Psychomanipulacja w sektach

Okładka książki Psychomanipulacja w sektach
Stephen Hassan Wydawnictwo: Ravi reportaż
332 str. 5 godz. 32 min.
Kategoria:
reportaż
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Combatting Cult Mind Control
Data wydania:
1997-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1997-01-01
Liczba stron:
332
Czas czytania
5 godz. 32 min.
Język:
polski
Tłumacz:
Ewa Bladowska, Maciej Dynkowski
Średnia ocen

                7,4 7,4 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Psychomanipulacja w sektach w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Psychomanipulacja w sektach

Średnia ocen
7,4 / 10
32 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
121
87

Na półkach:

Ciekawie i przystępnie napisana przez autora, który przez wiele lat ciężko pracował dla sekty (sprzedawał kwiaty na ulicy), a potem ich porzucił i zajął się pomocą osobom z sekt. Ujmuje problem psychologicznie i naukowo, zdradza sposoby używane przez sekty. Napisana jakiś czas temu, ale cakowicie aktualna - mechanizmy manipulacji są takie same. Bardzo potrzebna pozycja, bo problem nie zniknął i społeczeństwo musi umieć się bronić.

Ciekawie i przystępnie napisana przez autora, który przez wiele lat ciężko pracował dla sekty (sprzedawał kwiaty na ulicy), a potem ich porzucił i zajął się pomocą osobom z sekt. Ujmuje problem psychologicznie i naukowo, zdradza sposoby używane przez sekty. Napisana jakiś czas temu, ale cakowicie aktualna - mechanizmy manipulacji są takie same. Bardzo potrzebna pozycja, bo...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

138 użytkowników ma tytuł Psychomanipulacja w sektach na półkach głównych
  • 93
  • 43
  • 2
12 użytkowników ma tytuł Psychomanipulacja w sektach na półkach dodatkowych
  • 3
  • 3
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Psychomanipulacja w sektach

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Prywatne życie Alberta Einsteina Roger Highfield
Prywatne życie Alberta Einsteina
Roger Highfield Paul Carter
"Prywatne życie Alberta Eisteina" - fakty i mity... Co prawda przed wymienioną tutaj biografią powstały jeszcze inne, ale wydaje się, że autorzy tej mieli szerszy wgląd w materiał badawczy i dotarli do większej ilości źródeł. O ile we wcześniejszych biografiach Einstein przedstawiany był tak, jak on sam siebie kreował, czyli jako ekscentryczny geniusz, niemal żydowski święty walczący o prawa człowieka i działający na rzecz utrzymania pokoju na świecie, o tyle tutaj, autorzy tę wyidealizowaną kreację burzą i dodają również pewne tajemnicze i niewygodne fakty z życia uczonego. Rozprawiają się jednocześnie z szeregiem mitów, które krążą o Einsteinie. Mnie właśnie interesował najbardziej ten ostatni aspekt i spróbuję go tutaj przedstawić. Mit nr 1. Einstein był słabym uczniem i kiepskim studentem? Einstein urodził się z nieproporcjonalnie dużą głową i bardzo późno nauczył się mówić. Czynność ta sprawiała mu trudność i aż do 7. roku życia mamrotał najpierw każde zdanie po cichu, a dopiero później wypowiadał je głośno. Oprócz tego był bardzo spokojnym  i apatycznym dzieckiem. Na początku rodzice właśnie z tych w/w powodów niepokoili się, że jest on niedorozwinięty umysłowo. W szkole podstawowej był jedynym Żydem w klasie i koledzy dokuczali mu trochę, poza tym z powodu jego prostolinijności przezywali go naiwniaczkiem. Na lekcjach przed udzieleniem odpowiedzi długo się zastanawiał. Nie przepadał za greką i nienawidził dyscypliny narzucanej przez szkołę, natomiast jedyną jego piętą achillesową było wychowanie fizyczne, gdyż szybko się męczył i miewał zawroty głowy. Ogólnie jednak uczył się dobrze. Nie dostał się za pierwszym razem na politechnikę w Zurichu, ale podszedł wtedy do egzaminów jako 16-latek bez matury. Zdał bardzo dobrze matematykę, fizykę i nauki przyrodnicze, nie zaliczył przedmiotów humanistycznych, które go po prostu nie interesowały. Na profesorze fizyki wywarł wówczas tak duże wrażenie, że ten zaproponował mu, aby uczęszczał do niego na wykłady jako wolny słuchacz. W następnym  roku, już po zdanej maturze, dostał się również na wspomnianą politechnikę. Był dość dobrym studentem. Mit nr 2. Einstein był wierzący? Oto co pisał na ten temat: "W kwestii istnienia Boga zajmuję stanowisko agnostyka. Jestem przekonany, że aby uświadomić sobie zasadnicze znaczenie zasad moralnych w czynieniu naszego życia lepszym i szlachetniejszym, nie musimy odwoływać się do idei osobowego prawodawcy, zwłaszcza takiego, który karze i nagradza. Moralność człowieka zależy od zdolności współodczuwania z innymi ludźmi, wykształcenia oraz więzi i potrzeb społecznych; żadna religia nie jest do tego potrzebna. Człowiek byłby zaiste żałosną istotą, gdyby kierował się w życiu wyłącznie strachem przed karą i nadzieją na nagrodę po śmierci?"* W jednym ze swoich listów do filozofa Erica Gutkinda z 1954 roku (czyli zaledwie na rok przed swoją śmiercią) napisał tak: "Słowo »Bóg« nie jest dla mnie niczym więcej niż wytworem ludzkiej słabości, a Biblia – zbiorem wspaniałych, pierwotnych legend, które są jednak dość dziecinne (...). Dla mnie osobiście religia żydowska, jak wszystkie inne, jest wcieleniem najbardziej dziecinnych przesądów".* Mit nr 3.  Sławę zyskał jako sędziwy uczony? Najbardziej znane i rozpowszechnione są zdjęcia Einsteina w podeszłym wieku ukazujące go z siwą rozwichrzoną czupryną, jednak jego pierwsze przełomowe dla fizyki publikacje ukazały się już w 1905 r. gdy miał zaledwie 26 lat (m.in. tzw. szczególna teoria względności). Einstein otrzymał Nagrodę Nobla dopiero w 1921 r. za zasługi dla fizyki teoretycznej, szczególnie za odkrycie praw rządzących efektem fotoelektrycznym. Większość naukowców zgłaszających Einsteina do nagrody, jako uzasadnienie podawało właśnie teorię względności. Natomiast komitet noblowski uważał, że teoria ta nie została wystarczająco dobrze potwierdzona doświadczalnie. W chwili przyznawania Nagrody Nobla Einstein był 42-letnim człowiekiem. Mit nr 4. Był roztargniony, oderwany od rzeczywistości i pozbawiony wszelkiego zmysłu praktycznego? I tutaj już nie można odpowiedzieć jednoznacznie. Gdyż o ile rzeczywiście zdarzało mu się gubić klucze, parasole, mylić miejsca umówionych spotkań, to jednak jeśli chodzi o zmysł praktyczny, sprawy się nieco komplikują. Einstein miał raczej tendencje do instrumentalnego traktowania ludzi, kalkulowania i wykorzystywania ich, a zwłaszcza zaś kobiet. Kreował siebie na kogoś w rodzaju nietzscheańskiego nadczłowieka, samotnego intelektualistę wyobcowanego z pospolitej szarej masy. Chyba wydawało mu się, że jest stworzony do wyższych celów, a w sprawach przyziemnych wolał wysługiwać się innymi. Na studiach prosił przyjaciół o wykonywanie skomplikowanych wyliczeń matematycznych. Pożyczał też od nich notatki z wykładów, bo sam, jak mówił, wolał skupiać się na ważniejszych sprawach. Niektórzy uważają, że autorką teorii względności była jego koleżanka ze studiów Mileva Marić, jego późniejsza pierwsza żona. Wiadomo, że razem pracowali i Mileva pomagała mu w pracy, sama jednak po zajściu w ciążę i poślubieniu Einsteina wycofała się ze świata nauki. Einstein nigdy nie wyjaśnił też jak doszło do powstania owej teorii. Natomiast rosyjski fizyk Abraham F. Joffe, twierdził, że wszystkie trzy prace z 1905 w rękopisie podpisane były Einstein-Marić. Na uwagę zasługuje fakt, że rękopisu teorii względności nie można było odszukać, a kiedy w 1919 roku doszło do rozwodu Einsteina z Marić, uczony w warunkach postanowienia sądowego zgodził się przekazać całą sumę uzyskaną z przyszłej ewentualnej Nagrody Nobla swojej byłej żonie Marić. Oprócz tego z kart tej książki wyłania nam się obraz człowieka wewnętrznie rozdartego i pełnego sprzeczności: ceniącego oryginalność i niezależność, a z drugiej strony emocjonalnie uzależnionego przez całe życie od władczej matki, notorycznie romansującego i flirtującego z kobietami i jednocześnie pogardzającego ich osobowością i intelektem. Zresztą jego wypowiedzi o płci przeciwnej ocierają się często wręcz o mizoginizm. Uważał też, że małżeństwo to niewolnictwo w kulturalnym przebraniu i jest sprzeczne z ludzką naturą. Ten bunt przeciwko ograniczaniu jego wolności, przeciw wszelkim autorytetom jest widoczny na każdym etapie jego życia. Wydaje się też, że o ile w życiu zawodowym wspiął się na wyżyny ludzkich osiągnięć, to w życiu prywatnym poniósł sromotną porażkę. Swoje pierwsze nieślubne dziecko kazał oddać do adopcji (są podejrzenia, że córka Lieserl była upośledzona umysłowo), nigdy też nie udało się ustalić, co się z nią później działo. Jego najmłodszy syn Eduard wiele lat spędził w klinice psychiatrycznej, Einstein ani razu go tam nie odwiedził. Najstarszy syn Hans Albert do końca życia toczył spory ze zwolennikami ojca. Na uwagę zasługuje fakt, że większą część swojego majątku, łącznie z prawami autorskimi Albert Einstein zapisał swojej sekretarce Helen Dukas. Po jej śmierci zaś dokumenty zgodnie z jego wolą zostały przekazane do Żydowskiej Biblioteki Narodowej i Uniwersytetu w Jerozolimie. W książce jest również wzmianka o tym, że Einstein mógł mieć jeszcze jedno nieślubne dziecko z tancerką. Pominięty jest natomiast zupełnie wątek 10-letniego romansu z Margaritą Konenkową, rosyjskim szpiegiem. Ostatnim paradoksem z życia uczonego, który deklarował się pacyfistą, było poparcie w 1939 r. projektu Manhattan. W liście do Roosevelta prosił o przyśpieszenie prac nad bronią jądrową. Jak się okazuje, jak zwykle wszystko ma drugie, trzecie, czwarte dno...** * źródła cytatów inne niż w/w książka ** Opracowanie powyższe po raz pierwszy opublikowane zostało 01.10.2016 r. na stronie: www.bookfreak.pl
Viki - awatar Viki
ocenił na 9 8 lat temu
Historia mojego życia Helen Keller
Historia mojego życia
Helen Keller
[...] All the best of me belongs to her – there is not a talent, or an aspiration or a joy in me that has not been awakened by her loving touch. [...] Z biegiem lat mój bezmyślny optymizm przeobrażał się w tę głębszą wiarę, która bierze pod rozwagę brzydkie strony życia, jednakże wierzy, że obrócą się na lepsze, i pracuje dla tej lepszej przyszłości nawet w obliczu klęski 𝐍𝐈𝐄𝐙𝐖𝐘𝐊Ł𝐀 ⵑ Helen Keller zaczęła pisać „Historię mojego życia” w 1902 roku, będąc jeszcze studentką Radcliffe College. W tym samym roku powieść została opublikowana w „Ladies' Home Journal” w serii odcinków. Rok później ukazała się w wydawnictwie Doubleday, Page & Co. w formie książki. Książka spotkała się z dobrym przyjęciem. Pierwsze wydanie zawiera dedykację : ALEXANDER GRAHAM BELL WHO has taught the deaf to speak and enabled the listening ear to hear speech from the Atlantic to the Rockies, I Dedicate this Story of My Life. THE STORY OF MY LIFE By HELEN KELLER WITH HER LETTERS (1887-1901) AND A SUPPLEMENTARY ACCOUNT OF HER EDUCATION, INCLUDING PASSAGES FROM THE REPORTS AND LETTERS OF HER TEACHER, ANNE MANSFIELD SULLIVAN By JOHN ALBERT MACY ILLUSTRATED NEW YORK DOUBLEDAY, PAGE & COMPANY 1905 Ta książka składa się z trzech części. Pierwsze dwie, historia panny Keller i fragmenty jej listów, stanowią kompletny opis jej życia, na tyle, na ile ona sama może go podać. Większości swojego wykształcenia nie potrafi wyjaśnić sama, a ponieważ wiedza na ten temat jest niezbędna do zrozumienia tego, co napisała, uznano za najlepsze uzupełnienie jej autobiografii sprawozdaniami i listami jej nauczycielki, panny Anne Mansfield Sullivan. Dodanie dalszego opisu osobowości i osiągnięć panny Keller może być zbędne; jednakże pomoże to wyjaśnić niektóre cechy jej charakteru i charakter pracy, którą ona i jej nauczyciel wykonali. Wersja oryginalna dostępna w domenie publicznej zawiera sporo czarnobiałych fotografii Autorki, jej nauczycielki, posiadłości, faksymile rękopisu brajlowskiego fragmentu, listów pismem odręcznym. Z ciekawszych to fotografia MISS KELLER i MARK TWAIN z 1902 roku oraz kolejna z DR ALEXANDER GRAHAM BELL. Bardzo ciekawa wymieniana korespondencji w dalszej części. 𝐏𝐎𝐋𝐄𝐂𝐀𝐌 ⵑ ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ 𝐃𝐋𝐀 𝐂𝐈𝐄𝐊𝐀𝐖𝐒𝐊𝐈𝐂𝐇 : „Historia mojego życia” spotkała się z krytyką za domniemany plagiat, oparty na wcześniejszym incydencie z 1892 roku, kiedy to jej opowiadanie „Król Mrozu” okazało się podobne do „Wróżek Mrozu” Margaret T. Canby (1833–1906). W książce The Nation Paul Elmer More twierdził, że brakuje jej literackiej szczerości, ponieważ Keller pisała o kolorach, dźwiękach i wrażeniach wzrokowych, których nie mogła postrzegać bezpośrednio. Twierdził, że ponieważ jej wiedza opierała się na plotkach, jej opisy były w zasadzie pośrednie i nieświadome, graniczące z pewną formą plagiatu etycznego.
꧁ᙏᗣᙃⱿꙆᗣ꧂ - awatar ꧁ᙏᗣᙃⱿꙆᗣ꧂
ocenił na 8 6 dni temu
Prostota w życiu Karol Wagner
Prostota w życiu
Karol Wagner
Dzieło wręcz idealne w swojej prostocie i traktujące o tym, czego nam obecnie brak w życiu - umiaru i prostoty właśnie, tak mało popularne to podejście, a jak wiele potrafi zdziałać dla naszej psychiki. Książka napisana ponad 100 lat temu, a tak aktualna, że aż trudno uwierzyć, że ludzie nadal szukają szczęścia tam, gdzie próżno go szukać... jak widać baaardzo powoli uczymy się na błędach, a niektórzy pewnie wcale się na nich nie uczą. Karol Wagner był dziewiętnastowiecznym pastorem, ale jako kaznodzieja pięknie napisał o tym jakie powinno być życie człowieka bez większego kontekstu religijnego. Uważał on bowiem, że wyznanie ma drugorzędne znaczenie dla wartości życia ludzkiego, bo najważniejszym jest to jakim się jest człowiekiem. Współczesne książki coachingowe, rzekłabym, nie dorastają do pięt Wagnerowskiemu podejściu. Aż żal, że takich tekstów nie podsuwa się obecnie młodzieży u progu dorosłości, a jakieś inne typu: 'Jak się nie narobić, ale żeby pieniądze z tego były i to najlepiej w szybkim tempie.' Ta książka to właściwie jeden wielki cytat, dlatego przytoczę tylko kilka: ✒"Świat zanadto złożony, a to wszystko nie czyni ludźmi szczęśliwymi. Przeciwnie." ✒"Człowiek nowoczesny szamocze się w chaosie niezliczonych zawikłań. W niczym nie ma prostoty ani w myśleniu, ani w działaniu, ani w zabawie, ani nawet w śmierci. Własnymi rękami dodaliśmy naszemu istnieniu tysiące utrudnień, odejmując mu wiele stron dodatnich. Jestem przekonany że w danej chwili tysiące bliźnich cierpi z winny życia zanadto sztucznego." ✒"Radość tkwi nie w przedmiotach, ale w nas samych."
biblioteczka_justyny - awatar biblioteczka_justyny
ocenił na 10 5 lat temu
Sprawy Ludzkie Jan Szczepański
Sprawy Ludzkie
Jan Szczepański
Jan Szczepański (1913 – 2004) (nie mylić z literatem Janem Józefem Szczepańskim 1919- 2003) - profesor socjologii, którego prace są poświęcone teorii i historii socjologii oraz badaniom nad przekształceniami struktury społecznej. Autor pisząc o "Sprawach ludzkich" zaczyna od cierpienia, a zakres jego zainteresowań oddają tytuły rozdziałów: „Cierpienie", "Osamotnienie i samotność", "Obraz samego siebie", "Inny człowiek", "Człowieczeństwo", "Głód", "Podróż", "Sfera irracjonalności", "Wyobraźnia”, „Wiara”, "Zmęczenie?, "Obojętność", "Rozgoryczenie", „Mądrość", "Nadzieja i złudzenia", "Starość", "Śmierć", "Życie", "Los", oraz "Wartość człowieka". Zaczynamy od „cierpienia” (s. 7): „...Człowiek musi cierpieć, aby działać... ...Cierpienie jest także przyczyną odkrywania świata i poznawania świata. Jest motorem dążeń poznawczych. Bez cierpienia inteligencja człowieka pozbawiona byłaby kierunkowskazu. ...cierpienie jest drogą rozwoju cech uznawanych za najistotniejsze dla człowieka: cech moralnych, intelektualnych i estetycznych....” A ja byłem przekonany, że to „strach” jest nadrzędny i daje początek wszystkiemu... O dziwo! Cztery strony dalej w ramach dalszych rozważań o cierpieniu, znajduję zdanie (s. 11): „....Napisano wiele tomów na temat lęku człowieka wobec swoich wytworów cierpień wynikających z zamknięcia w sztucznym świecie, cierpień wynikających z nierówności społecznych, niesprawiedliwości ekonomicznych, upokorzeń, niezaspokojenia rozbudzonych aspiracji, fałszywych ambicji, złudzeń, chorób, beznadziejności i rozpaczy..” Pięć razy czytam powyższe zdanie, by rozstrzygnąć dylemat przyczynowo – skutkowy. Co jest przyczyną, a co jest skutkiem? Cierpienie jest skutkiem ww czynników, lecz wymieniony lęk przed cierpieniami, dokładnie „wobec swoich wytworów cierpień” jest zaledwie jednym z wielu, jakie nas nachodzą, jakie nas zniewalają, jakie wpływają na nasze decyzje czyli nami rządzą. Dlatego też brak rozdziału poświęconemu lękom, strachom i obawom w podanym wyżej spisie treści zaskakuje mnie i zmusza do przyjęcia optyki autora przy dalszej lekturze. Jako osobnik przedpotopowy, a na pewno z zamierzchłej epoki, przedstawię dotychczasowy mój sposób widzenia na trywialnym poniekąd przykładzie raka. Otóż dawniej s t r a c h przed nieuleczalnym wtedy rakiem, powodował większe cierpienia i skutki w postaci zaniku sił obronnych organizmu, niż sama c h o r o b a, i dlatego chorego okłamywano aż do samego zejścia. Wszelkie starania rodziny skupiały się na obronie chorego przed prawdą, która go zabije szybciej niż sama choroba. Ergo: s t r a c h jest wszechwładny. Przypomnę też o, bezsensownym przecież, strachu przed śmiercią, samą śmiercią, a nie ewentualnymi poprzedzającymi ją cierpieniami. I już sama myśl o tym zdarzeniu wywołuje u większości z nas irracjonalny strach i cierpienia, chociaż po śmierci są one domeną bliskich, a nie nieboszczyka. Wracam do cierpień autora. Nie jestem w stanie podzielić optymizmu autora o pozytywnym oddziaływaniu cierpienia w budowaniu ludzkiej solidarności i empatii. Z autopsji wiem, ze jest przeciwnie: cierpiący koncentruje się przede wszystkim na swoim cierpieniu i cierpi z niedowartościowania jego cierpiętnictwa przez innych. W praktyce cierpienie bardziej izoluje niż integruje. Może z następnym rozdziałem o samotności lepiej mnie pójdzie. Autor odróżnia samotność od osamotnienia (s. 20): „….osamotnienie jest brakiem kontaktu z innymi ludźmi oraz z sobą samym, samotność natomiast jest wyłącznym obcowaniem z sobą samym, jest koncentracją uwagi na sprawach swojego wewnętrznego świata..” Może to rozumieją profesjonaliści, bo ja tego nie przyswajam, nie wyczuwam jak mówił Żorżyk - gitarzysta basowy do Wojtka Młynarskiego. Czytam natomiast z zainteresowaniem bo autor w każdym akapicie mówi o „lęku przed osamotnieniem”, „lęku przed samotnością”, które w rezultacie są „lękami przed utraceniem swojego człowieczeństwa”. A to woda na młyn mojej teorii o boskiej mocy strachu. Autor słusznie stwierdza, że stan osamotnienia to... (s. 22): „....to świat wolny od cierpień zadawanych nam przez innych ludzi...” Tylko, że ja dodaję: „cierpienia zadawane przez innych ludzi” już właśnie swój cel osiągnęły, wyrzucając nas poza nawias społeczeństwa, w osamotnienie. Finis coronat opus (Koniec wieńczy dzieło). Nic więcej złego już zrobić nie mogą! Negatywnemu osamotnieniu autor przeciwstawia twórczą samotność (s. 26): „...Samotność jest nie tylko wyzwoleniem od kontaktów z innymi ludźmi, lecz także usiłowaniem wyzbycia się ich sposobów myślenia, ich miar i ocen. Wtedy możemy się zobaczyć i zmierzyć świat własną miarą, zaczerpniętą z własnych wartości.... ...Samotność może być podstawą mojej niezależności....” Przekonująco to brzmi. Tylko, że ks. J. Tischner nauczał, że człowiek realizuje się wyłącznie przez drugiego człowieka. Przedwczesny entuzjazm czytelnika Szczepański szybko gasi (s. 30): „....Ludzie boją się osamotnienia i samotności, którą z nim identyfikują.... ...Cisza i milczenie wywołują natychmiastowe poczucie pustki, nudy, niepokoju. Bo większość współczesnych nie ma samym sobie nic do powiedzenia...” Święta prawda!! Przy lekturze rozdziału pt „Obraz samego siebie” warto przypomnieć stwierdzenie Pascala „Poznanie człowieka rodzi rozpacz”, które obejmuje również poznanie samego siebie. Autor i ten temat omawia w kontekście cierpienia oświadczając najpierw (s. 47): „....dodatni obraz siebie jest ucieczką przed możliwością cierpień zadawanych sobie samemu... Cierpieniem jest wstyd, upokorzenie, samoudręczenie zawodami, klęskami, zawiedzioną miłością, upokorzoną ambicją itd. Od tych cierpień nie może wyzwolić żaden inny człowiek. Ich przyczyny leżą w moim świecie wewnętrznym, do którego nikt poza mną nie ma dostępu....” ….by trzy strony dalej (s. 50) konkludować: „...Tłumacząc sobie, że cierpienia są niezawinione, ratujemy obraz samego siebie, ale nie zmniejszamy cierpienia...” W związku z nieustanną obecnością „cierpienia” wracam do wstępu, w którym autor informuje, że „przymusowy pobyt w szpitalu” i „pooperacyjna euforia” (s. 5)...: „...objawiła mi, co właściwie chcę napisać...” Szczęśliwie w dalszych rozdziałach „cierpień” już mniej, a przemyślanych cennych stwierdzeń wiele. Niestety, z przyczyn technicznych nie recenzuję ich, a tylko nadmieniam, że szczególnie przypadł mnie do gustu esej pt „Śmierć” (bo dużo z Epikura), a najwięcej kontrowersji wzbudził - „Wiara” (gdyż czuję się uczniem św. Augustyna i ks. J. Tischnera). Wzbogacony lekturą zacnego autora, proszę Państwa o zrozumienie, że moje próby polemiki nie są podyktowane chęcią kwestionowania poglądów Profesora, lecz wyrazem „aktywnej” lektury, której celem jest pogłębianie mojej wiedzy.
Wojciech Gołębiewski - awatar Wojciech Gołębiewski
ocenił na 8 9 lat temu
W objęciach jasności Betty J. Eadie
W objęciach jasności
Betty J. Eadie
Niezwykła opowieść o tym, że każdy człowiek ma do wypełnienia misję, bądź jakieś inne konkretnie przydzielone mu z góry zadanie. Historia o spokoju, który płynie w równie ustabilizowanym tempie, momentami ściskając za serce do tego stopnia, że krew zaczyna płynąć wolniej. O miłości w domowym, rodzinnym zaciszu, której nie da się zmierzyć w żadnej skali, a wybrzmiewa ona ze zdań napisanych przez... no właśnie przez kogo? Narratorką i główną bohaterką powieści jest zarazem jej autorka - Pani Betty J. Eadie, która opowiada o swoich przeżyciach związanych ze śmiercią kliniczną w tytułowej książce "W objęciach jasności". Warto zaznaczyć, że książka będzie nam tym bliższa im bardziej poruszy ona naszą sferę duchową. Nie znaczy to jednak, że jeżeli jesteśmy sceptycznie nastawieni do tematyki w niej zawartej, to należałoby jej lekturę sobie odpuścić. Sama jestem przykładem, który nie idzie drogą wyznaczoną przez Betty i fakt przeżytych oraz opisanych tu wydarzeń, które dotyczyły jej obcowania ze Zbawicielem, czy też wejścia w "mury" Królestwa Niebieskiego nie są mi bliskie, a nawet wręcz wydają się nieprawdopodobne. Jednakże Eadie opowiadając swoją historię poruszyła jakąś część mojego serca, ponieważ zrobiła to w tak delikatny i metodyczny sposób, że licząca niewiele ponad sto stron lektura, skończyła się w mgnieniu oka. Autorka ze wszelkimi szczegółami opisała swoją podróż w zaświaty, z której jednak musiała powrócić, słysząc na każdym kroku, że nie nadeszła jeszcze odpowiednia pora, aby jej dusza mogła zasilić szeregi niebios. Przeżyte po operacji chwile do tego stopnia nurtowały jej myśli, że po pięciu latach postanawia ponownie porozmawiać z lekarzem, który dokonywał zabiegu, aby w końcu dowiedzieć się prawdy. Co działo się z nią, kiedy jej dusza tanecznym krokiem wirowała pośród innych i kim było jedyne dziecko, które spotkała tam... na górze? Ostatnie strony wzbudzają wiele emocji, a nawet łez i twierdzę, że dopiero one są faktycznym zwieńczeniem całego przeżycia Betty J. Eadie. Przeżycia, które utorowało jej drogę i wskazało, że życie ziemskie, jeszcze się dla niej nie skończyło.
Greettta - awatar Greettta
oceniła na 7 5 miesięcy temu
Nicky Cruz opowiada Nicky Cruz
Nicky Cruz opowiada
Nicky Cruz Jamie Buckingham
Książka napisana jest przez pastora, opisującego autentyczną historię życia i spektakularnego nawrócenia młodziutkiego emigranta z Portoryko, który tuż po przyjeździe do Nowego Yorku staje się członkiem gangu. Nicky Cruz autentycznie wyszedł z uzależnienia od narkotyków, rzucił życie gangstera i został pastorem, z wielkimi osiągnięciami na polu pomocy dzieciom ulicy, narkomanom itp. W mojej ocenie historia zasługuje na to, aby ją znać. Natomiast sama narracja nieco mnie irytowała. Książka napisana została przez pastora Jamie Buckingham i znajduję w niej trochę przesadne kolorowanie oraz nastawienie na sensację. To chyba zresztą taka cecha charakterystyczna pisarstwa pastorów amerykańskich, że prawdę trzeba koloryzować nieskończona ilością niekończących się cudów. Cud jest jakby w centrum tej duchowości. W książce podróżniczej Afryka Trek, w której para niewierzących Francuzów przechodzi pieszo kontynent afrykański - na bazie wielu spotkań z misjonarzami - podróżnicy mieli taka refleksję, że o ile siostry katolickie misjonarki uważali za anioły, to misjonarze protestanccy zrazili ich owym nastawieniem na cuda. Bardzo mnie to zdziwiło. A potem przeczytałam "Adanna. Historia, która zmieniła świat" i zrozumiałam. Cuda się zdarzają, jestem o tym przekonana i gdyby człowiek chciał się otworzyć na nie, to Bóg często ich używa, aby przyciągnąć do siebie na początku wiary. Sama spotkałam nawróconych narkomanów, którzy po wizycie w kościele przestali czuć głód heroiny, co biologicznie jest niemożliwe. Wiem, że to jest realne. Ale nie cuda są w centrum duchowości. To są tylko takie fajerwerki, które służą jako narzędzia do wzrostu duchowego ale Bóg używa ich według własnej a nie człowieczej woli. Jak ładnie pisał I. Loyola i jak świetnie pokazywał św. Benedykt po czasie inspiracji, czy pociechy duchowej przychodzi czas strapienia czy ciemności, kiedy już nie na bazie cudu ale po omacku idzie się dalej i głębiej, poznaje swoją słabość i buduje zaufanie doskonałe do Boga. Znajdziemy ten schemat u każdego świętego i wypracowane są schematy postępowania w strapieniu, które prowadzi do doskonałości. A tutaj gdy kończy się działanie łaski Nicky podejmuje działania, zmienia życie, popada w depresję. Zamiast z tej niedojrzałości przejść wyżej, kurczowo żebrze się o cud, a nie widzi, że właśnie ten stan jest największym darem, czasem większym niż wcześniejszy cud. Drażniło mnie kolorowanie rzeczywistości. W książce pisze się o Nicky jako o szefie największego gangu NY. Robi się niego Ojca Chrzestnego 2. Tymczasem to było dziecko zaplatane w gang młodzieżowy. Oni nawet nie używali na dobrą sprawę broni palnej tylko nawalali się prętami. Potem pisze się o spektakularnych wyzdrowieniach narkomanów, po czym Nicky nie widzi sensu w ośrodku dla narkomanów i z dnia na dzień rzuca ośrodek i wyjeżdża. Czyli ta praca nie była usłana samymi sukcesami. Ale porażki są zmarginalizowane do maksimum. Podobnie nie podoba mi się nastawienie do rodziny. W Nowym Testamencie Jezus mówił, że najlepiej aby najświętsi byli sami. I to jest moim zdaniem słuszne. Człowiek do tego nie powołany tego nie pojmie, ale celibat nie jest dla powołanego trudny do zachowania. Celibat natomiast pozwala oddać się duszpasterstwu bez wyrzutów, że zaniedbana żona i dzieci płaczą po nocach z powodu braku ojca. Zawsze uważałam, że jak się ma rodzinę, to dzieci i małżonek są na pierwszym miejscu. Facet / pastor zostawiający żonę z malutkim dzieckiem samą w domu pełnym narkomanów i uznający, że on musi siedzieć bez przerwy przy narkomanie w głodzie, czyni to kosztem żony płaczącej po ciemku w samotne noce, która pozbawiona jest wsparcia męża, które jej się po prostu należy. Po to facet się rozmnożył, żeby zadbać o swoją rodzinę. Mi po prostu tej biednej dziewczyny jest szkoda. Nie neguję nigdy innych wyznań. Zawsze uważałam, za katechizmem Kościoła Katolickiego, że Bóg działać może w różnych religiach i w każdej religii można dość do zbawienia ale jak uczy katechizm KK najprostsza droga to droga KK. I widząc udręki cudownego zresztą chłopaka Nickiego na początku jego wiary i tego jak się z tym miotał i nikt mu nie wskazał wyjścia, które od ręki dostałby np. od pierwszego lepszego jezuity ciesze się, że żyję w kraju, w którym jest dostęp do religii katolickiej. Moje życie duchowe jest w tym wyznaniu po prostu bajecznie proste. Dzięki temu nie wiem co to zniechęcenie, depresja itd. Wszystko jest łatwiejsze. Nie chcę aby to zabrzmiało jako pomniejszanie Nickiego, ponieważ uważam, że to świetny chłopak i historię jego życia warto znać. Szkoda też, że sam nie napisał książki o sobie.
Sagittaire - awatar Sagittaire
ocenił na 6 9 lat temu
Dziwnologia. Odkrywanie wielkich prawd w rzeczach małych Richard Wiseman
Dziwnologia. Odkrywanie wielkich prawd w rzeczach małych
Richard Wiseman
Kilka lat temu czytałem to w postaci papierowej i bardzo mi się podobało, a ponieważ trafiłem na wyprzedaży na audiobooka za 5 złotych więc postanowiłem sobie to przypomnieć. I znów mi się podobało. Trochę to jest dla miłośników "Pogromców mitów" czyli tych, których fascynuje naukowe badanie rzeczy, które na pierwszy rzut oka są śmieszne. Tyle, że tym razem chodzi o badania społeczne i socjologiczne. Jednak to byłoby spłycanie tego tematu bo pod tą zabawną i kolorową kołderką jest tu wiele bardzo ważnych i praktycznych zagadnień. Kto nie chciałby potrafić odróżnić kłamcy od człowieka mówiącego prawdę? Ja bym chciał. Okazuje się, że nie ma na to przepisu, ale można znacząco zwiększyć swoje szanse. Kto nie chciałby wiedzieć jak skutecznie poderwać dziewczynę/faceta? Ja bym chciał. Okazuje się, że i tu można znacząco zwiększyć swoje szanse. Do tego okazuje się, że kobiety o wiele gorzej niż faceci identyfikują to co dla przeciwnej płci będzie atrakcyjne (to jest jedno z większych zaskoczeń!). I w ogóle w wielu praktycznych sytuacjach możemy zastosować wiedzę z tej książki. Jako bonus: poznacie najśmieszniejszy dowcip na Świecie! Naprawdę! Mały spoiler: czy nie wydaje się wam, że Polacy śmieją się z innych rzeczy niż Japończycy a ci jeszcze z czegoś innego niż Nigeryjczycy? Nie jest więc wykluczone, że najśmieszniejszy dowcip na Świecie jest średnio najśmieszniejszy...
Zbigniew_Malinowski - awatar Zbigniew_Malinowski
ocenił na 7 5 lat temu

Cytaty z książki Psychomanipulacja w sektach

Więcej
Stephen Hassan Psychomanipulacja w sektach Zobacz więcej
Stephen Hassan Psychomanipulacja w sektach Zobacz więcej
Stephen Hassan Psychomanipulacja w sektach Zobacz więcej
Więcej