Sentymenty. Lata 90

Okładka książki Sentymenty. Lata 90
Agnieszka Wróbel Wydawnictwo: Selfpublished biografia, autobiografia, pamiętnik
Kategoria:
biografia, autobiografia, pamiętnik
Format:
papier
Data wydania:
2024-11-05
Data 1. wyd. pol.:
2024-11-05
Język:
polski
Średnia ocen

                7,3 7,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Sentymenty. Lata 90 w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Sentymenty. Lata 90

Średnia ocen
7,3 / 10
38 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
41
29

Na półkach: ,

Szkoda bardzo, że nie ma tej książki w formie papierowej bo ebook czasem bardzo dziwnie się łamał. Co prawda jest to zapis wspomnień paru osób, ale każdy odnajdzie dużą część swojej młodości w tej pozycji.
Ciężko nazwać to książką, to bardziej przewodnik po czasach swojej młodości

Szkoda bardzo, że nie ma tej książki w formie papierowej bo ebook czasem bardzo dziwnie się łamał. Co prawda jest to zapis wspomnień paru osób, ale każdy odnajdzie dużą część swojej młodości w tej pozycji.
Ciężko nazwać to książką, to bardziej przewodnik po czasach swojej młodości

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

84 użytkowników ma tytuł Sentymenty. Lata 90 na półkach głównych
  • 45
  • 37
  • 2
23 użytkowników ma tytuł Sentymenty. Lata 90 na półkach dodatkowych
  • 9
  • 8
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Jak złodziej przyszła. Reportaże i rozmowy o starości Elżbieta Strzałkowska
Jak złodziej przyszła. Reportaże i rozmowy o starości
Elżbieta Strzałkowska Grażyna Latos
To książka o tym, o czym głośno się nie mówi. Przynajmniej w przestrzeni publicznej. Starość, bo o niej mowa w ostatnich latach zrobiła się bardzo niewygodna. Istnieje od zawsze i każdy z nas jest na nią skazany, jednak od niedawna jest traktowana jak coś, czego za odpowiednią opłatą da się uniknąć.. Bo nie po to powstaje tyle klinik medycyny estetycznej, żeby mieć pomarszczoną twarz czy ciało. Wystarczy kilka zabiegów i cyk! witaj młodości... W mediach lansuje się jędrną skórę, piękne włosy i nienaganną sylwetkę bez względu na metrykę. A jednak starość nie dotyka jedynie naszej powierzchowności. To także procesy zachodzące wewnątrz. Problemy z pamięcią, niemożność wykonywania czynności dotychczas prostych czy choroby są często codziennością seniorów. I o tym właśnie opowiadają ci, którym autorki oddały głos. Bohaterami książki są zarówno osoby, które młodość przeżywają jedynie we własnych wspomnieniach jak i ci, którzy stali się ich łącznikiem ze światem zewnętrznym. To często dzieci, które porzuciły swoje plany i marzenia, żeby zająć się chorym rodzicem. Ci, których codziennością stało się zmaganie z niewydolnym systemem, który nie uwzględnia potrzeb seniorów. Czy zastanawiamy się, jakie mamy alternatywy na starość? Bo pół biedy, kiedy zdrowie dopisuje, ale w momencie ciężkiej choroby? Obarczać najbliższych opieką a może zamieszkać w jednym z DPS-ów? Co wcale zresztą takie łatwe nie jest. To tematy jak bardzo niemodne, tak i ciężkie w odbiorze. Zwłaszcza, kiedy słyszymy z ust specjalistów statystyki, których w książce nie brakuje. I choćby z tego względu warto ją przeczytać. Bo może teraz, będąc w kwiecie wieku i mając świat u stóp można wpłynąć także na jakość życia za kilkanaście czy kilkadziesiąt lat.
do_azot_i_nazot_ czyta - awatar do_azot_i_nazot_ czyta
oceniła na 6 11 miesięcy temu
Matka Polka sika w krzakach. Przygody z dzieckiem w mieście wysokich krawężników, nieczynnych toalet i zepsutych wind Monika Pastuszko
Matka Polka sika w krzakach. Przygody z dzieckiem w mieście wysokich krawężników, nieczynnych toalet i zepsutych wind
Monika Pastuszko
Skusiłam się na nią po pozytywnych opiniach w internecie. Że to książka uniwersalna, że nie tylko o matkach z małymi dziećmi, że o projektowaniu uniwersalnym, o potrzebie tworzenia przestrzeni publicznych dla wszystkich, nie tylko dla statystycznego (w domyśle w pełni sprawnego) człowieka. I co? Nie byłabym sprawiedliwa, gdybym powiedziała, że jajco, natomiast nie dostałam tego wszystkiego. Jest napisana zabawnie, lekko, z ogromnym dystansem do siebie, szczerością, opowiadaniem własnych przypałów. Czytało się więcej niż przyjemnie. Natomiast według mnie to nie jest uniwersalna opowieść. To jest historia młodej mamy, która odkrywa, że świat wokół niej jest niedostosowany do osób, które mają jakieś określone potrzeby. Że przestrzeń publiczna często stawia bariery, które utrudniają codzienne funkcjonowanie w mieście (osobiście myślę, że część osób w ogóle wyklucza z niektórych aktywności). Chodzi głównie o bariery architektoniczne: niedziałające windy, brak toalet publicznych, brak miejsc do przewijania i/lub karmienia dziecka, wysokie krawężniki, samochody parkujące na chodnikach i trawnikach, trudności w podróżowaniu transportem publicznym z wózkiem (a na wózku? 😉) Są tutaj pozytywne przykłady, nie tylko z Polski. Są wskazówki, co można zrobić, żeby było lepiej. Tylko to wszystko jest napisane z perspektywy mieszkanki stolicy. Dla osób z dużych miast jeszcze będzie to porównywalne. Natomiast dla całej reszty najpewniej nie. Pod koniec książki pojawia się opinia innej matki, która wracając do domu ze spaceru z dzieckiem, wsiadła do windy. Dziecko ledwo zasnęło, ale komunikat głosowy o docelowym piętrze je wybudził. Taka to była zła winda. Po co w ogóle te komunikaty głosowe w windach? No po co? 🫠 A Ty wiesz po co? Po tej książce mam jeszcze większe wrażenie, że znaczna część osób w naszym kraju widzi wyłącznie czubek własnego nosa. Jeździsz wszędzie autem - masz w nosie pieszych, przepuszczanie ich na przejściach, parkowanie w miejscach wyznaczonych. Nie jeździsz rowerem - autem wyprzedzasz mało nie strącając takiego z drogi, nie patrzysz na ścieżki rowerowe, stajesz tam autem albo puszczasz luzem psa. Najlepiej, kurde, bulteriera. Fajnie, że autorka promuje budżet obywatelski. Że można tam zgłaszać własne projekty. Takie, które zadbają o te niezaspokojone potrzeby w przestrzeni publicznej. Ale w ilu miastach w Polsce działa budżet obywatelski? W Twoim mieście jest? Jeśli go nie ma, to co Ty możesz zrobić? A jeśli jest, czy głosujesz w nim na projekty, które według Ciebie warte są wydania na nie publicznych pieniędzy?
KozackaCzytelnia - awatar KozackaCzytelnia
oceniła na 6 17 dni temu
Pan od zwierząt Konrad Kuźmiński
Pan od zwierząt
Konrad Kuźmiński Małgorzata Walczak
Ocena: 4/5 – złodziejka czasu! Już na wstępie muszę zaznaczyć, że jestem wielką miłośniczką wszystkiego co robi Konrad Kuźmiński. A prawda jest taka, że czego się nie dotknie, to zamienia się w złoto. W złoto i raj dla zwierząt. Ale na książkę starałam się spojrzeć obiektywnie. W odcięciu od sympatii, jaką Kuźmińskiego, DIOZ i całą jego ekipę darzę. Historia Konrada jest po prostu fascynująca. Młody chłopak nie godzi się na piekło schronisk, piekło łańcuchów, piekło zaniedbań i przyrzeka sobie, że zrobi wszystko, co będzie w jego mocy, aby ukrócić cierpienia zwierząt w Polsce. I robi, ale znacznie więcej. Walczy z patologiami społecznymi i systemowymi, z niewiedzą, nienawiścią. Nie pozostaje obojętny na krzywdę tych, którzy sami o siebie zadbać nie mogą. Wyznaje zasadę „kocham zwierzęta, ludzi niekoniecznie”. Ale to chyba nie do końca tak, bo ma przy sobie wiernych przyjaciół, między innymi Krystynę oraz Eryka, którzy razem z nim dźwigają ciężar bycia nie tylko najnowocześniejszym stowarzyszeniem zajmującym się ochroną zwierząt w Polsce, ale też najbardziej szykanowanym, atakowanym przez przeciwników i właścicieli odebranych zwierząt. Książkę czyta się lekko, aż do momentu, kiedy ciśnienie skacze i nachodzi człowieka chęć mordowania. Bo to, czego dopuszczają się ludzie (nie zasługują na to miano, ale postaram się zachować zimną krew) względem zwierząt, to jest prawdziwy horror. Trudnych momentów w książce nie brakuje. Polecam książkę szczególnie tym, którzy nie śledzą każdego działania DIOZ-u i chcieliby się z jego działaniami bliżej zapoznać. Warto! Ci, którzy stają w opozycji do jego pracy i tak nie zdecydują się na lekturę – przecież nie przyjdzie im do głowy skonfrontować swoją (nie)wiedzę z faktami. Odniosę się jeszcze do kąśliwych komentarzy o tym, że „Pan od zwierząt” to laurka dla Kużmińskiego. A dla kogo ma być? To książka o nim! To laurka, na którą w pełni zasłużył!
Papierowy_Morderca - awatar Papierowy_Morderca
oceniła na 7 4 miesiące temu
Zakaz gry w piłkę. Jak Polacy nienawidzą dzieci Michał R. Wiśniewski
Zakaz gry w piłkę. Jak Polacy nienawidzą dzieci
Michał R. Wiśniewski
Michał Radomił Wiśniewski kończy(?) swoją trylogię non fiction, którą roboczo nazywam "antropologiczną". W swoich esejach-reportażach poddawał on analizie zjawiska i przedmioty codzienne - Internet, smartfon oraz - w najnowszej pozycji - polski stosunek do dzieciństwa i dzieci. Gęsty opis, który stosuje Wiśniewski, nie jest jednak opisem badacza, a opisem osoby wrażliwej i obdarzonej zmysłami czułego obserwatora. Chociaż to może tutaj widać pierwsze braki w porównaniu z innymi książkami MRW (zarówno eseistycznymi, jak i jego doskonałą i niedocenioną trylogią beletrystyczną) - wrażliwości nie sposób wciąż Autorowi odmówić, ale zaczyna chyba brakować czułości i co ważniejsze cierpliwości. Ja wiem, że waga tematu nie daje nam pola na cierpliwość ("cierpliwość to brak działania" - mógłby Wiśniewski mi odpowiedzi, zgodnie z prawdą), a czułość rezerwuje wyłącznie do pozycji dziecka ("nie będę głaskał przemocowców" - też prawda), ale to właśnie te dwie cechy tak mnie do pisarstwa MRW przyciągały, nawet zza czasów blogowych ("Pattern Recognition" wróć!) Żeby była pełna jasność, osobiście z obserwacjami, diagnozami i postawą polityczną Wiśniewskiego w pełni się zgadzam i identyfikuję. Nie mogę jednak pozbyć się wrażenia, że o ile diagnozy są stawiane pewnie, to sposób w jaki MRW proponowanie nam rozwiązania, podszyty jest pewną bezsilnością. By naprawić polski stosunek do dzieci musimy bowiem wyłącznie wydobyć się z odmętów kapitalizmu i ze sprzężonego z nim patriarchatu. Bez spiny. Damy radę. Prawda? ...prawda? Wiśniewski proponuje nam rozwiązania podpatrzone w Szwecji, Niemczach i Finlandii, ale one tam działają właśnie dlatego, że tam udało się chociaż częściowo zwalczyć i K. i P.. U nas wymagałoby to rewolucji mentalnej (takiej prawdziwej Rewolucji Moralnej), której w kraju nigdy nie było, nawet w czasach przechodzenia z PRL ku III RP. Sam uważam, że warto wysiłek podjąć i jestem gotowy zmieniać siebie (nie oszukujmy się, wszyscy musimy jakąś zmianę przejść - nawet Autor książki) i pomagać innym. Wiśniewski znalazł najlepszy powód, by to zrobić: "zróbmy to z miłości" - pisze. Ale czy inni posłuchają? Bo może problemem, z którego nasza nienawiść do dzieci wyrasta, problemem nadrzędnym (trochę przez MRW we wstępie rozbrojonym), jest to, że nie potrafimy kochać siebie nawzajem?
ngineguy - awatar ngineguy
ocenił na 6 1 miesiąc temu
Patodeweloperka. To nie jest kraj do mieszkania Bartosz Józefiak
Patodeweloperka. To nie jest kraj do mieszkania
Bartosz Józefiak
Kiedy myślimy o własnym „M”, przed oczami stają nam wizje bezpieczeństwa i stabilizacji. Bartosz Józefiak w swoim reportażu brutalnie te marzenia weryfikuje, pokazując, że polski rynek nieruchomości to często dżungla, w której prawo silniejszego (i bogatszego) wygrywa z godnością człowieka. Książka zasługuje na mocne 8/10, stanowiąc obowiązkową, choć bolesną lekturę dla każdego, kto planuje zakup lub wynajem mieszkania w Polsce. Józefiak nie uprawia suchej publicystyki. Jako reporter wciela się w różne role: bywa potencjalnym kupcem, najemcą, a nawet „naganiaczem” na szkoleniach dla fliperów. Dzięki temu czytelnik zagląda za kulisy świata, w którym zysk jest jedynym bóstwem. Autor z chirurgiczną precyzją opisuje absurdy: „apartamenty” o powierzchni kilkunastu metrów kwadratowych, okna wychodzące na betonowy mur oraz osiedla grodzone tak gęsto, że przypominają labirynty dla szczurów. To obraz kraju, w którym standardy urbanistyczne przegrały z chciwością, a państwo abdykowało ze swojej roli regulatora. Anatomia wyzysku Najsilniejszą stroną reportażu są ludzie. Józefiak oddaje głos oszukanym lokatorom, których oszczędności życia utonęły w dziurach w ziemi, oraz mieszkańcom bloków, gdzie ściany są tak cienkie, że intymność staje się pojęciem abstrakcyjnym. Równocześnie autor portretuje drugą stronę barykady – cynicznych deweloperów i fliperów, którzy w „optymalizacji powierzchni” widzą jedynie sprytny biznes, a nie niszczenie tkanki miejskiej. Styl Józefiaka jest wartki, pełen ironii, ale i autentycznego gniewu. Czytając o patologiach, takich jak „mikrokawalerki” w dawnych komórkach lokatorskich, trudno nie poczuć frustracji. Autor udowadnia, że patodeweloperka to nie tylko brzydka architektura, to przede wszystkim systemowy wyzysk i brak szacunku dla podstawowej potrzeby, jaką jest dach nad głową. Książka ma jednak pewną wadę – po jej lekturze trudno patrzeć na nowe inwestycje bez podejrzliwości. To lektura pesymistyczna, bo Józefiak nie daje gotowych recept na uzdrowienie systemu, wskazując raczej na głębokie, strukturalne zaniedbania. Brakło może nieco szerszego spojrzenia na alternatywy, ale jako diagnoza „tu i teraz”, reportaż spełnia swoje zadanie znakomicie. „Patodeweloperka” to reportaż interwencyjny w najlepszym wydaniu. Bartosz Józefiak napisał książkę, która powinna być wyrzutem sumienia dla polityków i przestrogą dla obywateli. Jeśli chcecie zrozumieć, dlaczego w Polsce mieszkanie stało się dobrem luksusowym, a nie prawem, ta pozycja jest dla Was. To mocne, rzetelne i niezwykle potrzebne 8/10. Budzi z letargu i zmusza do zadania pytania: w jakim kraju właściwie chcemy żyć?
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 8 3 dni temu

Cytaty z książki Sentymenty. Lata 90

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Sentymenty. Lata 90