwit bycia w tym, o co pytamy. Aby wrozumieć się w to, co wyżej powiedziano, dajmy głos Heideggerowi: „Pomyślmy przez chwilę o jakiejś zagrodzie w Schwarzwaldzie, którą jeszcze przed dwustu laty budowało chłopskie zamieszkiwanie. Dom urządziła tu moc otwierania rzeczy dla prostoty Ziemi i Nieba, Istot Boskich i Śmiertelnych. Postawiła ona zagrodę na osłoniętym od wiatru, południowym zboczu góry, pośród hal, w pobliżu źródła. Dała mu szerokoskrzydły gontowy dach, stosownie ukośny, by mógł udźwignąć ciężary śniegu, nisko opadający, by ochronić izby przed burzami w długie zimowe noce. Nie zapomniała o kącie ze świętymi obrazami nad wspólnym stołem, przyznała w izbach uświęcone miejsce połogowi i „drzewu umarłych" (Totenbaum) - tak w tamtych stronach nazywają trumnę — i w ten sposób różnym porom życia wytyczyła pod jednym dachem tor ich wędrówki przez czas. Zagrodę tę zbudowało rękodzieło, które samo miało źródło w zamieszkiwaniu i używa jeszcze swych narzędzi i przyborów jako rzeczy.” Heidegger w tych kilku zdaniach ze słów „mieszkać” i „budować” wydobył całą prawdę bycia, sens egzystencji. Dzisiejszy świat tego nie potrafi i nie potrzebuje. Oferuje nam nieustanny słowotok, strumień informacji tak potężny, że nie jest w stanie go ogarnąć jeden człowiek, jednocześnie zanieczyszczony bardziej niż Ganges. Słowa tracą pierwotny sens, przestają cokolwiek znaczyć. Są jak puste skorupy, śmieci. Nie można już na nich polegać, nie mają źródła w prawdzie. Rozmywają się w błocie, które same tworzą. Pytać o myślenie - znaczy ważyć każde słowo, z czcią i szacunkiem nieść je i badać do głębi, do korzenia. Myśleć bez pytania - to rzucanie nieprzemyślanych słów w świat. Pytanie rodzi myślenie, pytajmy, by zapładniać myślą świat.
Jacek  Jagosz - awatar Jacek Jagosz
ocenił na 9 13 dni temu

Cytaty z książki Subkultury młodzieżowe

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Subkultury młodzieżowe