Rubryki strat i zysków. Zebrane poematy i cykle poetyckie z lat 1999-2010

Okładka książki Rubryki strat i zysków. Zebrane poematy i cykle poetyckie z lat 1999-2010
Jacek Dehnel Wydawnictwo: Biuro Literackie poezja
140 str. 2 godz. 20 min.
Kategoria:
poezja
Format:
papier
Data wydania:
2011-10-13
Data 1. wyd. pol.:
2011-10-13
Liczba stron:
140
Czas czytania
2 godz. 20 min.
Język:
polski
ISBN:
978-83-62006-50-2
Średnia ocen

                6,4 6,4 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Rubryki strat i zysków. Zebrane poematy i cykle poetyckie z lat 1999-2010 w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Rubryki strat i zysków. Zebrane poematy i cykle poetyckie z lat 1999-2010

Średnia ocen
6,4 / 10
21 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
714
529

Na półkach: ,

Tekst, znajdą państwo także odwiedzając poniższy adres, proszę się nie krępować, proszę się nie wstydzić, proszę odwiedzać: http://kotfranz.blogspot.com/2016/01/prze-kroj-deh-nela.html

Jacek Dehnel, ściślej – poezja Jacka Dehnela – trafia w moje ręce przez polecenie znajomego. Gadaliśmy o poezji, Herbert, Szymborska, kilka zdań o Świetlickim, coś o Miłoszu i nagle, jakby zupełnie z innej beczki, Łukaszowi przypomina się, że kilka lat temu czytał tomik poezji Jacka Dehnela, że był dobry, że warto sprawdzić. Jakby z innej beczki, bo to przecież twórca młody, z kilkunastoma zaledwie latami kariery literackiej za sobą. I jakże się cieszę z tego nagłego przypomnienia i polecenia! Ale o tym dalej, wypadki toczyć muszą się chronologicznie, jak Pan Bóg przykazał.
Zapisuję nazwisko i tytuł na kartce. Po kilku dniach w ową kartkę wyposażony, ruszam szukać w bibliotece. Samego tomiku nie znajduję, w moje ręce trafia natomiast zbiór cykli poetyckich, rozciągający się między rokiem 1999 a 2010, stanowiącym więc pewien przekrój przez całą twórczość autora. Nie lada to gratka! Chwyciłem więc, do domu przywlokłem, po jakimś czasie przeczytałem, teraz będę zdawał sprawozdanie.

"Książka, którą trzymają państwo w rękach, to bilans pewnej literackiej przygody", pisze we wstępie pan Dehnel i tak właśnie to wygląda. Cykle ułożone są chronologicznie (część z nich zawarta była w pełnych tomikach, część wydana osobno), przez co możemy towarzyszyć autorowi przez nieco ponad dekadę tej jego przygody, przez te zmiany przyglądać się i jemu samemu. Spójrzmy bliżej.

Pierwsze cykle, pisane między 1999 a 2004 rokiem, budzą mój szczery podziw! Forma jest tutaj piękna, kunsztowna i szlachetna! Na myśl przychodzi Herbert (pojawiający się także w jednym z wierszy), porównanie to ze względu na pewną harmonię, także u Dehnela się pojawiającą. Ten drugi pisze jednak bardziej barokowo, więcej tutaj ozdobników, więcej obrazów – nie jest to więc czysty kryształ przeszywającej herbertowskiej prostoty, niemniej jednak, pewne skojarzenia się pojawiają. I ta wszędobylska fascynacja przeszłością i sztuką! Mamy tutaj nawiązania do malarstwa, do biblijnych przypowieści, autor inspiruje się architekturą, zderzeniem z obcymi kulturami, formą psalmu, postaciami z historii dalszej i nowszej. Jednym słowem – już sama scenografia wszystkich tych cykli przyprawia o zawrót głowy! Wszystko to skąpane w jakiejś ciemnej tajemnicy, w nieco mistycznej mgiełce... Pierwszą część zbioru czytałem ze szczerym zachwytem i podziwem! Toż to rzeczy niesłychane, pisać tak pięknie!

Gdzieś pomiędzy cyklami „Żywoty równoległe” a „Powiślańska Szkoła Fortepianowa Czernego”, następuje pewna zmiana, sprawiająca, że drugą część tomiku, czytałem z entuzjazmem znacznie mniejszym. W całą tę magiczną i mistyczną scenografię pierwszej połowy zbioru, wkracza pewna codzienność, pewne profanum. Ta ulotna poezja, traktująca o rzeczach niestworzonych, ulotnych, momentami wręcz widmowych, staje się nagle poezją codzienności, odparowuje z niej całe to sacrum... Wszystko to dzieje się na przestrzeni kilku utworów, pomiędzy dwoma wymienionymi powyżej. Wszystkie późniejsze cykle, nawet jeśli docierają do mnie treścią (niezwykle ciekawy „Ekran Kontrolny” poruszający temat empatii w świecie), budzą pewne zniecierpliwienie, jeśli chodzi o formę, ta poezja już nie dźwięczy, już nie lśni! Doczytując zbiór do końca, niemalże zapomniałem, że początek budził u mnie skojarzenia z Herbertem! Nie piszę, rzecz jasna, że to poezja zła lub nieudana – nie, nie – ona po prostu we mnie nie trafia, mija się z tym, czego od poezji oczekuję.

Nieco nadziei wlewa w me serce cykl ostatni. Krótki i zwykły, zatopiony być może w codzienności, formą jednak powracający do pewnej klarowności, prostoty. Można go postawić obok wspaniałych cykli z pierwszej części zbioru!


Przejrzawszy pobieżnie, niejako na skróty i wyrywki poetycką przygodę pana Dehnela, wpisuję się na listę jego fanów! Prawda – trochę marudziłem na twórczość późniejszą – ale niech to kręcenie nosem, nie przysłania moich zachwytów nad utworami wcześniejszymi! Bo to właśnie Poezja od wielkiego „P” pisana! Majacząca gdzieś na starych obrazach, gdzieś na skraju mgły i mroku kiedy noc przychodzi, gdzieś w starych muzeach, gdzieś daleko, ale jednocześnie blisko, o tutaj właśnie! Przede mną polowanie na te starsze tomiki, skoro ich urywki zachwyciły mnie tak bardzo, cóż będzie gdy zabiorę się za nie w całości? Czytajcie, państwo, sprawdzajcie, bo warto!

Tekst, znajdą państwo także odwiedzając poniższy adres, proszę się nie krępować, proszę się nie wstydzić, proszę odwiedzać: http://kotfranz.blogspot.com/2016/01/prze-kroj-deh-nela.html

Jacek Dehnel, ściślej – poezja Jacka Dehnela – trafia w moje ręce przez polecenie znajomego. Gadaliśmy o poezji, Herbert, Szymborska, kilka zdań o Świetlickim, coś o Miłoszu i nagle, jakby...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

55 użytkowników ma tytuł Rubryki strat i zysków. Zebrane poematy i cykle poetyckie z lat 1999-2010 na półkach głównych
  • 35
  • 20
26 użytkowników ma tytuł Rubryki strat i zysków. Zebrane poematy i cykle poetyckie z lat 1999-2010 na półkach dodatkowych
  • 17
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Rubryki strat i zysków. Zebrane poematy i cykle poetyckie z lat 1999-2010

Inne książki autora

Okładka książki Romantyczność 2022. Współczesne ballady i romanse inspirowane twórczością Adama Mickiewicza Kacper Bartczak, Miłosz Biedrzycki, Dariusz Bugalski, Helena Burdzińska, Aleksandra Byrska, Łukasz Cabajewski, Jacek Dehnel, Michał Domagalski, Janka Harasimowicz, Anouk Herman, Roman Honet, Kamila Janiak, Aleksandra Kasprzak, Bogusław Kierc, Katarzyna Klein, Adrian Korlacki, Jakub Kornhauser, Maria Krzywda, Jakub Kurzyński, Natalia Malek, Karol Maliszewski, Piotr Matywiecki, Joanna Mueller, Katarzyna Ożgo, Zofia Pacześna, Edward Pasewicz, Anna Podczaszy, Jakub Pszoniak, Natalia Roguz, Bianka Ronaldo, Joanna Roszak, Karolina Sałdecka, Piotr Śliwiński, Katarzyna Szaulińska, Daniel Tamkun, Maciej Topolski, Antonina Tosiek, Grzegorz Wróblewski
Ocena 7,0
Romantyczność 2022. Współczesne ballady i romanse inspirowane twórczością Adama Mickiewicza Kacper Bartczak, Miłosz Biedrzycki, Dariusz Bugalski, Helena Burdzińska, Aleksandra Byrska, Łukasz Cabajewski, Jacek Dehnel, Michał Domagalski, Janka Harasimowicz, Anouk Herman, Roman Honet, Kamila Janiak, Aleksandra Kasprzak, Bogusław Kierc, Katarzyna Klein, Adrian Korlacki, Jakub Kornhauser, Maria Krzywda, Jakub Kurzyński, Natalia Malek, Karol Maliszewski, Piotr Matywiecki, Joanna Mueller, Katarzyna Ożgo, Zofia Pacześna, Edward Pasewicz, Anna Podczaszy, Jakub Pszoniak, Natalia Roguz, Bianka Ronaldo, Joanna Roszak, Karolina Sałdecka, Piotr Śliwiński, Katarzyna Szaulińska, Daniel Tamkun, Maciej Topolski, Antonina Tosiek, Grzegorz Wróblewski
Jacek Dehnel
Jacek Dehnel
Poeta, prozaik, felietonista, tłumacz, zajmuje się również malarstwem i rysunkiem. Absolwent V LO im Stefana Żeromskiego w Gdańsku Oliwie oraz Międzywydziałowych Indywidualnych Studiów Humanistycznych na Uniwersytecie Warszawskim. Laureat licznych konkursów poetyckich. Autor książek poetyckich, powieści i opowiadań. Publikował m.in. w "Studium", "Toposie", "Tytule", "Kwartalniku Artystycznym", "Zeszytach Poetyckich", "Akcencie" oraz "Przeglądzie Powszechnym". Jak sam przyznaje jest gejem, co znajduje wyraz w jego poezji. Tłumaczył m.in. wiersze Osipa Mandelsztama (niepublikowane) i Philipa Larkina. Od września 2006 do lipca 2009, wraz z muzykiem Tymonem Tymańskim i dziennikarzem Maciejem Chmielem, prowadził w Telewizji Publicznej program kulturalny "ŁOSssKOT". Zasiada w Radzie Programowej Galerii Zachęta. Jest felietonistą portalu Wirtualna Polska (dział Książki) i Polityki (dział "Kawiarnia literacka"). W 2005 laureat Nagrody Kościelskich. W 2007 został laureatem Paszportu Polityki za rok 2006 w kategorii literatura. W listopadzie 2008 roku otrzymał od Rady Języka Polskiego tytuł Honorowego Ambasadora Polszczyzny, w maju 2011 roku tytuł Młodego Ambasadora Polszczyzny. W marcu 2009 roku przyznano mu nagrodę kulturalną miasta Gdańsk Splendor Gedanensis, za wydanie książki "Balzakiana", a także przekłady poetyckie Philipa Larkina. W 2009 roku został laureatem nagrody Śląski Wawrzyn Literacki (za rok 2008) za powieść "Balzakiana". W 2009 roku nominowany do Nagrody Nike za "Balzakiana", w 2010 za "Ekran kontrolny", a w 2012 za "Saturna". Prowadzi blog o zbrodniach międzywojennych - "Tajny detektyw". Mieszka w Warszawie.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Dzikie dzieci Krzysztof Siwczyk
Dzikie dzieci
Krzysztof Siwczyk
Blokrealizm. Nie spodziewałam się szału, bo nie lubię poezji - czytam ją zazwyczaj wtedy, gdy muszę. Nigdy nie czuję ekscytacji związanej z sięgnięciem po tomik poetycki, co z kolei często mi się zdarza, gdy zaczynam czytać prozę. Muszę jednak przyznać, że bardzo przypadły mi do gustu "Dzikie dzieci". Lubię klimaty inicjacyjne. Z perspektywy czasu, gdy już jestem dorosła, lubię analizować to, co dzieje się w dorastających głowach. To fascynujące. Siwczyk skomponował tomik opowiadający historię młodego, nastoletniego chłopaka dorastającego w blokowisku na Śląsku. Podmiot zewsząd otoczony jest szarością. To, co go otacza to klatki schodowego, wielka płyta, ponętne dziewczyny przechadzające się po alejkach, a także... Bóg. Obserwujemy bohatera w środowisku domowym - przy matce, ojcu - wydaje się, jak gdyby nie byli blisko, nie ma między nimi czułości. Rodzice śpią, drzemią, są gdzieś w tle. A młodzieniec dorasta i zaczyna doświadczać. Niezwykle ważna jest dla niego sfera fizyczna, co nie jest niczym zaskakującym, biorąc pod uwagę buzujące hormony w okresie dorastania. Nie ma tam jednak miejsca na miłość - nastolatek zazwyczaj nie jest gotowy na głębokie uczucie, na prawdziwą miłość. Podmiot skupia się na czystej biologii, na potrzebach seksualnych, nie na emocjonalnej bliskości z dziewczyną. Siwczyk ukazuje naturalny proces dojrzewania - na samym początku jest czas nie na wielką głębie uczuć, lecz na radosne i intrygujące poznawanie swoich ciał. Kolejna sfera związana z inicjacją bohatera to sfera sacrum. Bóg przewija się w tomiku przez wiele utworów, jednak w tytułowym wierszu możemy przyjrzeć się bliżej stosunkowi chłopaka do boskości. Zmienia się miejsce akcji - tym razem nie jest to duszne mieszkanko, nie jest to plac przed blokiem, a kościół. W owym kościele na krzyżu spoczywa Chrystus. Zimno jest na dworze. Wszyscy marzną. Dzieci w swojej naiwnej, prostolinijnej, nieco spontanicznej empatii uznają, że Bóg też odczuwa chłód. Łaskocząc go w stopy, czekają na reakcję. Czy Chrystus uśmiechnie się? Czy coś powie? Jak sprowokować go do ujawnienia się? Gdzie jest Bóg, jak nie w kościele? To tomik przyziemny pod wieloma względami - język jest potoczny, brak tu zbędnej ornamentacji poetyckiej, tematy są codzienne... A jednak czuję się poruszona tym, co w nim przeczytałam.
Emsi - awatar Emsi
ocenił na 8 6 lat temu
Dolna Wilda Edward Pasewicz
Dolna Wilda
Edward Pasewicz
Byłam szczególnie ciekawa Autora po odkryciu, iż jest jednym z tych, który został uhonorowany nagrodą Angelusa (2022r). Słyszałam o tej nagrodzie, wydawała się być mało prestiżowa ponieważ niewiele szumu wokół laureatów, jakby to co powinno być nam bliższe zostaje wciąż za zasłoną "mniej wartościowe". Nagroda od kilkunastu lat przyznawana jest corocznie za najlepszą książkę prozatorską opublikowaną w języku polskim w roku poprzednim i przeznaczona dla pisarzy pochodzących z Europy Środkowej, którzy w swoich pracach podejmują tematy najistotniejsze dla współczesności i pogłębiają wiedzę o świecie innych kultur [proza i przekład]. I pewnie, gdy nazwa coś nam mówi, nazwiska zwycięzców już nie koniecznie. Łatwo je przekręcić, niepoprawnie zapisać, to kto je zapamięta jeśli nie sięgnie po napisane przez nich treści? W przypadku Edwarda Pasewicza czy Macieja Płaza może być z tym łatwiej. "Dolna Wilda" (2001) nie jest tomikiem nagrodzonym w tym konkursie, ale miałam ochotę rozpocząć od debiutanckich utworów by w przyszłości pójść dalej i móc odkrywać zmiany w poetyce Pasewicza. A debiutancki tom pozbawiony jest ckliwych słów, czy nawet oprawy, tak by wiersz stawał się przyjazną lekturą. "Dolna Wilda" jest zbudowana z mocnych słów, przedstawia często surowy obraz rzeczywistości, bez aury ubarwiania, tak zwanych kwiatuszków na stole, gdy pisze się o gorzkiej kawie. "Zima i wszystkie z nią związane kurwy zbliżają się do nas z tamtej strony nieba. Chodzi być może o rachunki za prąd, grube ubranie i możliwość grypy. A z tamtej strony nieba jest ciepło, są dalekie kontynenty i nowe wrażenia. Mieliśmy pisać z Prochaską operę, lecz na razie brzmi tylko uwertura." fragm."Piszemy operę" (s.4) "Ta… Jestem trzydziestoletnim facetem i leżę. Wychodzi mi to lepiej niż wszystko inne. Gromadzę się nad ranem w okolicach kawy i obserwuję jej pianę na brzegach kubka. (...) Być może jeszcze czuję różnicę, skrobiąc pysk żyletką, żałując czasami, że nie mogę wraz z warstwą włosów zdjąć wydarzeń, które, o tak, chciałbym bardzo, mogłyby spłynąć w korzenie kanalizacji." frag. "Przebiegi" (s.26) Pomiędzy tak opisywaną zwyczajność codzienności wplecione są tu i tam strofy przypominające przeszłość. A mnie szczególnie ten wiersz otulił własnym ciepłym wspomnieniem, wspomnieniem o dziadku: Nad Odrą Dziadek Barczuk umierał na raka w Kostrzynie nad Odrą. Tam było pełno mew i dlatego to są martwe ptaki. Dni już nie pamiętam, ale są ścieżki, znaki wydrapane w małym kamieniu. Na przykład studnia, którą czyścił, a do której ja wrzucałem śmieci i zabawki. Pulchny jak laleczka, w zielonym sweterku, buła z plasteliny, wrzeszczałem kiedy wyszedł z niej w gumowym ubraniu. Chciałbym powiedzieć: cały w wodorostach, z wodnym bogiem we włosach, z błyskiem w oku, jakby odkrył tajemnicę, którą — wiecie — przekazał mnie. Lecz nie powiem, był suchy i miał szeroką szczękę, żółtą skórę i sękate dłonie. Dotykam drzewa — tak myślałem wtedy i nie myliłem się wcale. (s.7) Są też te bardziej intymne, nacechowane sensualnie słowa: "Kriegsmarine byłaby dumna, widząc jak idę na dno, jak odmierzam dno, jak dnem się staję między brzaskiem a dniem, wpadając ci w oko w światłach dyskoteki, gdy pytasz mnie, jak się czuję w tej koszulce oblepionej wodorostami i czy mogę ją zdjąć. Chcesz rzucić okiem na tors, na nogi, na uda, na jądra kołyszące się jak dzwony, na to skwaszone podniebienie. Chcesz mi usta językiem, taką wielką mową, większą niż mowa najświętszego ze świętych, otworzyć, żebym mógł mówić, żebym mówił wiele, żeby z tego mówienia zrodziło się istnienie." fragm."Kriegsmarine" (s.13) "Ale czy oni mają muzykę? Chłopiec, co wąskie stopy natarł olejkiem do opalania, jego kochanek, który już śpi od południa, i przyjaciele i znajomi palący się w słońcu, Ci przyjechali z Treviru, tamten z Akki, wiem, że widzieli Krzyż Południa i zazdroszczę chłosty w ciemnym pokoju na Via Nuova, tych opowieści słucham drugi tydzień, a jednak nie mogę usłyszeć muzyki." fragm."Naśladownictwo" (s.27) A pośród poruszającej zwyczajności jest tu też taka wstęga zwana śmiercią, która toruje sobie drogę pośród innych odczuć, myśli, opisanych chwil i wspomnień. Jest nienachalna, przycupnie lekko na linii wersu, a w końcu też wybrzmi jako trup z ciała i kości: "Pani Michałowska umarła we wtorek. Nad ranem znaleźli trupa, nad ranem. Jej pończocha wisiała za oknem, podarta i zacerowana, i znowu podarta — wzory skłębionych myśli odciśnięte w powietrzu. Kiedy ją wynosili, pies zawył i kawa wylała się na obrus. Z okrutnej sierści jest ten świat utkany. Taka myśl krążyła jak mucha nad kanapką, w czaszce pustej, białej, przesiąkniętej pleśnią. fragm."Pani Michałowska" (s.31) Na mnie "Dolna Wilda" robi wrażenie topornie ociosanego tomu. Jest jak widok tępo ogolonej twarzy mocno zarośniętego człowieka, gdzie twarz już jest widoczna, można rozpoznać do kogo należy, ale jeszcze potrzebne wygładzenie skóry, może nawilżenie? Oczywiście w przypadku poezji Pasewicza nie chodzi mi o wygładzenie czy to w sposobie pisania czy wyznaczania kierunku w temacie, ale o podbicie tego, co często nieuchwytne, a charakterystyczne dla danego poety. Jest w tym rytm i harmonia, wyłuskany drobiazg i zapamiętana chwila ze spotkania z drugim człowiekiem. Jest też coś łaskoczącego, żeby nie napisać drażniącego, podszytego pod słowa. W przyszłości przyjrzę się Autorowi bliżej. Do całości brakowało mi jeszcze odpowiedzi na nurtujące od początku pytanie - skąd Wilda, czy to realne miejsce? Okazuje się, że to obecnie nazwa dzielnicy Poznania. Najpierw była wieś , potem folwark patrycjuszowski, który w 1488 roku przeszedł w ręce rodziny Wildów, a pod koniec XIX wieku po przyłączaniu terenów gminnych, które do tej pory były zapleczem dla miasta, stały się integralnymi częściami miejskiej aglomeracji. I to tyle historycznie, a dlaczego u Pasewicza nazwa tomu, w którym więcej o zagranicy, jakiejś tam Malcie, niż o Poznaniu?
Aksamitt - awatar Aksamitt
ocenił na 7 1 rok temu
Dni i noce Piotr Sommer
Dni i noce
Piotr Sommer
Po przeczytaniu tu dwóch opinii uznałem, że coś jest nie tak i muszę dodać swoją. W cytowanym przez użytkowniczkę Martę fragmencie widzę głównie afirmację tej drugiej osoby (tylko strój może być kluczem do identyfikacji płci) pozbawioną być może potrzeby doskonałości. Trochę jak Fisz w niedawnym hicie śpiewający „chciałbym być Twoim telefonem” (lub jakoś tak). U Sommera zresztą końcówka wiersza nieco zmienia punkt ciężkości. Z drugiej recenzji wiemy, że lektura była przymusowa, a to jak gwałt, więc trudno o przyjemność. No i absolutnie nie ma takiej potrzeby, by poezja niosła jakiekolwiek przesłanie. Nie w tym leży jej siła, to nie przypowiastka moralna. Niemal widzę mękę czytelniczki, którą potem mogła wyładować jedną gwiazdką w ocenie. Może zresztą poezja Sommera jest tak trudna w ocenie dlatego, że językowo dość przystępna, że nie wymaga czytania ze słownikiem wyrazów obcych, że unika sentymentalizmu, podniosłości, czułostkowości, że nie ma w niej posągowości znanych ze szkoły mistrzów, fraz będących gotowym mottem wypracowań. Zarazem zachwyca wyczuciem językowym, zmysłowością (niekoniecznie erotyczną), rytmem, ale i brakiem piosenkowości. Nienachalnie subtelna, pozbawiona wzniosłości, ale nie piękna. Lubię też swojskość jego poezji, w której nie ma nut przebrzmiałego patriotyzmu, łatwiej o łagodną ironię, czym Sommer trochę przypomina mi Zadurę, choć pisze w swojej, innej tonacji. Na dobrą sprawę, jakby się uprzeć, to można by się dopatrzeć i przesłania. Bo Sommer – ok. podmiot liryczny – darzy jakąś szczególną atencją czas, czas nam dany niezbyt szczodrze, przygląda się ze stoickim spokojem, ale nieobojętnie, tym dniom i nocom, których upływu zwykle nie dostrzegamy. Może kluczem do jego wrażliwości jest początek wiersza „Ulubione kawałki”: [Ulubione kawałki] to te, w których ktoś opowiada jakieś naprawdę drobne zdarzenie z przeszłości, ale tak, że ta zupełnie zwykła rzecz, […] rośnie w piersiach do czegoś najważniejszego na świecie. A ile radości dają jego wiersze, dostrzegłem mimowolnie, tłumacząc ośmioletniemu synkowi „Zawijkę”, tu fragment: Pokrzywa z grobu sąsiada, gruba jak krzak, wrośnięta, na oko ze trzyletnia, wściekała się jeszcze o drugiej w nocy przy zgięciu kciuka, po powrocie z przyjęcia po drugiej stronie torów – wyszła, chociaż stawiała silny opór.
Buck Rotgut - awatar Buck Rotgut
ocenił na 7 9 lat temu

Cytaty z książki Rubryki strat i zysków. Zebrane poematy i cykle poetyckie z lat 1999-2010

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Rubryki strat i zysków. Zebrane poematy i cykle poetyckie z lat 1999-2010