Podwodna wojna

Okładka książki Podwodna wojna
praca zbiorowaAndrzej Ryba Wydawnictwo: Oficyna Wydawnicza Finna Seria: Seria z kotwiczką [FINNA] powieść historyczna
232 str. 3 godz. 52 min.
Kategoria:
powieść historyczna
Format:
papier
Seria:
Seria z kotwiczką [FINNA]
Data wydania:
2014-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2014-01-01
Liczba stron:
232
Czas czytania
3 godz. 52 min.
Język:
polski
ISBN:
9788364141973
Średnia ocen

                6,9 6,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Podwodna wojna w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Podwodna wojna

Średnia ocen
6,9 / 10
20 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
361
104

Na półkach: ,

Generalnie dobrze się czytało, opowiadania wciągające, ale książka jako całość nierówna - nie wiem czy to wynikało z tego, że poszczególne opowiadania różniły się akcją czy okolicznościami, czy też ze sposobu pisania Autora. Niemniej, polecam każdemu kto lubi beletrystykę marynarską.

Generalnie dobrze się czytało, opowiadania wciągające, ale książka jako całość nierówna - nie wiem czy to wynikało z tego, że poszczególne opowiadania różniły się akcją czy okolicznościami, czy też ze sposobu pisania Autora. Niemniej, polecam każdemu kto lubi beletrystykę marynarską.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

50 użytkowników ma tytuł Podwodna wojna na półkach głównych
  • 27
  • 22
  • 1
26 użytkowników ma tytuł Podwodna wojna na półkach dodatkowych
  • 17
  • 3
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

praca zbiorowa
praca zbiorowa
Książki, które powstały w wyniku prac zbiorowych lub trudno jest przypisać im konkretnych autorów.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Rzeź na morzu. Zbrodnie Cesarskiej Marynarki Wojennej Japonii Mark Felton
Rzeź na morzu. Zbrodnie Cesarskiej Marynarki Wojennej Japonii
Mark Felton
Ten wymowny tytuł naprowadza czytelnika na mało omawianą część historii. Niewiele się mówi o działaniach militarnych Japonii na Dalekim Wschodzie, a jeszcze mniej wiadomo o skali brutalności, który ten naród na polu bitwy przejawiał. Sama Japonia ma też bardzo dziwny stosunek do tego krwawego rozdziału. Wiele przemilcza, wiele ucisza, wiele ukrywa za eufemizmami, wiele przeinacza, a zbrodniarze są mało potępiani. Z jakiegoś powodu uchodzi im to na sucho, a o licznych ofiarach się zapomina. Książka Marka Feltona omawia najważniejsze wydarzenia z udziałem Cesarskiej Marynarki Wojennej Japonii, która siała postrach nie tylko na oceanie, ale także na atolach czy tropikalnych wyspach. Autor nie tylko opisuje w szczegółach te zdarzenia, ale próbował też dotrzeć do źródeł tego barbarzyńskiego okrucieństwa. Z jego badań wynika, że przyczyna często leżała w „różnicach kulturowych”. Ich kodeks moralny czy etyczny był bardzo stary i zupełnie inny od Zachodniego. Mieli także zupełnie odmienne wyobrażenie na temat honoru. Porażki były dla nich szczególnie dotkliwe, ale też godne pogardy. Mścili się na jeńcach wojennych i ludności okupowanych terenów nie tylko za własne niepowodzenia. Byli także dla nich obiektem pogardy, symbolem porażki. Okryli się w ich oczach hańbą, a to można zmyć tylko własnym życiem, więc nie przejawiali żadnej litości wobec nikogo. Japońskich żołnierzy cechowało także absolutne posłuszeństwo wobec zwierzchników. Ich rozkaz był na równi z rozkazem cesarskiego „bóstwa”, więc nie było mowy o nieposłuszeństwie czy wychodzeniu z szeregu. Wszelkie skrupuły były więc tłumione w zarodku. Zbrodniarze wojenni, którzy zasiadali na ławie oskarżonych, często próbowali się ratować tym „usprawiedliwieniem”, ale na szczęście nie uznawano tego jako okoliczność łagodzącą. Niestety jak to w pokazowych procesach bywa, tylko nieliczni zostali skazani na śmierć. Wielu nie stanęło nawet przed sądem, przepadając gdzieś w Japonii, gdzie wiedli normalne życie. Ściganie takich jednostek było związane wieloma trudnościami, o których autor także w książce wspomina. Ponadto Japończycy ignorowali międzynarodowe rozporządzenia, stare traktaty, wojenne prawo czy ogólne oznakowania, przez co dochodziło do jeszcze większego rozlewu krwi. Nawet przedstawiciele narodów sojuszniczych czy państw neutralnych padali ofiarą japońskich jednostek marynarskich i rzadko mogli liczyć na szybką i bezbolesną śmierć. Pan Felton niezwykle dosadnym językiem przytoczył wiele wstrząsających wydarzeń i przykładów tych bestialstw. Szczególnie utkwiła mi pamięci masakra na wyspie Manili, która mogła śmiało konkurować z wołyńskimi rzeziami. Szczególną agresywność i gorliwą zażartość wykazywali względem rozbitków, których nie tylko w wodzie ostrzeliwali, ale też utrwalali wszystko na taśmie filmowej. Po jakimś czasie wracali ponowie na miejsce zbrodni i próbowali wykończyć niedobitków, którzy uniknęli kul czy paszczy rekinów. Tylko nieliczni wyszli z takiej nierównej walki z życiem i dzięki temu uzyskaliśmy też te bezcenne relacje. Było jednak wiele ataków na statki, z których nikt nie wyszedł cało. Na końcu autor próbował oszacować skalę tych zbrodni i już po pobieżnym badaniu wychodzi, że liczba ofiar w samych Chinach przekraczała liczbę Żydów wymordowanych podczas Holokaustu o dwa miliony. Bardzo trudno podać dokładną liczbę ofiar, zważywszy na to, że Japończycy zacierali oczywiście swoje ślady na lądzie i oceanie. Dane nie napawają optymizmem i po raz kolejny ukazują wstrętne oblicze wojny, którego nigdy nie powinniśmy stracić z oczu. Nie jestem osobą, która rzuca frazami typu „ta książka powinna być obowiązkowa w szkole” czy „to powinien każdy przeczytać”, bo nie chciałabym nikogo przymuszać do czytania książek. Jednak w tym przypadku zrobię wyjątek. Uważam, że tę książkę powinni przeczytać obowiązkowo wszyscy niepokorni autorzy, którzy przypisują zbrodniarzom wojennym cechy romantyczne i kreują te swoje niesmaczne erotyki na tle obozów koncentracyjnych. W książce umieszczono fotografie, więc mogą się przekonać na własne oczy, co okupant naprawdę robił kobietami czy jeńcami.
Ann-chan - awatar Ann-chan
ocenił na 7 1 rok temu
Tygrysy w błocie Otto Carius
Tygrysy w błocie
Otto Carius
Bez większych zastrzeżeń. Tak jak każdy tekst źródłowy (zwłaszcza o charakterze pamiętnikarskim, stworzony po wojnie) należy podchodzić do niego krytycznie. Należy jednak pamiętać, że druga część to dokumenty-raporty z akcji bojowych. Większość uwag zawarto w innych komentarzach. Otto Carius był frontowcem i z takiej perspektywy poznajemy konflikt. Walki pod Leningradem, Narwą, w Kurlandii (Tygrys) i bałagan ostatnich miesięcy wojny na froncie zachodnim (Jagdtiger). Nie ma tu dużo o jego stosunku do nazizmu. Ten człowiek przede wszystkim nie cierpiał dekowników, SS raczej nie lubiał ( za wyjątkiem jednostek - po prostu te formacje miały nieco inny etos wg. Cariusa). Rosjan szanował za waleczność i odwagę, a jednocześnie bał się tego co ze sobą niosą. Gardził Amerykanami - trudno mu się dziwić gdy nie powalczył z nimi "na poważnie", a widział głównie ruiny miast. Ta książka w gruncie rzeczy jest hołdem dla Tygrysa i batalionu Cariusa. Dla mnie niewątpliwym plusem jest to iż Carius spotkał takie postacie jak Model, von Strachwitz czy wreszcie Himmlera. Opisy tych spotkań są dość ciekawe i przypominają nam iż powierzchowność i obycie nie zawsze definiuje moralność, nie warunkuje nikczemności. Największym minusem jest to iż Carius bardzo skrótowo opisuje swą służbę w latach 1941-1942. Pomijając ranę z pewnością chciałoby się usłyszeć więcej historii związanych ze służbą w Panzer 38(t), z marszem na wschód (walczył pod Smoleńskiem). Rozdział z czasów stacjonowania pod Orłem jest bardzo ciekawy (Dywizja Polowa Luftwaffe w boju, stan uzbrojenia 20 Dywizji Pancernej). Zgaduję, że po prostu Otto Carius nie miał się czym pochwalić w tym okresie - był jednym z wielu żołnierzy. Tutaj Kosschorrek, zwykły strzelec mg-42, jest o wiele bardziej ciekawy (ale on nie tworzył po wojnie lecz w jej trakcie). Książka, którą warto znać.
Telamon - awatar Telamon
ocenił na 8 4 lata temu
Wielka wojna francuzów 1914-1918 Jean-Baptiste Duroselle
Wielka wojna francuzów 1914-1918
Jean-Baptiste Duroselle
Jean- Baptiste Duroselle w swej książce dokonuje kompilacji, przytacza opinie i ustalenia innych historyków w zakresie różnorakich badań nad wieloma aspektami I wojny światowej. Na początku książki autor analizuje, na ile winę za rozpoczęcie Wielkiej Wojny mogły ponosić poszczególne państwa, strony (kto dążył do wojny i w imię czego). Obala przy tej okazji istnienie kilku przesłanek do wojny, które np. przez przeciwników Francji były brane za pewniki i decydowały o podjęciu działań wojennych. Opisuje atmosferę w Europie w 1914 roku: z jednej strony spokoju, z drugiej przeświadczenia, że wojna jest w owych czasach czymś normalnym, mogącym się zdarzyć w bliskiej przyszłości. Duroselle analizuje rosnące poczucie osaczenia (liderów, klasy politycznej) poszczególnych państw, które skłaniało je do szukania rozwiązania w wojnie (wyprzedzającej, odwetowej, roszczeniowej, ekonomicznej, w imię zasad sojuszniczych itd.). Autora zajmuje również analiza nacjonalizmu(ów) i ich wpływ na wybuch wojny. Różnice w entuzjazmie między miastem, a (raczej ostrożną) wsią. Sprzeciwem części społeczeństwa i polityków (socjaliści, komuniści, intelektualiści). Podkreśla jednak wielokrotnie, że na poziomie parlamentarnym, różnice te zacierały się i miażdżąca większość klasy politycznej podejmowała decyzje większościowo i prowojennie, myśląc o koniecznościach i pomyślności, jedności militarnej dla Francji. Panował wówczas daleko posunięty konsensus polityczny w sprawach zasadniczych (stawanie murem za armią, za interesami Francji, za kontynuowaniem wojny do czasu pogrążenia przeciwnika). W początkowych rozdziałach ciężkimi do przebrnięcia są fragmenty o sporach politycznych na poziomie partii i przywódców politycznych. Przy momentami słabym tłumaczeniu lub nie dopowiedzeniach (być może opuszczeniach tekstu przez tłumacza lub kiepskiemu wyjaśnianiu przez autora, który liczył na podstawę wiedzy u odbiorcy) – czyta się te fragmenty ciężko i trudno czasem wyczuć co autor chciał nam przekazać rozpisując się o różnicach między politykami, poszczególnych sporach. Fragmenty książki autor poświęca francuskiej ludności Lotaryngii i Alzacji, z jednej strony jej nastawieniem, cierpieniom wojennym, z drugiej interesom francuskim wobec tych ziem (historia przejmowania tych terenów w wyniku kolejnych wojen francusko-pruskich/ niemieckich). Sam opis działań wojennych nie jest porywający, ani wnikliwy. Wydaje się często dość fragmentaryczny. Myślę, że można spokojnie pominąć te podrozdziały, choć często posiadają one też ważne opisy cierpień i strat ludzkich na frontach. Duroselle najbardziej przekonuje w tych fragmentach książki, gdzie pisze o perspektywie ludzkiej „Wielkiej Wojny Francuzów”. Przydałoby się takich fragmentów więcej (ograniczenia swobód ludności, cierpienia żołnierzy, przestępstwa i szajki, wywózki, życie pod okupacją). Może to kwestia wejścia czytelnika w tytuł (ale raczej nieco lepszego tłumaczenia), ale w drugiej połowie książki kwestie sporów politycznych i frontowych zdają się być bardziej zrozumiałe. Duroselle jest dużo ciekawszy w analizie poszczególnych aspektów wojny (pozycyjnej, ofensywach, użyciu metod i środków bojowych, podglądaniu ludzi frontu i poza frontem, strajków, niesubordynacji żołnierzy, analizie gospodarki, potrzebach zbrojeniowych, wojny na wyczerpanie, rosnącej przewagi lotnictwa, wojnie morskiej, podwodnej), aniżeli w czystym opisie działań wojennych. I pod tym kątem na pewno warto go czytać. Dość powiedzieć, że Francja m.in. dzięki sojusznikom i nie przerwanym łańcuchom pomocy, uzgodnień z sojusznikami co do podziału pewnych dóbr, przetrwała tak wielką wojnę we względnie dobrej kondycji ekonomicznej. Nie jest to oczywiście poziom (i szczegółowość) analizy Adama Tooza, o niemieckiej gospodarce przed i w czasie II wojny światowej (dwa tomy tegoż autora z wydawnictwa Napolen V). Autora w sporej mierze zajmuje się przedstawieniem cech charakteru głównych dowodzących armiami francuskimi czy przywódcami – analiza roli i cech charakteru „tygrysa” Clemenceau. Pod koniec książki ciekawie analizuje różnicę między Petainem (wolącym defensywę i ostrożność) i Fochem (dążącym do rozsądnej, nie szafującej tak jak na początku wojny, ofensywy). Duroselle wykracza poza ramy I W.Ś. ukazując jak podejście Petaina wpłynęło na dalsze strategie defensywne Francji, które nie sprawdziły się w kolejnej wielkiej wojnie światowej. Bardzo ciekawe są również rozdziały czy fragmenty o sprawach sojuszników państw Ententy. Autor wyjaśnia motywacje, rozterki, zachęcanie i problemy związane z przystępowaniem kolejnych państw do wojny. Analizuje nieco ofensywy na innych frontach, które miały odciążać Francję od nacisku Niemiec (ofensywy na Bałkanach, Brusiłowa, front włosko-austriacki). Dużą rolę w opisie odczuć we Francji biorą udział kolejne klęski i wypadanie z gry Serbii, Rumunii, Rosji. Duroselle dużo miejsca poświęca Stanom Zjednoczonym – ich odraczanej decyzji i wahaniu się co do przystąpienia do wojny oraz do ich siły- możliwości, która rosła by tak, że gdyby wojna potrwała kilka miesięcy czy rok dłużej, byliby oni decydującym graczem na froncie i przy stole negocjacyjnym. Tak czy siak autor podkreśla, że bez włączenia się USA do wojny, nie byłoby tego szybkiego rozstrzygnięcia i tak korzystnego (w warunkach pokojowych) dla Francji. Właśnie. Czy tak „korzystnego”. Autor mimo, że Francuz sam zauważa, że zbyt duże francuskie roszczenia i chęć ukarania Prus po wojnie, stały się przyszłą pożywką dla chęci niemieckiego rewanżu ( w tym do osłabienia ekonomicznego Niemiec, które również poprzez kryzysy, dało paliwo do wrogości do państw zachodu w przyszłości). Ciekawostkami są np. podrozdziały (o mało skutecznej i nie do końca wykorzystanej) propagandzie we Francji czy nie chęci części ambasadorów czy wysłanników dyplomatycznych do zbyt silnego naciskania na państwa neutralne (wyczuwa się wręcz taki etos ludzi polityki zagranicznej, którzy nie śmiali narzucać innym swej woli, zmuszać innych do działania wbrew sobie, swoim interesom). Książka nie wątpliwie jest bardzo wartościowa do analizy polityczno-społeczno-gospodarczej Francji czasów I W.Ś. natomiast momentami bywa nie dopowiedziana, nie do końca jasno sprecyzowana i ew. za słabo przetłumaczona. Jeśli ktoś szuka tylko jakiegoś przekroju działań wojennych to, mimo starań autora, powinien chyba poszukać innych tytułów. PS. Dla Francuzów to była ta jedyna "Wielka Wojna" jadąc przez małe miasteczka Francji można się natknąć na wielu placach czy w kościołach na tablice strat wojennych. W kościołach obowiązkowo stoją pomniki Joanny d'arc, a za nimi tablice z kilkudziesięcioma ofiarami wojny (często dużymi w stosunku do obecnej wielkości miasteczka). Całe Calais, Pikardia czy Szampania usiana jest cmentarzami żołnierzy I W.Ś.
Slawinio - awatar Slawinio
ocenił na 7 8 miesięcy temu
Waffen-SS. Piekło na froncie wschodnim Christopher Ailsby
Waffen-SS. Piekło na froncie wschodnim
Christopher Ailsby
Niewątpliwie SS uchodzi za organizację zbrodniczą i jednoznacznie kojarzone jest z okrucieństwami okresu Drugiej Wojny. Jeżeli jednak na moment zapomnimy o ideologii i polityce, a skupimy się wyłącznie na aspekcie militarnym i technicznym to książkę Christophera Ailsby'ego można uznać za niezłe wprowadzenie w temat Waffen SS. Jako zbrojne ramię Allgemeine-SS mające swoje początki w u schyłku Republiki Weimarskiej rozwinęło się niesamowicie do poziomu właściwie państwa w państwie. Trzeba też nadmienić, że w historii wojskowości – pod względem wyszkolenia, bitności, wyposażenia i efektywności wojskowej - często stawiane jest na równi z legionami rzymskimi czy gwardią Napoleona. Wspólnie z autorem ruszamy w podróż obejmującą całą historię tej organizacji: od skromnych początków jako gwardia przyboczna Hitlera aż po szczyt rozwoju osiągnięty pod koniec 1944 roku, kiedy to stan wynosił prawie 40 dywizji, kilkanaście brygad i mnóstwo mniejszych jednostek. O ile sama historia jest względnie dobrze znana to Ailsby uwypuklił dwa jej aspekty. Pierwszy to wyraźne pokazanie, że Waffen SS to nie było wojsko reprezentacyjne, w którym o awansie decydowało jedynie „oddanie ideologii” (choć bywały takie praktyki), ale często pełniło rolę swoistej straży pożarnej rzucanej na najbardziej zagrożone odcinki frontu i używane do najbardziej ryzykownych operacji. Trzeba dodać, że skutecznej, gdyż biorąc pod uwagę przewagę przeciwnika – szczególnie na froncie wschodnim - to osiągnięcia mieli wybitne i znacząco przyczynili się do przedłużenia wojny aż do maja 1945 roku. Druga sprawa to same początki Waffen SS, które obejmują proces formowania pierwszych jednostek, problem ich wyekwipowania (częste konflikty z Wehrmachtem na tym tle) i samego poboru – zwłaszcza w późniejszych latach wojny (kwestia czystości i „aryjskości” jednostek, a rzeczywistość). Jest to mniej znany aspekt, acz nieźle opisany przez autora. Warto też zaznaczyć, że podszedł on do sprawy obiektywnie. Obok warstwy historycznej (ogólna sytuacja w Europie w danym momencie) i militarnej (opis taktyki działań i wykorzystywanego sprzętu) w „Piekle ma froncie wschodnim” znajdziemy spore fragmenty dotyczące zbrodni i bestialstwa popełnianego przez Niemców, co szybko stało się rutynową, krwawą praktyką. Książka nie stroni także od zwracania uwagi, że w siłach zbrojnych SS służyły niemal wszystkie narody Europy, które – czy to przymuszone do wystawienia kontyngentów czy też dobrowolnie – brały udział w „wielkiej rozprawie z bolszewizmem”. Ich rola często była dwuznaczna: świetni żołnierze, ale też niestroniący od pacyfikacji ludności cywilnej. Od strony technicznej książka jest wydana przyzwoicie. Twarda okładka, logiczny podział na rozdziały, nawet szata graficzna pokazuje że mamy do czynienia z ponurym tematem i przede wszystkim dużo fotografii z epoki. Część z nich jest naprawdę rzadka, co dodaje atrakcyjności lekturze. Niektóre z opisów mogą razić skrótowością i miejscami aż chciałoby się żeby autor nieco bardziej rozpisał się o niektórych operacjach („Fall Gelb” czy zdjęcie oblężenia Rygi które uratowało Grupę Armii „Północ'), ale też trzeba mieć na uwadze, że pełne, wyczerpujące dzieje Waffen SS są nierozerwalnie połączone z losami III Rzeszy, więc ich szczegółowa analiza zajęłaby kilka tomów. Przydatnym dodatkiem jest wykaz dywizji na końcu książki oraz zestawienie stopni w Waffen SS wraz z ich polskimi odpowiednikami. Jako opracowanie, całość prezentuje się całkiem solidnie choć trzeba pamiętać, że to tylko taka „pigułka” wiedzy.
Koval - awatar Koval
ocenił na 7 6 lat temu
Piekło Italii James Holland
Piekło Italii
James Holland
Co przeciętny polski Czytelnik wie o kampanii włoskiej lat 1943-1945? Oczywiście, kojarzy ją z bitwą o Monte Cassino i udziałem wojsk polskich, przedstawianym zresztą w duchu bohatersko-martyrologiczo-triumfalistycznym (wielkie zwycięstwo Polaków, okupione olbrzymią daniną krwi, niedocenione i wręcz tuszowane przez cały świat, a ulegających Stalinowi zachodnich aliantów w szczególności, zakłamanie to powielały następnie polskie władze komunistyczne, w odpowiedzi na co Monte Cassino stało się symbolem niezłomnego patriotyzmu i poświęcenia, ostatecznie, po latach, zwycięskiego). Oczywiście, Monte Cassino zajmuje poczesne miejsce w książce J. Hollanda. Autor oddaje też honor wojskom polskim, przedstawiając udział Polaków w kampanii włoskiej w barwach nader pozytywnych. Podkreśla bohaterstwo i niezwykle wysoki procent strat osobowych, pisze nawet o nie dotrzymaniu w Jałcie alianckich zobowiązań i słusznym poczuciu opuszczenia, jeśli nie zdrady, odczuwanym przez żołnierzy polskich, którzy pomimo to odważnie walczyli do końca kampanii. Zarazem jednak nie powiela naszych narodowych mitów o zdobywcach klasztoru Monte Cassino, szturmowanego uprzednio kilkukrotnie i bezskutecznie w ciągu pół roku przez armie z połowy świata. Pisze wprost, że natarcie polskie zakończyło się kolejną, krwawą łaźnią, a pozycje niemieckiej Lini Gustawa (której element stanowiło wzgórze Monte Cassino) przełamali tak naprawdę... kolonialni żołnierze marokańscy, walczący pod flagą Wolnej Francji. Mieli zresztą do tego predyspozycje, jako wychowani w górach i wyszkoleni do walki w podobnym terenie. Przełamanie to nastąpiło na innym odcinku, spowodowało jednak generalny odwrót wojsk przeciwnika, zagrożonych okrążeniem. To wtedy Polacy zajęli opuszczony już de facto przez niemieckich spadochroniarzy klasztor. Dla wielu rodaków to herezja, angielski Autor (chociaż bardzo przychylny Polakom i sprawie polskiej) nie musi jednak powielać naszych wyobrażeń. A nam samym przyda się spojrzenie bardziej obiektywne. Podobny obiektywizm (możliwy ze względu na upływ czasu i brak spowodowanych powojennymi losami własnego narodu kompleksów) J. Holland okazuje w wielu innych kwestiach i stanowi on jedną z głównych wartości książki. Ukazuje jasne i ciemne strony postępowania właściwie wszystkich stron zaangażowanych w wojnę we Włoszech. Żołnierze niemieccy walczyli mężnie i skutecznie do samego końca, pomimo trudnej, a ostatecznie wręcz beznadziejnej sytuacji. W wielu wypadkach wykazywali się większym zdyscyplinowaniem i oszczędzaniem ludności cywilnej niż alianci (zdecydowanie mniejsza liczba indywidualnych gwałtów i rabunków). Z drugiej strony, potrafili bez mrugnięcia okiem dokonywać masowych zbrodni na tejże ludności w ramach nakazanych przez dowództwo antypartyzanckich pacyfikacji, w trakcie których mordowano z zimną krwią tysiące mieszkańców całych wsi i miasteczek. Alianci bez skrupułów bombardowali cele cywilne w okupowanej przez Niemców części Włoch, na zajętych przez siebie obszarach ograniczali możliwości działania nowo powołanych władz włoskich, tolerowali korupcję i przestępczość gospodarczą, nie troszczyli się o podstawowe potrzeby bytowe Włochów. Z kolei partyzantów włoskich traktowali instrumentalnie, wzywając do walki z Niemcami, często jednak ograniczając następnie obiecane zrzuty broni i zaopatrzenia, zwłaszcza gdy partyzantka ta nabierała zabarwienia komunistycznego. Ogólnie zresztą front włoski stawał się zakładnikiem szerszych sporów strategicznych i geopolitycznych pomiędzy USA a Wielką Brytanią. Dodajmy, iż to żołnierze alianccy znacznie częściej niż Niemcy dokonywali indywidualnych grabieży oraz gwałtów na ludności włoskiej. Wsławili się tu zwłaszcza wspomniani Marokańczycy. Walczyli wspaniale, ale pozostawiali po sobie ślady masowych gwałtów (w okolicach Monte Cassino mieli dokonać ich przynajmniej 3 tys.), rabunków i morderstw. Dowództwo alianckie patrzyło na to przez palce, gdyż nieoficjalnie obiecano im to przy ochotniczym werbunku w szeregi wysyłanego do Włoch Francuskiego Korpusu Ekspedycyjnego. Nawet żołnierze kanadyjscy często szabrowali, co tłumaczono odreagowywaniem bitewnego stresu. Pewien cień pada tu również na Polaków, którzy spalili szereg domostw na obszarach intensywnej działalności komunistycznej partyzantki włoskiej, nie kryli się bowiem z tym, że komunistów nienawidzili bardziej nawet niż Niemców. Można to zrozumieć, biorąc pod uwagę, iż prawie wszyscy przeszli po 1939 r. przez radzieckie łagry, a wieści o upadku powstania warszawskiego i stosunku Stalina wobec tego zrywu, a następnie o układzie w Jałcie nie poprawiały nastrojów, trudno jednak usprawiedliwić. Także sami Włosi nie byli bez winy, głęboko podzielony stosunkiem wobec faszyzmu naród pogrążył się bowiem na domiar wszystkiego w bratobójczej wojnie domowej, często bardziej jeszcze okrutnej niż działania obcych wojsk. Partyzanci wykazywali nadto zbytnia pewność siebie, prowokując wręcz władze okupacyjne oraz lokalnych faszystów i ściągając represje na ludność cywilną. Wszystko to Autor przedstawia bez żadnego retuszu, ukazując cierpienia i tragedie wszystkich zaangażowanych w tę wojnę. Tytuł książki wydaje się jak najbardziej usprawiedliwiony. Warto też zauważyć, że jakkolwiek wielkie byłyby cierpienia i ofiary żołnierzy (po obydwu zresztą stronach frontu), największe tragedie i tak przeżywała ludność cywilna zamieszkująca obszar walk. Prawda ta objawia się również w naszych czasach i należy o tym pamiętać. Wielkim atutem książki jest szerokość spojrzenia Autora, obejmującego zarówno zagadnienia wielkiej polityki i strategii, rozstrzygane na najwyższych szczeblach sztabów i gabinetów, jaki i osobiste przeżycia szeregowych żołnierzy oraz cywilów, po obydwu stronach frontu. Żonglowanie tymi elementami prowadzi jednak do pewnego chaosu, który utrudnia śledzenie klasycznych aspektów militarnych kampanii włoskiej. To z kolei zauważalny minus opracowania, wskazywany w poprzednich komentarzach. Tym niemniej, praca J. Hollanda warta jest przeczytania, przedstawia bowiem wydarzenia z wielu perspektyw i bez czarno-białego schematu.
Nefer - awatar Nefer
ocenił na 9 2 lata temu
Wojny Mussoliniego Frank Joseph
Wojny Mussoliniego
Frank Joseph
Po raz pierwszy spotkałem się z książką, gdzie naprawdę było widać dużo włożonej pracy przez redakcję. Autor bowiem pisząc książkę o działaniach Włoch podczas II wojny światowej podaje mnóstwo błędnych lub niejasnych informacji, które redakcja musiała, niewątpliwie mozolnie, poprawiać. I chwała jej za to! Inaczej książka byłaby pełna błędów i niejasności. Autor, amerykanin włoskiego pochodzenia, choć na początku książki zaznacza, że jest obiektywny, w istocie pisze z nieskrywaną sympatią o włoskich działaniach wojennych i osiągnięciach oraz z nieskrywanym smutkiem opisuje ich porażki. Z tego powodu ciężko jest traktować "Wojny Mussoliniego" jako wiarygodne źródło informacji, nawet pomimo tytanicznej pracy redakcji. Tym bardziej, że czytając książkę można odnieść wrażenie, iż Włosi byli daleko przed Aliantami w wielu aspektach, a ich klęski wynikały albo ze złej woli dowódców, albo z niedoinformowania Duce, albo z powodu kapryśnego losu. Czasem jeszcze przyznaje, że aliancki wywiad ULTRA też wielokrotnie pokrzyżował włoskie plany. Jeśli chodzi o samą treść, to mamy tutaj nie tylko opis działań Włochów podczas II wojny światowej, ale także ich działania w Abisynii, Hiszpanii oraz w Albanii. Każdy z rozdziałów opisuje działania wojenne z punktu widzenia Włochów i włoskich interesów - co jest dobrym zabiegiem, bo warto spojrzeć na wojnę oczami przeciwników, jednak warto mieć na uwadze sympatię autora do Włochów. Niezaprzeczalnym plusem książki jest to, że można się dowiedzieć wielu ciekawych informacji. Na przykład tego, że Włosi korzystali z olbrzymim sukcesem z tzw. "żywych torped", które niejednokrotnie zapewniły im przewagę, tego że Włoch wymyślił radar, który mógł pomóc Włochom podczas walk o Morze Śródziemne, jednak z powodu zaniechania prac nad tym radarem ostatecznie zaprzepaszczono wielką szansę, że włoskie wojsko zaatakowało Grecję nie po to by ją podbić, lecz po to by odciągnąć uwagę Brytyjczyków od frontu libijskiego i w ten sposób dać wojskom włoskim w Afryce szansę na ofenywę i zajęcie Aleksandrii - co ostatecznie się nie udało przez opieszałość marszałka Grazzianego. Tego, że słynny "Lis Pustyni", gen. Rommel, wysłany na pomoc Włochom, został w istocie uratowany przez Włochów kiedy sam znalazł się w pułapce. Tego, że po kapitulacji króla Włoch, gdy Mussolini utworzył Włoską Republikę Socjalną, to miała ona wysokie wsparcie społeczeństwa włoskiego. Autor zaproponował też śmiałe teorie, że Duce utrzymywał kontakt korespondencyjny z Churchillem, o czym miały świadczyć pewne poszlaki oraz dziwne zachowanie agentów brytyjskiego wywiadu we Włoszech, czy o włoskiej bombie atomowej, która przygotowywana przy współpracy z Niemcami, miała być gotowa na lato 1945 roku i o planach by, jeśli ta bomba została skonstruowana wcześniej, wysłać włoski okręt podwodny na Nowy Jork i ją tam zdetonować. Choć te teorie mogą być naciągane, to niewątpliwie są one ciekawe i warto się im przyjrzeć. Zastanawia mnie tylko czemu autor, choć tak lubi wspominać o włoskich sukcesach, to nie wspomniał o działaniach włoskiego konsula w Antiochii, który zdobywał dla Włoch cenne materiały, a jednocześnie pracował potajemnie jako "człowiek-żaba", nurek-komandos, czy o tym, że ostatnią bitwę II wojny światowej stoczyli włoscy żołnierze. Podsumowując, książka jest warta przeczytania ze względu na włoski punkt widzenia wojny oraz na mnogość ciekawych informacji jakie są tam zawarte, ale trzeba ją czytać ostrożnie, mając z tyłu głowy, że autor nie jest obiektywny w tym co pisze.
doliwaq - awatar doliwaq
ocenił na 6 4 lata temu

Cytaty z książki Podwodna wojna

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Podwodna wojna