rozwiń zwiń

Rękopis zapodziany w Saragossie

Okładka książki Rękopis zapodziany w Saragossie autorstwa Krzysztof Rudowski
Krzysztof Rudowski Wydawnictwo: Zysk i S-ka literatura piękna
620 str. 10 godz. 20 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Data wydania:
2009-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2009-01-01
Liczba stron:
620
Czas czytania
10 godz. 20 min.
Język:
polski
ISBN:
978-83-7506-308-0
Rękopis zapodziany w Saragossie - nawiązujący do genialnego dzieła Jana Potockiego - jest tętniącą humorem epicką opowieścią, inteligentnie ubarwioną śmiałą, acz poetycką erotyką. Nie jest to jednak prosta kontynuacja Rękopisu znalezionego w Saragossie, już choćby z tego powodu, że główna akcja powieści toczy się współcześnie. Utwór dowcipnie nawiązuje do wielkiej literatury i błyskotliwie łączy wątki związane z naukami hermetycznymi, muzyką, historią i teologią. Dzięki realistycznym opisom i rozbudowanym dialogom nieskrępowanie wkracza w najśmielsze obszary wyobraźni, gdzie czekają nas skomplikowane zagadki, zaszyfrowane kody i szatańskie intrygi. Przez powieść przewija się cała gama pełnokrwistych postaci, wśród których znajdziemy namiętne kobiety, szalonych profesorów, sympatycznych duchownych, podejrzanych medyków, muzyków jazzowych i filharmonicznych, a nawet samego Jana Sebastiana Bacha. Należałoby również wspomnieć o budzących grozę fenomenach powstałych pod wpływem alchemii, kabały i obsesyjnych snów. Najważniejsze wszakże wydaje się, że znowu możemy spotkać pewnego dzielnego oficera gwardii wallońskiej...
Średnia ocen
6,5 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Rękopis zapodziany w Saragossie w ulubionej księgarni i Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Rękopis zapodziany w Saragossie

Średnia ocen
6,5 / 10
28 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
93
89

Na półkach:

Daję ocenę dobrą, doceniam trud autora i czyta się nawet z zainteresowaniem, ale – jak dla mnie – przez te wszystkie opisy i akcje przebija jakiś infantylizm rodem z nie mojej bajki. Może to po prostu "wina", choć dla innych – być może – "zasługa", gatunku, czy maniery, w jakiej powieść została napisana.

Daję ocenę dobrą, doceniam trud autora i czyta się nawet z zainteresowaniem, ale – jak dla mnie – przez te wszystkie opisy i akcje przebija jakiś infantylizm rodem z nie mojej bajki. Może to po prostu "wina", choć dla innych – być może – "zasługa", gatunku, czy maniery, w jakiej powieść została napisana.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

74 użytkowników ma tytuł Rękopis zapodziany w Saragossie na półkach głównych
  • 39
  • 32
  • 3
32 użytkowników ma tytuł Rękopis zapodziany w Saragossie na półkach dodatkowych
  • 23
  • 3
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Okładka książki Spis lokatorów Maciek Bielawski, Beata Dębska, Eugeniusz Dębski, Tomasz Majeran, Jędrzej Pasierski, Krzysztof Rudowski, Nadia Szagdaj, Agnieszka Wolny-Hamkało, Filip Zawada, Andrzej Ziemiański
Ocena 7,5
Spis lokatorów Maciek Bielawski, Beata Dębska, Eugeniusz Dębski, Tomasz Majeran, Jędrzej Pasierski, Krzysztof Rudowski, Nadia Szagdaj, Agnieszka Wolny-Hamkało, Filip Zawada, Andrzej Ziemiański
Krzysztof Rudowski
Krzysztof Rudowski
autor m.in. Rękopisu zapodzianego w Saragossie i Stóp Pana Boga
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Boski Juliusz. Trylogia rzymska. Tom 1 Jacek Bocheński
Boski Juliusz. Trylogia rzymska. Tom 1
Jacek Bocheński
„Kiedy już Cezar wkroczył do Rzymu, opuszczonego bardzo szybko przez republikanów, zdarzył się podobno następujący wypadek. Cezar usiłował zarekwirować skarb państwowy. Sprzeciwiał się temu pewien energiczny trybun ludowy, zwracając uwagę, że rekwizycja nie ma podstaw prawnych. Cezar kazał jednak wyłamać zamki do skarbca. Trybun wytrwale protestował. Zniecierpliwiony Cezar zagroził mu wreszcie śmiercią, po czym dodał: - A wiesz dobrze, młodzieniaszku, że trudniej mi to było powiedzieć niż wykonać. Zapamiętajmy sobie słowa: trudniej powiedzieć niż wykonać. Będą stanowiły motto przy lekturze „ Pamiętników z wojny domowej” Gajusza Juliusza Cezara”.( s.77-78) Jacek Bocheński, Boski Juliusz, Biblioteka XX wieku, Świat Książki, Warszawa 2006. Jacek Bocheński, prozaik, eseista, współzałożyciel i redaktor niezależnego „Zapisu”, w latach 90- tych prezes Polskiego PEN Clubu. Autor Boskiego Juliusza, książki z 1961r, będącej Książką Roku- nagrody honorowe: Radia Wolna Europa i czytelników Polityki w kraju. Jak napisał M. Szymański w Posłowiu: „(…) książka Bocheńskiego wytrzymała próbę czasu. Można teraz stwierdzić, że nie jest to ubrana w szatę rzymską doraźna publicystyka, lecz dzieło pełne głębokich przemyśleń o ludziach i dziejach”. (s.207) Lektura pasjonująca na miarę życia Cezara, ale i talentu pisarskiego autora; znakomity styl nieporównywalny z nikim i niczym; błyskotliwa forma iskrzy i czyni tekst- dziełem- jedynym w swoim rodzaju. 10/10
zoe - awatar zoe
ocenił na 10 1 rok temu
Pod Mocnym Aniołem Jerzy Pilch
Pod Mocnym Aniołem
Jerzy Pilch
Pilch niewątpliwie był (a właściwie nadal jest, nie zamierzam go degradować) geniuszem literackim. Jak sam narrator-autor powiedział: chciał stworzyć dzieło życia (i śmierci) - traktat o piciu - które wymagałoby od niego poświęcenia swojego istnienia i zachlania się do grobowej deski. Autor-narrator wybiera jednak życie, kończy z literaturą, odrzuca niechybne zakończenie i przechodzi do chaosu rzeczywistości, wyrywa się z pijackiego koszmaru, wyrywa się utartym schematom. Piękno języka Pilcha, jego myślenie pełnymi zdaniami, jest prawdziwą ucztą, daje ukojenie. Jest to pogmatwane, tak jak powinno być pogmatwane życie deliryka, ale w pewnym, dość nagłym, momencie wszystko się kończy. Zapada kurtyna, bohater wraca przez otwarte bramy doczesności i wybiera życie, co jest samo w sobie sztuką. „[…] Nagle ogarnęła mnie potworna złość, byłem zły na bankomaty, których jeszcze parę lat temu nie było. Ogarnęła mnie furia, przypomniałem sobie o upadku muru berlińskiego i byłem przeciwko upadkowi muru berlińskiego, wszyscy entuzjaści rozbijający murarskimi młotami mur berliński zabierali mi brunetkę w żółtej sukience, i byłem przeciwko „Solidarności”, bo „Solidarność” zabierała mi brunetkę w żółtej sukience, i Lech Wałęsa zabierał mi brunetkę w żółtej sukience, i Jan Paweł II wołający: zstąp, Duchu Święty, zabierał mi brunetkę w żółtej sukience, i zstępujący i odmieniający oblicze ziemi Duch Święty zabierał mi brunetkę w żółtej sukience”. s.11-12 „[…] Sny pijaka dzieli od jawy tekturowa ściana, nocą pijakowi śni się to, co przeżył za dnia, trzeba raczej powiedzieć: nocą pijakowi pokazują się jego dzienne majaczenia”. s.15 „[…] Byłem nieuleczalny - to pestka, nikt nie jest uleczalny (zwłaszcza zdrowi są nieuleczalni) […]”. s.16 „- Nie chcę się zapić na śmierć, w każdym razie nie teraz. Prawdę powiedziawszy, najchętniej zapiłbym się na śmierć po długim i szczęśliwym życiu”. s.17 „[…] Obaj nie dotykaliśmy istoty rzeczy, obaj zdawaliśmy sobie sprawę, iż nie dotykamy istoty rzeczy, obaj byliśmy udręczeni nieuchwytnością istoty rzeczy”. s.18 „[…] Pomiędzy najzręczniejszą nawet literaturą a porywczą prostotą własnej trwogi nie ma bowiem wyboru”. s.20 „[…] Czy jabłko, które spadło na głowę Izaaka Newtona, było czy nie było drobiazgiem? Kosmiczny drobiazg? Nie ma innych drobiazgów jak kosmiczne. Ale do stu tysięcy furgonów beczek! Nie trzeba przywoływać zasad wszechświata w obronie nieustannie przepadających zapalniczek, portmonetek, dokumentów, piór wiecznych i kulkowych, długopisów, maszynopisów, książek, skarpet, popielniczek, szalików, rękawiczek und so weiter. Tak jak nie trzeba wytaczać w tej sprawie, w sprawie rozgardiaszu przedmiotów, argumentu „dociekań najwyższej wagi”. Nieustanne myślenie o drobiazgach nie musi rozpraszać „dociekań najwyższej wagi”, wystarczy, że rozprasza codzienne dociekania, a rozprasza je rujnująco, jeśli docieka się całymi zdaniami. Ja, na przykład, dociekam całymi zdaniami. Powiem więcej: z rozpaczliwym uporem utrzymuję się przy życiu dzięki myśleniu całymi zdaniami”. s.42 „[…] Z dojmującą przykrością myślę o chwili, kiedy ostatnie akapity, zdania, fragmenty zdań sczezną w mojej głowie i zostaną tam nieczytelne rękopisy, widma nazw, majaki, koniec. Heroikomiczny wybór pomiędzy demencją a śmiercią nie bawi mnie w najmniejszym stopniu”. s.42-43 „Siedziałem wygodnie rozparty i wypatrywałem oświetlonych okien, zawsze mnie frapowały okna, w których późną nocą świeciło się światło, ktoś czytał całą noc książkę swego życia, ktoś umierał, ktoś dusił się w strasznym kaszlu, ktoś budził się z krzykiem ze snu koszmarnego, ktoś brał kogoś w ramiona, ktoś brał coś na uspokojenie, ktoś płakał z tęsknoty, ktoś szedł do łazienki”. s.51 „[…] jeszcze, jeszcze można było zgasić dobrze już płonący ogień, jeszcze można było obie butelki kupione w całonocnym sklepie wylać do zlewu, wyrzucić do zsypu, a nawet cisnąć nimi przez otwarte okno, i właśnie ta możliwość, cień tej możliwości niewymownie dramatyzował sytuację, nie szło tu bowiem o to, że dalej istniał rzeczywisty wybór pomiędzy piciem a niepiciem, nie, takiego wyboru nie było już dawno (szczerze mówiąc, takiego wyboru nie było od co najmniej dwudziestu lat), natomiast można było wciąż jeszcze udawać, że taki wybór istnieje, pozorować kabotyńską szamotaninę i nie tyle wahać się pomiędzy piciem a niepiciem, co wiedząc, że już się w zasadzie przestało niepić, dalej męczeńsko wydłużać drogę do picia”. s.55 „[…] Poruszałem się z niezwykłą prędkością, bo szło o to, by jak najprędzej wlać w siebie pierwszą dawkę prawdy i zabić męczącą retorykę. Trzeba było jak najprędzej skończyć z świadomą literaturą wiecznych wątpliwości i wybrać niezachwiane, nieprzytomne życie”. s.57 „Nie drażniła mnie pijacka obłuda Kolumba Odkrywcy, nie można szczerze pić bez obłudy, usta muszą przeczyć trunkowi, co właśnie przeszedł przez gardło. Pan Bóg niechybnie dla ulżenia pijakom nie wypisał na kamiennych tablicach przykazania: nie kłam. Słowo musi przeczyć nałogowi. Kłamstwo w plemieniu deliryków jest honorem - prawda wpierw jest nietaktem, później zniewagą, na końcu rozpaczą. […] Prawdziwie straceńcze picie musi być zakryte, kto je odkrywa, kapituluje, przyznaje się do bezradności, pozostaje mu płacz, zgrzytanie zębów i mityngi AA”. s.65-66 „[…] Słowo jest moją używką, moim narkotykiem, rozsmakowałem się w przedawkowywaniu. Język jest moim drugim, co mówię, drugim, język jest moim pierwszym nałogiem”. s.66 „[…] Tak jest, z pijackim uporem powtarzam raz jeszcze: realność całej sytuacji sprawiała mi ulgę, nadto byłem udręczony nieustannie doskwierającą fikcyjnością”. s.77 „Jaką duszę ma człowiek, który wie, że przepił wszystkie pralki świata? Odpowiadam: duszę ma uskrzydloną, a myśl jego wiruje jak bęben w ostatniej fazie odsączania. Kiedy czujesz na sercu ciężar miliarda przepitych pralek - jest nie do zniesienia. Ale kiedy unosisz udręczony wzrok i widzisz, jak ptasie ławice białoskrzydłych pralek szybują pod wodnistymi niebiosami niczym eskadry papieskich helikopterów, pojmujesz, iż jest ci dane więcej niż innym. Jest ci dany niekonwencjonalny dar i jeśli zdołasz przeżyć, jeśli przedtem nie umrzesz, możesz zacząć wędrówkę w poszukiwaniu wszystkich utraconych pralek, a nawet - tak jest - w poszukiwaniu wszystkich utraconych rzeczy”. s.90-91 „[…] Niekiedy już po setnej, a jak kto wątlejszy to nieraz już i po dziesiątej przepitej pralce bezpowrotnie traci ciekawość i wolę spraw doczesnych. A duchowość całkowicie uwolniona z więzi doczesności to jest przecież czysta grafomania. Przepijanie wszystkich pralek świata nieubłaganie wiedzie do całkowitego zaniedbania doczesności - w pisaniu całkowite zaniedbanie doczesności wiedzie do grafomanii, kto zatem pisze i pije, jest w trudnej sytuacji. Piłem i nie zaniedbywałem pisania i teraz z pijacką łzą w oku piszę o zaniedbanej przez picie pralce”. s.91 „- Po co się budzić, skoro na jawie jest jeszcze gorzej? Jawa jest jednym wielkim powodem do picia. - Skoro pijesz we śnie i na jawie, tak naprawdę nie wiesz, jak jest na jawie”. s.109 „- Korci mnie, żeby odpowiedzieć: nie ma mądrzejszych i bardziej doświadczonych ludzi od mądrych i doświadczonych pijaków, ale byłby to typowo pijacki aforyzm, a ja ostatnio stronię od pijackich aforyzmów. Wychodzisz ze szpitala, czyli wychodzisz z choroby i wracasz do świata, który sam w sobie jest wielką chorobą. Czyli co?”. s.112 „- Kto, kiedy i gdzie powiedział - jadowitość pojawiła się i rosła w moim głosie - kto, kiedy i gdzie powiedział, kto, kiedy i gdzie napisał, że ja jestem od normalnego życia? - A od jakiego życia jesteś? Nienormalnego? Wyjątkowego? Genialnego? Chorego? - Ja jestem, Alu, od życia wyjątkowo nieszczęśliwego. - Weź się w garść i zacznij żyć umiarkowanie, ale szczęśliwie. - Umiarkowanie, ale szczęśliwie? Przecież to jest sprzeczność sama w sobie. - To nie jest sprzeczność, kiedy to zrozumiesz, przestaniesz pić”. s.118-119 „Teraz… Teraz - czyli kiedy? Po wypiciu pierwszej stabilizującej, czy po wypiciu drugiej uskrzydlającej półlitrówki? Teraz? Po szalbierczym wytrzeźwieniu? Teraz? Po wyjściu? Po wejściu? Po zejściu? Teraz - po trzech, a może po sześciu tygodniach, po czterdziestu, a może po stu czterdziestu dniach”. s.123 „Słyszę wyraźnie jak we śnie: jest w tej muzyce siła nadchodzącej śmierci i jest w tej muzyce siła powstrzymywania nadchodzącej śmierci, prawdziwą pisarska siła odwracania biegu zdarzeń. W stukartkowym zeszycie chcę w końcu jeszcze napisać rzecz najtrudniejszą (godne zadanie dla własnej pychy): historię człowieka, który się podnosi, nabiera siła i z ryzykownej metafory wielkiej wojny wychodzi cało i zwycięsko. Chcę dać literaturę, która wyzwala ze słabości i silna jest jak pastorałka Don Juana”. s.143-144 „Jak się domyślasz, ostro z nimi w duchu polemizuję, choć mam świadomość, że moja polemika mija się z celem, moje założenia są inne, terapeucice pragną doprowadzić rzeczywistość do trzeźwości, ja pragnę doprowadzić rzeczywistość do literatury, w pewnym miejscu - nie ma siły - nasze drogi się rozchodzą”. s.148 „[…] Pierwsza osoba liczby pojedynczej jest elementem fikcji literackiej. Boże mój, cóż to za szczęście i jakiż to instynkt: teraz właśnie ogłosić koniec literatury i móc z czystym sumieniem powiedzieć po prostu - ja”. s.149 „Kiedy mówię, że porzucam mój nałóg dla Ciebie, mówię prawdę. Kiedy mówię, że porzucam mój nałóg dla nas, mówię prawdę. Bo mnie nie ma bez Ciebie, bo mnie nie ma bez nas. Moje „ja” już nie jest w liczbie pojedynczej. Przestaję istnieć, kiedy Ciebie nie ma, każde rozstanie jest nie do przeżycia. (Pamiętasz, jak oboje płakaliśmy na Dworcu Centralnym? Jak biegłaś wzdłuż wagonu?) Nie możesz być dalej niż kilkaset centymetrów ode mnie, potem wszystko jedno, czy jesteś o kilometr, czy trzysta kilometrów stąd. (Trzysta kilometrów od moich ramion). Potem i tak jest otchłań i wszystko, co jest w środku, bardzo… (Koniec rękopisu czytelny tylko dla adresatki)”. s.155 „[…] Generalnie problem polega na tym: jak pogodzić głębię pijanej duszy z płycizną pijanego ciała? Jak to wyjaśnić i jak go uzgodnić? Jak w ogóle połączyć najwyższe uwznioślenie duszy ze straszliwym pawiem? Jaką czarną nicią połączyć fantastyczną i kreacyjną lekkość z prześcieradłem nazajutrz czarnym od potu? Jaki jest związek pomiędzy wieczorną odwagą, brawurą a porannym lękiem, trwogą?”. s.204 „[…] Nie ma cię, nie ma cię i nigdy nie będzie. Nie, ty jesteś. Ja jestem. Jestem, bo nie wybieram śmierci. Stary Kubica, mając do wyboru brak flaszki u wezgłowia albo śmierć, wybrałby śmierć. Ja wybieram życie i Stary Kubica w niebiańskiej gospodzie (anioł mu nalewa) pije moje zdrowie. Dziadku - mówię do niego - pijany ojcze mego pijanego ojca, dziadku, byłem na tym samym ośnieżonym placu, flaszka stała u mego wezgłowia, ten sam czarny pot spływał ze mnie, dygotali moje serce i trzęsły się moje ręce. Ale wybieram życie, jest przy mnie miłość silna jak twój śpiew, ona daje mi ocalenie. Nasz nałóg, który ciebie zabił, ze mnie schodzi jak z węża schodzi skóra węża; zwyciężyłem, z tobą się dzielę moim zwycięstwem, piszę o tobie i piszę o sobie nie tylko po to, by pokazać, że prawdziwa deliryczna proza nie kończy się śmiercią: kończy się życiem, które nie wiadomo, jak się skończy”. s.216-217 „Kiedy to było? Nie było tego wcale. Nie ma literatury, bo nie ma tamtej przeszłości i nie ma tamtych historii. Jest tylko czas teraźniejszy […]”. s.221 „[…] Panie Boże, uczę się przy niej wolności, moje serce uczy się bić, oddycham, jestem, bo ona jest. Jaki to problem: żakiet porzucony w mokrej trawie? Jaki to problem: pomięte i wilgotne spodnie? Jaki to problem: iść boso i boso wsiadać do podmiejskiej kolejki? Chodź, chodź, teraz tak. Na twoją skórę pada cień liścia i kropla deszczu. Przestałem się bać. Ktoś we mnie przestał się bać. Nie boi się”. s.227 „- Nigdy ciebie nie zdradzę. Nigdy ciebie nie okłamię. Dawniej bym powiedział, że z mojego punktu widzenia to są całkowicie samobójcze zdania, jeszcze rok temu tak bym powiedział, ale zapomniałem tamtego języka. Straciłem mój język, a może uwolniłem się z uwięzi mojego języka, może mój język zstąpił z koturnowych wysokości”. s.230 „Chciałem powiedzieć, że nie wszystko, co powstaje w mojej głowie, jest związane ze mną, chciałem raz jeszcze przytoczyć (chyba tysiąc razy je przytaczałem) powiedzenie Franza Kafki: „Z samym sobą nie mam nic wspólnego”, chciałem się po prostu bronić przed dojrzewającym w głowie tej uroczej terapeucicy-okularnicy zakazem twórczości własnej, ale machnąłem ręką. Zakaz - jak powszechnie wiadomo - rodzi konspirację, konspiracja niekiedy bywa bardzo twórcza”. s.233 „[…] Zdaniem Szymona, gdyby umiał on swoje zdanie wypowiedzieć, nadmierne rozjaśnienie umysłu prowadzi do nerwowości. Wiedzieć coś do końca to znaczy nie mieć już żadnego zapasu wiedzy na dany temat, a jak człowiek nie ma żadnego zapasu - głupio się czuje; człowiek wtedy czuje się tak, jakby kończyły mu się papierosy. Nie „człowiek”, a ja Szymon, nie „się”, ale ja Juruś. I nie „czuje”, ale „pije”…”. s.241 „I mój nałóg schodził ze mnie, tak jak z węża schodzi skóra węża, na ścianę padały ostatnie cienie dotykalnych widm, ona była przy mnie, trzymała mnie za rękę, czułem w sobie wiosenny przybór sił. Jeszcze pół roku temu szykowałem się na inne zakończenie, w cichości serca byłem pewien, że spiszę do końca ciemny protokół mojego nałogu, postawię kropkę na wilgotnym papierze i za pomocą niewielkich, już bardzo niewielkich dawek gorzkiej żołądkowej samego siebie na tamten świat wyprawię”. s.259 „[…] Nie jestem w stanie opisać własnego wyzwolenia jako serii przekonujących wydarzeń, nie potrafię dać ewolucyjnej historii własnego zmartwychwstania - daję jedynie te epifaniczne wersy, ale też zmartwychwstanie moje było niczym epifania, było niczym haiku, było niczym jeden nieomylny jak błyskawica wers”. s.260 „Dziesięcioleciami chlałem niczym bydlę nieczyste, przez dziesięciolecia byłem pijany jak bydlę nieczyste i w ciągu kilku godzin bez zasługi wytrzeźwiałem. Bez zasługi? Nie, radykalnie odrzucam wszelką kokieterię. Moją zasługą była moja rozpacz, moją zasługą były moje modlitwy i moją zasługą jest moja miłość”. s.261 „[…] Byłem zamarzającym na kość kościotrupem i byłem rozczarowany stereotypową fabułą własnej agonii, wszystko szło tak, jak tysiąc razy o tym czytałem: przymknąłem zamarzające powieki i zaczęło mi się przypominać całe moje zmarnowane życie, dobry traf chciał jednak, że na początek przypomniała mi się piłka nożna i przypomniały mi się wszystkie bramki strzelone w dzieciństwie, i ujrzałem żółtą węgierską futbolówkę, jak wpada po moim uderzeniu do bramki na stadionie Startu w Wiśle, i do wszystkich bramek prowizorycznie wytyczonych na krakowskich Błoniach, i przypomniała mi się bramka strzelona głową na łące pod schroniskiem na Markowych Szczawinach, i przypomniały mi się bramki strzelone w sali gimnastycznej na Powązkach. Przypomniały mi się wszystkie moje piłkarskie sny, koszmary, majaczenia i już we śnie przedśmiertnym uginałem bezwiednie prawą nogę, tak jakbym chciał ostatni raz skierować widmową piłkę do widmowej bramki, i pięta moja dotknęła zamarzniętej bocznej linii ostatniego kręgu, odbiłem się, tak jest, jakkolwiek to brzmi, a brzmi to kiepsko: odbiłem się. Powtarzam jednak - byłem rozczarowany fabułą agonii, a fabuła ocalenia nie okazywała się lepsza, też była niewyszukana jak powieść dla kucharek”. s.261-262 „Pod wieczór na werandzie z rozległym widokiem będziemy pić herbatę. Nasze dusze nigdy stąd nie odejdą i nigdy tu nie usną”. s.262
absurdalneżycie - awatar absurdalneżycie
ocenił na 9 18 dni temu
Listy z Rabarbaru Edward Redliński
Listy z Rabarbaru
Edward Redliński
Własne dobro czy własna ziemia? Miłość do najbliższych czy miłość do gospodarstwa? Życie na wsi bez perspektyw czy ucieczka do miasta w nadziei, że się uda? Czy którekolwiek z tych pytań brzmi znajomo? A może wydają się realistyczne i niektóre wybory w ogóle nie zaskakują? Ci czytelnicy, którzy mieli już w swoim życiu doświadczenia z literaturą chłopską (że wspomnę tylko głośne w ostatnim czasie “Chłopki” czy “Saga o ludziach ziemi”), to doskonale zdają sobie sprawę, że postawione przeze mnie pytania nie są irracjonalne. “Listy z Rabarbaru” to debiutancki tom opowiadań Edwarda Redlińskiego wydany w 1967 roku, zdecydowanie mniej znany od głośnych powieści autora “Awans” i “Konopielka”. Bardzo ważny jednak w recepcji tamtych dzieł, jak i całej twórczości. Bo właśnie czytając utwory w kolejności wydawania, już w opowiadaniach zobaczymy pomysł pisarza na pierwszą część swojej kariery. Redliński pochodził z niewielkiej wsi niedaleko Białegostoku, ale opuścił ją, aby skończyć studia na Politechnice Warszawskiej i Uniwersytecie Warszawskim. Dlatego głównego bohatera “Listów z Rabarbaru” i narratora możemy utożsamiać z samym autorem (choć pisarz sprawnie uciekł od pisania wątków autobiograficznych 1:1) i jego pierwsze książki wpisują się w nurt chłopski. Niemniej opowiadania w przeciwieństwie do “Konopielki” nie mają stylu ironiczno-groteskowego, a realistyczny (reportażowy). To sprawia, że zderzenie tradycyjnej kultury chłopskiej (zacofania wiejskiego) z nowoczesnością (tu zdecydowanie szerzej przedstawioną) opisane bez ironii, zyskuje na wiarygodności. Dużo daje też to, że sam Redliński był tu bardzo na świeżo z życiem na białostockiej wsi początku lat 60. XX wieku i lepiej “czuł wieś”. Pisarz dostrzegł wady i zalety zarówno prowincji, jak i dużego miasta z tamtego okresu i znakomicie zdiagnozował ich problemy. Dlatego “Listy z Rabarbaru” trzeba traktować w kategoriach pewnej przepowiedni. Redliński pokazuje tu, że tradycyjna wieś nie jest w stanie na żadnym polu rywalizować z nowoczesnym miastem (czas akcji to lata 1955-1966) i ostatecznie czeka ją dramat (obecne masowe opuszczenie). “Listy z Rabarbaru” to również doskonały pejzaż Podlasia. Redliński na tak małej ilości tekstu pokazuje zdecydowanie dużo. Prezentuje realia życia na wsi białostockiej, warunków, w jakich żyło się w połowie XX wieku, relacji między ludźmi w małych społecznościach, ale również wśród członków jednej rodziny (patriarchalnej hierarchii, gdzie dziewczyna lub młodszy syn nie mogli liczyć na więcej). Najważniejsze jednak i najbardziej poruszające dla kogoś, którego więzy rodzinne (tak jak mnie) łączą ze wsią, było ukazanie relacji mieszkańców do ziemi, która była dla nich wszystkim (ona dawała im życie, spajała członków rodziny, porządkowała im świat) i dlatego byli oni gotowi na poświęcenie siebie (dosłownie) dla jej dobra, a odejście do miasta traktowane było jako rozpad najmniejszej cząstki społecznej. I to wszystko w odniesieniu do rzeczywistości w dużym mieście (Warszawa i Białystok). Wbrew pozorom dużo można wyciągnąć z tych kilku opowiadań, momentami napisanych gwarą podlaską, a nawet spróbować zrozumieć pokolenie naszych dziadków, które w zupełnie inny sposób patrzyło na świat. Szkoda, że tak późno wpadła w moje ręce.
Marcin Łopienski - awatar Marcin Łopienski
ocenił na 7 1 rok temu
Gorący lód Tomasz Jastrun
Gorący lód
Tomasz Jastrun
Tomasz Jastrun, znany i ceniony felietonista m.in.„Zwierciadła”, zadebiutował prozatorsko zbiorem „Gorący lód. 29 poważnych i niepoważnych opowiadań o miłości i niemiłości”. Jako wierna czytelniczka jego felietonów nie mogłam przejść obojętnie obok tego tytułu na półce bibliotecznej. I choć nie każde opowiadanie mnie porwało, nie żałuję ani jednej przeczytanej strony. To zbiór bardzo nierówny – obok błyskotliwych, dowcipnych, refleksyjnych perełek trafiają się teksty przeciętne, szkicowe. Całość jednak tworzy ciekawy portret współczesnych relacji, ludzkich słabości i pragnień, wszelkich odcieni i barw miłości. Jastrun jest dobrym obserwatorem. Potrafi w kilku zdaniach uchwycić istotę relacji, słabości i niespełnienia człowieka, czasem ironicznie, czasem z melancholią. Narracje są krótkie, często oparte na jednym pomyśle lub emocji – i właśnie w tej prostocie tkwi ich siła... lub słabość. Tematyka – jak sam tytuł sugeruje – krąży wokół miłości i jej braku, uczuć żywych i wypalonych, romantyzmu i jego karykatury. Autor igra z konwencją, bawi się stylem, ale nie ucieka od refleksji, od odrobiny goryczy i nostalgii, obnaża ludzkie przywary, śmieszności, obsesje, marzenia. Na specjalne wyróżnienie zasługują opowiadania, które szczególnie zapadły mi w pamięć: *"Jak wytresować lwa" to gorzko-zabawna opowieść o relacjach rodziców oczami dorastającej córki, miłosnej dominacji i podporządkowaniu, ubrana w lekką formę z ironicznym finałem. Jastrun trafnie pokazuje, jak cienka bywa granica między czułością a kontrolą. Całość błyska inteligentnym humorem i niepokojącym morałem. *"Balkon do nieba" urzeka samotnością i ludzką potrzebą bliskości. To jedno z tych opowiadań, gdzie więcej mówi się między wierszami niż w samych zdaniach. Balkon staje się tu przestrzenią ucieczki i jednocześnie niemożliwości ucieczki – subtelnie i poruszająco. *"Randka z mrokiem" to historia, która pokazuje, że to czego pragniemy, niekoniecznie otrzymamy polegając wyłącznie na wyobrażeniu. To w co się wplątujemy w sieci, niekoniecznie jest prawdziwe. Dialog z „mrokiem” staje się też pretekstem do konfrontacji z własnymi lękami. Opowiadanie prowokuje, nie daje łatwych odpowiedzi. *"Zazdrość" to miniatura psychologiczna klasycznej zazdrości, oszczędna w słowach, ale gęsta od emocji. Jastrun trafnie uchwycił moment, w którym irracjonalne wyimaginowane podejrzenia zamieniają się w obsesję. prosty pomysł, mocny efekt. "Gorący lód" to lektura niekoniecznie do zachwytu, ale z pewnością do refleksji - i momentami do uśmiechu. Jastrun debiutuje jako prozaik z pewną ręką i wyczuciem języka, dużym potencjałem i bagażem mięsistych obserwacji. Szczerze polecam jako dygresyjki od codzienności. Jeśli podoba Wam się moja recenzja, to zapraszam po więcej: https://www.instagram.com/anemonenemorose/
AnemoneNemorose - awatar AnemoneNemorose
ocenił na 6 11 miesięcy temu

Cytaty z książki Rękopis zapodziany w Saragossie

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Rękopis zapodziany w Saragossie