Pola Katalaunijskie 451

Okładka książki Pola Katalaunijskie 451 autorstwa Daniel Gazda
Daniel Gazda Wydawnictwo: Bellona Seria: Historyczne Bitwy historia
176 str. 2 godz. 56 min.
Kategoria:
historia
Format:
papier
Seria:
Historyczne Bitwy
Data wydania:
2010-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2010-01-01
Liczba stron:
176
Czas czytania
2 godz. 56 min.
Język:
polski
ISBN:
9788311117198
Centrum wojsk Hunów pod osobistym dowództwem Attyli, prawdopodobnie formując klin, uderzyło na Alanów, koordynując działania ze skrzydłami, które także zaatakowały pozycję Rzymian i ich sprzymierzeńców. Wywiązał się śmiertelny bój. Szczęk broni, krzyki umierających, rżenie koni unosiły się głośnym echem po okolicy. Podobno przepływająca przez pole bitwy rzeczka zmieniła kolor wody na czerwony, grunt stał się grząski od krwi rannych i poległych, wszędzie piętrzyły się stosy trupów. Wydaje się, że uderzenie Attyli na centrum było skuteczne, udało się Hunom rozerwać szyki Sangibana i oddzielić Alanów od Wizygotów. Ostrogoci jak i Gepidzi zapewne przeprowadzili frontalne ataki odpowiednio na prawe jak i lewe skrzydło wojsk Aecjusza. Wizygoci jak i Rzymianie z wielkim trudem powstrzymali te natarcia. Wtedy padł król. Wizygotów.

Książka poświęcona jednej z najważniejszych bitew w dziejach Europy. Stanęły w niej naprzeciwko siebie hordy barbarzyńców pod przywództwem uważanego za syna szatana, legendarnego króla Hunów, Attyli oraz dowodzone przez "ostatniego Rzymianina", Aecjusza armia zachodniorzymska i sojusznicze siły germańsko-alańskie. Zwycięstwo Rzymian na Polach Katalaunijskich pozwoliło przetrwać cywilizacji zachodniej.
Średnia ocen
5,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Pola Katalaunijskie 451 w ulubionej księgarni i Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Pola Katalaunijskie 451

Średnia ocen
5,1 / 10
70 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
6060
838

Na półkach:

Jedna ze słabszych pozycji w, zasłużonej skądinąd, serii Historyczne Bitwy wydawnictwa Bellona. Samej bitwie, kampanii 451 r. czy nawet ogólnie wojnie Rzymu z Attylą poświęcono w niej bardzo niewiele miejsca, zaledwie kilka stron. Opisy organizacji, uzbrojenia, taktyki itp. wojsk walczących stron powierzchowne i ogólnikowe. Autor przedstawia w zasadzie skrócony zarys dziejów upadku państwa rzymskiego w V w., pozbawiony zresztą głębszej analizy oraz niewolny od kuriozalnych lapsusów i anachronizmów (np. wedle tekstu na s. 14 Rzymianie mieli w 398 r. z powodzeniem odpierać ataki barbarzyńców na... Anglię – sic!, to tylko jeden z przykładów). Bibliografia bardzo uboga, Autor niejednokrotnie powołuje się na pozycje popularyzatorskie. Jedyna zaleta książki to obszerne cytaty ze źródeł z epoki, co prawda, często zaczerpnięte nie z krytycznych wydań oryginałów lecz z prac popularyzatorskich. Bywa, że brakuje też dokładnych informacji, skąd właściwie dany cytat pochodzi. Trudno polecić tę marną książeczkę nawet jako wprowadzenie w temat dla osób ciekawych, a niezorientowanych. W języku polskim wydano wiele znacznie lepszych monografii poświęconych dramatycznym dziejom V w., zarówno ściśle naukowych, jak i popularnych.

Jedna ze słabszych pozycji w, zasłużonej skądinąd, serii Historyczne Bitwy wydawnictwa Bellona. Samej bitwie, kampanii 451 r. czy nawet ogólnie wojnie Rzymu z Attylą poświęcono w niej bardzo niewiele miejsca, zaledwie kilka stron. Opisy organizacji, uzbrojenia, taktyki itp. wojsk walczących stron powierzchowne i ogólnikowe. Autor przedstawia w zasadzie skrócony zarys...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

128 użytkowników ma tytuł Pola Katalaunijskie 451 na półkach głównych
  • 88
  • 40
75 użytkowników ma tytuł Pola Katalaunijskie 451 na półkach dodatkowych
  • 40
  • 10
  • 8
  • 5
  • 3
  • 3
  • 3
  • 3

Tagi i tematy do książki Pola Katalaunijskie 451

Inne książki autora

Czytelnicy Pola Katalaunijskie 451 przeczytali również

Konstantynopol 1204 Sławomir Leśniewski
Konstantynopol 1204
Sławomir Leśniewski
Niewiele jest wydarzeń historycznych, które wywołały antagonizmy trzymające się mocno jeszcze po ośmiuset latach. Tak jest w przypadku IV wyprawy krzyżowej, chyba najciemniejszej karty w dziejach krucjat. Zdobycie i złupienie Konstantynopola na dobrą sprawę mocniej podzieliło chrześcijan wschodnich i zachodnich niż wielka schizma wschodnia z 1054 roku. Dlaczego uczestnicy krucjaty, zamiast dopłynąć do brzegów Palestyny i walczyć o wyzwolenie Jerozolimy, pojawili się pod murami stolicy Cesarstwa Bizantyńskiego? Także na to pytanie odpowiada wydana przez Bellonę – w ramach serii „Historyczne Bitwy” – książka „Konstantynopol 1204” Sławomira Leśniewskiego, z zawodu adwokata, autora kilkunastu książek historycznych. Na przyczyny i przebieg krucjaty złożyło się kilka okoliczności. Poprzednia wyprawa krzyżowa, jak na dowodzoną przez trzech najpotężniejszych władców Europy, przyniosła niespodziewanie nikłe rezultaty. Tymczasem sytuacja łacinników w Ziemi Świętej stawała się coraz bardziej dramatyczna. Gdy ustalono, że krzyżowcy udadzą się do Palestyny drogą morską, na scenie pojawił się jeden z głównych aktorów wydarzeń – Wenecja. Serenissima zobowiązała się przewieźć uczestników wyprawy. Gdy okazało się, że mają problemy z zapłatą za tę usługę, doża Enrico Dandolo zaproponował „odpracowanie” długów w postaci zaatakowania rywali handlowych Wenecji. W taki też sposób krzyżowcy – nie wszyscy – zgodzili się na zdobycie węgierskiego Zadaru, a w czerwcu 1203 roku pojawili się w zatoce Złoty Róg, dodatkowo motywowani słowami bratanka rządzącego cesarza, który obiecał sowitą zapłatę za obalenie wuja. Aleksy IV wstąpił na tron, ale zaczął mieć problemy z dotrzymaniem słowa. Żądania krzyżowców radykalizowały się coraz bardziej wraz z pogłębiającą się słabością rządów Aleksego. Sytuacja skomplikowała się po jego obaleniu. Kolejny szturm był już tylko kwestią czasu. 12 kwietnia 1204 roku miasto padło łupem rycerzy z zachodniej Europy. Na gruzach cesarstwa powstało kilka nowych państw rządzonych przez łacinników i choć od 1261 roku Konstantynopol znowu był rządzony przez Greków, to cesarstwo wschodniorzymskie nigdy nie podniosło się po klęsce, jaką zgotowali mu krzyżowcy. Jej bezpośrednim efektem była dwa i pół wieku później likwidacja państwa przez Turków. Devastatio Constantinopolitana dla brytyjskiego historyka Stevena Runcimana była zbrodnią przeciwko ludzkości, dla innych badaczy kilkudniową grabieżą, jakich w tej epoce było wiele, a jej rozmiary zostały zwielokrotnione przez nie tylko wielkość i bogactwo gigantycznego jak na owe czasy miasta, ale i czarną propagandę uprawianą przez pokonanych. Jakkolwiek było, trudno nie zgodzić się z Autorem, że IV wyprawa krzyżowa była karykaturą krucjat, sprzeniewierzeniem ideałów, które towarzyszyły temu ruchowi. Krucjata pogłębiła konflikt między wyznawcami obu Kościołów, a w długim okresie czasu – jak już wspomniałem – osłabiła cesarstwo jako zaporę przed Turkami. Kto trzymał już w ręku książkę wydaną w popularnej serii Bellony, ten wie, czego pod względem edytorskim można się mniej więcej spodziewać: miękka okładka, ilustracje, mapy, zestawienie panujących i tak dalej. Książka zawiera nie tylko opis zdobycia miasta, ale również krótką syntezę tego, co z ziemiami Bizancjum działo się przez kilkadziesiąt kolejnych lat. Nie ma w niej zaskakujących odkryć, rzucających nowe światło na wydarzenia z 1204 roku, czy kontrowersyjnych tez, z którymi należałoby polemizować. Ale Autor wykonał jak najbardziej przyzwoitą pracę, a atutem książki jest interpretacja wykorzystanych źródeł z epoki i wysokiej próby styl autora, znany chociażby czytelnikom „Polityki”, gdzie Sławomir Leśniewski często zamieszcza swoje artykuły.
mitobrave - awatar mitobrave
ocenił na 6 2 lata temu
Alezja 52 p.n.e. Tomasz Romanowski
Alezja 52 p.n.e.
Tomasz Romanowski
Alezja, 52 r p.n.e., miejsce gdzie Cezar pokonał ostatecznie Wercyngetoryksa, odrzucił odsiecz 250-tysiecznej armii plemion galijskich (mając na przeciwko siebie zamkniętych w Alezji dodatkowo 80 tys przeciwników, a przy sobie tylko 50 tys legionistów), a opasanie miasta dwoma liniami umocnień było czymś wyjątkowym w obszarze fortyfikacji polowych. Przewaga Galów była ogromna, ale jak pisze Autor do swojej klęski przyczynili się oni sami. Na plus styl Autora, książkę po prostu dobrze się czyta. Podział pracy jest klarowny, mamy opis Galii przed podbojem rzymskim, następnie Autor opisuje mozaikę plemion, po czym przedstawia krótki rys walk Rzymu z plemionami galijskimi od 58 r p.n.e. Oczywiście najważniejsze jest powstanie wodza Arwernów, Wercyngetoryksa. Opisując to wydarzenie Autor koncentruje się na zdobyciu i rzezi Awarykum, odstąpieniu od Gergowii, zdradzie Eduów i zdobyciu Alezji. Opisy walk są wciągające i niekiedy mrożące krew w żyłach, szczególnie gdy czytamy o dziesiątkach tysięcy cywilów zamordowanych w Awarykum, o zdobyciu Uxellodunum, po którym galijskim wojownikom obcięto ręce, czy też o cywilach wypchniętych z Alezji między obwarowania rzymskie, gdzie umierali z wycieńczenia nie otrzymując pomocy ani od Rzymian, ani od swoich. Zarzuca się tej pracy, że czerpie garściami z "Wojny gallickiej" Cezara, czy też z opracowań takich jak praca Markale o wodzu Arwernów. Czy to wada? Patrząc na to, że praca ta jest częścią popularnonaukowej serii Historyczne Bitwy, uważam że nie. Kto nie zna tego tematu, a chce zweryfikować to co widział za młodu w komiksach i bajkach o Ateriksie i Obeliksie śmiało może sięgnąć po tę pracę. Przy okazji zastanawiałem się nad serią HB. Doszedłem do wniosku, że ma ona swój urok. Nie jest ona przeladowana i ciężka w odbiorze jak prace akademickie, nie jest w kwestiach militarnych tak szczegółowa jak Osprey'e, za to ma swój klimat, coś pośrodku, z głównym celem popularyzowania wiedzy historycznej. Ważne jest jedynie to, żeby prace były na przywoitym poziomie merytorycznym i żeby pisane były dobrym, żywym stylem.
Getos - awatar Getos
ocenił na 7 1 miesiąc temu
Warszawa 1656 Mirosław Nagielski
Warszawa 1656
Mirosław Nagielski
Bardzo dobra książka opisująca ciekawie i rzetelnie chyba największą bitwę wojny polsko szwedzkiej z połowy XVII w., którą można było zresztą wygrać. Ewentualne drobnę błędy nie mają znaczenia. A podnoszone tu zarzuty przez niejakiego Senseja są kuriozalne. Z mojego odbioru książki nie wynika ani że ogień szwedzkiej piechoty był niezwykle skuteczny ani że doszło do przełamania linii szwedzkich. Trzeba mieć problemy ze zrozumieniem tekstu albo sobie dopowiadać rzeczy których tam niema (do interpretacji czemu). Każdy kto czyta powinien zrozumieć że używając sformułowania "przełamanie" autor miał na myśli przełamanie pierwszego i drugiego szyku szwedzkich linii, który składał się z trzech rzutów. Co do ognia broni palnej znowuż autor recenzji jakby nie pojmował że husaria zaczęła dostawać ogień Z BOKU a nie od frontu, od piechoty i rajtarii i to było przyczyną strat. Jak można nie rozumieć że taki ogień był skuteczny, znaczy się co doborowa piechota szwedzka nie mogła trafić w wielkiego konia z boku serio ?? Brak wsparcia i ataku na środek zgrupowania szwedzkiego spowodował konieczność wycofania się husarii ze stratami. A z wnioskami Sensej może się nie zgadzać, nie tylko nie podał alternatywnych wniosków ale nawet nie wskazał dlaczego miałyby być błędne. Jak dla mnie wnioski były logiczne, sensowne i spójne. Zwracam uwagę że w niektórych artykułach np Andrzej A. Majewski Szarża husarska pod Warszawą 29 lipca 1656 roku wypisywane są również dziwne rzeczy np rzekom 340 husarzy brało udział gdyż " Jest to mało prawdo- podobne. Gosiewski był silnie skonfliktowany z Sapiehą i trudno sobie wyobrazić, aby oddał własną chorągiew husarską pod rozkazy swojego największego wroga."
pawelo73 - awatar pawelo73
ocenił na 8 1 rok temu
Wojna Zuluska 1879 Piotr Fiszka-Borzyszkowski
Wojna Zuluska 1879
Piotr Fiszka-Borzyszkowski
,,Wojny Zuluskiej 1879" (Piotr Fiszka-Borzychowski, Bellona 2025) już za mną. Temat egzotyczny i mało znany szerszemu odbiorcy, a mimo to autor nie poszedł na łatwiznę i tanie bicie piany poprzez rozwlekłe wprowadzenie (takiej samokontroli powinien pozazdrościć niejeden autor serii Historyczne Bitwy biorący się za drugowojenne tematy). Zamiast tego Pan Piotr zgrabnie zaserwował wstęp do tematu przybliżając kraj Zulusów z jego historią i armią, nie zapominając o brytyjskim przeciwniku. Póki co, zajmująca lektura. Czytam dalej. Strona 91 i przechodzimy do sedna sprawy - wojny. Interesująco i na temat, czyta się bardzo przyjemnie (dla kogoś siedzącego za długo w II wojnie światowej, brak zorganizowanego ludobójstwa sprawia, że lektura jest niemal lekka). Czytam dalej. Tak, sympatyzuje z Zulusami, chociaż równie ,,nieporawnie politycznie" państwo mieli, co Brytyjczycy. Czytam dalej. Autor niezręcznie używa słowa ,,niestety", zupełnie jakby sympatyzował z Brytyjczykami. 😉 Strona 147 - koniec zmagań pod Isandlawana. Stało się. Hmm... Teraz mam problem z zwrotem ,,na szczęście". ;) Jakoś ciężko byłoby mi sympatyzować z ,,imperialistami-kolonistami". Człowiek starej daty ze mnie wychodzi najwyraźniej. Strona 160 i 161 - pistolet czy rewolwer? Uzbrojenie Brytyjczyków, każe przypuszczać, że autor miał na myśli rewolwer, a użył terminu pistolet. Zdarza się. Strona 163 - misja ocalała, Zulusi odparci. (Jak w tym dowcipie o polskim polityku oglądającym film wojenny - niby człowiek wiedział, że tak będzie, a mimo to miał nadzieję, że tym razem...) Strona 168 - kartaczownica Gatlinga debiutuje w Afryce. Polityka, polityka, polityka... Znowu walka. Niezmiennie czyta się z przyjemnością. Czytam więc dalej. No proszę, Zulusi potrafią wygrać i ponieść mniejsze straty mimo zapóźnienia technologicznego! Co prawda, zawsze mają przewagę liczebną. Strona 225 - cóż za rozczarowanie zuluskim duchem bojowym pod Kambulą! A mogło być całkiem inaczej... Strona 234 - zuluska klęska pod Gingindhlovu. Strona 262 - zuluska stolica jest już bezbronna. Bywa i tak. Czytało się dobrze. Bardzo dobrze.
Ponoc_Emeryt - awatar Ponoc_Emeryt
ocenił na 8 8 miesięcy temu
Las Teutoburski 9 rok n.e. Paweł Rochala
Las Teutoburski 9 rok n.e.
Paweł Rochala
Bardzo konkretna i rzeczowa książeczka na temat masakry w Lesie Teutoburskim oraz relacji rzymsko-germańskich w ogóle. Pan Paweł Rochala w niezwykle przystępny i interesujący sposób opisuje historię starć Imperium i barbarzyńskich ludów zza Renu, a także skrupulatnie i rzetelnie, w oparciu o liczne źródła, badania i analizy, stara się zrekonstruować krok po kroku, jak tak naprawdę wyglądała ta, jak dziś wiemy znamienna dla losów Europy bitwa, między sprzymierzonymi plemionami germańskimi, a wciągniętymi w śmiercionośną zasadzkę, trzema legionami Publiusza Kwinktyliusza Warusa. Trzeba przyznać, że autor bardzo drobiazgowo podszedł do tego opracowania i chyba przyjął sobie za punkt honoru, by zanim wpuści czytelnika do mrocznej, tuetoburskiej puszczy, najpierw zaznajomić go gruntownie z całą historią stosunków rzymsko-germańskich. Na początku poznajemy więc ogólny zarys historyczny podboju Germanii i Galii Transaplejskiej oraz trudy rzymskich prób podporządkowania sobie tych krain. Szczerze mówiąc, zanim sięgnąłem po tę książkę, myślałem że Las Teutoburski był największym pogromem Germanów nad legionami. Jednak już z początkowych rozdziałów dowiedziałem się o plemionach Cymbrów i Teutonów, a także o kilku ważnych bitwach, w których roznieśli oni rzymską armię w pył, zabijając nawet czterokrotnie więcej legionistów niż wojowie Arminiusza ponad sto lat później we wspomnianym wcześniej lesie. Bitwy te, jak w 105 r p.n.e. pod Arausio, czy trzy lata później pod Aquae Sextiae, gdzie z kolei spektakularne zwycięstwo odnieśli Rzymianie, są również bardzo fajnie opisane, także bez problemu można zrozumieć pełen kontekst, poznać ich przebieg oraz dowiedzieć się kilku ciekawostek. Równie skrupulatnie opisane są także same armie obydwu stron konfliktu, z uwzględnieniem poszczególnych formacji, sposobu ich wojowania oraz struktury organizacyjnej. W środkowej części książki możemy zapoznać się z ilustracjami prezentującymi wygląd różnego typu żołnierzy i ich uzbrojenia. Nieco dalej znajdują się zdjęcia z Lasu Teutoburskiego i okolic Kalkriese. Bardzo obrazowo opisane są również wędrówki ogromnych, kilkusettysięcznych grup plemion germańskich, najczęściej do sąsiedniej Galii, w poszukiwaniu nowych terenów do plądrowania i wypasu swoich stad. Rysuje się widoczny podział na rolniczą, osiadłą Galię oraz pasterską, koczowniczą, wojującą Germanię. Najazdy te były z reguły spowodowane wypychaniem słabszych plemion germańskich przez te silniejsze na zachodnią stronę Renu i powodowały kolejne starcia zbrojne łącznie z zaangażowaniem militarnym Imperium Rzymskiego, gdyż Galia już od dawna była bardzo rentowną strefą ich wpływów. Sporo można się również dowiedzieć o sytuacji w Dalmacji i powstaniu, które wybuchło tam równolegle w pierwszych latach naszej ery, a które w decydującym momencie związało liczne siły rzymskie z dala od Germanii. Jedyne czego mi zabrakło, a czym byłem bardzo zdziwiony i trochę rozczarowany, jest historia samego Arminiusza, który przecież jako syn wodza Cherusków, już we wczesnym dzieciństwie został oddany do Rzymu jako zakładnik w ramach traktatu pokojowego. Tam się wychowywał, uczył walczyć, zdobył obywatelstwo i został rzymskim ekwitą. Można powiedzieć, że znał Rzymian i sposób ich myślenia od podszewki oraz cieszył się ich zaufaniem i szacunkiem. Jednak dla ambitnego przedstawiciela było nie było arystokracji germańskiej, nawet wysokie stanowisko w hierarchii legionowej było zdecydowanie mniej optymistyczną perspektywą niż stanięcie na czele zjednoczonych plemion z rodzimych stron i walka z okupantem jako główny wódz powstania. Podejrzewam, że Arminiusz nauczony rzymskiego myślenia o państwowości chciał w podobny, bardziej ucywilizowany sposób, zorganizować ład polityczny w Germanii. Uważam, że akurat w przypadku tego, legendarnego, germańskiego przywódcy, dokładniejsze opisanie jego przewrotnych losów, byłoby zdecydowanie dużym atutem dla tej książki. Tak czy owak, czytelnik po uważnym przebrnięciu przez obszerne ale niezwykle interesujące wprowadzenie, stanowiące w gruncie rzeczy większość objętości całej książki, staje przed wejściem do Lasu Teutoburskiego z gruntowną wiedzą na temat szeregu aspektów dotyczących stosunków rzymsko-germańskich na przestrzeni wieków, historii ich starć, oraz motywacji co ważniejszych osobistości po obydwu stronach konfliktu. Daje to solidną bazę do pełniejszego zrozumienia kontekstu i złożoności całej sytuacji. Natomiast jeśli ktoś zainteresowany jest wyłącznie samą bitwą, cóż, zapewne będzie musiał przedzierać się przez ponad pół książki jak po gęstej, germańskiej puszczy, albo po prostu przeskoczy do odpowiedniego rozdziału. Jak można się domyślić sama bitwa w Lesie Teutoburskim opisana jest bardzo szczegółowo. Trzy dni i dwie noce ciężkich walk w trudnym terenie z przeważającymi siłami wroga i wyjątkowo niekorzystnymi warunkami atmosferycznymi (silne burze i wichury łamiące drzewa). Nieraz próbowałem sobie wyobrazić co musieli czuć i w jak trudnym, niekorzystnym położeniu znaleźli się rzymscy żołnierze. Za każdym razem kiedy udawało mi się nieco bardziej wczuć w ich skórę odczuwałem autentyczne przerażenie. To musiał być istny koszmar. Według mnie książka świetnie ukazuje ich beznadziejną, godną pożałowania sytuacje a z drugiej strony dziką euforię barbarzyńców, którzy w końcu mogli się zemścić na zachłannych, znienawidzonych okupantach i wyswobodzić spod ich jarzma.
Marek - awatar Marek
ocenił na 7 3 miesiące temu
Legnica 1241 Jerzy Maroń
Legnica 1241
Jerzy Maroń
Czasami materiał źródłowy jest tak skąpy, że rekonstrukcja przebiegu wydarzeń jest prawie niemożliwa. Najazd Mongołów na Polskę i Węgry oraz kulminacyjna bitwa pod Legnicą są tego najlepszym przykładem. Wystarczy powiedzieć, że wśród historyków parających się średniowiecznym Sląskiem pojawiły się nawet głosy negujące istnienie samej bitwy na korzyść niewielkiej zaledwie potyczki, w której zupełnie przypadkowo zginąć miał Henryk Pobożny. Nie dziwi zatem, że Jerzy Maroń zdecydował się z jednej strony na skrótowe przedstawienie powstania samego imperium Czyngiz-chana, aby z drugiej strony zobrazować zacięte spory historyków co do przebiegu kampanii roku 1241 w Polsce. Bardzo pozytywnie oceniam przy tym jasną strukturę tej objętościowo niepozornej książki. Autor bardzo przystępnie, a przy tym ciekawie, opisał teatr działań (czyli XIII-wieczną Polskę w okresie rozbicia dzielnicowego) oraz liczebność i wyposażenie obu walczących stron. Po naprawdę krótkim opisie samych dzałań wojennych, Jerzy Maroń poświęca sporo miejsca na dyskusję na temat wiarygodności relacji Długosza. "Legnica 1241" to w pewnym stopniu zatem rozczarowanie, bo brak źródeł bardzo ogranicza tutaj narrację. Z drugiej strony należy jednak pochylić czoło przed bardzo dobrze ustrukturowaną pozycją popularnonaukową. "Legnica 1241" to odpowiedź na błagania każdego ucznia, który musi napisać wypracowanie o Mongołach i ich wpływie na średniowieczną Europę, a nie posiadającego zbyt wiele czasu na lekturę bardziej objętościowych opracowań.
Zoltar - awatar Zoltar
ocenił na 6 7 lat temu

Cytaty z książki Pola Katalaunijskie 451

Więcej

... przedstawiłem w skrócie agonię Cesarstwa Zachodniorzymskiego zakończoną zajęciem Rzymu w 476 roku przez Odoakara, [...] kładąc tym samym kres istnieniu państwa rzymskiego na zachodzie.

... przedstawiłem w skrócie agonię Cesarstwa Zachodniorzymskiego zakończoną zajęciem Rzymu w 476 roku przez Odoakara, [...] kładąc tym samym kres istnieniu państwa rzymskiego na zachodzie.

Daniel Gazda Pola Katalaunijskie 451 Zobacz więcej
Więcej

Ciekawostki historyczne