rozwiń zwiń

Sprzysiężenie

Okładka książki Sprzysiężenie
Stefan Kisielewski Wydawnictwo: Prószyński i S-ka Seria: Cały Kisiel literatura piękna
504 str. 8 godz. 24 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Seria:
Cały Kisiel
Data wydania:
2012-08-23
Data 1. wyd. pol.:
1947-01-01
Liczba stron:
504
Czas czytania
8 godz. 24 min.
Język:
polski
ISBN:
9788378392545
Średnia ocen

                7,3 7,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Sprzysiężenie w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Sprzysiężenie

Średnia ocen
7,3 / 10
40 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
538
431

Na półkach: ,

„Sprzysiężenie” to znakomite dzieło, które zachwyca zarówno pod względem literackim, jak i intelektualnym. Jest to moje drugie spotkanie z tym autorem. Książka wyróżnia się nie tylko solidnym warsztatem pisarskim, ale także głębią myśli i krytycznym spojrzeniem na świat. Autor zachowuje równowagę między analizą a narracją, co sprawia, że czytelnik z łatwością może się zanurzyć w opowiadaną historię i wyciągnąć własne wnioski.

Zachęcam do przeczytania sprzysiężenia - bo naprawdę warto.

„Sprzysiężenie” to znakomite dzieło, które zachwyca zarówno pod względem literackim, jak i intelektualnym. Jest to moje drugie spotkanie z tym autorem. Książka wyróżnia się nie tylko solidnym warsztatem pisarskim, ale także głębią myśli i krytycznym spojrzeniem na świat. Autor zachowuje równowagę między analizą a narracją, co sprawia, że czytelnik z łatwością może się...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

146 użytkowników ma tytuł Sprzysiężenie na półkach głównych
  • 93
  • 51
  • 2
34 użytkowników ma tytuł Sprzysiężenie na półkach dodatkowych
  • 28
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Stefan Kisielewski
Stefan Kisielewski
Polski prozaik, publicysta, kompozytor, krytyk muzyczny, poseł na Sejm PRL II i III kadencji z ramienia Znaku, współzałożyciel i członek Unii Polityki Realnej.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Fakty, przyroda i ludzie Józef Mackiewicz
Fakty, przyroda i ludzie
Józef Mackiewicz
Kolejna książka największego pisarza polskiego XX wieku. Zamilczanego i wpychanego w niepamięć. Człowieka dla którego "Tylko prawda była ciekawa". I tę prawdę tutaj mamy. Duży zbiór króciutkich opowiadań, reportaży i wspomnień, z których każde omawia coś, co kiedyś naprawdę się wydarzyło. Co pisarz osobiście widział i przeżył lub dowiedział się z opowieści przyjaciół i znajomych. Mord w Ponarach, Katyń, wileńskie getto, migawki wspomnień z wieloletniej tułaczki po obczyźnie i bolesnych wspomnień o ukochanej Litwie. Ludzie, krajobrazy, wydarzenia, refleksje i spostrzeżenia - jakże aktualne dzisiaj! Może na tym właśnie wielkość tego pisarza polega? Tyle wielkich dzieł światowej literatury nie wytrzymuje próby czasu, a tutaj...? Takie drobinki, maleńkie utwory - a jednak dzięki wspaniałemu zmysłowi obserwacji autora, trzeźwemu i krytycznemu patrzeniu na świat, a przed wszystkim umiłowaniu prawdy, prawdy i jeszcze raz prawdy - ciągle na czasie, ciągle zmuszające do refleksji i zastanowienia. Rozmowy i spotkania z ludźmi różnych narodowości, wydarzenia historyczne, refleksje i rozważania na temat komunizmu, bolszewizmu, nacjonalizmu, patriotyzmu i wielu innych pojęć i zjawisk, nad ludzkimi losami i zachowaniami w różnych okolicznościach i różnych konfiguracjach politycznych. Tyle czytamy o napaści Niemiec na ZSRR, ale dopiero tutaj dowiadujemy się jak to wyglądało z perspektywy zwyczajnych ludzi, mieszkańców tamtych terenów. Krytyczny obraz "polskiego Londynu" (po raz kolejny utwierdziłam się w swojej opinii dawno już na ten temat wyrobionej), kilka powrotów do sanacyjnych absurdów, migawki z różnych wydarzeń z zaczadzonego sowiecka ideą i propagandą powojennego Zachodu - jakie to wszystko smutne... Do tego kilka reportaży wręcz wstrząsających : "Ponary - baza", "Dymy nad Katyniem", "Zbrodnia w dolinie rzeki Drawy" (opis angielskiej zbrodni na Kozakach) , a całe to przebogactwo treści wśród przecudnych, tak charakterystycznych dla tego pisarza opisów przyrody. Czytając je natychmiast widać, że Józef Mackiewicz to przede wszystkim pisarz, a dopiero potem publicysta. Przyroda, odmalowana jak żywa, stanowi tak doskonale tło, że dramatyczne wydarzenia są jeszcze bardziej poruszające. Choćby ten, jeden z najpiękniejszych , wg mnie, opisów liści jaki kiedykolwiek czytałam, który jednakże nie jest tylko opisem samej przyrody, ale równocześnie refleksją jaka na pewno nasunęła się pisarzowi podczas jego tułaczki: "Gdy się idzie z wiatrem, liście biegną z tyłu; gdy się odchodzi, wychodzi z kraju, są one jak wierne pieski, które toczą się po ziemi, odprowadzając kawałek drogi na ostatnie pożegnanie, czy też jak oswojone ptaszki, pisklęta rude, żółte, brązowe, śmiesznie i niezgrabnie podskakujące wydłużonym stadem i czepiające się cholew albo nogawic spodni. Wiatr zadmie i w swoim dziecinnym ferworze liście jesienne robią minę jakby nigdy nie miały zamiaru opuścić wychodźcy, a owszem toczyć się za nim aż na kraj świata, a nawet go zawadiacko wyprzedzają na ścieżce. Zwłaszcza liście klonowe, na swych pogiętych nóżkach, okręcają się młynkiem i wyczyniają tyle szmeru, że ścieżka wydaje się być żywa. Wierzyć im jednak nie można. Cała hałastra zatrzyma się raptownie i układa w błocie na płask." Czytając te słowa, widzę autora opuszczającego ukochane Wilno... Być może dlatego tak silnie do mnie przemawiają, że jeżdżąc niedawno po całej Litwie zachwyciłam się urodą tego kraju, jego przyrodą, a spacerując po Wilnie zrozumiałam dlaczego tak bardzo dawni mieszkańcy za nim tęsknią... A przecież to tylko malutki fragmencik i, w porównaniu do innych opisanych w tomie, wydarzenie mało istotne. Dużo większy szok powoduje zestawienie niewinnej, beztroskiej przyrody z nieprawdopodobnymi wręcz zbrodniami...
Katarzyna - awatar Katarzyna
oceniła na 9 3 lata temu
Na tropach Smętka Melchior Wańkowicz
Na tropach Smętka
Melchior Wańkowicz
Na tropach Smętka to książka, którą czyta się z podwójnym poruszeniem: z zachwytem nad stylem i uważnością autora oraz ze świadomością historii, która dopiero miała nadejść. Dla mnie była to lektura naprawdę znakomita – nie tylko jako reportaż z podróży, ale jako zapis świata, którego już nie ma. Podczas czytania szczególnie uderzało mnie to, że autor nie mógł nawet przypuszczać, jak potoczą się losy opisywanych przez niego ziem. Opisy Prus Wschodnich, ludzi, miasteczek i krajobrazów powstawały w czasie, gdy granice wydawały się trwałe, a historia jeszcze nie zapisała na tych terenach swojego najbardziej dramatycznego rozdziału. Dziś, z perspektywy czasu, wiemy, że obszary te po wojnie znalazły się w granicach Polski, a ich tożsamość uległa całkowitej przemianie. To właśnie ta świadomość „tego, co będzie” najmocniej mnie poruszała. Czytając opisy codzienności, rozmów i obserwacji, miałem wrażenie obcowania z ostatnimi chwilami pewnego świata. Podróż, która odbywała się jeszcze przed wojną, nabiera dziś wymiaru niemal dokumentu epoki – zapisu normalności tuż przed katastrofą. Melchior Wańkowicz pisze z lekkością, humorem i ogromną empatią, ale to właśnie historia dopisuje do tej książki najważny komentarz. Dzięki temu Na tropach Smętka nie jest tylko opowieścią o wędrówce, lecz także świadectwem czasu, który bezpowrotnie minął. To książka, która zostaje w głowie długo po zakończeniu lektury – i zmusza do refleksji nad tym, jak bardzo losy miejsc i ludzi potrafią zmienić się szybciej, niż ktokolwiek mógłby to przewidzieć.
Tomasz Weśniuk - awatar Tomasz Weśniuk
ocenił na 7 2 miesiące temu
Ani tryumf, ani zgon Tomasz Łubieński
Ani tryumf, ani zgon
Tomasz Łubieński
Najważniejszą uwagę, jaką mogę mieć do recenzowanej książki, są kontrowersyjne tezy przedstawione przez autora. Chodzi mianowicie o bardzo krytyczną ocenę Powstania Warszawskiego. Osobiście nie zgadzam się z tak negatywnym przedstawieniem sprawy. Wręcz przeciwnie, uważam że Powstanie Warszawskie było konieczne ze względu na to, że chcieliśmy za wszelką cenę być wolni i żyć w niepodległym kraju. Plan walki zbrojnej nie spadł na gorące głowy kilku nieodpowiedzialnych dowódców AK. Walka z okupantem była planowana (jako powstanie powszechne) jeszcze w roku 1939 i zaakceptowana przez polski rząd oraz dowództwo wojskowe zarówno na uchodźstwie, jak i w kraju. Nasi alianci zachodni (głównie Brytyjczycy) znali polskie plany. Kolejną uwagą jest to, że autorowi niekiedy brak konsekwencji w głoszeniu swych myśli. Przykładowo: w jednym miejscu jako zarzut przeciwko powstaniu przeczytamy, że wybuch walki nie był uzgodniony z aliantami zachodnimi – stąd brak wsparcia. Jednak w ostatnim rozdziale, przy porównaniu powstania w Warszawie i w Paryżu, dowiadujemy się, że francuskie powstanie także nie było uzgadniane z aliantami, ale na wieść o walkach w Paryżu Amerykanie tak prędko zmodyfikowali swe plany operacyjne, że pomoc nadeszła po kilku dniach. Podobnie w przypadku negatywnej oceny wyższych dowódców powstania – mimo tego dowiadujemy się, że Lubieński bardzo dobrze ocenia ppłk. „Radosława”. Poza tym autor krytykuje współczesnych polskich historyków za typowanie powstańczych scenariuszy alternatywnych, a po chwili sam snuje wątek: co by było, gdyby Krzysztof Kamil Baczyński przeżył wojnę… Wątek fikcyjnego życiorysu Baczyńskiego to częściowe powtórzenie ze wcześniejszej książki Bić się czy nie bić?, co zresztą sam autor na początku sygnalizuje. (https://historia.org.pl/2013/01/29/ani-tryumf-ani-zgon-szkice-o-powstaniu-warszawskim-t-lubienski-recenzja/)
Szymon Nowak - awatar Szymon Nowak
ocenił na 6 1 rok temu
Zawał Miron Białoszewski
Zawał
Miron Białoszewski
" Jest 11 rano, 28 listopada. Strach? Pomyślałem, że może tym razem jeszcze nie umrę ". Tym razem rzeczywiście, autor jeszcze nie umarł, zmarł dopiero po kolejnym zawale w 1983 roku. Tym razem trafił do szpitala i następnie do sanatorium w Inowrocławiu. I o tym właśnie jest ta książka. Autor, poeta zdaje w niej relację, fabularyzowaną z pobytu tamże i tamże też. Książka dość ciekawa do przeczytania, dla tych, co znają tamte czasy, ale i dla tych, dla których kupowanie jedynego obecnego wzoru piżamy w całym mieście, czy jednego, jedynego kieliszka bez nóżki w sklepie, jest pewną egzotyczną impossible. Pan Miron opisuje więc szpital i zapasy przynoszone przez rodzinę i trzymane między oknami, bo brak lodówki i watę również przynoszoną przez rodzinę, bo szpital nie miał, którą pacjenci darowali szpitalowi do ustrojenia choinki na święta i inne pewnie, dla niektórych dziwne ciekawostki. Teraz trochę prywaty. Ta wata na choinkę przypomniała mi sytuację, tuż sprzed pandemii, kiedy moja ciocia leżała w szpitalu po zabiegu i szpital nie miał dla niej potrzebnych jej leków. Kuzyn dostał pięknie wypisaną przez lekarza receptę i sam musiał te leki kupić w aptece, oczywiście na własny koszt i zanieść do szpitala dla cioci... Zostawię ten fakt bez komentarza. Jednak nie samymi zabiegami i tematami ściśle leczniczymi człowiek przecież żyje. Opisuje więc Białoszewski to, co robił poza szpitalem. Spacery, wypad do teatru, parki i obserwowane w nich kaczki, gołębie. Sprawili sobie nawet taką atrakcję w sanatorium jak wywoływanie duchów. Pewnym "zapomnianym" już faktem jest zapewne wspomnienie autora, o rozbitej w oknie szybie i o tym jak to nie mógł się doprosić pracujących obok na korytarzu robotników, by mu tę szybę wstawili. Kiedyś fizyczny robotnik to był KTOŚ 😁 Na uwagę zasługuje też język autora, którym się posługuje, chociażby dla opisu, na przykład jednej z kuracjuszek: "Młodawa, duża pani w sweterku i w spodniach obciśniętych na wydatnym środku postaci, obracała się szybko w koło i na boki jak i jej szczupły młodawy partner. Najbardziej zdziwiło jej pochylenie z wypiętego profilu, szczupłe nogi, duży brzuch i pupa załapana w sylwetę ruchliwą, uważną. Stopy jej starannie kręciły się i dreptały dodatkowo luzem, trzymając się drewniaków. Popiersie tej pani, przy całej obrotności było nieruchome." Reasumując, fajnie przeczytać, ale gorzko skonstatować, że mimo upływu ponad 40 lat (pierwsze wydanie książki miało miejsce w 1977 r.) w tak zwanej "służbie" zdrowia nic się nie zmieniło, a jeśli nawet, to raczej nie na lepsze.
Żona_Pigmaliona - awatar Żona_Pigmaliona
oceniła na 6 4 lata temu
Nierzeczywistość Kazimierz Brandys
Nierzeczywistość
Kazimierz Brandys
Niełatwo określić, czym jest ta wybitnie przenikliwa analiza Peerelii z połowy lat 70. To osobliwy gatunek, jakby spowiedź intelektualna połączona z traktatem moralnym i esejem o Polsce. Ogrom tu tematów, które były wtedy przedmiotem zaniepokojenia polskiego inteligenta… Napisana w 1975 r., była wydana w 1978 r. - jako pierwsza rzecz w niezależnym obiegu wydawniczym. Głównym tematem były dylematy życia w Peerelii człowieka myślącego, a nawet wybitnie mądrego - Kazimierza Brandysa. Rozliczenie jego krótkiego zaangażowania w komunizm już dziś nikogo nie interesuje. A sam pisarz chyba niesłusznie lekko zapomniany (to moja jego piąta książka, satysfakcja zawsze ta sama lub zbliżona – oceny od 7 do 10). Formalnie jest to rzekoma odpowiedź na socjologiczno-kulturowo- psychologiczne pytania kwestionariusza przygotowanego przez amerykańskiego socjologa. Główna teza nie jest nowa: polskie życie zbiorowe, kultura i polityka ukształtowały swoistą „nierzeczywistość”, dla której jednostka i jej tożsamość nie ma absolutnie zdanego znacznie – liczy się zbiorowość. I nie jest to wymysł Peerelii, która tę zasadę przyjęła za swoją. Ta głęboka analiza odważnie przeciwstawia się popularnemu wtedy, jak sam pamiętam, schematowi „dobre społeczeństwo – zła władza”. Taki pogląd musiał godzić w dobre samopoczucie na własny temat. Zarazem to i swoisty samouczek dla innych: jak się zachowywać, aby ocalić to, co najważniejsze, czyli samego siebie samego, świadomość historyczną, tożsamość kulturową. I nie jest bynajmniej tak, że to już całkowicie nieaktualna lektura. Mocno bowiem na czasie wydaje się wadzenie się z polską formą. Pytanie, czy chodzi tylko o nierzeczywistość PRL, czy też może to stała cecha każdej polskiej formy, nie tylko chyba państwowej (jako nawiązanie do Gombrowicza). Najlepiej czytać to po wybitnym „Rondzie” Autora, bo narrator jest tożsamy – choć nie jest to warunek konieczny. Są tu zresztą odniesienia do tej książki, według mnie nieustępującej wiele najlepszej jego, czyli „Wariacjom pocztowym”. Brandys trzeźwo i bez złudzeń patrzył w przyszłość, znając nieusuwalne nasze wady jako społeczeństwa: „Nie mam nadziei, aby przyszła rewolucja potrafiła usunąć najgłębszą ludzką niepewność – odróżniania w każdej sytuacji dobra od zła”. Inną obawą Autora, która spełniła się nawet chyba nadmiarowo, był obraz masowego, zunifikowanego społeczeństwa, w którym jednostka jest tylko nieco inaczej zagrożona niż w czasach totalitaryzmu. 50 lat temu pisał: „Dzisiejsze masy nie lubią abstrakcyjnych pojęć. Niechętnie słuchają, kiedy im się mówi o wolności i sprawiedliwości”. Według Autora, człowiek wyodrębniony z masy będzie dla niej podejrzany. „Będzie podejrzany dla masy, która chce być najedzona, ubrana i zmotoryzowana, zabawiana filmami i piosenkami. Dla średniej, która woli być najedzona, ubrana i zabawiana niż myśleć. Myślenie jest wysiłkiem, jest także niepokojem i ryzykiem”. W dobrych książkach można się przeglądać jak w przeczystej wodzie górskiego strumienia… Silnie odebrałem doświadczenie formacyjne Autora, który podczas studiów w latach 30. dostał na UW laską w głowę od oenerowskiego studenta, gdy udzielał pomocy pobitemu Żydowi („Polska mnie dopadła, wymacała i stłukła. Leżąc słyszałem nie śpiew i nie kolędę. Słyszałem szurgot i wrzask”). I zadziwiła go reakcja jego ojca: „Miał mi wyraźnie za złe, że nazywam po imieniu rzeczy, o których należało milczeć (...) Mój ojciec wolał nie słyszeć takich słów, jak +Żyd+, +krew+ czy +masakra+. Może właśnie dlatego, że nie był antysemitą i nie lubił brutalnej siły, każdą wzmiankę o antysemityzmie uważał za wulgarny nietakt”. I jeszcze inny rodzinny incydent, po którym już poszłooo: „Przy którejś wigilijnej kolacji ojciec jak zwykle zaczął recytować z pamięci opis śmierci Podbipięty w oblężonym Zbarażu (…) Wtedy z sadystycznym spokojem napomknąłem o pacyfikacjach ukraińskich wsi dokonywanych przez naszą kawalerię. (…) Ojciec rzucił się na mnie z laską”. Cytaty: ”Nie widziałem powodu, żeby rozpaczać nad losem wywłaszczonych fabrykantów czy ziemian, ale w tym samym okresie docierały do mnie wiadomości o brutalnym traktowaniu chłopów, którzy sprzeciwiali się spółdzielniom rolniczym”. „Polacy mają kompleks lokalności, wiedzą, że mówią szyfrem i że rozwiązywanie ich szyfru nie interesuje cudzoziemców”. „Przez dwieście lat jedyną żywą postacią kobiecą w polskiej literaturze był cień zmarłej dziewczynki”. „Wszystko jest prawdą i nic nie jest fałszem, wszystko jest fałszem i nic nie jest prawdą”. „Czym jest moda, jeśli nie rzędem zer dopisanych do czyjegoś gustu, i czym jest totalizm, jeśli nie rzędem zer dopisanym do czyjejś przemocy”. „W Polsce może się jednak zdarzyć, iż człowiek zdaje sobie sprawę, że z pewnych rzeczy nie zdaje sobie sprawy”. „Historię zazwyczaj poznajemy w formie naiwnej, dopiero później osaczają nas jej demony”. „Ukrywano przede mną grzechy świata, nędzę, politykę, prostytucję i tajemnice płci. Na tym polegało wychowanie”. „Polska upadła nie dlatego, że naród za bardzo kochał wolność, lecz raczej przez to, że pewna jego część za bardzo kochała siebie”. „Wolność, tolerancja i solidarność narodowa w Polsce nigdy nie ogarniały całego społeczeństwa”. „Najpierw samemu się siedzi, a później wsadza się innych i daje się w mordę, tak jak się brało”. „Nie zdradza nas tylko milczenie, ale właśnie milczenie jest najtrudniejsze. Zawsze podziwiałem ludzi, którzy opanowali te sztukę – umieć milczeć, to prawie tyle, co zachować siebie na własność”. „Zaczynałem rozumieć: jest źle, kiedy prawa się łamie, ale naprawdę źle jest wtedy, gdy ludzie zapomnieli o swych prawach”. „Powstawały trzeźwe, praktyczne teorie, filozofie nieczystego sumienia. Jedna z nich głosiła, że lepiej milczeć i być, niż usunąć się i zwolnić miejsce dla innych, inni będą gorsi. Druga ujmowała rzecz otwarcie: wszystko wraz z nami jest gnojem, tylko zakłamani idioci udają postawy moralne, i właśnie ich, tych najniebezpieczniejszych, razem z ich postawami trzeba wdeptać jak najgłębiej w gnój, samemu siedząc na wierzchu”. „Jeśli można pozbawić nas praw, to nie oznacza, że wolno nam o nich zapomnieć. Bo tylko my sami możemy zniszczyć prawa: jeśli o nich zapomnimy, jeśli przestaniemy je znać”. „Od razu mnie zapytał, co sądzę o jego przemówieniu. Powiedziałem, że znakomicie przemawiał i że między innymi oklaskiwało go wielu skurwysynów”. „W kraju, w którym podczas wojny Niemcy zgładzili 3 miliony Żydów, ludzie ocaleni od komór gazowych znowu dowiadywali się z gazet, że są o b c y t e j z i e m i„. „Historia każdego narodu ma swoje światło i ciemność”.
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na 8 1 rok temu
Dwie głowy ptaka Władysław Terlecki
Dwie głowy ptaka
Władysław Terlecki
Problem z tą książką mam duży przez lewice uwielbiana, przez prawicę znacznie mniej, a że bliżej mi do obozu niepodległościowego rozterki są niemałe. Niby wszystko oczywiste - zdradę należy potępić, a jednak wątpliwości są. Trochę tak, jak przy "Obłedzie 44" Zychowicza, z jednej strony pozytywna ocena jego wniosków, a z drugiej niesmak - bo przecież pisał to kilkadziesiąt lat po Powstaniu Warszawskim zza ciepłego biurka z pełnym brzuchem. Chyba jednak realizm powinien być wyżej ceniony niż "walka bez względu na skutki", dlatego bliżej mi do historiozoficznego podejścia Zychowicza i Ziemkiewicza ciągle powtarzających, że walkę trzeba podejmować tylko wtedy, gdy będzie szansa na zwycięstwo. Wbrew pozorom Dmowski i Kuroń mają ze sobą coś wspólnego, pierwszy mówił o potrzebie budowania świadomego społeczeństwa, nawet pod potężnymi zaborcami - lepsze to niż strzelanie "bursztynem do świń" i utrata esencji narodu, drugi mówił "Nie palcie komitetów, zakładajcie własne" - no właśnie. Waszkowski - główny bohater książki - ostatni naczelnik Warszawy w czasie powstania styczniowego, główny prowodyr obrabowania Banku Państwa, to postać przechodząca długą drogę. Zaczyna od rycerzyka z szabelką, który idzie na czołgi, kończy na realizmie (zdradzie?) kiedy, to uważa, że lepiej jest robić to co w jego mocy dla państwa i stać się ptakiem posiadającym dwie głowy, ratującym zapalonych bojowników. Kontrowersyjna, prowokująca, niedająca się zaszufladkować. Wybitna, pomimo wielu wątpliwości jakie mam przy ocenie.
lucjusz - awatar lucjusz
ocenił na 10 12 lat temu

Cytaty z książki Sprzysiężenie

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Sprzysiężenie