Miasto Dzieci Świata

Okładka książki Miasto Dzieci Świata
Beata Chomątowska Wydawnictwo: Czarne Seria: Poza serią reportaż
472 str. 7 godz. 52 min.
Kategoria:
reportaż
Format:
papier
Seria:
Poza serią
Data wydania:
2024-04-24
Data 1. wyd. pol.:
2024-04-24
Liczba stron:
472
Czas czytania
7 godz. 52 min.
Język:
polski
ISBN:
9788381918756
Średnia ocen

                6,7 6,7 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Miasto Dzieci Świata w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Miasto Dzieci Świata



książek na półce przeczytane 2917 napisanych opinii 1428

Oceny książki Miasto Dzieci Świata

Średnia ocen
6,7 / 10
90 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
3427
790

Na półkach: ,

Rewelacyjna książka, oczywiście dla tych, którzy się Rabką interesują. Jedyny minusik - to brak indeksu, tak nazwisk, jak i miejsc. Polecam czytać z aktualną szczegółową mapą Rabki, i z jakąś internetową wyszukiwarką nazw dawnych willi.
Goraco polecam!!!!

Rewelacyjna książka, oczywiście dla tych, którzy się Rabką interesują. Jedyny minusik - to brak indeksu, tak nazwisk, jak i miejsc. Polecam czytać z aktualną szczegółową mapą Rabki, i z jakąś internetową wyszukiwarką nazw dawnych willi.
Goraco polecam!!!!

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

352 użytkowników ma tytuł Miasto Dzieci Świata na półkach głównych
  • 221
  • 124
  • 7
43 użytkowników ma tytuł Miasto Dzieci Świata na półkach dodatkowych
  • 17
  • 7
  • 6
  • 6
  • 3
  • 2
  • 2

Tagi i tematy do książki Miasto Dzieci Świata

Inne książki autora

Okładka książki MUR. Ilustrowany atlas architektury Muranowa Beata Chomątowska, Grzegorz Piątek, Katarzyna Uchowicz
Ocena 7,6
MUR. Ilustrowany atlas architektury Muranowa Beata Chomątowska, Grzegorz Piątek, Katarzyna Uchowicz
Okładka książki Każdemu jego śmietnik. Szkice o śmieciach i śmietniskach Beata Chomątowska, Paweł Dunin-Wąsowicz, Natasza Goerke, Zbigniew Mikołejko, Włodzimierz Karol Pessel, Maria Poprzęcka, Małgorzata Rejmer, Anda Rottenberg, Filip Springer, Krzysztof Środa, Ziemowit Szczerek, Ilona Wiśniewska, Urszula Zajączkowska
Ocena 5,7
Każdemu jego śmietnik. Szkice o śmieciach i śmietniskach Beata Chomątowska, Paweł Dunin-Wąsowicz, Natasza Goerke, Zbigniew Mikołejko, Włodzimierz Karol Pessel, Maria Poprzęcka, Małgorzata Rejmer, Anda Rottenberg, Filip Springer, Krzysztof Środa, Ziemowit Szczerek, Ilona Wiśniewska, Urszula Zajączkowska
Okładka książki Przecież ich nie zostawię. O żydowskich opiekunkach w czasie wojny Beata Chomątowska, Sylwia Chutnik, Patrycja Dołowy, Magdalena Kicińska, Karolina Przewrocka, Karolina Sulej, Monika Sznajderman, Agnieszka Witkowska-Krych
Ocena 7,2
Przecież ich nie zostawię. O żydowskich opiekunkach w czasie wojny Beata Chomątowska, Sylwia Chutnik, Patrycja Dołowy, Magdalena Kicińska, Karolina Przewrocka, Karolina Sulej, Monika Sznajderman, Agnieszka Witkowska-Krych
Okładka książki Jakoś to będzie. Szczęście po polsku Beata Chomątowska, Dorota Gruszka
Ocena 5,7
Jakoś to będzie. Szczęście po polsku Beata Chomątowska, Dorota Gruszka
Beata Chomątowska
Beata Chomątowska
Urodzona w 1976 r. w Krakowie, pisarka i dziennikarka, założycielka Stowarzyszenia Inicjatyw Społeczno-Kulturalnych Stacja Muranów. Pracowała m.in. w krakowskim „Dzienniku Polskim”, „Pulsie Biznesu”, „Rzeczpospolitej”. Obecnie stale współpracuje z „Tygodnikiem Powszechnym”. Mieszka w Warszawie.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Zboże rosło jak las. Pamięć o pegeerach Bartosz Panek
Zboże rosło jak las. Pamięć o pegeerach
Bartosz Panek
“Na mnie i podobnych do mnie przyszłość kraju dziś spoczywa! Czy wy chociaż wiecie na wsi co to jest egzekutywa?! Mnie tu męczą, że mam ojca, który ziemi źle używa! Weź ty się skolektywizuj! Nie ma to jak w kolektywach!” - Jacek Kaczmarski “Korespondencja klasowa” Krzysztof Panek w publikacji “Zboże rosło jak las. Pamięć o pegeerach”, nie tylko próbuje odpowiedzieć na pytanie, jak było w Państwowych Gospodarstwach Rolnych, ale również jak sytuacja wygląda dzisiaj, w następstwie przemian ustrojowych. Nie jest to temat nowy, liczni autorzy podchodzili do problematyki w różnoraki sposób, od reporterskich, przez socjologiczne, po publicystyczne. Lecz pomimo tego książka Panka obiła się szerokim echem, co wskazuje na zapotrzebowanie poruszania tematu pegeerów. Pierwsza część skupiająca się na czasach PRL-u, zaczyna się krótką wstawką stricte historyczną, pozwalającą zrozumieć kontekst wydarzeń, choć moim zdaniem zbyt skrótowo, oczekiwałem większej ilości statystyk, żeby na starcie mieć pewną obiektywną wiedzę. Uważam, że można było treściwiej opisać dzieje pegeerów, na przykład Panek tylko wspomina o wzroście dobrobytu na początku rządów Gierka, a potem o upadku, bez większego rozwinięcia. Następnie autor przenosi czytelnika po wsiach i miastach, rozmawiając z ludźmi o ich historii, pod kolektywnym butem. Panek dociera do ludzi z różnych grup społecznych, od robotnicy, przez artystę, po dyrektora. Pozwala to na zrozumienie różnych perspektyw na temat pegeerów. Bohaterowie mówią o rzeczach sobie bliskich, swojskich, ludzkich, dlatego łatwo jest utożsamić się z nimi. Lecz problemem według mnie jest zbyt chaotyczne skakanie przez autora z postaci na postać. Czytamy o artyście, a wtem o biednej kobiecie ciężko pracującej. Brakuje w książce bardziej płynnego przechodzenia między bohaterami. Tak samo tematy poruszane przez bohaterów, rozwijane ewentualnie odrobinę przez autora, nagle ucinane, na przykład temat kobiet na stanowiskach kierowniczych, nie został należycie doprowadzony do końca. Treść książki liczne zdobią fotografie, przedstawiające, na przykład prace w polu czy “Plener Malarski Garbno” z 1974 roku. Ilustracje oraz prosty język, niewymagający zaglądania do słownika w trakcie lektury, dobrze dopełniają i umożliwiają skuteczniejsze zagłębienie się w opowieści bohaterów. Przemiany systemowe, rozpoczęte w roku 1989 r. zmieniły drastycznie życie mieszkańców pegeerów, o czym opowiada druga część książki. Pegeerom są ucinane dotacje, ludzie muszą brać kredyty na duży procent, a niedługi czas później są zupełnie likwidowane. Autor buduje wizję brutalnego planu Balcerowicza, który nie miał litości. Rozumiem założenie autora, iż oddaje głos ofiarom, lecz traci się w taki sposób pełne spektrum obserwacji, nie ma dobrze opisanego stanowiska chroniącego reform gospodarczych, z którymi czytelnik mógłby samodzielnie ocenić ówczesne wydarzenia. Same tragedie ludzkie są przedstawione w sposób dobry, tym bardziej, że nie jest to odległa przeszłość, tylko wręcz współczesność. Krzysztof Panek w świetny sposób przypomina, iż dramatyzm pegeerów trwa obecnie, nie jest jeszcze historią. Pomimo wad, jak chaotyczna konstrukcja czy stronniczość, uważam, iż jest to książka warta uwagi, szczególnie ludziom niezaznajomionym w temacie. Jest to publikacja popularnonaukowa, która wzięła sobie za cel, ukazanie tragedii ludzi, nie jako historię w podręczniku, a jako rzeczywistość, moim zdaniem ten cel spełnia. Liczę, iż dzięki tej pracy temat pegeerów wróci do debaty publicznej, gdzie wszelkie sprawy dyskusyjne będzie można wyjaśnić
Natan Kosinski - awatar Natan Kosinski
ocenił na 6 2 miesiące temu
Podziemny Muranów Jacek Leociak
Podziemny Muranów
Jacek Leociak
„Historia Muranowa zatacza łuk: od rajskich krajobrazów do piekła Umschlagplatzu”. Od weneckiej wyspy Murano do żydowskiej dzielnicy w Warszawie. Od sielanki pejzaży , gdzie „stawy i rzeczki wijące się wśród ogrodów, ryby pluskające się w wodzie, obracające się na wietrze ramiona wiatraków, poruszające żarna młynów, słońce wśród zieleni” do ogrodów zamieniających się „w dzikie zielsko pokrywające wysypiska śmieci” w zaułku nędzy. Od ulicy Żydowskiej nieistniejącej już na mapach Warszawy do „miejsca ostatniego i ostatecznego - na kolejową rampę przy Umschalgpaltzu przy Stawkach”. Od gwaru do ciszy. Autor ten kilkusetletni czas istnienia dzielnicy podzielił na trzy etapy: „przed Zagładą, w czasie Zagłady i po Zagładzie”. Każdemu z nich nadał wymiar telluryczny. Za każdym rozdziałem opisującym poszczególne okresy, schodziłam, niczym po wygodnych schodach, a czasem po trupach przysypanych gruzem, coraz głębiej w podziemia – dosłownie i w przenośni. Autora jednak najbardziej interesował Muranów jako „miejsce-po-getcie warszawskim, a przede wszystkim jego rejony podziemne, to, co jest zakryte przed wzrokiem, co ginie w głębi dzisiejszego Muranowa”. Urodzony i wychowany w tej dzielnicy został „dotknięty”, jak nazwał życie i obcowanie z tym miejscem, poprzez dzieciństwo, tekst niosący wiedzę i świadomy dotyk artefaktów z przeszłości. To wystarczyło, by pojawiła się potrzeba zejścia do podziemi Muranowa na wielu poziomach. Urbanistycznym, kiedy autor przywoływał przeszłość dzielnicy, rysując początki powstania i życie mieszkańców w zdecydowanej większości Żydów. Topograficznym, kiedy na współczesną mapę dzielnicy nałożył przedwojenną, uświadamiając różnice w układzie arterii komunikacyjnych, ale i zmieniającą się nomenklaturę ulic i budynków. Tę wędrówkę ułatwiała mapka dzielnicy umieszczona na wyklejce książki z omawianymi w niej miejscami. Historycznym, gdzie przerażający powszedniością i wszechobecnością śmierci czas Zagłady zmusił ludzi do zejścia w podziemia miasta, by przeżyć. Mroczny okres schronów, kryjówek i bunkrów, w którym dusił i gniótł czarny strach oraz wieczna niepewność, a „normalny pogrzeb zmarłego z przyczyn naturalnych człowieka jest czymś szokująco anormalnym”. To najważniejszy czas, bo znikania w historii Muranowa ukazany w szerokim kontekście okupacji niemieckiej, eksterminacji Żydów, szabrownictwa, burzenia dzielnicy do fundamentów, pokazany z punktu widzenia społeczności żydowskiej, jak i losów konkretnych osób – Marylki, Łazarza Menesa, Leona Najberga i Stefanii Fidelsied, dla której synka dzisiejsze skrzyżowanie Lewartowskiego i Karmelickiej stało się grobem. Czas, w którym równolegle towarzyszyły mi zdjęcia współczesne Muranowa ujęte przez Artura Żmijewskiego z perspektywy poziomu ulicy, trawnika, bruku, wykopu czy chodnika. Przypominały moment wyjścia z podziemi na powierzchnię, by zaczerpnąć powietrza i światła. Złapać oddech, kiedy przebywanie w przytłaczającej atmosferze śmierci i ludobójstwa odbierało go, by czytać dalej. Psychologicznym, kiedy indywidualne postawy Żydów i jako narodu, ilustrowane konkretnymi działaniami, pozwoliły zachować pamięć ich czynów, by dać wielogłosowe świadectwo prawdzie o Zagładzie. Archeologicznym, kiedy odkopane lub oddawane przedmioty do muzeów stawały się „ruchomymi zabytkami archeologicznymi”, ale w opisie autora nabierały cech i mocy artefaktów o symbolicznym znaczeniu jak: garnek, klucz czy śmietnik getta. Literackim, gdzie teksty filozofów, pisarzy, poetów, diarystów, autobiografów znanych i uczestników wydarzeń odtwarzały wspólnie obraz przeszły, wydobywając z niepamięci i spod gruzów zapomniane. Autor operował tekstami i myślami innych, tworząc wielogłosowy, intertekstualny patchwork pięknie spojony własną, rzeczową narracją. Filozoficznym, kiedy Heideggerowską obecność transparentną przeszłości i ludzi, autor nazywał „współobecnością”, czyli udzielaniem miejsca naszym sąsiadom nabytym poprzez przejście narodu żydowskiego przez próbę czterech żywiołów. Proces odkrywania coraz głębszych poziomów podziemi Muranowa autor porównał do palimpsestu. Metodycznie rozdział po rozdziale usuwał kolejne warstwy, ukazując ich różnorodność w historycznym przekroju, ale nie po to, by „terroryzować makabrą i martyrologią współczesnych mieszkańców Muranowa”, ale aby o niej pamiętać bez efektu paraliżu. Budować tożsamość historyczną współczesnych mieszkańców Warszawy. Muranów wyrósł na „gettowych korzeniach” i od tych korzeni nie można, a nawet nie wolno się odcinać, mówi ta monografia, reportaż i esej w jednym. Pozycji, dzięki której chodzę po Muranowie ze świadomością pełnego i spójnego jego obrazu. Opracowania powstałego z doświadczeń autora i informacji zaczerpniętych z wielu różnorodnych źródeł umieszczonych w obszernym aparacie informacyjnym książki. Spojone miłością autora do tego miejsca, by łączyć, ocalić i wydobyć z mroku niepamięci. Odtworzona z uważnością badacza sięgającego w głąb, do korzeni, przewodnika z pasją i z czułością człowieka „dotkniętego”. Publikacja jest przepięknym, choć bolesnym, mrocznym i brzemiennym w skrajne emocje, efektem tego doświadczenia i tytanicznej pracy dokumentalnej. naostrzuksiazki.pl
Maria Akida - awatar Maria Akida
oceniła na 10 7 miesięcy temu
Najlepsi katolicy pod słońcem. Pożegnanie Irlandczyków z Kościołem Derek Scally
Najlepsi katolicy pod słońcem. Pożegnanie Irlandczyków z Kościołem
Derek Scally
Irlandia przez dziesięciolecia uchodziła za bastion tradycyjnego katolicyzmu, a jej tożsamość narodowa była nierozerwalnie spleciona z nauką Kościoła. Było to państwo, w którym głos biskupa ważył więcej niż ustawa, a religijność definiowała każdy aspekt życia społecznego – od szkolnictwa, przez opiekę zdrowotną, aż po sferę najbardziej intymną. Derek Scally w swojej głośnej i bolesnej książce „Najlepsi katolicy pod słońcem. Pożegnanie Irlandczyków z Kościołem” podejmuje się karkołomnego zadania: próbuje zrozumieć, jak to możliwe, że ten monolityczny gmach wiary zawalił się w ciągu zaledwie jednego pokolenia. To reportaż rzetelny, surowy i niezwykle potrzebny, który oceniam na mocne 7/10. Anatomia upadku Scally, wieloletni korespondent „The Irish Times” w Berlinie, patrzy na swoją ojczyznę z pewnego dystansu, co pozwala mu dostrzec mechanizmy niewidoczne z wnętrza wyspiarskiego tygla. Autor nie skupia się wyłącznie na samych skandalach pedofilskich, choć stanowią one mroczne tło całej opowieści. Interesuje go przede wszystkim systemowa patologia – świat azyli sióstr magdalenek, domów matki i dziecka oraz brutalnych szkół przemysłowych. Scally stawia niewygodne pytania: gdzie byli rodzice? Gdzie byli sąsiedzi? Autor obnaża zbiorowe wyparcie i „zmowę milczenia”, która pozwoliła Kościołowi na przejęcie niemal totalitarnej kontroli nad duszą Irlandczyka. To, co wyróżnia tę książkę na tle innych publikacji o kryzysie wiary, to odejście od prostej dychotomii „zły kler – dobre ofiary”. Scally sugeruje, że irlandzkie społeczeństwo było współuczestnikiem tego systemu. Kościół nie był obcą siłą okupacyjną; był częścią każdej rodziny. Autor z chirurgiczną precyzją analizuje proces, w którym Irlandczycy „pożegnali się” z instytucją, przechodząc od ślepego posłuszeństwa do całkowitej obojętności lub gniewu. To pożegnanie nie jest jednak radosnym wyzwoleniem; to proces pełen traumy, poczucia winy i pustki, której współczesna, zsekularyzowana Irlandia jeszcze nie nauczyła się wypełniać. Styl i konstrukcja Warsztat Scally’ego jest godny podziwu – pisze on językiem wyważonym, unikając taniego moralizatorstwa. Przeplata osobiste wspomnienia z wywiadami z politykami, ofiarami i hierarchami, tworząc wielowymiarowy fresk. Momentami książka staje się jednak nieco zbyt dygresyjna, co może rozpraszać czytelnika szukającego zwartej tezy, stąd ocena 7/10. „Najlepsi katolicy pod słońcem” to lektura obowiązkowa, szczególnie w krajach, które przechodzą podobny proces gwałtownej sekularyzacji. Scally nie daje gotowych recept, ale zmusza do refleksji nad tym, co dzieje się z narodem, gdy jego fundamenty moralne okazują się ufundowane na kłamstwie i przemocy. To gorzki, ale oczyszczający portret Irlandii, która przestała być „świętą wyspą”, by wreszcie stać się krajem ludzi wolnych, choć boleśnie poturbowanych przez własną historię. Książka zostawia nas z pytaniem: co pozostaje, gdy Bóg odchodzi, a instytucja, która go reprezentowała, traci twarz? To lektura, która boli, ale i uczy pokory wobec historii.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 7 7 dni temu
Puszcza domowa. Co kryje Kampinos Adam Robiński
Puszcza domowa. Co kryje Kampinos
Adam Robiński
Puszcza domowa. Co kryje Kampinos Autor: Adam Robiński Moja ocena: 7/10 „Puszcza domowa” to niezwykle interesujący reportaż, w którym Adam Robiński z czułością, ale też reporterską dociekliwością, przybliża czytelnikowi świat Kampinoskiego Parku Narodowego. Autor pokazuje puszczę nie tylko jako obszar przyrodniczy, ale także jako przestrzeń pełną historii, ludzkich losów, dawnych mitów i współczesnych problemów. Robiński z pasją i uważnością opisuje zarówno codzienne życie przyrody, jak i losy ludzi, którzy z tą ziemią byli lub są związani. To opowieść o miejscu na styku cywilizacji i dziczy, o świecie, który wciąż pozostaje blisko nas, choć często nie zdajemy sobie z tego sprawy. Reportaż zwraca uwagę na detale, których zwykle nie zauważamy – zapach torfowisk, rytm drzew, ciszę przerywaną śpiewem przyrody. Język autora jest przystępny, a zarazem bogaty w refleksje i poetyckie obserwacje. Choć książka nie ma wartkiej akcji, to nadrabia to klimatem i atmosferą skupienia – lektura pozwala zwolnić, zatrzymać się i spojrzeć na naturę z innej perspektywy. „Puszcza domowa” to pozycja, która może zainteresować nie tylko miłośników przyrody, ale również tych, którzy lubią literaturę podróżniczo-reporterską. Dla mnie była to lektura wartościowa i poszerzająca horyzonty – dzięki niej dowiedziałem się o wielu aspektach Kampinosu, o których wcześniej nie miałem pojęcia. Zdecydowanie polecam – zwłaszcza tym, którzy szukają spokoju, refleksji i chcą odkryć dziką przyrodę niemal na wyciągnięcie ręki. ** 23:13 * 26.10.2025 * 96/2025 *
Paweł - awatar Paweł
ocenił na 7 5 miesięcy temu
Duchy Bałtyku. Podróże wzdłuż niemieckiego wybrzeża Paul Scraton
Duchy Bałtyku. Podróże wzdłuż niemieckiego wybrzeża
Paul Scraton
„Duchy Bałtyku. Podróże wzdłuż niemieckiego wybrzeża” to fascynująca książka, która zawiera liczne historie i retrospekcje dotyczące miejscowości położonych nad Bałtykiem, po niemieckiej stronie. Warto zauważyć, że te tereny niegdyś stanowiły granicę między wschodnią a zachodnią częścią kraju. Podróż czytelnicza rozpoczyna się od analizy dwóch obrazów Caspara Davida Friedricha – artysty, którego prace cieszyły się szczególnym uznaniem wśród zwolenników nazistowskich idei. Jego dzieła, ukazujące mroczne lasy rozciągające się wzdłuż wybrzeża, wprowadzają czytelnika w klimat opisywanych regionów. Co ciekawe, niektórzy z najwybitniejszych pisarzy okresu powojennego, jak Gunter Grass czy Thomas Mann, wybrali nadbałtyckie rejony na miejsce swojego osiedlenia pod koniec życia. Książka podejmuje wiele zagadnień, między innymi historię miejskich ośrodków – ich wzloty i upadki, okres świetności za czasów Hanzy oraz późniejszą biedę, która dotknęła te regiony po II wojnie światowej. Autor niejednokrotnie zwraca uwagę na wydarzenia, takie jak zatopienie statku Wilhelm Gustloff przez Rosjan czy bombardowanie Szczecina, które pochłonęły liczne ofiary, a o których tematykę mówi się zbyt rzadko. Warto dodać, że te tragiczne momenty, choć bolesne dla Niemców, były często pomijane w dyskursie historycznym z powodu odpowiedzialności Niemiec za wybuch wojny i Holokaust. Najbardziej zaskoczyła mnie historia pewnego lekarza, który długo przygotowywał się do ucieczki z Niemiec, decydując się przepłynąć morze aż do Szwecji. Początkowo lektura wydawała się niepozorna i nie wzbudzała mojego zainteresowania, jednak z biegiem czasu zaangażowałem się coraz bardziej. Autor precyzyjnie przedstawia historię każdego z opisywanych miejsc, koncentrując się na przemianach związanych z panowaniem faszystów, a później wpływem Rosjan. Co ciekawe, mimo upływu lat Niemcy nadal są podzielone na część zachodnią i wschodnią, różniącą się zarówno zabudową, jak i mentalnością. Gorąco polecam tę lekturę każdemu, kto interesuje się historią oraz kulturą regionu. Czytajcie!
mikroczytelnia - awatar mikroczytelnia
oceniła na 6 1 rok temu
Zakaz gry w piłkę. Jak Polacy nienawidzą dzieci Michał R. Wiśniewski
Zakaz gry w piłkę. Jak Polacy nienawidzą dzieci
Michał R. Wiśniewski
Michał Radomił Wiśniewski kończy(?) swoją trylogię non fiction, którą roboczo nazywam "antropologiczną". W swoich esejach-reportażach poddawał on analizie zjawiska i przedmioty codzienne - Internet, smartfon oraz - w najnowszej pozycji - polski stosunek do dzieciństwa i dzieci. Gęsty opis, który stosuje Wiśniewski, nie jest jednak opisem badacza, a opisem osoby wrażliwej i obdarzonej zmysłami czułego obserwatora. Chociaż to może tutaj widać pierwsze braki w porównaniu z innymi książkami MRW (zarówno eseistycznymi, jak i jego doskonałą i niedocenioną trylogią beletrystyczną) - wrażliwości nie sposób wciąż Autorowi odmówić, ale zaczyna chyba brakować czułości i co ważniejsze cierpliwości. Ja wiem, że waga tematu nie daje nam pola na cierpliwość ("cierpliwość to brak działania" - mógłby Wiśniewski mi odpowiedzi, zgodnie z prawdą), a czułość rezerwuje wyłącznie do pozycji dziecka ("nie będę głaskał przemocowców" - też prawda), ale to właśnie te dwie cechy tak mnie do pisarstwa MRW przyciągały, nawet zza czasów blogowych ("Pattern Recognition" wróć!) Żeby była pełna jasność, osobiście z obserwacjami, diagnozami i postawą polityczną Wiśniewskiego w pełni się zgadzam i identyfikuję. Nie mogę jednak pozbyć się wrażenia, że o ile diagnozy są stawiane pewnie, to sposób w jaki MRW proponowanie nam rozwiązania, podszyty jest pewną bezsilnością. By naprawić polski stosunek do dzieci musimy bowiem wyłącznie wydobyć się z odmętów kapitalizmu i ze sprzężonego z nim patriarchatu. Bez spiny. Damy radę. Prawda? ...prawda? Wiśniewski proponuje nam rozwiązania podpatrzone w Szwecji, Niemczach i Finlandii, ale one tam działają właśnie dlatego, że tam udało się chociaż częściowo zwalczyć i K. i P.. U nas wymagałoby to rewolucji mentalnej (takiej prawdziwej Rewolucji Moralnej), której w kraju nigdy nie było, nawet w czasach przechodzenia z PRL ku III RP. Sam uważam, że warto wysiłek podjąć i jestem gotowy zmieniać siebie (nie oszukujmy się, wszyscy musimy jakąś zmianę przejść - nawet Autor książki) i pomagać innym. Wiśniewski znalazł najlepszy powód, by to zrobić: "zróbmy to z miłości" - pisze. Ale czy inni posłuchają? Bo może problemem, z którego nasza nienawiść do dzieci wyrasta, problemem nadrzędnym (trochę przez MRW we wstępie rozbrojonym), jest to, że nie potrafimy kochać siebie nawzajem?
ngineguy - awatar ngineguy
ocenił na 6 1 miesiąc temu
Jak złodziej przyszła. Reportaże i rozmowy o starości Elżbieta Strzałkowska
Jak złodziej przyszła. Reportaże i rozmowy o starości
Elżbieta Strzałkowska Grażyna Latos
To książka o tym, o czym głośno się nie mówi. Przynajmniej w przestrzeni publicznej. Starość, bo o niej mowa w ostatnich latach zrobiła się bardzo niewygodna. Istnieje od zawsze i każdy z nas jest na nią skazany, jednak od niedawna jest traktowana jak coś, czego za odpowiednią opłatą da się uniknąć.. Bo nie po to powstaje tyle klinik medycyny estetycznej, żeby mieć pomarszczoną twarz czy ciało. Wystarczy kilka zabiegów i cyk! witaj młodości... W mediach lansuje się jędrną skórę, piękne włosy i nienaganną sylwetkę bez względu na metrykę. A jednak starość nie dotyka jedynie naszej powierzchowności. To także procesy zachodzące wewnątrz. Problemy z pamięcią, niemożność wykonywania czynności dotychczas prostych czy choroby są często codziennością seniorów. I o tym właśnie opowiadają ci, którym autorki oddały głos. Bohaterami książki są zarówno osoby, które młodość przeżywają jedynie we własnych wspomnieniach jak i ci, którzy stali się ich łącznikiem ze światem zewnętrznym. To często dzieci, które porzuciły swoje plany i marzenia, żeby zająć się chorym rodzicem. Ci, których codziennością stało się zmaganie z niewydolnym systemem, który nie uwzględnia potrzeb seniorów. Czy zastanawiamy się, jakie mamy alternatywy na starość? Bo pół biedy, kiedy zdrowie dopisuje, ale w momencie ciężkiej choroby? Obarczać najbliższych opieką a może zamieszkać w jednym z DPS-ów? Co wcale zresztą takie łatwe nie jest. To tematy jak bardzo niemodne, tak i ciężkie w odbiorze. Zwłaszcza, kiedy słyszymy z ust specjalistów statystyki, których w książce nie brakuje. I choćby z tego względu warto ją przeczytać. Bo może teraz, będąc w kwiecie wieku i mając świat u stóp można wpłynąć także na jakość życia za kilkanaście czy kilkadziesiąt lat.
do_azot_i_nazot_ czyta - awatar do_azot_i_nazot_ czyta
oceniła na 6 11 miesięcy temu
Afryka to nie państwo Dipo Faloyin
Afryka to nie państwo
Dipo Faloyin
Dobra książka. W lekkiej formie przekazuje solidną dawkę wiedzy o Afryce, pozwalając lepiej zrozumieć jej historię a przez to i współczesność. Niektóre sprawy są szeroko znane, jak np. to, że nie tylko "Afryka to nie państwo", ale też wiele afrykańskich państw to nie państwa, w sensie, jaki przywykliśmy nadawać temu pojęciu w Europie (i świecie Zachodu w ogólności), czyli względnie jednolite etnicznie państwa narodowe ukształtowane przez nacjonalizm rodem z XIX wieku. To zlepki plemion, które znalazły się na jednym terytorium w konsekwencji kolonialnych podziałów, co doskonale pokazują dzisiejsze granice, wiele jak spod linijki. Nic dziwnego, że obywatele tych państw nie uznają ich za swoje, bo identyfikują się z plemieniem i klanem, a nie abstrakcyjnym dla siebie tworem, na którym im nie zależy i traktują go jak łup do wyciśnięcia jak cytryna, kiedy na chwilę im, a nie "onym" wpadnie w ręce. Niestety, mają konkurencję zewnętrzną, bo Afryka znów jest kolonizowana, po cichu, ale z tego samego powodu, co w XIX w., dla jej bogactw naturalnych. Są też oczywiście w książce smaczki, czyli wiedza mało znana, a fascynująca, jak np. o nigeryjskim przemyśle filmowym, albo świetne kawałki satyryczne, jak np. szydercza dekonstrukcja wizerunku Afrykanina utrwalanego w kinie zachodnim (postaci "dyktatora" albo "afrykańskiego studenta"). Przyjemnie się czyta, a i w głowie coś po tej lekturze zostaje.
q-anons - awatar q-anons
ocenił na 7 2 miesiące temu

Cytaty z książki Miasto Dzieci Świata

Więcej
Beata Chomątowska Miasto Dzieci Świata Zobacz więcej
Beata Chomątowska Miasto Dzieci Świata Zobacz więcej
Beata Chomątowska Miasto Dzieci Świata Zobacz więcej
Więcej